PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 19 września 2016

Jaki wszechmogący



Jestem człowiekiem zadaniowym. Dostaję zadanie i je wykonuję mówi o sobie. W Opolu opowiadają, że Patryk Jaki, może wszystko. Trochę się tylko dziwią, czemu wyrzyna u siebie PiS-owców

 Wojciech Cieśla

Lubi pojechać po bandzie. A to rzuci coś o islamskiej zarazie, a to że przy Okrą­głym Stole przywódcę po­dzielono Polskę, Albo że KOD to kawiorowe protesty beneficjen­tów poprzedniego układu.
   Ciemna marynarka z dobrze dobraną poszetką, czarujący uśmiech. Tak, cza­sem powie się parę słów za dużo, ale kto nie popełnia błędów? - Pan pracuje, pi­sząc, ja pracuję tak i czasem popełniam błędy - mówi minister, obrazowo kła­piąc prawą dłonią jak ustami. - Ale żeby kogoś zapalić, trzeba samemu płonąć. Wierzę, że w Polsce może być lepiej.
   O tym, gdzie buchnie płomień 31-letniego Patryka Jakiego, rok temu zde­cydowała partia: został wiceministrem sprawiedliwości, choć nie jest praw­nikiem, tylko absolwentem logisty­ki. W pierwszym odruchu odmówił. Usłyszał, że w ministerstwie potrzeba właśnie takich. Takich, co nie będą się martwić, że gdy minie „dobra zmiana”, będą musieli spojrzeć w oczy kolegom z korporacji.

NAD MAPĄ WŁADZY
Stu dwudziestotysięczne Opole wymyka się schematom. Polityczna mapa miasta to siatka wpływów, me­andry zaszłości i pasma bratobójczych morderstw. Najważniejszy pracodaw­ca to urząd - miejski, marszałkowski, wojewódzki. Spółki miejskie i spół­ki skarbu, Elektrownia Opole i Zakła­dy Azotowe Kędzierzyn. Kto chce mieć pracę, musi liczyć się z władzą.
   Opolska PO jest w zaniku, ale to wcale nie znaczy, że rządzi PiS. - Istnieje coś takiego jak Solidarna Polska - przypo­mina rozmówca z samorządu. - Dawni rozłamowcy z PiS, kanapowa partia Ja­kiego i Ziobry. Opole to ich najsilniejsze oparcie.
   Moi rozmówcy - politycy, biznesme­ni, społecznicy - opowiadają (anoni­mowo, miasto nie jest duże) o Patryku Jakim, który był w PiS, odszedł do PO, potem wrócił do PiS, a zaraz potem przeszedł do Solidarnej Polski, o tym, jak pokłócił się z szefem lokalnego PiS, posłem Sławomirem Kłosowskim. O tym, że dzisiaj Kłosowski jest sła­by, a Jaki silny. Obsadza swoimi ludźmi najlepsze spółki, zostawiając PiS-ow­com ochłapy.
   Minister przyznaje, że ludzie z PiS przechodzą na jego stronę. - Ja potrafię budować sojusze - potwierdza skrom­nie. - Obiecaliśmy wyborcom zmianę. A żeby zmieniać rzeczywistość, trzeba mieć władzę wykonawczą.
   Z opowieści polityków, biznesmenów społeczników wyłania się taki obrazek: nad polityczną mapą Opola od dwóch lat pochyla się Patryk Jaki. Zapisuje po­rządek świata. Pilnuje terytorium, na którym toczy się walka. Pochyla się sam. W mieście od dawna nie ma nikogo, kto mógłby stanąć obok czy naprzeciwko.

FESTUNG JAKI
Mówi jeden z samorządowców: - Pa­tryk zaszedł najdalej ze wszystkich po­lityków, jakich Opole miało dotąd w Warszawie. Młody, arogancki koleś, w ciągu dwóch ostatnich lat zamienił miasto w swój bastion. Pozwolił wygrać wybory samorządowe Arkowi Wiśniew­skiemu. Dogadali się, choć wszystkie sondaże dawały zwycięstwo Jakiemu. To było sprytne. Dziś Jaki zdalnie steru­je prezydentem, a ręcznie obsadza spół­ki swoimi ludźmi. Ma niezłą koncepcję: na szefa struktur PiS lansuje stryjka.
   - Stryjka?
   - Antoniego Dudę, stryjka Andrzeja. Robi to wbrew szefowi regionu. Usta­wia pionki na jego szachownicy.
   Inny samorządowiec: - Wyrzyna PiS-owców jak kurczęta. W ratuszu i w spółkach, głównie energetycznych, rządzi ekipa Solidarnej Polski. I w ARiMR. I w Elektrowni Opole. I w Azotach. Zostawił im oddział publicznego ra­dia i Urząd Wojewódzki. W Opolu każ­dy wie, że Solidarna Polska jest większa niż PiS. Że lepiej się dogadać z Patry­kiem i coś dostać, niż z Patrykiem za­drzeć. Patryk jest skuteczny. Daje jeść.
ma długie ręce.
   - Pan zwariował?! Pan do mnie dzwo­ni z własnego telefonu?! - wybucha X, pracownik miejskiej spółki, dawny współpracownik ministra. - Kiedy Pa­tryk się dowie, że pisze pan o nim tekst, na bank pana zbillinguje. Będzie chciał odnaleźć informatorów „Newsweeka”.
trafi na mnie. Ja mam rodzinę, dzięku­ję za rozmowę, cześć!
   Mówi poseł PO z Dolnego Śląska: Słucham głosu ulicy. Ulica mówi, że Jaki na Opolszczyźnie może dziś wszystko. Jest wszędzie. Strach lodów­kę i betoniarkę otworzyć. Jest wszech­mogący.
   Dziennikarz z Opola: - Krzywa mina Patryka oznacza śmierć w ratuszu czy w spółkach.

W OPOLU NA NAS PLULI
Donos do prezesa Kaczyńskiego: kartka formatu A4, a niej trzy na­zwiska polityków prawicy z Opola. Pod każdym lista spółek, agencji i instytucji, które obsadzili swoimi.
   - Ludzie opolskiego PiS biegają do Joachima Brudzińskiego, skarżą się na Patryka. Wtedy Patryk musi wykazać, że tamci też są źli - opowiada warszaw­ski poseł PiS. - Powstają kwity i kontrkwity. Pytanie, co z tego realnie dociera do prezesa? I co prezes z tym zrobi? Po tym jak ostatnio Patryk chciał wytaczać dyscyplinarkę sędzi, Kaczyński wziął go delikatnie w obronę. Ale nie przepa­da za chłopakiem.
   Na donosie do prezesa słupek spółek, które obsadził Jaki, mieści się w poło­wie stawki stanowisk przejętych przez „dobrą zmianę”. - Czyli obsadził dużo, ale nie za dużo - tłumaczy poseł PiS.
- Je łyżką stołową, chochli nie używa.
   Gabinet ministra Jakiego: na jednej ścianie orzeł, na drugiej zdjęcie „Łupaszki” i Matki Teresy z Kalkuty, na trzeciej olejny portret rotmistrza Pile­ckiego (portret się nie udał, rotmistrz ma na nim twarz Sławomira Nowaka z PO). Na biurku stos teczek ze sprawa­mi do załatwienia. Minister: - To skar­gi ludzi.
   Jaki formalnie zajmuje się głównie reformą więziennictwa i ustawą o ko­mornikach. Ale nie ukrywa, że znajduje czas na upychanie swoich ludzi w spół­kach i urzędach: - Jeśli mówimy o zmia­nie, to ta zmiana musi być realna. Z tym szliśmy do wyborów. Jestem dumny, że udało mi się zmienić wektory. Opol­szczyzna to nie jest Podkarpacie. Tam w czasie kampanii ludzie podchodzą do prawicowców, przybijają piątki. W Opo­lu jest znacznie gorzej. Na rynku mo­głem stać dziesięć godzin i zebrać osiem podpisów pod listami PiS.
   Minister trochę przesadza, gdy mówi, że opolanie opluwali prawicowców. Kiedy z narzeczoną otwierali sporto­wy pub Pod Amfiteatrem, ludzie na nich nie pluli, walili do lokalu drzwia­mi i oknami. Biznes miał się dobrze. Piwo nalewał asystent Jakiego (ostat­nio awansował, jest wiceprezydentem Opola). Potem Jaki z narzeczoną wziął ślub, mają wspólnotę majątkową. Ale w poselskich oświadczeniach majątko­wych nigdy nie podał dochodów z pubu.
- W tym czasie nie była moją żoną. Do oświadczeń nie wpisuje się informacji o dochodach osoby, z którą się chodzi - ucina wiceminister.
   Sprawdzam: jeszcze 10 miesięcy po ślubie żona Jakiego prowadziła pub. To oznacza, że poseł powinien wpisać do­chody do oświadczenia.

NIKT NICZEGO NIE UKRYWA
Ta realna zmiana, o której mówi Patryk Jaki, to między innymi Oliwer Kubicki, jego serdeczny przyjaciel (re­sort sprawiedliwości), Marcin Roi, były asystent od nalewania piwa (Śląski Ry­nek Hurtowy Obroki), Sławomir Brze­ziński (Zakłady Azotowe Kędzierzyn), Mirosław Borzym (ANR), Mateusz Magdziarz (TVP), Arkadiusz Karbowiak (Muzeum Żołnierzy Wyklętych), Michał Siek (kuratorium oświaty), Jan Stępkowski (ARMiR), jego syn Paweł Stępkowski (spółka z grupy Azoty).
   Ten ostatni w szczerym wywiadzie dla „Faktów Nyskich” opowiedział, jak zro­bił karierę: - Za czasów Platformy w wie­lu konkursach już wcześniej można było wskazać, kto je wygra. Takie konkursy to fikcja. Teraz nikt niczego nie ukrywa. Ci, co rekomendują ludzi, biorą za nich od­powiedzialność. (...) Z Patrykiem Jakim zbliżyliśmy się w kampanii do wyborów parlamentarnych.
   Jeden z rekomendowanych, szef Elektrowni Opole Tomasz Gabor, był prezesem tylko kilka dni.
   Jeden ze związkowców: - Obchodził piec, capnęli go i zrobili szefem wszyst­kich pieców.
   Gabor złożył rezygnację. - To był błąd. To dobry człowiek, pracownik wyższej uczelni, ale awanse powinny być stop­niowane - mówi dziś Patryk Jaki.
   Jeden z pracowników resortu skarbu: - Teraz, gdy za ustawianie ludzi w spół­kach poleciał Jackiewicz, Jaki może mieć kłopot. Żeby nominacje wyglądały poważniej, każdemu ze swoich ludzi pi­sał rekomendację: „Ja, minister Patryk Jaki, proszę o rozważenie kandydatu­ry...”. Te rekomendacje leżą w Minister­stwie Skarbu. To może być dla niego balast.
   Patryk Jaki w Radiu Zet, styczeń 2016 roku, o marszach KOD: - Widzę ludzi, (...) którzy mieli monopol na do­stęp do pieniędzy ze spółek skarbu państwa. Ktoś im to zabiera i kwiczą po prostu.
   Pytam ministra, jak definiuje nepo­tyzm? - To pomaganie własnej rodzinie odpowiada bez namysłu.

SPRAWIEDLIWOŚĆ, ALE DZIEJOWA
Ireneuszowi Jakiemu przez ostat­nie lata wiatr wiał w oczy. Dekadę temu mówiono o nim „szara eminen­cja” - był w PO i doradzał prezydentowi Opola Ryszardowi Zembaczyńskiemu.
   Wyleciał w 2007 roku, gdy jego syn Patryk zajął się polityką i jako radny Platformy zaatakował prezydenta.
   - Patryk potraktował to bardzo oso­biście - mówi jeden z jego znajomych.
- W domu była ich czwórka - on, dwóch młodszych braci i siostra. Głowa rodzi­ny z dnia na dzień straciła status i pie­niądze. W Opolu jak to w Opolu, nikt go nie chciał zatrudnić, żeby nie robić sobie tyłów w magistracie. Przez chwilę musiał szukać pracy za granicą.
   Patryk Jaki do dziś tamtej sprawy nie wybaczył: - PO go wyrzuciła z dnia na dzień z pracy za to, że nie zmusił syna do głosowania, jak chcieli. Bolszewickie metody!
   W 2008 r. Ireneusz zostaje prokuren­tem spółki, która zajmuje się przeci­skaniem kabli i rurociągów. Właściciel przestaje płacić, znika, firma plajtu­je. Wcześniej Ireneusz Jaki poręcza mu kredyt. Efekt? Wciąż ma do spła­cenia ok. 300-400 tys. zł wierzytelno­ści wobec banku. Znajomy rodziny: - Ta sprawa mocno się odbiła na finansach rodziny.
   Zima 2014 r. Ludzie Patryka Jakie­go przejmują władzę w ratuszu. Jego ojciec zostaje wiceprezesem miejskiej spółki Wodociągi i Kanalizacja. Wios­ną tego roku zostaje jej prezesem. Zara­bia ponad 160 tys. zł rocznie. Wreszcie odbija się od dna. - To sprawiedliwość dziejowa - uważa Patryk Jaki. - Wró­cił po latach do pracy, z której nieuczci­wie został wyrzucony przez PO, mimo że nikt mu nigdy nie udowodnił, że coś zrobił źle.
   Wiceminister sam prosił obecnego prezydenta, wybranego ze wsparciem Solidarnej Polski Arkadiusza Wiśniew­skiego: nie róbcie mu sztucznego kon­kursu, nie róbcie fasady, po prostu go przyjmijcie.
   Wiosną tego roku Patryk Jaki po raz kolejny wymierza dziejową sprawied­liwość. Tym razem ludziom, którzy za fatalne poręczenie kredytu dybali na ojca. Pod nadzorem ministra powsta­je ustawa, która ogranicza działalność komorników. Minister może zawiesić komornika, a nawet usunąć go ze sta­nowiska. Jaki: - Spadła liczba skarg na komorników, nie ma już spraw jak ze słynnym ciągnikiem. Nikomu się to wcześniej nie udało. Dopiero mój zespół zrobił porządek. Ludzie z Rady Komor­niczej ostentacyjnie nie podają mi ręki.

KASJER ZE SKOK-U
Skąd wziął się Patryk Jaki? Z uli­cy. Gdy w 2004 roku zdaje maturę, na Opolszczyźnie dochodzi do wycieku tematów. Egzamin zostaje powtórzo­ny. Zbigniew Kubalańca, przewodni­czący klubu radnych PO w Opolu: - Już w 2004 r. Patryk Jaki wykazywał duże cechy przywódcze, stojąc na schodach przed Urzędem Wojewódzkim i prote­stując przeciwko powtórce egzaminu maturalnego.
   Zanim zostanie trybunem, Jaki pró­buje zostać piłkarzem. W podstawówce Odra Opole sprzedaje go za tysiąc złotych do sportowej szkółki w Szamotułach. Rodzina zgadza się na szkołę w interna­cie. - Nie poradziłem sobie - przyznaje dziś minister. - Byłem najmłodszy, nie miałem talentu, ale w wieku 14 lat na­uczyłem się żyć sam daleko od domu.
   Po maturze szybko zaczyna pra­cę (31-letniemu politykowi kadry w Ministerstwie Sprawiedliwości wy­liczą 12-letni staż pracy). Roznosi listy, zostaje kasjerem w Południowo- Zachodnim SKOK-u. - Przeszedłem wszystkie szczeble, od chłopca na po­syłki po kierownika oddziału - wspomi­na. Kilka lat później jego SKOK upadnie w wyniku finansowej afery. Jaki ma szczęście, jego ścieżki nie krzyżują się ze ścieżkami aferzystów.
   Znajomy rodziny: - W domu się nie przelewało. Patryk szybko trafił na głę­boką wodę. Jest uparty i pracowity. PiS-owcy umieszczali go na 15. miejscu na liście, a on załatwiał sobie miejsce ósme wchodził do Sejmu.
   Patryk działa w mieście. Zmienia par­tie. Partie są nieważne, ważne jest śro­dowisko młodych konserwatystów, skupionych wokół Janusza Kowalskie­go (od niedawna wiceprezes PGNiG). Razem zwalczają rządy SLD w stowa­rzyszeniu Stop Korupcji. - To stamtąd wyszli ludzie, którymi się dziś otacza Jaki - słyszę w Opolu. Razem czczą 17 września i 13 grudnia. To ich abso­lutny konik. Wyklęci, przeklęci, zaklęci. Skuteczni i dobrze roztasowani. Jeden z nich sprzedał mi kiedyś motto tego środowiska: polityka polega na tym, że ludzie się nawzajem krzywdzą.

IDĘ JAK TARAN
Choć w Opolu wszyscy boją. się Wielkiego Kadrowego, wielu go nie­nawidzi. Przyjaciół, Oliwera Kubickie­go i Zbigniewa Ziobrę, ma przy sobie na stałe, w ministerstwie. - Patryk i Zio­bro? Są jak bracia Gollobowie - śmieje się jeden z posłów PiS. - Wie pan, ci żuż­lowcy. W każdy, nawet w najgorszy za­kręt, zawsze wchodzą razem.
   Wiceminister pytany o przyjaźń ze Zbigniewem Ziobrą wpatruje się z za­dumą w firankę. O czasach w Solidar­nej Polsce mówi trochę jak o kumplu z jednej celi. Bo wtedy, kilka lat temu, po odejściu z PiS, ze Zbyszkiem zosta­li właściwie sami. Wszyscy mówili: już po was. Gdy urządzali w Sejmie kon­ferencję prasową, TVN pokazywał ok­rutną prawdę: zero dziennikarzy, puste krzesła. Człowiek szedł przez Sejm jak pozbawiony ciała, przezroczysty dla dziennikarzy. Klęska i obojętność. Wte­dy nawet przez myśl mu nie przeszło, że kiedyś zajmie gabinet w Alejach Ujaz­dowskich.
   Partyzanckie okopy go uodporniły. Dziś, jak mówi, „idzie jak taran”. Jest człowiekiem zadaniowym - gdy dosta­je zadanie, to je wykonuje. Przeprowa­dził ustawę o komornikach, reformuje zasady zatrudniania więźniów. Gdy pod koniec sierpnia wizytuje areszt w Piot­rkowie (w ministerstwie odpowiada między innymi za służbę więzienną), aresztanci rzucają się do okien. Wy­krzykują, co chcieliby mu zrobić, rzuca­ją resztkami jedzenia. Jaki przechodzi obok z kamienną twarzą. - W więzie­niach nikt na mnie nie głosuje, bo ro­bię tam porządek, wprowadzam rygor - mówi. A potem dodaje, trochę nie na temat: - Polityka pełna jest wyprutych z wartości cyników. Ja jestem autorem ustawy, która zabroniła zabierać dzieci za biedę.

I TY ZOSTANIESZ WYKLĘTYM
Bo jak mówi sam wiceminister, rze­czywistość trzeba postrzegać pryn­cypialnie. Kiedy zjeżdża do Opola, sztorcuje za brak pracy ideologicznej Marcina Rola, byłego asystenta, którego zrobił wiceprezydentem miasta. Seba­stianowi Kalicie, 26-letniemu rzeczni­kowi ministerstwa, pokazał stertę skarg na biurku: - Prosiłem, aby co najmniej raz w tygodniu skoncentrować aparat na sprawach indywidualnych, zwykłych ludzi, czego wcześniej tu nie było.
   - Wzruszające.
   - I prawdziwe! Ja nie buduję struk­tur, ja buduję środowisko patriotycz­ne! Pojutrze mam spotkanie z młodymi ludźmi przed rocznicą 17 września, któ­rą w Opolu co roku organizujemy od 15 lat. Mówię im: nie pozwolę na to, żeby­śmy byli PSL. Łączyć nas musi praca dla Polski, służba ludziom.
   Po godzinach Patryk Jaki po cichu próbuje doktoryzować się z prawa na UW. Dziwi go, absolwenta logistyki politologii, że w jednej sprawie moż­na mieć sześć różnych opinii prawnych. Ale jego prawdziwą pasją, hobby, ocz­kiem w głowie jest Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Powstanie w Warszawie, w miejscu słynnego aresztu na Rako­wieckiej. - Tam zamordowano nawet cztery tysiące najważniejszych polskich bohaterów. To prawdziwa Golgota Pol­ski. Zrobimy coś wyjątkowego, co zo­baczy cały świat. Chcemy, żeby można było je zwiedzać w specjalnych wirtual­nych okularach, tak żeby każdy mógł się poczuć jak żołnierz wyklęty. Przetargi są gotowe. Niedługo ruszamy.
   Znajomy z Opola: - Patryk pamię­ta, że Lech Kaczyński wygrał wybo­ry dzięki budowie Muzeum Powstania Warszawskiego. Mit budowniczego jest lepszy od mitu głównego kadrowego.
   Jednym z budowniczych Muzeum Żołnierzy Wyklętych będzie Jihad Rezek, Syryjczyk, muzułmanin, znajomy Jakiego. Minister wzdycha, bo w jego środowisku mniejszości, i to jeszcze z Syrii, to drażliwa sprawa. No i, wstyd się przyznać, Syryjczykowi też napisał rekomendację: - To świetny budowla­niec, ale muszę powściągać jego tempe­rament.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz