sobota, 10 lutego 2018

Fałszowanie historii i Co naprawdę o sobie wiemy



Fałszowanie historii

Ziobro i Jaki stanowią sobie prawo, wedle którego będą musieli postawie w stan oskarżenia każdego ocalonego Żyda, który przeżył w Polsce okupację - pisze prof. Jan Tomasz Gross, historyk, socjolog, autor książek o Zagładzie

Cokolwiek by o nich myśleć, panowie Zbi­gniew Ziobro i Patryk Jaki dobrze zna­ją język polski. I gdyby chcieli zakazać pod groźbą kary używania określenia „polskie obozy zagłady”, to jako główni autorzy no­welizacji ustawy o IPN na pewno potrafiliby to zrobić - na przykład wpisując do tekstu inkryminowany zwrot: „polskie obozy zagłady". I jeśliby właśnie o to PiS chodziło, to z łatwością mogłoby osiągnąć swój cel i pies z kulawą nogą by na to nie zareagował. Wszyscy normalni ludzie na świecie wiedzą, że obozy zagłady podczas drugiej wojny świa­towej były niemieckie. Co najwyżej jakiś malkontent mógłby za­pytać, jaki jest sens dekretowania oczywistości.
   Ale że propaganda o powstawaniu Polski z kolan pod PiS-owskim przewodem nie wszystkich jeszcze otumaniła, nowe prawo odczytane zostało zgodnie z intencją jego inicjatorów - jako próba fałszowania historii.
   PiS postanowiło zakazać mówienia prawdy o zagładzie Żydów.
   Nowe prawo domaga się, pod groźbą kary, usunięcia z narra­cji historycznej wiedzy na temat współudziału polskiej ludności w prześladowaniu Żydów podczas okupacji.
A tymczasem taki współudział miał miejsce, i to - jak pisał Jan Karski, obserwując te zda­rzenia na bieżąco - ze strony „znacznej czę­ści Polaków”. Wielkim sukcesem polskich historyków jest dogłębne badanie tego za­gadnienia przez ostatnie 20 lat.
   Oprócz wiedzy dostępnej obecnie dla każ­dego, kto zechce wziąć do ręki publikacje Jana Grabowskiego, Aliny Skibińskiej, Bar­bary Engelking, Dariusza Libionki, Jacka Leociaka, Elżbiety Janickiej, Agnieszki Ha­skiej, Joanny Tokarskiej-Bakir i wielu in­nych uczonych, ich działalność naukowa przyniosła szacunek dla Polski jako kraju, którego społeczeństwo otwarcie konfrontu­je się z bardzo trudną przeszłością. Jednym bezmyślnym gestem panowie Ziobro i Jaki reputację Polski w tej materii przekreślili.
   Politycy i doradcy PiS są zdumieni obu­rzeniem w Izraelu na nowelizację IPN-owskiej ustawy, bo im się zdawało, że po prostu zamkną usta ba­daczom historii Polski. Jakie są rzeczywiste powody tak gwał­townej reakcji - zastanawiał się doradca prezydenta w rozmowie z dziennikarzem telewizyjnym i domniemywał, że może Żydzi przygotowują jakieś żądania restytucyjne wobec Polski? Od­wieczna asocjacja polskich nacjonalistów i antysemitów: Żydzi i pieniądze. I może dlatego, że w takim środowisku się obraca­ją, nikt panom Ziobrze i Jakiemu nie zwrócił uwagi, że stanowią sobie prawo, wedle którego będą musieli postawić w stan oskar­żenia każdego ocalonego Żyda, który przeżył w Polsce okupację.
   Przeczytałem setki świadectw ocaleńców i nie potrafię sobie przypomnieć ani jednego, w którym (zanim ów ocalony wresz­cie trafił na jakąś przyzwoitą osobę) nie byłoby opowieści o zdra­dach, szantażach czy rabunku ze strony polskiego otoczenia. Jaki i Ziobro - tak samo jak i reszta posłów, którzy głosowali za tą ustawą - zapewne żadnego świadectwa żydowskiego ocaleńca z Zagłady nie mieli w ręku. I nie przyszło im do głowy, że ocale­ni z Zagłady w naturalnym odruchu oburzenia zaprotestują, gdy polscy parlamentarzyści spróbują wymazać z historii ich najbar­dziej dramatyczne doświadczenie życiowe.
