PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 5 września 2016

Fałszywi przyjaciele ludu



500+ czy obniżenie wieku emerytalnego to nie żadna społeczna reforma, tylko cyniczne kupowanie głosów. Ma ono osłonić partyjne uwłaszczanie ludzi Kaczyńskiego na skalę, jakiej nie widzieliśmy w III RP

Na każdą krytykę sztan­darowych projektów Prawa i Sprawiedliwo­ści - 500+ czy obniże­nia wieku emerytalnego - jako prostackiego i cynicznego popu­lizmu nominaci Kaczyńskiego z mediów i spółek skarbu państwa odpowiadają, że to wyraz pogardy dla ludu ze strony kla­sy średniej, która rzekomo jako jedyna była beneficjentem transformacji.

LEMING ZAPŁACI
W rzeczywistości każdy „liberal­ny leming” (jak nas z pogardą nazywa­ją rzekomi „przyjaciele ludu” z prawicy) - czyli przedsiębiorca, człowiek pra­cujący w wolnym zawodzie, pracownik budżetówki, który podnosił kwalifika­cje, ryzykował i ciężko harował - uczci­wie zapracował na każdą złotówkę. Nowe polskie mieszczaństwo nie skła­da się z „oligarchów”. Po roku 1989 nie uczestniczyło w kapitalizmie politycz­nym (ani lewicowym, ani prawicowym, ani SLD-owskim, ani PO-wiackim, ani PSL-owskim, ani PiS-owskim), ale po prostu ciężko pracowało na siebie i na kształcenie swoich dzieci. Uczciwie pła­ciło podatki, zapewniając państwu i spo­łeczeństwu wzrost dobrobytu.
   Zniszczenie polskiej klasy średniej po­przez obciążenie jej kosztami prawico­wego rozdawnictwa to prosty przepis na zniszczenie kraju. A przecież nikogo in­nego obciążyć kosztami populistycznego rozdawnictwa nie można; nikt inny ra­chunku za władzę PiS nie zapłaci. Oczy­wiście trzeba rozmawiać o uczciwym systemie podatkowym, umiarkowanej progresji, większej efektywności ścią­gania podatków. Ale to w ogóle nie jest rozmowa o tym - setki miliardów zło­tych ukrytych ponoć w zaległościach podatkowych czy w wielkich aferach go­spodarczych to PiS-owski odpowiednik „złotego pociągu”. Tyle że w przeciwień­stwie do mało szkodliwej wiary wałbrzy­skich tropicieli skarbów w mannę z nieba, „złoty pociąg” PiS oznacza naloty CBA na prywatne firmy, wszechwładzę urzę­dów skarbowych, arbitralne interpre­towanie coraz bardziej mętnego prawa podatkowego na niekorzyść podatników przez urzędników Szałamachy, Ziobry i Kamińskiego.
   500+ (podobnie jak obniżenie wieku emerytalnego) zostało przez Kaczyń­skiego cynicznie pomyślane jako sposób na kupowanie głosów. PiS-owskiemu marszałkowi Sejmu Markowi Kuchcińskiemu - który nie jest zbyt lotny, więc chwali się głośno tym, co sam Kaczyń­ski uważa za ukryte mechanizmy władzy - wymknęło się kiedyś szczere zdanie, że „dla ludzi ważniejsze jest 500 złotych na dziecko niż Trybunał Konstytucyjny”.
   Bohaterem najbardziej obrzydliwej sceny ostatnich miesięcy był minister Zbigniew Ziobro, wręczający przed ka­merami i mikrofonami prawicowych mediów 500 złotych niepełnospraw­nemu dziecku, którego matka płacząc, dziękowała za hojność daru. To najbar­dziej prymitywny populizm, a nie żadna sprawiedliwość społeczna, redystrybu­cja czy polityczna walka o równość ży­ciowych szans. W rzeczywistości cała nowa prawicowa elita - od dziennikarzy po polityków - owo 500+ czy obniżenie wieku emerytalnego traktuje jako poli­tyczną korupcję, która ma osłaniać ich osobiste uwłaszczenie.

BENEFICJENCI UWŁASZCZENIA
„Historia długa, życie krótkie”, jak śpiewali Gintrowski/Kaczmarski. Pewien mój znajomy - jeden z ostatnich po prawej stronie - zaprosił mnie ja­kiś czas temu na pogawędkę. Opowiadał bez złudzeń o nihilizmie Kaczyńskiego i jego ludzi. On sam jest zakochany ra­czej w Marku Jurku, którego Kaczyński kiedyś poniżał na jego oczach. Dwa ty­godnie później dowiedziałem się, że mój znajomy dostał wysoką funkcję w spółce skarbu państwa. Poszedł do Kaczyńskie­go, którego nie znosi, ale u którego ma od razu na wejściu kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. I gwarancję kilkuset tysięcy odszkodowania, jak go kiedyś Platforma (mało prawdopodobne) albo inna frak­cja w PiS (to się może zdarzyć każdego dnia) z posady wyrzuci.
   Także wychowankowie Janusza Korwin-Mikkego w oczekiwaniu na na­dejście utopii prawdziwie wolnego ryn­ku uczą się ssać partyjne i nepotyczne państwo PiS. Paweł Gruza, nowy wice­minister skarbu, wywodzi się z Funda­cji Republikańskiej, założonej kiedyś przez młodych działaczy Unii Polityki Realnej. Chętnie przyjął wysoką funkcję w rządzie nadużywającym populistycz­nego języka walki z kapitałem zagranicz­nym (a więc etnicznie obcym) i polskim, niepatriotycznym, bo oszukującym pań­stwo na podatkach. Jednocześnie na portalu „republikanów” reklamuje swo­je prawdziwe kompetencje i poglądy: „Paweł Gruza (...) specjalizuje się w op­tymalizacji podatkowej transakcji kra­jowych i zagranicznych, w zakresie VAT, podatków dochodowych i podatku akcy­zowego” (cyt. za wiki.republikanie.net).
   Także bracia Karnowscy, którzy zbu­dowali nie tylko swoją potęgę medialną, ale także osobistą zamożność napolitycznej woli Kaczyńskiego, czyli na pienią­dzach włożonych przez SKOK-i, żarliwie bronią dziś najbiedniejszych przed egoi­zmem polskiego liberalnego mieszczań­stwa. Podobnie jak Jacek Kurski, który żyje od jednej nominacji Kaczyńskiego do drugiej. Albo jak Bronisław Wildstein, który jeszcze za pierwszych rządów braci Kaczyńskich uwłaszczył się dzięki nominacji, a później odwołaniu (jed­no i drugie daje kasę, jak już znaj­dziesz się na karuzeli partyjnych nominacji) ze stanowiska prezesa TVP. Pieniądze reklamowe transferowane ze spółek skarbu państwa do pism „Do Rze­czy”, „wSieci” i „Gazeta Polska” wzro­sły od czasu przejęcia państwa przez PiS - 300 procent.
   Beneficjenci partyjnego uwłaszcze­nia PiS bronią dziś najbardziej żarliwie godności „najbiedniejszych Polaków”, kiedy ktoś mówi, że 500+ czy obniżenie wieku emerytalnego służy cynicznemu kupowaniu głosów. I pod osłoną tej fał­szywej troski o najbiedniejszych kasują w parę miesięcy pieniądze większe, niż niejeden „liberalny leming” może zaro­bić przez całe życie jako uczciwy (a nie „niepokorny”) dziennikarz, nauczyciel, pielęgniarka czy przedsiębiorca ryzyku­jący swój majątek w niejasnym i zmie­niającym się kontekście podatkowym - prawnym.
   Jarosław Kaczyński pogardza swoi­mi kadrami. Wie, że gdy się potknie, to właśni ludzie pierwsi utopią go w łyżce wody. Potajemni wyznawcy Marka Jur­ka zrobią to w imię katolickich wartości, a wychowankowie Janusza Korwin-Mikkego w imię wartości wolnoryn­kowych. Ale dopóki może ich kupić za nasze, podatników pieniądze, będą go wychwalać.
   Czy podobna karuzela partyjnego uwłaszczenia nie kręciła się za czasów SLD, PO, PSL? Oczywiście. To było jed­no ze źródeł oburzenia podmywające­go Trzecią RP. Jednak Kaczyński, który na fali tego oburzenia zdobył w Polsce władzę, zamiast zdemontować karuze­lę, ustawił podobnych dziesięć. W swoim anachronicznym partyjnym etatyzmie uważa, że dostarczy mu to masę posłusz­nych politycznych żołnierzy. Na razie dostarcza.

RZĄDZIĆ, NISZCZĄC
500+ jest populistycznym progra­mem marnowania pieniędzy, a nie pomocy dzieciom. Gdyby jakiś polski rząd miał choćby połowę tych środków (real­nie, a nie tylko „na kredyt”, jak stwierdził niedawno Mateusz Morawiecki), powi­nien je wydać na żłobki i przedszkola, na podniesienie pensji nauczycieli, szcze­gólnie w regionach i środowiskach spo­łecznych, gdzie szanse edukacyjne są bliskie zeru. Powinien te pieniądze wy­dać na zmniejszenie liczby uczniów w klasach, na stypendia dla dzieci z naj­biedniejszych rodzin. To by było inwe­stowanie w równość szans życiowego startu, wyciąganie dzieci z patologii spo­łecznych, a nie ich utrwalanie za pań­stwowe pieniądze.
   Ekonomiści z Uniwersytetu War­szawskiego i Szkoły Głównej Handlowej (nie jacyś legendarni „neoliberałowie”, ale ludzie próbujący liczyć tam, gdzie prawicowi populiści chcą tylko korum­pować) przedstawili właśnie faktyczne skutki obniżenia wieku emerytalnego. „Osoby mniej aktywne zawodowo stra­cą najmniej, bo i tak dostaną emerytu­rę minimalną, finansowaną z podatków. Osoby zarabiające przeciętną pensję [...] zamiast otrzymywać ok. 30 proc. swojej ostatniej płacy, mogą otrzy­mywać w większości emeryturę mini­malną. W przypadku osób o wyższych zarobkach spadek emerytury przekro­czy 40 proc.”.
   Tak wygląda przepis Kaczyńskiego i Dudy na „sprawiedliwość społeczną”. Czy mówienie o tym jest pogardą dla ludu, czy raczej podstawową uczciwoś­cią, której wykonawcom populistycznej rewolty Kaczyńskiego zabrakło? Świet­nie bowiem wiedzą, że broniąc kupo­wania elektoratu za pieniądze, których w kasie państwa nie ma, bronią włas­nych posad w mediach, spółkach skar­bu państwa czy na najbardziej „dojnych” (jak mówi prezydent Duda, a on wie, co mówi) państwowych urzędach.
   Kiedy się patrzy na strukturę wybor­czego poparcia dla Kaczyńskiego, Kukiza, narodowców, ale także dla Partii Razem, widzimy specyficzny sojusz dziadków żyjących w nostalgii za PRL z wnuka­mi wciąż żyjącymi z tygodniówek. Ten sojusz może oczywiście zostać pokona­ny i złamany przez utrzymujące ich przy życiu pokolenie mieszczańskich rodzi­ców, będzie to jednak pyrrusowe zwy­cięstwo, bo w jego wyniku zarówno na tygodniówki dla zrewoltowanych dzie­ci, jak i na emerytury zabraknie. Przecież „gierkowski cud” i w ogóle PRL zostawiły po sobie tylko gigantyczne długi, społecz­ne i ekonomiczne ruiny, a nie żaden fun­dusz emerytalny. Zatem cała odbudowa i reprodukcja świadczeń społecznych po roku 1989 odbywa się z podatków płaco­nych przez nowe polskie mieszczaństwo.
   Populizm to polityczna inwesty­cja w konflikt społeczny. Populiści nie mają problemu ani z rozdawnictwem, ani z konfliktem, ponieważ ani państwa, w którym przejmują władzę, nie uważa­ją za swoje, ani za swoje nie uważają spo­łeczeństwa, które chcą zastąpić jakimś innym, sobie posłusznym. Jarosław Ka­czyński bardzo skutecznie użył progra­mu 500+, obietnicy obniżenia wieku emerytalnego i wszystkich innych stra­tegii kupowania głosów, żeby realnie istniejące społeczne konflikty zradykalizować. Żeby zdobyć władzę i zakorzenić ją na faktycznej wojnie domowej. Pozo­stawi po sobie zniszczone państwo i po­dzielone społeczeństwo. W ten sposób „pomści” brata albo po prostu zrealizuje swe ambicje sprawowania niepodzielnej władzy. A Kurski, Chmiel, Wolski, Cza- bański, Magierowski, Karnowscy, cały legion nominatów PiS w spółkach skar­bu państwa? Oni przynajmniej wyjdą z tej wojny uwłaszczeni. Są pewni, że to się im opłaca, choćby ich dzieciom przy­szło żyć w ruinach państwa i na społecz­nych zgliszczach.
   Nie daj się - Droga Polska Klaso Śred­nia - zastraszyć ani zawstydzić tym lu­dziom. Oni nie są „przyjaciółmi ludu”, który to lud rzekomo poniżasz - oni ten lud okłamują.
Cezary Michalski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz