niedziela, 17 lipca 2011

JOANNA HOFMAN NA CELOWNIKU ZUS

Żona posła PiS na lewych zwolnieniach?

Joanna Hofman, żona posła PiS Adama Hofmana, może mieć problemy. KGHM, spółka, w której jest zatrudniona, chce, by ZUS skontrolował jej zwolnienia lekarskie. Z dokumentu, do którego dotarł "Dziennik Gazeta Prawna", wynika, że KGHM prosił o kontrolę już na początku października.

Joanna Hofman jest zatrudniona w KGHM. W pracy nie pojawiła się od dwóch lat. W tym czasie była już na zwolnieniu chorobowym, świadczeniu rehabilitacyjnym, urlopie macierzyńskim, urlopie wypoczynkowym oraz urlopie wychowawczym, z którego wróciła 4 września tego roku, by dzień później przedstawić zwolnienie lekarskie, na którym jest do dziś.
Z naszych informacji wynika, że Joanna Hofman została zatrudniona w KGHM w kwietniu 2007 roku w czasie, gdy rządziło PiS. Wtedy prezesem tej jednej z największych spółek Skarbu Państwa był Krzysztof Skóra, członek Prawa i Sprawiedliwości i kandydat tej partii w wyborach parlamentarnych w 2005 roku Hofman została głównym specjalistą w wydziale komunikacji korporacyjnej z pensją około 6 tysięcy złotych.
Czym się zajmowała? Tego do końca nie wie nawet jej mąż.
"Obsługiwała bieżącą działalność spółki w Warszawie, to znaczy to, czym spółka zajmuje się na co dzień, ale szczegółów jej codziennych zajęć nie znam" - powiedział nam Adam Hofman, zastrzegając jednak, że jego żona nie była zatrudniona na kierowniczym stanowisku.
Informacji o szczegółach zajęć Joanny Hofman nie chce udzielać też KGHM. "To są wewnętrzne sprawy korporacyjne objęte tajemnicą. Ponadto wydział komunikacji korporacyjnej został zlikwidowany, więc trudno mi coś powiedzieć o zakresie obowiązków jego pracowników" - poinformowała nas Anna Osadczuk, p.o. rzecznika prasowego KGHM. Zdradziła jednak, że do obsługi warszawskiej filii spółki wystarcza praca dwóch osób.

Dokładnie Joanna Hofman jest nieobecna w pracy od 23 grudnia 2007 roku, czyli przepracowała w spółce osiem miesięcy. Dwa dni przed tą datą pojawiła się informacja, że prezes Krzysztof Skóra ma zostać odwołany ze stanowiska prezesa KGHM, co ostatecznie nastąpiło 17 stycznia 2008 roku. Zmian w spółce domagał się wtedy nowy minister Skarbu Państwa Aleksander Grad z PO.

Zdaniem Adama Hofmana te wydarzenia nie mają ze sobą związku. Dodaje, że jego żona była już kontrolowana przez ZUS na wniosek KGHM, kiedy była na urlopie.

"Widać władze KGHM ukochały sobie ten środek nadzoru. Cóż czasem złośliwość ludzka jest silniejsza niż zdrowy rozsądek" - mówi Hofman. Zaznacza, że jego żona pozostaje na zwolnieniu, gdyż przygotowuje się do zabiegu lekarskiego.
Z naszych informacji wynika, że KGHM chce wyrzucić z pracy Joannę Hofman. Ale nie może tego zrobić, bo ta przebywa na urlopie lub zwolnieniu lekarskim. Wydział komunikacji korporacyjnej KGHM, w którym została zatrudniona żona posła PiS zlikwidowano w maju zeszłego roku.

LINK

sobota, 16 lipca 2011

Za kupowanie głosów musi teraz zapłacić 4 tysiące

Na karę 4 tysięcy zł grzywny skazał Sąd Rejonowy w Szczytnie Bożenę A., która startując z list PiS w ubiegłorocznych wyborach samorządowych do rady gminy Jedwabno, kupowała głosy wyborców.


Oskarżona przyznała się do winy i dobrowolnie poddała karze. Bożena A. została oskarżona przez szczycieńską prokuraturę o udzielenie korzyści majątkowej 16 osobom uprawnionym do głosowania w gminie Jedwabno. Płaciła po 20 zł w zamian za pójście do obwodowej komisji wyborczej i głosowanie za jej kandydaturą.

Razem z kandydatką na ławie oskarżonych zasiadły 2 osoby, które pomagały jej w przekupieniu wyborców. Józefa S. i jej syn Mariusz K. w dniu wyborów wyszukiwali skłonnych głosować za opłatą i przekazywali im pieniądze. Obydwoje oskarżeni nie pracują, nie mają żadnego wykształcenia i żyją z renty socjalnej. Wśród podobnych do siebie osób wyszukiwali chętnych do głosowania za pieniądze.

Wiadomości o łatwym zarobku stały się we wsi na tyle głośne, że sprawą zainteresowała się miejscowa policja. Wszyscy oskarżeni przyznali się do winy i dobrowolnie poddali karze. Prokurator przychylił się do wniosku o proponowany przez nich wymiar kary.

Bożena A. powiedziała w sądzie, że nie zdawała sobie sprawy, iż popełnia przestępstwo zagrożone karą 5 lat więzienia. Myślałam, że po wyborach jakoś się odwdzięczę osobom, które na mnie głosowały i dam im pieniądze. Nie wiedziałam, że jest to czyn zabroniony - stwierdziła oskarżona.

Sąd rejonowy w Szczytnie skazał Bożenę A. na karę 4 tysięcy złotych grzywny. Jej wspólnikom - Józefie S. i Mariuszowi K. - nakazał prace społeczne przez 3 miesiące. Ponieważ skazani nie mają żadnych dochodów sędzia odstąpił od obciążania ich kosztami sądowymi.

Kupowanie przez kandydatkę PiS głosów wyborców nie zapewniło jej zwycięstwa. Otrzymała 39 głosów i nie dostała się do rady gminy Jedwabno.
za PAP

LINK

środa, 13 lipca 2011

Agora vs. Jarosław Marek Rymkiewicz [Video]

Cenzor dla Ziobry

Po ostatnich kontrowersyjnych wypowiedziach Zbigniewa Ziobry lider PiS postanowił zatkać mu usta. Kneblem ma być Adam Hofman, dawny protegowany Ziobry.

Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Adam Hofman to jedyny facet w tej partii, który regularnie się maluje. Pod ręką zawsze ma wypchaną po brzegi kosmetyczkę z substancjami do maskowania niedoskonałości cery i układania włosów. Jest w każdej chwili gotowy do telewizyjnego występu czy zdjęć dla kolorowych gazet. – To partyjne kosmetyki – żartuje, patrząc w lustro i malując się przed sesją dla "Newsweeka".

Jednak ci, którzy znają wyłącznie upudrowany wizerunek Hofmana, tak naprawdę wiedzą o nim niewiele. Bo nie jest on grzecznym chłopcem. A prezes nie wykorzystuje go do odmawiania wieczornych paciorków, tylko do brudnej politycznej roboty. Najnowsze zadanie Hofmana to przytemperowanie Zbigniewa Ziobry, który za bardzo się rozbrykał. To nobilitujące zadanie, biorąc pod uwagę, że Jarosław Kaczyński ma sporo zastrzeżeń co do lojalności Hofmana.

Plan był taki: powołamy nowe ugrupowanie, partię młodej generacji. Przekonamy ludzi, że konflikt Tuska z Kaczyńskim to zapasy starszych panów, którzy stracili kontakt z rzeczywistością i nie potrafią już zmodernizować Polski. My jesteśmy młodzi, unieważnimy ich spory i przebudujemy kraj. Takie było myślenie kilkunastu początkujących polityków z PO, PiS i SLD, którzy od przełomu 2009 i 2010 r. spotykali się w warszawskim biurze Adama Hofmana w tajemnicy przed opinią publiczną, mediami i partyjnymi bossami.

To było jak poufne, ponadpartyjne sprzysiężenie. Do dziś lista uczestników spotkań jest tajemnicą. Ale według ustaleń "Newsweeka" poza Hofmanem (PiS, 31 lat) na spotkania przychodzili m.in. Bartosz Arłukowicz (wówczas w SLD, 40 lat), Agnieszka Pomaska (PO, 31 lat), Zbigniew Girzyński (PiS, 38 lat), Paweł Poncyljusz (wówczas w PiS, 42 lata), Cezary Tomczyk (PO, 27 lat) oraz Dawid Jackiewicz (PiS, 38 lat). To nie było polityczne bicie piany. Młodzi na tajne konwersatoria zawsze zapraszali gości, aby rozmawiać o konkretnych kwestiach. Spotykali się m.in. z Aleksandrem Kwaśniewskim (polityka zagraniczna), prof. Jadwigą Staniszkis (transformacja ustrojowa) czy prof. Krzysztofem Rybińskim (gospodarka). Tak rodziła się idea partii młodych. – Uważaliśmy, że Polsce potrzebna jest partia generacyjna – opowiada Bartosz Arłukowicz, dziś minister w rządzie Tuska. – Partia budowana przez młodych polityków, których łączy liberalizm gospodarczy i chęć modernizacji kraju, a także odrzucenie historycznych i osobistych podziałów.

Z Arłukowiczem Hofmana połączyła szczególna więź. Spotykali się bardzo często przy wódce i snuli polityczne plany. – Poznałem Adama bardzo dobrze, znam też jego rodzinę – przyznaje Arłukowicz. – To sympatyczny facet, z przyjemnością spędzałem z nim czas. Gadaliśmy godzinami na rozmaite tematy, najczęściej spoza polityki, choćby o hobby czy dzieciach.

Partia młodych była – jak twierdzą nasi rozmówcy – jednym z wielu pomysłów Hofmana na rozstanie z PiS. Przez lata czuł się tam niedoceniany, w dodatku ze swoimi poglądami nie przystawał do większości polityków PiS. On był za podpisaniem przez Lecha Kaczyńskiego traktatu lizbońskiego, który zacieśniał integrację Unii Europejskiej. Oni byli przeciw. On był za dopuszczalnością zapłodnienia in vitro. Oni byli przeciw. Ostatnio wypowiedział się przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Oni chcieliby aborcji zakazać zupełnie. Kiedyś dopuszczał nawet koalicję z SLD, choć dziś mówi na ten temat tak jak oni. – Gdzieś pod koniec 2008 roku, po awanturze o traktat lizboński, Adam zaprosił mnie na kolację do chińskiej knajpy. W grupie kilku osób rozmawialiśmy o tym, żeby powołać nową partię z Kazikiem Marcinkiewiczem, który jeszcze wtedy był popularny – opowiada jeden z polityków PiS.

LINK

Prezes PiS: Cnotę straciliśmy, a rubla nie zarobiliśmy

- Strategia z kampanii się nie sprawdziła. Cnotę straciliśmy a rubla nie zarobiliśmy – tak według ustaleń „Wprost” Jarosław Kaczyński tłumaczył na jednym z zamkniętych spotkań powrót do tematu katastrofy smoleńskiej.
Słowa padły podczas posiedzenia klubu parlamentarnego PiS, na którym Mariusz Błaszczak został wybrany nowym przewodniczącym. Spotkanie zaczęło się od wystąpienia socjologa dr. Tomasza Żukowskiego, który przedstawił partyjny sondaż zamówiony przez PiS. Było to porównanie wyników obecnych z rezultatami z kampanii wyborczej. – Okazało się, że zmiana retoryki, powrót do tematu Smoleńska i spór o krzyż nie odbiły się na naszym poparciu. Nasze wyniki właściwie ani drgnęły – relacjonuje poseł kojarzony z partyjnym talibanem.

Samo wystąpienie Kaczyńskiego było bardzo szczerze. - Strategia pomijania tej sprawy z kampanii się nie sprawdziła. Cnotę straciliśmy a rubla nie zarobiliśmy. Ale wtedy tak trzeba było, tego oczekiwali ludzie. Tak wskazywały sondaże – stwierdził.

Te słowa wprawiły część posłów PiS w konsternację. – Prezes brzmiał jak człowiek, który czuje, że zdradził własne ideały. Dało się wywnioskować, że to współpracownicy wymogli na nim łagodną retorykę, w której zabrakło miejsca na Smoleńsk – wspomina dziś w rozmowie z „Wprost" jeden z posłów PiS.

Szef PiS odniósł się także w swoim wystąpieniu do publicystyki europosła Marka Migalskiego i redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej" Pawła Lisickiego. - Dwóm panom, którzy krytykują mnie na blogu i w gazecie, nie zarzucam złych intencji. Ich problem polega jednak na tym, że Bóg poskąpił im umiejętności politycznej analizy. Nasza dzisiejsza strategia jest przemyślana i doprowadzi nas do zwycięstwa - zapowiedział.

Marek Migalski w swoim blogu skrytykował powyborczą strategię PiS. „Od czwartego lipca ponosimy same porażki. Jesteśmy w stałej defensywie. Tracimy kolejne punkty. Daliśmy się wpuścić w spór o krzyż, o tragedię smoleńską, zajmujemy się wciąż sobą, a nie rozliczaniem PO z realizacji obietnic wyborczych" – napisał. Z kolei Paweł Lisicki zarzucił Jarosławowi Kaczyńskiemu, że, angażując się w wojnę o krzyż, „otwiera Polsce prostą drogę do zapateryzmu" oraz wzmacnia „antychrześcijańską lewicę, której głównym postulatem stanie się walka z Kościołem i publiczną obecnością religii". Zaatakował również prezesa PiS za publiczne snucie „opowieści o niby-zamachu", o tym, „że blisko Katynia doszło do więcej niż katastrofy, więcej niż do nieszczęśliwego wypadku”.

LINK

Wrocław: Członek komisji fałszował karty do głosowania

kt, IAR

We wrocławskiej prokuraturze rozpoczęło się przesłuchanie 71- latka podejrzewanego o sfałszowanie kart wyborczych. Miał oddawać głosy na kandydatów PiS. Mężczyzna był pracownikiem komisji wyborczej numer 270 we Wrocławiu. Grozi mu do 3 lat więzienia.


Do incydentu doszło w komisji nr 270 przy ulicy Osobowickiej. Tuż po zamknięciu lokalu, gdy zaczęło się liczenie oddanych głosów, członek komisji zaczął dopisywać dodatkowe znaki. Zanim odebrano mu karty, dokonał kilkudziesięciu skreśleń.


Policję o zdarzeniu powiadomiła szefowa komisji. 71-letni mężczyzna mężczyzna już po zamknięciu lokalu miał sfałszować karty wyborcze - łącznie 56 dokumentów. Miał oddawać głosy na kandydatów PiS.

LINK

Nowy Sącz: Oskarżenia o fałszowanie list wyborczych PiS

Iwona Kamieńska

Kolejny akt oskarżenia dla działaczy PiS. Prokuratura wciąż bada kampanię z 2005 r.

Trzeciej osobie prokuratorzy z Krakowa postawili zarzuty dotyczące fałszowania podpisów na listach poparcia dla m.in. byłego posła, a obecnego prezydenta Nowego Sącza Ryszarda Nowaka, kompletowanych przed wyborami parlamentarnymi w 2005 roku.


Ponad rok temu jako pierwsza usłyszała zarzuty Dominika G., która pracowała w biurze poselskim Nowaka jako sekretarka. Przyznała się do winy
i zadeklarowała dobrowolne poddanie karze. W ten sposób uniknęła procesu. W sierpniu stanie przed sądem kolejny podejrzany - Paweł K. Był wolontariuszem sztabu zbierającego autografy poparcia dla kandydatów PiS. Nie przyznał się do winy. Sprawę rozstrzygnie Temida.


- Zakończono formułowanie aktu oskarżenia wobec trzeciej osoby. Tym razem chodzi o Rafała K. - powiedział nam wczoraj prokurator Janusz Hnatko z krakowskiej Prokuratury Okręgowej. - Zarzuty są takie same jak w przypadku dwóch wcześniejszych oskarżeń.


Jak wyjaśnia prokurator - to nie jest koniec śledztwa w tej sprawie.

LINK

Kandydatka PiS płaciła 20 złotych za głos. "Nie wiedziałam, że tak nie można"

Na karę 4 tys. zł grzywny skazał Sąd Rejonowy w Szczytnie Bożenę A., która startując z list PiS w ubiegłorocznych wyborach samorządowych do rady gminy Jedwabno, kupowała głosy wyborców. Oskarżona przyznała się do winy i dobrowolnie poddała karze. Kupowanie głosów nie zapewniło Bożenie A. wyborczego sukcesu. Otrzymała 39 głosów i nie dostała się do rady gminy Jedwabno. Bożena A. została oskarżona przez szczycieńską prokuraturę o udzielenie korzyści majątkowej 16 osobom uprawnionym do głosowania w gminie Jedwabno.

Płaciła po 20 zł w zamian za pójście do obwodowej komisji wyborczej i głosowanie za jej kandydaturą. Razem z kandydatką na ławie oskarżonych zasiadły dwie osoby, które pomagały jej w przekupieniu wyborców. Józefa S. i jej syn Mariusz K. w dniu wyborów wyszukiwali skłonnych głosować za opłatą i przekazywali im pieniądze. Obydwoje oskarżeni nie pracują, nie mają żadnego wykształcenia i żyją z renty socjalnej. Wśród podobnych do siebie osób wyszukiwali chętnych do głosowania za pieniądze. Wiadomości o łatwym zarobku stały się we wsi na tyle głośne, że sprawą zainteresowała się miejscowa policja.

Wszyscy oskarżeni przyznali się do winy i dobrowolnie poddali się karze. Prokurator przychylił się do wniosku o proponowany przez nich wymiar kary. Bożena A. powiedziała w sądzie, że nie zdawała sobie sprawy, iż popełnia przestępstwo zagrożone karą 5 lat więzienia. - Myślałam, że po wyborach jakoś się odwdzięczę osobom, które na mnie głosowały i dam im pieniądze. Nie wiedziałam, że jest to czyn zabroniony - stwierdziła oskarżona.

Sąd rejonowy w Szczytnie skazał Bożenę A. na karę 4 tys. zł grzywny. Jej wspólnikom - Józefie S. i Mariuszowi K. - nakazał prace społeczne przez 3 miesiące - ponieważ skazani nie mają żadnych dochodów sędzia odstąpił od obciążania ich kosztami sądowymi.

PAP, arb

LINK