   To nie glos premiera Netanjahu był w tej sprawie najważniej­szy, ale fakt, że pierwsze strony izraelskich gazet z dnia na dzień zapełniły się wspomnieniami polskich Żydów o tym, czego do­świadczyli z rąk Polaków w czasie okupacji. Geniusz z Nowo­grodzkiej, spuszczając ze smyczy swoje psy gończe - tym razem, aby usunęły ślady współudziału Polaków (mam na myśli kon­kretnych Polaków, oczywiście) w dziele Zagłady - kolejny raz uzyskał rezultat dokładnie odwrotny do zamierzonego.
    „Polska pod rządami PiS brunatnieje” - powiedział waż­ny polityk opozycji i miał rację. Bo przecież wpadka z IPN-owską ustawą to tylko część większej całości. Mieliśmy niedaw­no wzbudzający przerażenie w świecie Marsz Niepodległości, któremu z zachwytem przyglądał się minister spraw wewnętrz­nych. Asystent posła z partii Kukiz’15 dyrygował publicznym wieszaniem na szu­bienicach portretów parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej, w tle powiewały flagi O NR, spektaklowi policja państwowa przyglądała się z niewzruszonym spokojem Młodzi ludzie z organizacji współzałożonej przez tegoż asystenta świętowali urodziny Hitlera, przebierając się w mundury eses­manów. Otwarcie antysemickie wypoWiedzi pokazuje w programie publicystycznym telewizja publiczna.
   Polski nacjonalizm ma dobrze zdefinio­waną polityczną genealogię i PiS sytuuje się w niej między endecją a ONR. Centralnym elementem światopoglądu tych przedwo­jennych ugrupowań był antysemityzm. Naj­bardziej widoczni dzisiaj polscy antysemici - były ksiądz Międlar oraz Piotr Rybak - de­klarowali na YouTubie wyrazy wdzięczności dla panów Ziobry i Jakiego za to, że nie po­zwalają robić im krzywdy. Imperium medialne księdza Rydzyka, do którego pielgrzymują PiS-owscy notable, jest od lat rozsadnikiem antysemityzmu. Propagując nienawiść do uchodźców, PiS-owska retoryka posługuje się imaginarium wyjętym z naj­gorszego antysemickiego repertuaru, insynuując, że uchodźcy roznoszą choroby.
   Bo ostatecznie co komu wiadomo w Polsce na temat Arabów oprócz tego, co miłośnicy Sienkiewicza wyczytali „W pustyni i w puszczy”? I dlaczego mieszkańców Mazowsza miałby obcho­dzić islam? Siła i skuteczność PiS-owskiej propagandy polega­ją na tym, że zdecydowała się uruchomić drzemiące w polskim społeczeństwie antysemickie stereotypy i uprzedzenia.
Dlaczego właśnie Żydzi są nemezis polskich nacjonalistów? Oczywiście na Niemców, Rosjan czy Ukraińców też nie da się dobrego słowa powiedzieć, ale przecież Żydzi są jednak najgorsi…
   Odpowiedź na to pytanie jest na pewno bardzo skomplikowana, ale idąc na skróty odwołam się do słów rzymskiego hi­storyka Tacyta, że „w naturze człowieka leży nienawiść do tych, którym się wyrzą­dziło krzywdę”. Więc, żeby było wiadomo, co mam na myśli, na zakończenie jeszcze Parę słów o współudziale polskiej ludność w zagładzie żydowskich współobywateli.
   Jedno z pierwszych żydowskich świadectw zebranych po wojnie, opatrzone sygnaturą nr 8/301 w kolekcji Żydowskiego Instytutu Historycznego, zostało spisane 28 sierpnia 1944 roku w Lublinie. Złożył je niejaki Perec Szpiro, który do 23 sierpnia 1944 r. był trzymany przez Niemców w obozie pracy koło lotniska w Dęblinie. Zapis tej relacji kończy się następująco: „Dnia 23 VIII 1944 opowiadający wraz z 11 pracownikami żydowskimi uciekli z obozu pracy. Przy życiu jednak pozostali dwaj chłopcy, opowiadający i Bleichman Szaja z Ryk, ur. 1926 r„ uciekających zabił ktoś z ludności miejscowej. Pozostałych robotników z obozu wywieźli Niemcy w ten sam dzień z Częstochowy.
   Odebrała i napisała Eda Lieberman. Lublin. 28 VIII.. 1944”.
   Wątpię, żeby jakimś cudem pozostał jeszcze inny ślad po tych 10 Żydach, których pod koniec sierpnia 1944 roku - kiedy już było wiadomo, że wojna się kończy gdzieś między Dęblinem a Lublinem zamordowała „ludność miejscowa”. Najprawdopodobniej jest to zbrodnia nieujęta rzez żadne statystyki. I przy całym horrorze zbrodni na Żydach, które polskim (i nie tylko polskim) historykom udało się już do tej pory opisać („w oparciu o fakty”  naturalnie), niech los tych dziesięciu za­ganianych ludzi będzie miarą rozstępu między tym, co jest jakoś tam udokumentowane, a rzeczywistą skalą morderstw popełnianych przez ludność miejscową na żydach w Polsce podczas - a w tym wypadku może i tuż po zakończeniu - okupacji.
Jan Tomasz Gross

Co naprawdę o sobie wiemy

Może to dowód na to, jak ten antysemityzm jest w nas głęboko zakorzeniony? Przesialiśmy go dostrzegać, a w rzeczywistości  jest wszędzie mówi Barbara Engklking, która zajmuje się badaniami nad zagładą Żydów


NEWSWEEK: PiS rozpętało wojnę niemal z całym światem jednym zapisem w ustawie o IPN. Dlaczego?
BARBARA ENGELKING: Nie starczyło im wyobraźni, żeby zrozumieć konsekwencje wprowadzanego przepisu. Sprawy dotyczące Zagłady są bacznie śledzone na całym świe­cie. I nawet jeśli założyć, że politycy PiS mieli pokrętną, ale dobrą wolę dotyczącą kłamliwe­go nazywania obozów koncentracyjnych „pol­skimi”, to wsadzanie do więzienia za głoszenie prawdy o współudziale Polaków w Zagładzie i wybór daty na uchwalenie tej ustawy - dzień wyzwolenia obozu Auschwitz, czczony jako Dzień Pamięci Ofiar Holokaustu – świadczy o głupocie i arogancji tej władzy. Trudno do­prawdy było nie przewidzieć, że takie wyda­rzenie odbije się na świecie głośnym echem. Równie niemądre były słowa polskiego premiera wygłoszone przy tej okazji.
Chodzi o stwierdzenie, że w Yad Vashem brakuje „najważniejszego drzewa - drzewa dla Polski”?
- Jeśli ktoś mówi o jednym drzewie dla ca­łej Polski, to wystawia sobie kiepskie świa­dectwo. To znaczy, że nie wie, co działo się w czasie wojny w Polsce, a ponadto nie ro­zumie idei upamiętniania Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
Prezydent Duda też zabierał głos w tej sprawie parę razy, mówiąc na przykład o roli „tysięcy Polaków w dziele braterstwa, ratowania czegoś, co nazywam Rzeczpospolitą przyjaciół”.
- Często się zastanawiam, czy to są ludzie o niskim poziomie świadomości i wiedzy hi­storycznej, ignoranci, czy też raczej cynicy i manipulatory, którzy wiedzą, jak było, jaka była skala szmalcownictwa, donosicielstwa, jak bezkarne było zamordowanie Żyda w cza­sie wojny - a mimo to opowiadają publicznie bzdury w imię prowadzonej gry politycznej.
Na czym ta gra polega?
- Na wtórnym budowaniu niewinności, wbrew faktom historycznym. Tworzeniu mitu, że wszyscy pomagali i jak tylko Żyd wyszedł z getta, to mógł zapukać w dowolne drzwi, a one się przed nim natychmiast otwierały, witano go chlebem i solą w każdej chacie jak Polska długa i szeroka. Oferując ukrywanie, oczywiście za darmo.
Przecież nikt, kto ma elementarną wiedzę i odrobinę przyzwoitości, nie uwierzy w takie banialuki. Mam cichą nadzieję, że ta usta­wa przez swoją kuriozalność przyczyni się do uczciwej dyskusji o Sprawiedliwych. Do zadania sobie pytania, dlaczego było ich tak mało? Czy mogło być więcej?
Mogło?
- Gdyby nie Polacy donoszący na Pola­ków ukrywających Żydów, to w zasadzie żaden z nich nie musiałby zginąć. Zginę­ło około tysiąca takich Polaków i śmierć zawdzięczają swoim braciom w Chrystu­sie. Czy można było nie donosić? Można było. Dowodzi tego historia tych środo­wisk, w których Żydzi byli ukrywani - na przykład warszawskiego, lewicowego Żo­liborza czy stołecznego półświatka. Za­pewne, gdyby panowała solidarność wokół ukrywania Żydów, gdyby nie do­noszono, więcej osób byłoby skłonnych im pomagać.
Jan Tomasz Gross nazywa Sprawiedli­wych „pariasami w polskim społeczeń­stwie - odtrąconymi i prześladowanymi Przez swoje otoczenie”.
- To prawda. Zarówno w czasie wojny, jak i po jej zakończeniu Polacy ukrywający Żydów bali się swoich polskich sąsiadów. Tym bardziej że w pomaganie zapętlony jest jeszcze mit żydowskiego złota. Ludzie, którzy pomagali, musieli się w po­wszechnej opinii wzbogacić, a to naraża­ło ich na zawiść, ostracyzm i wykluczenie. Dziś panuje mit, że wszyscy ukrywali za darmo, co jest częściowo pokłosiem za­sad przyznawania tytułu Sprawiedliwego, który zakłada, że pomagano bezintere­sownie. Yad Vashem odchodzi ostatnio od tego warunku, bo wszyscy rozumieją, że to była fikcja, że na ukrywanie Żyda, kar­mienie go, chronienie - potrzebne były pieniądze. „Bezinteresownie” znaczy bez wykorzystywania, nadużywania, okrada­nia tych, którym pomagano.
A swoją drogą trudno oprzeć się wraże­niu, że ta ustawa została napisana przez PiS przeciwko jednemu człowieko­wi - Jankowi Grossowi. To on jest - jak można się domyślać - celem prokura­torów. Jestem pełna podziwu dla nie­go - jak wielkich rzeczy dokonał, że cała Rzeczpospolita musi zmieniać system prawny, aby okiełznać jedną osobę? Czy nie świadczy to o tym, jak jednostka może być silna, a państwo słabe?
Czy działania PiS są w stanie zafałszować ponownie historię?
- Na pewno nie, jestem spokojna o praw­dę historyczną. Martwi mnie jednak pró­ba budowania świadomości narodowej na poziomie dziecięcego świata, w którym Polacy stanowią emanację dobra, są wy­łącznie niewinnymi ofiarami niezdolnymi do czynienia jakiegokolwiek zła. Przecież dorastanie polega między innymi na ra­dzeniu sobie z dysonansem poznawczym, na uczeniu się wybierania między dobrem a złem, które są w każdym z nas. Poma­gają w tym kultura, religia, cywilizacja ze swoimi normami, przykazaniami i zwy­czajami. Tymczasem u nas buduje się toż­samość na infantylnej, fałszywej, a tym samym kruchej podstawie. W efekcie je­steśmy społeczeństwem, które łatwo daje się manipulować.
Rafał Ziemkiewicz nazywa dziś Żydów „chciwymi parchami”. W telewizji publicznej wraz z innym prawicowym publicystą robi sobie dowcipy z komór gazowych. Równocześnie pojawia się postulat, aby każdemu, kto broni Żydów, odbierać polskie obywatelstwo.
- Czyż to nie jest znany zestaw endeckich wzorców i kalek językowych? Jakież ubó­stwo intelektualne, moralne, mentalne.
Jakby w kulturze polskiej był tylko ogra­niczony zestaw określeń, które należy po­wtarzać. Dostosowywać stare myśli do nowej sytuacji.
Czy endecja, która wyniosła antysemi­tyzm do poziomu narodowej cnoty, znów w Polsce triumfuje?
- Przedwojenna endecja zdołała przeko­nać Polaków, a przynajmniej sporą ich część, że Żydzi nie są naszymi braćmi. Grunt pod Jedwabne i dziesiątki innych pogromów w polskich miastach i mia­steczkach w 1941 r. został przygotowany właśnie wtedy. Z kolei po wojnie nie opadł jeszcze pył, a już mieliśmy w 1946 r. serię pogromów. Potem był Marzec ’68. Nie po­trafimy wyciągać wniosków. Wszystko się powtarza: język wykluczenia i naznacze­nia, także niektóre obleśne twarze są po­dobne do tych marcowych. Holokaust - jak każde ludobójstwo - zaczął się prze­cież od słów. Jesteśmy być może świadka­mi narodzin kolejnego faszyzmu.
Na pewno jesteśmy świadkami erupcji antysemityzmu.
- Może to dowód na to, jak ten antyse­mityzm jest w nas głęboko zakorzenio­ny? Stał się przezroczysty jak powietrze - przestaliśmy go dostrzegać, a w rzeczy­wistości jest wszędzie. Uprawiana przez lata polityka wyparcia i fałszowania prze­szłości, która nie pozwala przepracować win własnej historii, sprawia, że PiS może wygrywać przez następne lata. Nie mó­wię, że długo utrzyma się przy władzy, ale ten sposób myślenia, ta mentalność, wsobność społeczna będzie triumfować i zarządzać społecznymi emocjami. Ci zaś, którym nie będzie się to podobać, pójdą do więzienia albo wyemigrują.
Ponura wizja.
- Ale przerabiana już w historii. Może gdybyśmy wpisali wiedzę o Jedwabnem do podstawy programowej nauczania hi­storii wtedy, gdy ukazali się „Sąsiedzi” Grossa, w 2000 r., gdybyśmy nie zmarno­wali tych 15 lat, zanim do władzy doszło PiS, to nie mielibyśmy teraz tylu młodych neonazistów? Bez powiedzenia głośno, co naprawdę o sobie wiemy, nie zrobimy kro­ku wprzód.
A co wiemy?
- Wiemy, że człowiek jest slaby i ulega po­kusie czynienia zła, szczególnie gdy może to robić bezkarnie. Wiemy, że w czasie okupacji wielu Polaków nie oparło się po­kusie skorzystania z okazji wzbogacenia się, poprawienia swojego bytu poprzez przejęcie czyjegoś warsztatu pracy, skle­pu, mieszkania. Wiemy też, że ludzie się bali, bo terror wprowadzony przez Niem­ców nie sprzyjał bohaterstwu i to jest ab­solutnie zrozumiałe. O ile jednak strach jest wybaczalny, to niewybaczalne jest czynienie zła. Nasza konfrontacja z prze­szłością powinna iść w kierunku badania tego, co wynikało ze strachu i co można wybaczyć, a tego, co granicę niewybaczal­nego przekroczyło. Jaka była w tym rola kultury, poglądów politycznych, Kościoła?
Kościół i dziś nie stroni od podsycania antysemityzmu.
- Dzisiejszy Kościół powinien być skoń­czony w momencie, gdy episkopat nie wymusił na rządzie zmiany postawy w sprawie uchodźców. Kościół polski ob­nażył swoją hipokryzję, wypierając się fundamentów wiary, którą głosi. W czasie wojny było podobnie, Kościół zapomniał, że piąte przykazanie: „Nie zabijaj” odnosi się także do Żyda, nie przypominał o tym z ambony. A mogło mieć to fundamental­ne znaczenie, co pokazują jednostkowe przykłady. Na przykład w Brańsku w cza­sie okupacji proboszcz apelował z ambo­ny o pomaganie Żydom - i tam pomagano więcej niż w sąsiednich miejscowościach.
Jak współudział Polaków w Zagładzie wygląda w liczbach?
- A dlaczego liczby są takie ważne?
Bo liczby to fakty, które trudno kwestionować.
- Nie lubię tego nacisku na liczby, bo jakie to ma znaczenie, czy Polacy zabili dwóch Żydów, dwudziestu, czy dwadzieścia tysięcy?
Dwa morderstwa mogą być przypadkiem, ale dwadzieścia tysięcy, a może nawet dwieście tysięcy, jak szacują niektórzy badacze, to już celowe i świadome działanie.
- Ostatecznych liczb nie poznamy nigdy, możemy mówić „nie mniej niż...”, „oko­ło”, ale tego, że z rąk Polaków zginęło do­kładnie tylu a tylu Żydów albo zostało wydanych Niemcom, bo wydawanie było procederem zdecydowanie częstszym, tego powiedzieć nie będziemy mogli nigdy.
Liczba dwustu tysięcy odnosi się, jak ro­zumiem, do szacunków zakładających, że w trzeciej fazie Holokaustu, czyli po 1942 r., gdy zakończyła się główna fala ekstermi­nacji Żydów w obozach koncentracyjnych, udało się uciec z transportów, z obozów, z likwidowanych gett, wygrzebać z maso­wych grobów, około 250 tysiącom Żydów.
Którzy szukali pomocy u Polaków i spośród których końca wojny doczekało tylko 40 tysięcy.
- Od 30 do 80 tysięcy - to także są tylko szacunki. Część z tych, którzy nie doży­li końca wojny, zmarła z powodu chorób i wycieńczenia, ale nawet jeśli założymy, że była to połowa, to wciąż pozostaje oko­ło 100 tysięcy, o których historycy mówią jako o pośrednich lub bezpośrednich ofia­rach Polaków.
Bo to, że Polacy uczestniczyli na tym eta­pie Zagłady w eksterminacji Żydów, nie podlega już dyskusji. Mówią o tym doku­menty i prace naukowe. Jednak nie liczby są tu najważniejsze, lecz fakt - dosyć chy­ba oczywisty dla katolików - że wszyst­ko, co zrobiliśmy jednemu z braci naszych najmniejszych, powinno mieć takie samo znaczenie jak to, co zrobiliśmy tysiącom. Na czym najczęściej polegało polskie współuczestnictwo w Zagładzie?
- Odbywało się to na różnych poziomach. Był poziom parainstytucjonalny, czy­li organizacji takich jak granatowa poli­cja, strażacy, junacy, którzy uczestniczyli - pod rozkazami Niemców - w likwidacji gett czy wyłapywaniu żydowskich ucieki­nierów. Czy to było współuczestnictwo, czy współodpowiedzialność? - pozostaje do rozstrzygnięcia. Było też uczestnictwo indywidualne. O ile we Francji czy w Bel­gii wsadzano Żydów do pociągów, depor­towano na wschód i ludność miejscowa nie była świadkiem ich śmierci, o tyle w Polsce mord odbywał się na oczach Polaków. Widzieli tworzenie i likwida­cję gett, wiedzieli, że wielu Żydów przy tym ginie; drogi wiodące do stacji kole­jowych bywały zasłane trupami. Lud­ność polska była świadoma losu Żydów. Oczywiście Polacy byli w czasie wojny przede wszystkim ofiarami, często świad­kami, ale czasami byli także oprawcami. Co zrobiliśmy z tą wiedzą? Z pamięcią? Z odpowiedzialnością za groby, które po­zostały na tej ziemi? Zamiast ustawowo wprowadzać zakaz nakazujący milcze­nie, może trzeba postawić sobie wreszcie te wszystkie pytania.
Na przykład jakie?
- Co znaczy dla nas, dla naszej tożsamo­ści, utrata 3 milionów obywateli, bo tylu polskich Żydów zginęło w czasie Zagłady? W jaki sposób to Polskę zubożyło i zmie­niło? Czy mamy jakiś dług? Czy jesteśmy tym ludziom coś winni w wymiarze mo­ralnym? Szacunek? Pamięć? Czy ta hi­storia nas czegokolwiek nauczyła? Czy towarzyszenie cudzemu cierpieniu, bo doświadczenie Zagłady jest doświadcze­niem cierpienia, sprawiło, że dziś potra­fimy się odnieść do tamtych wydarzeń, nawet jeśli wtedy nie potrafiliśmy?
Uważa pani, że jest to możliwe w czasach, gdy w Polsce odżywa neofaszystowski kult?
- Oczywiście, przecież PiS nie musi nam narzucać tego, o czym rozmawiamy i czym się zajmujemy. Prawica ma coś w rodzaju teflonowego umysłu, w którym ciągle szu­kamy szczeliny, próbując się przebić ze swoimi naiwnymi, obywatelskimi przeko­naniami. Ale może oni rzeczywiście mają inny genotyp.
To nie są oni. To my.
- Racja, to my. Sama wpadam w pułapkę naznaczania. Dobrze to sobie uświado­mić. Staram się mieć nadzieję, że przypo­mnienie tego, do czego może prowadzić nienawiść, a prowadzi często do przemo­cy, może być punktem zwrotnym. Może właśnie to jest początkiem końca PiS?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz