PiS - konstytucja 2010.pdf

niedziela, 30 czerwca 2013

Układ scalony

Dom Jarosława Kaczyńskiego na warszawskim Żoliborzu jest otoczony z każdej strony. Od frontu i tyłu pilnują go ochroniarze z agentji Grom Group. Byli komandosi i funkcjonariusze służb specjalnych. Po bokach zadekowała się Srebrna, spółka będąca własnością Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego.

Prenumerata zza płotu

Posesję znajdującą się po prawej stronie domu prezesa (patrząc od strony ul. Mickiewicza) Srebrna zajmuje od czterech lat, a tę po lewej - od roku. W domu po lewej Srebrna przez lata prowadziła swoje biuro rachunkowe. Tak przynajmniej twierdzi jej prezes Kazimierz Kujda, wierny współpracownik Jarosława Kaczyńskiego. Także tu przez długi czas mieściły się siedziby jej spółki córki Słowo Niezależne, właściciela portalu Niezalezna.pl, oraz zaprzyjaźnionej z PiS firmy Rej tan, która prowadzi internetową księgarnię „Gazety Polskiej ". Wynajem 120-metrowego domu z biznesowego punktu widzenia to szaleństwo. Srebrna j est właścicielem dwóch atrakcyj nie położonych budynków w centrum Warszawy i powierzchni biurowej jej nie brakuje. A domy przy Mickiewicza poza przyjemną okolicą wiele zalet
nie mają. Są drogie, gorzej skomunikowane i na dodatek leżą w zalewowej części miasta. Dla firm, które chcą trzymać tu dokumenty księgowe, komputery czy książki gotowe do wysyłki, to ogromne ryzyko. Wystarczy kilka dni intensywnego deszczu i towar z piwnicy idzie pod wodę.W sprawie domu przy Mickiewicza kalkulacj a ryzyka to jednak nie wszystko Okazuje się, Że w czasie gdy spółka Rejtan" działała w sąsiedztwie Kaczyńskiego, PiS dokonywało przelewów na jej konto Płat-
naści były regularne i równe: przychodziły mniej więcej raz w miesiącu i wynosiły najpierw 6626 zł (w 2010 r.), a w potem - 6639 zł (w 2011 r.).Dzwonię do Ryszarda Gitisa, prezesa Rejtana. To teść Tomasza Sakiewicza, szefa sprzyjającej PiS „Gazety Polskiej''.
- Za co PiS płaciło pana firmie? - pytam.
- Za prenumeratę miesięcznika „Nowe
Państwo". Partia zamawiała ją dla swoich
posłów i senatorów.
- A dlaczego przelewy ustały w 2012 r. ?
- PiS zaczęło oszczędzać. Teraz parlamentarzyści muszą płacić sami.
Roczna prenumerata „Nowego Państwa" kosztuje dziś 163 zł, co daje 13,5 zł
za jedno wydanie. Oznacza to, że w samym 2010 r. PiS, dokonując

comiesięcznych przelewów na kwotę 6626 zł, mogło zakupić aż 490 rocznych abonamentów „Nowego Państwa''. Wygląda więc na to, że nie tylko posłowie dostawali miesięcznik.
- Otrzymywał pan kiedyś prenumeratę „NP"? - pytam Marka Suskiego. To wieloletni poseł PiS, członek ścisłego kierownictwa partii i szef struktur w Radomiu. Kto jak kto, ale Suski musiał być na liście wysyłkowej Rejtana.
- Nie.
- Nigdy nie przysyłano panu tej prenumeraty?
- dziwię się.
- Nie tylko nie dostawałem prenumeraty, ale też nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek dostał pojedynczy egzemplarz.

Holender, woda nam weszła do piwnicy

Za co w takim razie płaciło PiS? Rzecznik partii Adam Hofman niestety nie odpisał na moje pytania. Odpowiedzi postanowiłem
więc poszukać sam w Krajowym Rejestrze Sądowym. Zamiast śladów
współpracy z PiS znalazłem w nim coś innego: dokument dotyczący posesji przy Mickiewicza znajdującej się po prawej stronie od domu prezesa. Tej, w której działała księgarnia internetowa „Gazety Polskiej". To umowa podnajmu z 2009 roku. Wynika z niej, Że pod bokiem Jarosława Kaczyńskiego wyrosła mała piramidka: nieruchomość wynajmowana przez Srebrną została podnajęta przez Rejtana. Miesięczny koszt : 5 tys. zł (w kolejnych latach stawka miała być waloryzowana). Oznacza to więc, że z pieniędzy
otrzymywanych z PiS firma Gitisa mogła spokojnie opłacać czynsz za dom sąsiadujący z posesją Jarosława Kaczyńskiego. W 2012 r. Rejtan i Słowo Niezależne (ta druga spółka w latach 2010-2011 także otrzymywała przelewy z PiS) wyprowadziły się z Mickiewicza. Srebrna jednak została. Czyżby jej biuro rachunkowe tak się rozrosło, Że potrzeba na nie teraz całego domu? Nic z tych rzeczy. Najnowszy pomysł spółki jest inny: w domu, w którym do niedawna działała księgarnia „Gazety Polskiej", ma powstać izba pamięci nie żyjącego prezydenta. To jednak o tyle zastanawiające, że jeszcze rok  temu pamiątki po głowie państwa gromadzono w drugim z wynajmowanych przez Srebrną domów. Tym na lewo od posesji Jarosława Kaczyńskiego. - Skąd ta zmiana? - dzwonię do Kazimierza Kujdy, szefa Srebrnej. Pan prezes na początku instrnuje mnie, by w stosunku do żadnego z domów przy Mickiewicza nie używać słowa „willa", bo ich stan jest zły, wręcz fatalny. ·w końcu to budowle z czasów Gomułki: najgorsze pustaki,
prowiz01yczne ogrodzenia ... - Jak zaczęliśmy sprowadzać te pamiątki z Gdańska - Kujda płynnie przechodzi do rzeczy - to okazało się, że jest ich tyle, że potrzeba nie jednego domu, ale dwóch. - Czyli teraz izba pamięci będzie mieścić się po obu stronach posesji prezesa PiS?
- Tak, docelowo powstanie tam też siedziba Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego.
- Czy izba będzie otwarta dla zwiedzających?
- Nie, to nie będzie muzeum. Chodzi
tylko o to, żeby wszystko zinwentaryzować
i zebrać w jednym miejscu.
- A dlaczego to wszystko tyle trwa? Te
przygotowania ciągną się już prawie rok
- dopytuję.
- Szczupłość środków, panie redaktorze.
Poza tym, holender, kilka tygodni temu woda nam weszła do piwnicy. Zalało część kartonów, obecnie trwa suszenie.  

PiS sięga po miliony

Powody, dla których prezes PiS po obu stronach swoj ej posesji chce mieć zaprzyjaźnione firmy, mogą być tylko dwa: niechęć do sąsiadów albo strach o własne bezpieczeństwo. To, co Jarosław Kaczyński myśli o sąsiadach, wie oczywiście tylko on sam, ale jego obawy o bezpieczeństwo są już faktem ogólnie znanym. Świadczy o tym chociażby obecność ochroniarzy w pobliżu jego domu. „Newsweek" dysponuje fakturami, z których wynika, Że w 2011 r. agencj a Grom Group podnaj mowała kiosk, w którym kiedyś działała wypożyczalnia kaset wideo. Budka ma dziś w oknach lustra weneckie i z powodzeniem może służyć jako punkt do obserwacjiokolicy. Grom Group jest opłacany z pieniędzy PiS. W odróżnieniu od spółki Rejtan, tu przelewy idą już nie w tysiące, ale w miliony. Agencję w marcu 2010 r. założyli dwaj emerytowani snajperzy. Jak wynika z jej sprawozdania finansowych, spółka nie odnosi wielkich sukcesów na rynku komercyjnym. W 2011 r. 85 proc. jej przychodów stanowiły wpłaty z PiS. Ludzie z Nowogrodzkiej maj ą jednak do niej pełne zaufanie
- część jej ochroniarzy w czasie IV RP pracowała w CBA, a jej usługi polecał prezesowi podobno sam Mariusz Kamiński - i płacąjej fortunę. W 2010 r. było to 654 tys. zł (tylko za okres od sierpnia do grndnia), w 2011 - ponad 1,6 mln zł, a w 2012 - 1,1 mln. Razem daje to astronomiczną sumę co najmniej 3,4 mln złotych. W sprawie wypłat dla ochroniarzy metoda PiS jest prosta: jeśli nie ma wyborów, przelewy wychodzą z konta podstawowego partii, regularnie zasilanego państwową subwencją. Gdy zaczyna się kampania, wydatki są przerzucane na rachunek wyborczy. Tak było w 2011 r. : gdy prezydent ogłosił rozpoczęcie kampanii, PiS zaczęło płacić pieniędzmi wyborczymi. Kampania się skończyła, minęło pięć dni i Grom Group wrócił na rachunek podstawmvy partii. Po co ta Żonglerka?Być może skarbnik PiS wolał dmuchać na zimne, bo bał się zastrzeżeń Państwowej Komisji Wyborczej . A może po prostu chodziło o to, że koszty kampanijne są zwracane z państwowej kasy i nie obciążają budżetu partii ?
Na pytania o ochronę Jarosława Kaczyńskiego większość polityków PiS odpowiada w ten sam sposób: obstawa jest konieczna, bo Ryszard Cyba, który zabił działacza PiS Marka Rosiaka, polował na samego prezesa. I nie da się wykluczyć, że będzie miał naśladowców. Abstrahującod tego, że koszty tej ochrony są ogromne, samo tłumaczenie brzmi nawet przekonująco. Tyle tylko że przeczy temu chronologia zdarzeń. Morderstwo w Lodzi miało miejsce 19 października 2010 r., a w tym czasie PiS od dwóch miesięcy płaciło już za ochronę. Pierwszy przelew na konto Grom Group, który udało nam się znaleźć w dokumentacji PiS, nosi datę 13 sierpnia i opiewa na 105 tys. zł. Wydatków związanych z osobistą obsługą Kaczyńskiego jest w PiS więcej. Partia w ostatnich latach płaciła na przykład gdańskiej kancelarii adwokackiej Gotkowicz Kosmus Kuczyński, specjalizującej się m.in. w ochronie dóbr osobistych. I to płaciła sowicie: w 2010 r. - 295 tys. zł, w 2011 - 454 tysiące, a w 2012 - 183 tysiące. Łącznie to ponad 900 tysięcy złotych. Z archiwum tytułów prasowych wynika, że trójmiejscy prawnicy koncentrowali się niemal wyłącznie na reprezentowaniu Kaczyńskiego. Bronili go np. w sprawach z Januszem Kaczmarkiem (proces o sformułowanie „agent-śpioch"), Ludwikiem Dornem (o sugestię dotyczącą niepłacenia alimentów), Romanem Giertychem (o zarzut kłamstwa) czy ITI (o wypowiedź w sprawie budowy stadionu Legii). Prezes korzystał też z ich usług, kiedy sam wytaczał procesy: Januszowi Palikotowi(za wypowiedź dotyczącą „spreparowania afery hazardowej"), „ Super Expressowi" (za artykuły o badaniach psychiatrycznych, na które chciał go wysłać sąd) czy Radiu Zet (za sondaż dotyczący jego zdrowia psychicznego).  

Zły algorytm

W historii rachunku bankowego PiS jest jeszcze parę innych tropów prowadzących do spółki Srebrna. Chociażby takich jak bezpośrednie przelewy z konta podstawowego partii: w samym 2011 r. było ich kilkanaście, na łączną kwotę 28 tys. złotych. Za co? Z faktur, którymi dysponuje „Newsweek", wynika, że w czasie kampanii wyborczej PiS korzystało z linii telefonicznych spółki. Poza tym na liście płac partii Kaczyńskiego jest cała plejada podmiotów, których siedziby mieszczą się w biurowcach Srebrnej. Dla przykładu: PiS od lat współpracuje z małą lrancelarią adwokacką Marcina Palusiaka, która
regularnie otrzymywała przelewy opiewające na równe kwoty 6,1 tys. zł. Kancelaria jeszcze do niedawna działała w biurowcu Srebrnej przy Al. Jerozolimskich, w lokalu numer 510. Dziś Palusialra już tam nie ma.
Jest za to inna kancelaria współpracująca z PiS: prof Piotra Pogonowskiego. Jej biuro mieści się tuż obok, w lokalu 511. W dokumentacji PiS najciekawsze jest jednak co innego. Partia Kaczyńskiego
od kilku lat współpracuje ze znanym warszawskim fotografem Maciejem Nabrdalikiem. Nabrdalik to przyjaciel Bartłomieja Rajcherta, byłego pracownika PiS, który z Nowogrodzką pożegnał się po tekstach „Newsweeka''. Nabrdałik w ciągu ostatnich trzech lat przyjął od PiS kilkanaście przelewów na łączną sumę ponad 700 tys. zł. Z historii transferów wynika, Że zarabiał nie tylko w kampaniach wyborczych , ale także poza nimi. Kogo w tym czasie fotografował ? I gdzie można zobaczyć jego prace? Chcieliśmy o to spytać, ale Nabrdalik nie zgodził się na rozmowę.Jeszcze dłuższą historię współpracy z PiS ma podmiot o tajemniczo brzmiącej nazwie Guru Control Systems. Firma w ciągu ostatnich trzech lat otrzymała z PiS kilkadziesiąt przelewów na ponad 2,7 mln zł. Guru istnieje od 30 lat, ale jej Siedziby nie wyglądają zbyt okazale: jednamieści się w obdrapanej kamienicy na Żoliborzu, a druga w małym bloku w podwarszawskich Łomiankach. Firma prowadzi nietypową działalność. Sprzedaje lramery przemysłowe, wodoszczelne klawiatury czy systemy do obsługi linii produkcyjnych.PiS nie odpowiedziało na nasze pytania
dotyczące współpracy z Guru, ale wiadomo, Że w czasie kampanii w 2011 r. firma"'Po Życzała partii Kaczyńskiego laptopy, telefony i drukarki oraz robiła sondaże. Szef Guru Krzysztof.Kamiński twierdzi, że ta współpraca zaczęła się od obsługi informatycznej partii w 2005 r. i sukcesywnie się rozwijała. Nie chce jednak zdradzić, kto konkretnie z PiS zamawia u niego badania. 'Twierdzi za to, że firma wykonujeje samodzielnie: ma swoje call centre i ankieterów. Mimo milionów, jakie PiS przeznacza na własne sondaże, wiara w ich wyniki bywa zwodnicza. Kiedy po wyborach w 2011 r. dziennikarze spytali prezesa, dlaczego wbrew zamawianym przez PiS badaniom jego partia jednak przegrała,Kaczyński przyznał: „Chyba był nieodpowiedni algorytm tych badań".

ŹRÓDŁO

sobota, 22 czerwca 2013

Wydatki PISu

Fundusz ekspercki na adwokatów - na co PiS wydał subwencję

PiS wydaje olbrzymie pieniądze na ochronę Jarosława Kaczyńskiego i prawników, którzy reprezentują go w procesach smoleńskich
O wydatkach partii pisaliśmy już kilkakrotnie - to skutek mozolnego przekopywania się przez sprawozdania finansowe składane w PKW.

Dziś o tym, na co PiS wydał budżetową subwencję w 2010 r. Na samą ochronę poszło blisko 600 tys. zł. Zarobiła je firma Grom Group. Skarbnik partii Stanisław Kostrzewski przekonuje "Gazetę", że takie wydatki są konieczne, bo partia dostaje wiele anonimów z pogróżkami.

Blisko 87 tys. zł zainkasowała w 2010 r. kancelaria adwokacka Rafała Rogalskiego. Rogalski był pełnomocnikiem szefa PiS w śledztwie smoleńskim w latach 2010-13. Kilka miesięcy temu przestał nim być. Tyle samo - blisko 87 tys. zł - zainkasował inny prawnik, Bartosz Kownacki, jednocześnie poseł PiS. Po jednej z publikacji "Newsweeka" rzecznik PiS Adam Hofman przekonywał, że "smoleńscy" prawnicy są finansowani ze składek parlamentarzystów tej partii, a nie ze środków publicznych. Jednak według informacji uzyskanych w PKW adwokatów opłacono z tzw. funduszu eksperckiego. Ten fundusz jest tworzony z subwencji, jaką partie dostają z budżetu.

Sporo zainkasowała także kancelaria Gotkowicz Kosmus Kuczyński z Gdańska - ok. 200 tys. zł.

Sondaże

W 2010 r. były wybory prezydenckie. PiS, podobnie jak inne partie, zamawiał wiele sondaży. Zdziwienie budzi fakt, że owszem, korzystał z renomowanych sondażowni, ale najwięcej zlecał mało znanej na rynku firmie Guru Control Systems. Za jej usługi - według skarbnika Kostrzewskiego były to sondaże - PiS zapłacił blisko 1,1 mln zł. W kolejnym, 2011 r. - 1,4 mln zł, a w 2012 r. - 800 tys. zł. Firmy nie kojarzą jednak ani Joanna Kluzik-Rostkowska, ani Elżbieta Jakubiak, które odpowiadały za kampanię prezydencką Jarosława Kaczyńskiego. W 2010 r. OBOP i SMG/KRC zgarnęły za sondaże dla PiS po blisko 300 tys. zł, a ABM Agencja Badań Marketingowych - 960 tys. zł.

SOS Music, która zajmuje się organizacją imprez artystycznych, a także produkcją reklamówek dla partii, zainkasowała ponad 1 mln zł, QLCO Agencja Reklamowo-Wydawnicza (banery) - 700 tys. zł, Goldfinger Fabryka Innowacyjnych Rozwiązań (druk, ale też obsługa tzw. eventów) - 430 tys. zł. PiS skorzystał także z usług fotografa (40 tys. zł) oraz powietrznej taksówki - 110 tys. zł.

Think-tanki i media Sakiewicza

PiS wspiera także niektóre think-tanki. Instytut Sobieskiego, któremu zlecono wykonanie różnych analiz, za swoje usługi dostał ok. 190 tys. zł. - Jesteśmy niezależnym instytutem, bo mamy zdywersyfikowane finansowanie. Bez zleceń PiS też damy sobie radę - powiedział "Gazecie" Jan Filip Staniłko z instytutu.

Po macoszemu PiS potraktował Instytut Kościuszki, bo dał mu zarobić raptem ok. 60 tys. zł.

Spółka Słowo Niezależne, która prowadzi prawicowy portal Niezalezna.pl (w jej zarządzie jest Tomasz Sakiewicz, naczelny tygodnika "Gazeta Polska" i wieceszef TV Republika) - ok. 24 tys. zł, a Niezależne Wydawnictwo Polskie będące współwłaścicielem takich tytułów jak "Gazeta Polska Codziennie" i "Gazeta Polska" - kolejne 170 tys. zł. Te pozycje pojawiają się także w sprawozdaniach za 2011 i 2012 r.
ŹRÓDŁO

████▓▓▓▓▒▒▒▒░░░░

PiS płaci miliony. Komu i za co?

Sprawdziliśmy, kto był na liście płac PiS w 2011 r. I ile zarobił. Ciekawe pozycje to Guru Control Systems i niepokorni twórcy. Oraz nieustanne badania opinii publicznej
Prawie 1,4 mln zł PiS przelało w wyborczym 2011 roku do Guru Control Systems. W 2012 r. - ok. 800 tys. zł, a w 2010 r. - blisko 1,1 mln zł. Tak wynika ze sprawozdań partii dla Państwowej Komisji Wyborczej.

Gdy tydzień temu napisaliśmy o płatnościach dla Guru Control Systems, skarbnik partii Stanisław Kostrzewski tłumaczył, że to za sondaże. Poseł PiS Joachim Brudziński mówił, że "ma związek z różnymi projektami IT i obsługą naszej sieci komputerowej".

Pytamy byłego polityka PiS, czy zna firmę Guru Control Systems. - Nie znam. Jeśli chodzi o sondaże, to się odbywało tak, że Tomek Pierzchalski sadzał kilka dziewczyn na Nowogrodzkiej i robił swoje call center. One obdzwaniały 200-300 osób dziennie i PiS miał na bieżąco notowania partii i opinie na inne bieżące tematy. Ale też prawda jest taka, że mało kto w PiS posiada tę wiedzę tajemną, komu Staszek Kostrzewski przelewa pieniądze.

Wczoraj Kostrzewski nie chciał z nami rozmawiać przez telefon o Guru Control Systems. - Zapraszam do biura w przyszłym tygodniu, to pokażę rachunki - obiecał. Firma dostawała też pieniądze w 2010 r., ale nie kojarzą jej ani Joanna Kluzik-Rostkowska, ani Elżbieta Jakubiak, które odpowiadały wówczas za kampanię prezydencką Jarosława Kaczyńskiego.

Informacje o Guru Control Systems są jedynie w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Ale nie ma w niej informacji o tym, że firma robi sondaże. Jej podstawowa działalność to sprzedaż komputerów, oprogramowania i kamer. A sondaże? - Jest to jedna z gałęzi naszej działalności, ale jej nie promujemy. - Dlaczego nie piszecie o tym w Ewidencji Działalności Gospodarczej? - To musiało być przeoczenie przy okazji zmiany siedziby firmy. Na pewno to poprawimy - mówi Kacper Kamiński, współwłaściciel firmy.

Twierdzi, że z PiS współpracują od 2005 r. Zaczęło się od niedużych prac informatycznych. - A ponieważ walczymy o każdego klienta, chcieliśmy go utrzymać i okazało się, że możemy dla nich robić także sondaże - dodaje. Sondaże można w firmie zamawiać od 2007 r. - Informacja o tym rozeszła się po rynku pocztą pantoflową. Rozwinęliśmy trochę skrzydła, mamy małe biuro call-center. Współpracujemy z pracownikami naukowymi, socjologami. To drobna część naszego biznesu, która jednak sama się finansuje - opowiada. Z PiS do Guru Control Systems pieniądze idą z konta podstawowego partii, ale także z funduszu eksperckiego. Ten drugi jest ciekawszy, bo pokazuje, że w styczniu PiS zapłacił guru System Controls 73 tys. zł, a znanej sondażowni SMG KRC - 53 tys. zł. Podobne pieniądze na konto Guru Control System PiS przelał w lutym i kwietniu. W maju przelewy były dwa: ponad 74 tys. zł i 70 tys. zł, w czerwcu też dwa, po 73 tys. zł, we wrześniu znów dwa: 73 tys. zł i ponad 127 tys. zł, w listopadzie: 73 tys. zł i 151 tys. zł, w grudniu - 147 tys. zł. - Nie pamiętam takich kwot ani jakie to były zlecenia - mówi.

Przyznaje, że PiS jest jedyną partią na liście klientów Guru Control Systems.

Na liście płac jest też pozarządowa organizacja Instytut Sobieskiego. W 2011 r. z funduszu eksperckiego PiS zapłacił za jego usługi ponad 184 tys. zł. Z rachunku podstawowego partii do Instytutu wyszły trzy przelewy: dwa po 184 tys. zł i jeden -156 tys. zł. W zeszłym roku - ok. 468 tys. zł na organizację kongresu Polska Wielki Projekt oraz 216 tys. zł za ekspertyzy. W sumie - ponad 670 tys. zł, a nie ponad milion, jak "Gazeta" napisała w poprzednim odcinku o finansach PiS.

- PiS nie wspiera Instytutu Sobieskiego, ale kupuje usługi, jakie Instytut oferuje w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. PiS nie jest fundatorem Instytutu i nie jest nawet darczyńcą - mówi Paweł Soloch, członek zarządu Instytutu, pytany, dlaczego IS dostaje od PiS regularne wpłaty co miesiąc rzędu kilkunastu tysięcy złotych.

Na liście płac PiS jest też agencja reklamowa PANPLAN. W 2011 r. partia przelała na jej konto ponad 3,5 mln zł. - To był zakup mediów, emisja w telewizji, radiu, prasie - mówi Marcin Brzuchalski, właściciel firmy.

A jak PiS do was dotarł? - pytam.

- Teraz prowadzę samochód i nie mogę rozmawiać - kończy rozmowę Brzuchalski.

2011 r. to również przelewy do zaprzyjaźnionych z PiS. W maju portal wpolityce.pl informował o powstaniu Stowarzyszenia Twórców dla Rzeczypospolitej, "żeby literatura była literaturą, nauka nauką, film filmem". A wszystko "w imię prawdy". Założyli je m.in. poeta Jarosław Marek Rymkiewicz, publicyści Rafał Ziemkiewicz, Piotr Semka, prof. Zdzisław Krasnodębski. Pięć miesięcy PiS wsparł stowarzyszenie kwotą ponad 53 tys. zł. Chociaż większej aktywności stowarzyszenia nie widać. Na Facebooku jego profil "lubi" zaledwie 38 osób. A ostatni wpis jest z października 2012 r.

Prawie 20 tys. zł PiS przelał na konto spółki Słowo Niezależne wydającej prawicowy portal niezalezna.pl. W jej zarządzie są Tomasz Sakiewicz, naczelny tygodnika "Gazeta Polska" i dziennika "Gazeta Polska Codziennie" oraz wiceszef TV Republika.

Do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z partyjnego konta poszło 19,6 tys. zł. A do Radia Wnet, któremu szefuje Krzysztof Skowroński (szef SDP) - 73 tys. zł.

235 tys. zł PiS zapłacił łącznie firmie Picaresque, której właścicielem jest Maciej Pawlicki. To publicysta tygodnika "Sieci" braci Karnowskich, producent filmu o Smoleńsku, b. szef telewizyjnej Jedynki za czasów prezesury Wiesława Walendziaka, współautor programów "Polacy" i Jana Pospieszalskiego "Warto rozmawiać".

Ponad 261 tys. zł PiS zapłaciło związanego z partią firmie Roberta Stachowicza (był grafikiem w prawicowym piśmie "Nowe Państwo", którym kierował Adam Lipiński, dziś wiceprezes PiS).



Finanse PO

"Gazeta" prześwietlała finanse partii z 2012 roku. "Newsweek" prześwietlił także finanse PO w 2010 i 2011 roku. Oto niektóre pozycje: Paradise Group, sprzedająca markowe ubrania, w tym garnitury, zarobiła w PO w ciągu 3 lat 250 tys. zł. "Fakt" napisał, że kupowano też stroje dla Małgorzaty Tusk m.in. u projektantki Gosi Baczyńskiej. PO twierdzi, że zapłaciła za to ze swoich składek i darowizn, których w samym 2012 roku nazbierała 1,6 mln zł. Członkowie partii pokrywają koszty reprezentacji, bo w kancelarii premiera nie ma już funduszu reprezentacyjnego,

W ciągu trzech lat w salonie win i cygar Platforma zostawiła ok. 100 tys. zł, przy czym PO zapewnia, że jest tam także zwykły sklep spożywczy i kupowano oprócz wina na np. spotkania opłatkowe także żywność. Cygar nie kupowano. PO wynajmowała boiska do piłki nożnej za 6 tys. zł (to też ze składek członkowskich).

ŻRÓDŁO

 ████▓▓▓▓▒▒▒▒░░░░

 Dziwnie hojne PiS

W kampanii w 2011 r. PiS wydało w lokalnym tygodniku - efemerydzie istniejącej tylko w okresie wyborów - ok. 500 tys. zł na reklamy promujące m.in. kandydata tej partii na senatora. Kandydatem był Grzegorz Bierecki, wówczas prezes SKOK, dziś jeden z bogatszych parlamentarzystów. POLITYKA ma skany umowy komitetu wyborczego PiS, podpisane przez skarbnika tej partii Stanisława Kostrzewskiego,
opiewającej na niespotykane na rynku medialnym kwoty. „za każdą publikację reklam w poszczególnym
wydaniu »Monitora Tygodnia« zleceniodawca zapłaci zleceniobiorcy kwotę 90 tys. zł powiększoną o 23 proc. VAT, czyli łącznie 110 700 zł. Łączna kwota wszystkich wiadczeń wyniesie 4SO tys. zł netto" - czytamy w umowie zawartej 4 września 201 1 r. Po doliczeniu podatku VAT wychodzi ponad 500 tys. zł za promocję w pięciu numerach tygodnika, który nie był nawet zarejestrowany w Związku Kontroli Dystrybucji Prasy. I który był wydawany przez mikroskopijną spółkę Fusion Media z Krakowa o kapitale założycielskim 50 tys. zł. Umowa precyzowała, że reklam nie może być mniej niż jedna całostronicowa
w każdym z pięciu wydań tygodnika. -To cena z kosmosu. Strona reklamowa w tygodniku
lokalnym kosztuje 3-5 tys. zł- mówi POLITYCE naczelny „Kuriera Słupeckiego" (Wielkopolska) Janusz Ansion. Partie nie mogą na kampanię wydawać dowolnych sum. Limit w 201 1 r. wynosił 30,6 mln zł. Ze sprawozda ń komitetów wyborczych na stronie PKW wynika, że PiS wydało 30,1 mln, z czego 2,9 mln na reklamy w prasie. Oznacza to, że aż jedną szóstą wszystkich pieniędzy na reklamę w prasie PiS wydało
w kilku powiatach na promocję w tygodniku, po którym w Internecie nie ma nawet śladu. Na internetową kampanię reklamową w Polsce PiS przeznaczyło 1 ,1 mln zł. Co dziwniejsze, okręg bialskopodlaski, w którym startował Bierecki, był d la PiS raczej bezpieczny. Na jego obszarze w 2007 r. trzej startujący
tu kandydaci partii Jarosława Kaczyńskiego (wówczas okręg obejmował więcej powiatów, a wybieranych było trzech senatorów, a nie jeden jak w 201 1 r.) pokonali kandydatów PO 75 tys. do 61 tys. głosów. W 20 1 1 r. Bierecki wygrał z Józefem Bergierem 31 tys. do 22 tys. głosów. W tym samym czasie większość innych kandydatów mogła wydawać na kampanię najwyżej kilkanaście tysięcy złotych, tak by komitet
wyborczy nie przekroczył ustawowego limitu. Rzeczni k PiS Adam Hofman odesłał nas o skarbnika partii. Kostrzewski był dla nas niedostępny. Pyta nia o umowę z Fusion Med ia, „Monitor Tygodnia" i czy ten wydatek był racjonalny, zad a liśmy Biereckiemu. Senator je zignorował, napisał tyl ko, że nie zna spółki
Fusion Media. - To historia jak z bajki - ironizuje polityk, który przekazał nam skany umowy. - Pan z Krakowa wymyślił, że założy tygodnik w Białej Podlaskiej, jak wiadomo miejscowości silnie związanej z Małopolską. Idzie do PiS, mówi, że chce pół miliona, i pół miliona dostaje. O „Monitor Tygodnia" pytamy na rynku prasy lokalnej. O tytule nie słyszeli ani w redakcji „Słowa Podlasia", ani w „Tygodniku Podlaskim".
- Ta umowa budzi wątpliwości, dlaczego tak ogromną kwotę zapłacono za promocję w lokalnym piśmie. To nie pierwszy taki przypadek w historii PiS, że duże pieniądze dostaje firma, o której niewiele wiadomo. W 2005 r. firma niemająca strony internetowej ani stałej siedziby dostała 390 tys. zł za druk niemal 12 tys. plakatów. Monitorowaliśmy kilka kampanii- komentuje Grażyna Kopińska z Fundacj i Batorego. - Wniosek
jest oczywisty: kontrola PKW nad wydatkami komitetów jest za słaba. Za słaba jest też kontrola społeczna, pełne sprawozdania finansow partii i komitetów wyborczych powinny być publikowane w Internecie, a teraz można je przeglądać tylko w siedzibie PKW

ŹRÓDŁO

niedziela, 16 czerwca 2013

SKOK nad przepaścią

Sytuacja finansowa spółdzielczych kas
oszczędnościowo-kredytowych, którym
swe oszczędności - w sumie prawie 16 mld
zł oszczędności - powierzył co dziesiąty dorosły
Polak, była ostatnio jedną z najpilniej strzeżonych
tajemnic państwowych. Wiedziało o niej kilkanaście
osób w rządzie i w instytucjach odpowiadających za
stan finansów państwa, od Narodowego Banku Polskiego
po Komisj ę Nadzoru Finansowego (KNF),
przed którymi szefowie SKOK-ów musieli odkryć
karty.
Musieli odkryć, bo ich imperium - wcześniej
strzegące swoich sekretów - poddane zostało jesienią
zeszłego roku nadzorowi KNF. Ale dopiero
w końcu zeszłego tygodnia KNF ujawniła swój raport.
Wynika z niego, że spora część z 55 istniejących
kas jest zagrożona bankructwem, a liczba kas
na granicy finansowej zapaści rośnie lawinowo - od
końca zeszłego roku prawie się podwoiła! Większość
kas wymaga pilnych działań ratunkowych.
Folwarki prezesów
Obrońcy SKOK-ów (a takich nie brakuje, dowodem
są wpisy na prawicowych portalach o tym, jak pod
dyktando obcego kapitału niszczy się polskie kasy)
przypominają, że oferują one klientom wysokie odsetki
od lokat - znacznie atrakcyjniejsze niż w bankach
komercyjnych. To prawda - nawet ostatnio,
gdy większość banków zeszła z oprocentowaniem
do najwyżej 3 proc. w skali roku, wiele SKOK-ów
dawało 5-6 proc. Problem w tyn1, że na wypłacanie
talach odsetek bank musi zarobić - przede wszystkim
udzielając wyżej oprocentowanych kredytów.
Kasy robiły to, lekceważąc rosnące w czasach kryzysu
ryzyko, że nie zostaną one spłacone. Skończyło
się tym, że co trzecia pożyczona przez nie złotówka
(w sumie ok. 3,5 mld zł) może nie być nigdy
zwrócona.
Dla poró,vnania - w bankach komercyjnych tych tak zwanych złych kredytów jest ok. 8 proc. Mniej
niż w SKOK-ach jest ich nawet w Providencie, parabanku
nastawionym na lichwiarsko oprocentowane
pożyczki, z natury rzeczy trudniejsze do odzyskania.
Jeszcze bardziej „skokowcy" lekceważyli ryzyko,
udzielając kredytów hipotecznych. W całym sektorze
bankowym są one najsolidniej spłacane (zagrożone
jest niespełna 3 proc.), bo ludzie boją się stracić
mieszkanie czy dom, będące zabezpieczeniem kredytu.
W SKOK-ach zagrożona jest spłata niemal co
siódmej złotówki z takich kredytów!
O tym, jak funkcjonowały SKOK-i, wiele mówi
historia opowiedziana na appfunds.blogspot.com.
Anonymous 48 opowiada: „Pracowałem przez pewien
czas w centrali jednego z największych SKOKÓW,
do którego trafiłem po I O latach pracy w dużym
banku. Przyjęli mnie z otwartymi ramionami, bo jak
się okazało, tylko ja miałem doświadczenie w ban-
kowości. Zarząd i duża część pracowników tej kasy
to była rodzina - brat, kuzyn, siostra, szwagier itp.,
ludzie sympatyczni, ale bez przygotowania. Przez
moje biurko przechodziły wszystkie znaczące kredyty.
Zacząłem wprowadzać procedury i metody rzetelnej
oceny kredytobiorców, bo wcześniej wszystko
było uznaniowe. I takie jednak pozostało. Ja dawałem
odmowę, bo nie było sensownych dochodów czy
zabezpieczeń, ale zarząd zmieniał decyzję i kredytu
udzielano. Popularną metodą ( ... ) był też np. zakup
kamienicy, w której miała być placówka SKOK-u.
Zakupu dokonuje członek zarządu (np. brat prezesa)
na kredyt udzielony przez ten sam SKOK, po
czym nowy właściciel wynajmuje lokal placówce
swojego SKOK-u, która płaci czynsz w wysokości
3-4 razy większej niż rata kredytu. Interes się kręci,
a środki kasy stopniowo stają się prywatnym majątltiem
prezesa i jego zaufanych. Sporadyczne kontrole
placówki przeprowadzał sam prezes, będący we
władzach Kasy Krajowej, do niedawna jedynego organu
nadzorującego SKOK-i, bądź kuzyn prezesa
z tejże Kasy''.
Parę takich spraw trafiło do prokuratury. Na przykład
w SKOK-u Kujawiak z Włocławka rencista
otrzymujący z ZUS 500 zł miesięcznie dostał kredyt,
którego sama rata była trzy razy wyższa! - Komitet
kredytowy SKOK negatywnie zaopiniował wniosek
o udzielenie tego kredytu, a mimo to prezes samodzielnie
decydował, że kredyt się należy - mówi
Bogdan ·wesołowski z włocławskiej prokuratury
okręgowej.
Skrypty z Luksemburga
Sprawa Kujawiaka to w sumie drobiazg. Poważniejsze
rzeczy działy się w SKOK-u w Wołominie, gdzie
np. jeden z klientów dostał kilka milionów złotych
pod zastaw działki wartej ok. 30 tys. zł. Kredyt nie
jest spłacany. Podobnych spraw w Wołominie jest
więcej. - Śledztwo jest bardzo rozwojowe i wielowątkowe
- mówi nam Mariusz Piłat, pienvszy zastępca
prokuratora okręgowego w Prokuraturze
Warszawa-Praga.
Wołomiński SKOK - drugi co do wielkości w kraju
- to, przynajmniej teoretycznie, jedna z najlepiej
prosperujących kas. Chwali się ponad 40 mln zł czystego
zysku za zeszły rok. - Jesteśmy w doskonałej
kondycji finansowej . Mamy bardzo niski wskaźnik
przeterminowanych pożyczek - mówiła niedawno
wiceprezes Joanna Przewoźna. To dziwne, biorąc
pod uwagę lawinowy wzrost wartości pożyczek
i kredytów, co potwierdza niedawny audyt. Czy to
jakaś księgowa ebvilibrystyka? Wiele na to wskazuje,
także w innych SKOK-ach.
Dokonana przez KNF ocena kondycji kas na koniec
2012 r. bazuje na sprawozdaniach finansowych
samych kas, niezweryfikowanych przez ze,vnętrznych
biegłych rewidentów. Rzeczywistość może być
jeszcze czarniejsza. - Faktyczną sytuację
finansową kas poznamy dopiero po weryfikacji
ich sprawozdaf1 - powiedział nam
jeden z wysokich urzędników resortu finansów.
- NaJwiększe zastrzeżenia budzi
kwestia wyceny aktyv.rów, zwłaszcza przeterminowanych
pożyczek i kredytów oraz
stworzonych na nie rezerw. SKOK-i podeszły
do tego mało rygorystycznie.
Szefowie imperium SKOK, od lat powiązani
z PiS, próbują różnych sztuczek,
by odgonić widmo katastrofy finansowej.
Wykorzystują do tego spółkę z Luksemburga
SKOK Holding - zarejestrowali ją
w 2007 r., tuż przed wygranymi przez PO
wyborami parlamentarnymi. To wehikuł
biznesowy służący do zamiatania pod dy
wan kredytów, których nie spłacają klienci
kas. SKOK Holding kupuje od nich całe
portfele złych kredytów, płacąc podejrzanie
wysoko 'vycenianymi tzw. skryptami
dłużnymi. Taki skrypt to po prostu zobowiązanie
luksemburskiej spółki, że odkupi
go po spłacie kredytów przez klientów.
Tyle że szanse na to są znikome.
W zeszłym roku ta sztuczka poprawiła
wyniki finansowe SKOK-ów o ponad pół
miliarda złotych - o tyle wyżej wyceniono
otrzymane skrypty od kwoty, za jaką luksemburska
spółka nabyła kredyty. Operacja
przypomina to, co przed kilku laty
robiły amerykańskie banki, z Lehman
Brothers na czele, zamieniaj ąc utracone
kredyty na nowe instrumenty finansowe.
- Zasada jest podobna. 'fyle że SKOK-i nie
próbują sprzedawać swych skryptów na
rynku - komentuje nasz rozmówca z Ministerstwa
Finansów.
Wiadomo, jak się skończyło w przypadku
Lehman Brothers - na samym końcu
okazało się, że król j est nagi, a „papiery
wartościowe" są całkowicie bezwartościowe.
To bomba z opóźnionym zapłonem.
Zapewne m.in. obawa przed jej eksplozją
skłoniła Grzegorza Biereckiego do rezyg-
dynacji
w październiku zeszłego roku z funkcji
prezesa Krajowej Kasy SKOK. Było to
tuż przed poddaniem SKOK-ów pod nadzór
KNF, przeciwko czemu protestowali
politycy PiS.
Etos i pieniądze
SKOK-i to dziecko Biereckiego, kiedyś bliskiego
współpracownika Lecha Wałęsy,
dyrektora w Komisji Kraj owej NSZZ Solidarność.
Prochu nie wymyślił. Podpatrywał
funkcjonowanie spółdzielczych kas
podczas podróży po USA i zachodniej Europie,
grzebał w historii przedwoj ennych
Kas Stefczyka, brał nawet pod uwagę doświadczenia
PRL-owskich kas zapomogowo-
pożyczkowych.
Na początku lat 9 0 . p ierws ze
SKOK-i powstawały przy wielkich zakładach
przemysłowych, jak Huta Katowice.
Ale turbodoładowanie zapewniła im dopiero
ustawa z 1995 r., pozwalając działać
na peryferiach sektora bankowego, bez
kontroli nadzoru finansowego i bez wpłacania
pieniędzy do Bankowego Funduszu
Gwarancyj nego. A potem j eszcze doszło
zwolnienie z podatku dochodowego, bo
Bierecki i jego współpracownicy wmówili
politykom, że SKOK-i działają na zasadzie
non profit. W dodatku ustawa narzuciła lokalnym
kasom przymus przynależności do
Kasy Krajowej, jako czapki systemu, która
je kontrolowała i obciążała rozmaitymi
opłatami, a od której decyzji nie było
odwołania.
Grzegorz Bierecki, który stanął na j ej
czele, stał się władcą absolutnym. Przez
prawie dwie dekady umacniał swą władzę,
tworząc spółki zależne zajmujące się
ubezpieczeniami, inwestycjami, nawet
zbieraniem składek na emerytury. Spora
grupa powiązanych z nim menedżerów
z rodzinami czuła się coraz pewniej i coraz
bardziej bezkarnie na swych lokalnych
włościach.
Sam Bierecki, szef biznesu formalnie
nienastawionego na zysk, też niczego sobie
nie żałował. Jego zarobki - jako szefa
Kasy Krajowej oraz członka rad nadzorczych
wielu satelickich spółek - sięgały
kilku milionów złotych rocznie, tyle co wynagrodzenia
najlepiej opłacanych prezesów
największych banków.
Wszechwładzę Biereckiego w Kasie
Krajowej, dotąd absolutnie zdominowanej
przez SKOK Stefczyka, miała ukrócić ustawa
o SKOK-ach z października 2012 r.
- Nic z tego nie wyszło, statut KK nadal
gwarantuje tej największej kasie dominującą
pozycję i możliwość blokowania
wszelkich reform - mówi Antoni Stadnicki,
prezes SKOK Kopernik z Ornontowic
na Śląsku, któiy w konflikt z KK wszedł
już kilka lat temu, gdy centrala próbowała
odwołać jego zarząd i wprowadzić swoich
ludzi.
Wiele SKOK-ów burzy się przeciw coraz
większemu drenażowi ich kas przez KK.
Punktem spornym staje się m.in. obowiązkowa
składka na fundusz marketingowo-
promocyjny SKOK. - Wydajemy na ten
cel prawie ćwierć miliona złotych rocznie
i niewiele z tego mamy. Sami te pieniądze
wydalibyśmy znacznie efektywniej - mówi
Marek Rosiński, prezes SKOK im. Stefana
Wyszyńskiego z Wrześni.
Zbuntowanym przeciw B iereckiemu
szefom lokalnych kas nie podoba się,
że środki z tego funduszu Kasa Krajowa
SKOK przeznacza na reklamy w prawicowych
mediach. - Jesteśmy jednoznacznie
kojarzeni z PiS. To zaangażowanie polityczne
nie pomaga w prowadzeniu biznesu
- twierdzi Rosiński.
Kasa polityczna
Szefowie Kasy Krajowej SKOK od lat manifestują
swe poparcie dla „patriotycznej
prawicy''. Już w latach 90. w ich spółkach
czy w tworzonej przez Lecha Kaczyńskiego
Fundacji SKOK znajdowali zatrudnienie
politycy powiązani z nim i z jego
bratem - zwłaszcza gdy tracili mandaty
i zarobki poselskie.
Dziś spora część kilkunastomilionowego
funduszu marketingowo-promocyjnego
SKOK trafia do prawicowych i kościelnych
mediów, głównie w postaci reklam: od
„Naszego Dziennika" o. Rydzyka i „Gościa
Niedzielnego", przez Telewizję Tnvam,
„Gazetę Polską" i „Gazetę Polską Codziennie';
aż po przedsięwzięcia medialne braci
Karnowskich, portal wPolityce i tygodnik
„Sieci''.
Z budżetu SKOK sponsorowanych jest
także wiele imprez i uroczystości organizowanych
przez PiS, z aktywnym udziałem
politykówtej partii - od wystaw (np. w 2011
r. w Sopocie „Lech Kaczyński w służbie
Najjaśniejszej Rzeczypospolitej"), przez
rozmaite przedsięwzięcia klubów „Gazety
Polskiej'', po uroczyste koncerty w hołdzie
ofiarom katastrofy smoleńskiej ze strony
PiS. Zapytany o tak jednoznaczne zaangażowanie
po jednej stronie sceny politycznej
Grzegorz Bierecki odpowiedział w jednym
z vvywiadów: - W spieramy przedsięwzięcia
patriotyczne, bo tego oczekuj ą nasi
członkowie. A kto miałby to robić - Deutsche
Bank?
To polityczne zaangażowanie centrali
SKOK przez lata kuło w oczy polityków
PO. W 2009 r. posłowie Platformy przeforsowali
ustawę oddającą kasy pod nadzór
bankowy, mimo protestów polityków
prawicy przeciwko zamachowi na niezależność
niezależność
kas. Lech Kaczyński skierował ją
do Trybunału KonstytucJ.:inego, ale w lipcu
2012 r. Bronisław Komorowski wycofał
prezydenckie zastrzeżenia iją podpisał.
W połowie maja podpisał też jej nowelizację,
nakładającą na SKOK-i jeszcze większe
rygory (choć zamierza skierować do
TK część budzących największe kontrowersje
zapisów).
Szefowie SKOK i posłowie PiS burzą się
przeciw dodatkowym uprawnieniom dla
Komisji Nadzoru Finansowego, która miałaby
prawo wprowadzać w kasach zarząd
komisaryczny, a nawet łączyć je z bankami.
- Ta nowelizacja nadaje się tylko do kosza
- nie przebiera w słowach Grzegorz Bierecki.
Ale politycy PO obstają przy swoim.
- To nie jest żaden zamach na pieniądze
SKOK- ów. Chodzi o to, żeby klienci zagrożonych
kas nie bali się o powierzone im
depozyty. Żeby nie było tak jak w wypadlm
Amber Gold, że jak będą chcieli wycofać
pieniądze, to zobaczą zamknięte drzwi
- tłumaczy wiceminister zdrowia i poseł
PO Sławomir Neuman, który przygotowywał
ustawę z 2009 r.
Do tej pm}' szefowie SKOK-ów mieli silny
argument na obronę swej autonomii
- w ciągu 20 lat działalności żadna kasa nie
zbankrutowała, choć kilka było zagrożonych
i przejmowała je wówczas inna, najczęściej
dominująca Kasa Stefczyka. Teraz,
po publikacji raportu KNF, wygląda na to,
że problemy mogą być poważniejsze. Tyle
dobrego, że depozyty ciułaczy nie są zagrożone,
bo za chwilę SKOK-i zostaną objęte
ochroną Bankowego Funduszu GwarancJ.:inego.
Zagrożone za to mogą być stanowiska
szefów znacznej części SKOK-ów.
Ale ich nie ma chyba co żałować.