PiS - konstytucja 2010.pdf

środa, 21 września 2016

Spiski w PiS



Co się dzieje z PiS po niespełna roku u władzy? Ze słów Jarosława Kaczyńskiego wynika, że sytuacja jest niepokojąca.

Na posiedzeniu rady politycznej działacze usłyszeli od prezesa, że Platforma miała po roku wyższe notowania, że PiS zdobył większość w Sejmie dzięki szczęściu i że wo­kół partii kręci się wiele osób, które myślą tylko o sobie i o tym, jak zarobić dzięki zna­jomościom z politykami u władzy Że w par­tii - jak relacjonowała „Gazeta Wyborcza”
„są różne spiski”, a on wie, „kto z kim”. Ka­czyński kolejny też raz - choć nie wprost - ponaglił Beatę Szy­dło, by wreszcie oddała Mateuszowi Morawieckiemu władzę nad gospodarką. Prezes PiS powtarza to publicznie od kwiet­nia, wciąż bez widocznych rezultatów. Być może w najbliższych tygodniach się to zmieni. Wśród stronników Morawieckiego kiełkuje pomysł, by niedecyzyjną Radę Rozwoju zastąpić Komi­tetem Ekonomicznym Rady Ministrów, którego szefem z realną władzą zostałby minister rozwoju.
   Zabawnym, choć zapewne nie dla wszystkich, przykładem, jak władca PiS steruje krajem, są losy odwołanego w zeszłym tygodniu członka zarządu PKP Jarosława Kołodziejczyka. Został zdymisjonowany za brak współpracy przy rządowym projekcie Mieszkanie plus. - Dzisiejsza decyzja jest niezbędna do usprawnienia i przyspieszenia realizacji jednego z najważ­niejszych programów rządu - tłumaczył minister infrastruktu­ry Andrzej Adamczyk. Ale był tylko wykonawcą - spóźnionym - woli Kaczyńskiego, który parę dni wcześniej na posiedzeniu rady politycznej zżymał się, dlaczego zarząd PKP nie został jeszcze odwołany.
   Kluczowe w wystąpieniu prezesa na radzie politycznej było jednak uderzenie w Dawida Jackiewicza, będące zapowiedzią jego dymisji. Los ministra skarbu został przypieczętowany przed kilkoma tygodniami. Gdy na Forum Ekonomicznym w Krynicy rozmawialiśmy z jednym z polityków i rzuciliśmy że chcemy zrobić wywiad z ministrem Jackiewiczem, nasz roz­mówca odparł: - Z Jackiewiczem? To musicie się spieszyć.
   To do Jackiewicza odnosiły się słowa Kaczyńskiego o lu­dziach kręcących się wokół partii, zjawisku, które „trzeba wypalić gorącym żelazem”. Podobno na biurku Kaczyńskiego znalazł się raport o powiązaniach Adama Hofmana, byłego rzecznika partii, z firmami piarowymi i lobbingowymi zwią­zanymi z poprzednią władzą. A Hofman to jeden z najbliższych przyjaciół Jackiewicza.
   Odejście ministra Szydło ogłosiła „na miękko”. Minister od­szedł, powiada premier, bo wykonał zadanie likwidacji resor­tu. Techniczne sprawy załatwi już coraz mocniejszy w rządzie Henryk Kowalczyk. Ale to tylko zasłona dymna; likwidację re­sortu miał od A do Z przeprowadzić Jackiewicz. A następnie albo objąć inny resort, albo wejść do ważnej spółki.
   Dziś jego przyszłość rysuje się ponuro. W piątek do boju ru­szyło CBA: agenci mają skontrolować kluczowe spółki Skarbu Państwa pod kątem umów o doradztwo, marketing czy usługi prawnicze z lat 2015-16. A więc już za „dobrej zmiany”. Do­wiedzieliśmy się, że firma zaprzyjaźniona biznesowo i towa­rzysko z Adamem Hofmanem - R4S - którą założyli Michał Wiórkiewicz (asystent byłych premierów Marcinkiewicza i Kaczyńskiego) i były rzecznik policji Mariusz Sokołowski, or­ganizowała szkolenia z wystąpień publicznych dla członków zarządu dla Grupy Azoty. Kilka dni przed wyborami KGHM też podpisała z R4S umowę na doradztwo, obowiązywała ona do końca zeszłego roku. Nasi rozmówcy spodziewają się czystki w zarządach.
    
   Brudziński rośnie, Lipiński słabnie
   - Rada polityczna wybrała tych, których należało wybrać - pod­sumował jej ostatnie posiedzenie Kaczyński, skromnie przemil­czając fakt, że żadnych wyborów nie było, bo sam wskazał za­równo wiceszefów partii, jak i członków komitetu politycznego.
   Kandydaci Kaczyńskiego nie mieli problemów, każdy z sze­ściorga wiceprezesów dostał ponad 90 proc. głosów. Najwięcej przeciwników miał Adam Lipiński - 22 na ponad 300 głosujących.
   Oprócz niego stanowiska wiceprezesów utrzymali Beata Szy­dło (4 głosy na „nie”), Mariusz Kamiński (7) i Antoni Macierewicz (16). Nowi w tym gronie to Mariusz Błaszczak (przy 6 głosach przeciwnych) i Joachim Brudziński (przy 16).
   Brudziński pozostał szefem komitetu wykonawczego, czyli nadal kieruje partyjnymi strukturami. Jeśli stanowisko wice­prezesa to dodatkowa gwiazdka na pagonie - jak żartował Ka­czyński - to Brudziński ma ich dziś najwięcej. - Awans Joachi­ma był oczywistą oczywistością. Od lat jest prawą ręką prezesa, a najlepszym na to dowodem jest to, że nie poszedł do rządu, ale został w centrum dowodzenia przy Nowogrodzkiej -mówi poli­tyk PiS. Nasi rozmówcy nazywają go pierwszym wiceprezesem, choć w statucie PiS nie ma takiego stanowiska. Rzeczniczka partii Beata Mazurek: - To najważniejsza osoba w otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego. Mówiąc wprost, na statku PiS jest pierwszy po Bogu.
   Brudziński zawdzięcza tę wyjątkową pozycję lojalności wobec prezesa oraz, eufemistycznie mówiąc, specyficznemu tempe­ramentowi. Mówi wprost to, czego nie wypada powiedzieć Ka­czyńskiemu. Prezes mówi jednego dnia, że wokół PiS zarzucane są brudne sieci, a chwilę potem Brudziński w wywiadzie „wSieci” zaostrza: „Wielu poubierało się w gacie z napisem PiS i udaje o sieroznych działaczy, a interesuje ich jedno - własne interesy”.
Umie też, co niezbędne do przeżycia w tej partii, kadzić szefowi.
O pieniądzach wypłacanych w ramach programu 500 plus mówi „kaczor owe”.
   Brudziński czuje się na tyle pewnie, że udzielił wywiadów dla „wSieci” i „Do Rzeczy”, w których mówił o przyszłości rządu, w tym premier Beaty Szydło. Do tej pory takie strategiczne wy­wiady były zarezerwowane dla Kaczyńskiego.
   Jeśli Brudziński górą, to Lipiński doliną. Najbliższy przez ostat­nie lata człowiek Kaczyńskiego wyraźnie osłabł. Nie chodzi tylko o to, że szkodzą mu dobre relacje z pogonionymi z partii hofmanowcami, w tym Jackiewiczem. Lipiński - jak twierdzą nasi rozmówcy - miewa coraz częstsze okresy emigracji wewnętrznej. Unika mediów, nie walczy o swoje.
   Kaczyński nie wprowadził do ścisłego kierownictwa wice­prezesów dwóch wicepremierów: Piotra Glińskiego i Mateusza Morawieckiego, choć przed wakacjami wydawało się to niemal pewne. - Prezes czuje klimat w partii. Zbyt szybki awans wi­cepremierów działacze komentowali bardzo krytycznie. Prezes uspokoił działaczy, że docenia przede wszystkim tych, którzy już się wykazali - mówi poseł PiS. Inny dorzuca, że o ile Glińskiego jakoś można było jeszcze przełknąć, bo dał się wystawić na pre­miera technicznego, o tyle plan Morawieckiego widać na razie tylko w PowerPoincie: - Niech się panowie jeszcze trochę wykażą.
   Na osłodę obaj wicepremierzy weszli do prezydium 32-osobowego komitetu politycznego. To nowe ciało, które ma usprawnić działania partii i zapewnić większą szczelność - komitet często przeciekał. W prezydium zasiada 11 kluczowych w partii osób: prezes, wiceprezesi, marszałkowie Sejmu i Senatu oraz wicepre­mierzy. To grono, jeśli będzie się regularnie spotykało, jeszcze bardziej zmarginalizuje komitet polityczny.
   Nowym rozdaniem w komitecie prezes wskazał, kto popadł w niełaskę, a kto ma szansę urosnąć. Poza Jackiewiczem podpadł Kazimierz Ujazdowski, europoseł, który nie zgadza się z linią PiS w konflikcie o Trybunał Konstytucyjny. Jak uzasadniał Kaczyński, w partii można myśleć inaczej niż prezes, ale nie gdy jest się w jej władzach. Ujazdowski zostaje na razie w PiS, ale nie jest wyklu­czone, że - jak już pisaliśmy w POLITYCE - przymierza się do star­tu w wyborach do Senatu jako kandydat niezależny. Z komitetu wypadli też Wojciech Jasiński i Marcin Mastalerek (bo przeszli do Orlenu).
   Odcięcie Ujazdowskiego i wyrzucenie Jackiewicza najpierw z komitetu, a kilka dni później z resortu, to sygnały, że partia zwie­ra szeregi. Ma mówić jednym głosem. A „cwaniaczki” mają się mieć na baczności. Prezes wie o wszystkim i ma na wszystko oko.

   Z życia partii
   Kaczyński mówił o „nowym etapie w działaniu partii”. Do 25 października, czyli do ostatnich wyborów, do PiS należało 28 tys. członków. Nowych danych nie ma. Po wyborach fraza „jak wstąpić do PiS” w najpopularniejszej wyszukiwarce podpowiadała się wśród trzech najczęściej wyszukiwanych haseł. Chętnych jest całe morze, ale przystąpić nie jest łatwo. Okres weryfikacji się wy­dłużył, bo wielu wraz z deklaracją wysyłało CV z zapewnieniem o gotowości do pracy w państwowych spółkach i instytucjach.
   Zanim na dobre centrala zajmie się przyjmowaniem nowych, wybierze władze w okręgach. W 2014 r., aby uchronić się przed konfliktami tuż przed wyborami samorządowymi, PiS prze­łożył wybory szefów lokalnych struktur. Do dziś rządzą po­wołani na czas nieokreślony pełnomocnicy. Kolejni też będą rekomendowani przez prezesa i przyklepani „demokratycznie”. Teraz centrala na nowo rysuje okręgi: - Wybory przeprowadzi­my do końca roku. Okręgi podzielimy tak, aby przeciąć konflik­ty, bo niektórzy posłowie traktują regiony jak własne księstwa, blokują innych, aby nie wyrosła im konkurencja - mówi polityk z komitetu politycznego.
   Jeden z posłów przekonuje, że podziały i frakcyjne walki (m.in. zakon PC, rydzykowcy, ziobryści, gowinowcy, młoda gwar­dia, grupa smoleńska czy samorządowa) już się zdezaktualizo­wały -Hierarchia jest jasno ustalona, wiadomo, kto jest najbliżej prezesa, apetyty każdej grupy zostały z grubsza zaspokojone - prze­konuje polityk PiS. Ale rozmowa z prezesem zawsze jest w cenie. Wielu wciąż liczy, że choćby parę minut tete a tete pomoże w za­łatwieniu jakiejś sprawy albo chociaż doda prestiżu.
   Ci, którzy nie mają swobodnego dostępu do gabinetu Kaczyń­skiego, czyli prawie wszyscy, mają kilka metod dotarcia do niego. Najbardziej popularna jest metoda sejmowa. Najczęściej po gło­sowaniach, bo wtedy Kaczyński prawie zawsze jest w sali obrad, ustawia się przed nim kolejka. W zeszłym tygodniu przy sejmo­wym fotelu swe sprawy przedstawiały, czekając na swoją kolej, posłanki: Józefina Hrynkiewicz, Anna Sobecka (przekazała jakieś dokumenty) i Jolanta Szczypińska. Często przy tych rozmowach prezes wzrusza ramionami, czasami machnie ręką, zawsze uca­łuje dłoń rozmówczyni. A w świat idą zdjęcia z prezesem. Trzeba przy tym podkreślić, że prawo towarzyszenia prezesowi w czasie wychodzenia z kuluarów jest zarezerwowane dla najwyższych rangą (najczęściej szef klubu Ryszard Terlecki, Błaszczak, Bru­dziński, często udaje się też Suskiemu).
   Dziesiątego każdego miesiąca posłowie starają się z kolei być blisko prezesa na miesięcznicach smoleńskich. I jest wreszcie metoda na Nowogrodzką, polegająca na cierpliwym, czasami kilkugodzinnym wyczekiwaniu pod gabinetem prezesa. Szczę­śliwcom udaje się dostać na audiencję.
   Ostatnio posłom nadarzyła się nowa okazja, aby się wykazać. 10 sierpnia zaczęła się publiczna zbiórka na budowę pomników: ofiar tragedii smoleńskiej oraz prezydenta Lecha Kaczyńskie­go. Mają stanąć przy Krakowskim Przedmieściu. Przed gabine­tem wiceszefa klubu Suskiego po zakończeniu obrad ustawiła się kolejka po cegiełki (o wartości od 10 do 1 tys. zł). - Nie ma obowiązku, ale myślę, że każdy poseł rozprowadzi co najmniej kilkanaście cegiełek. W końcu to narodowa sprawa - mówi Suski. Każdy pisemnie kwituje odbiór cegiełek, nazwiska zostaną zapa­miętane. Jeden z posłów debiutantów obiecuje w naszej obecno­ści, że przyniesie z cegiełek co najmniej tysiąc złotych. Do kasy komitetu pomnikowego wpłynęło ponad 120 tys. zł.

   Gowin się buduje, Ziobro wygasza partię
   PiS nie miałby większości, gdyby nie kilkunastu posłów z Soli­darnej Polski Zbigniewa Ziobry i Polski Razem Jarosława Gowina. Obaj lojalnie wspierają rząd, ale nie zrezygnowali z własnych ambicji. Gowin stara się budować struktury PR i wciąż, jak się zdaje, myśli o tym, co się stanie po odejściu Kaczyńskiego z po­lityki. - Rozbudowa Polski Razem odbywa się za milczącą zgodą Kaczyńskiego, który nie widzi w tym zagrożenia dla PiS, lecz dla PO - mówi polityk z partii Gowina.
   W rządzie minister nauki liberałem jest raczej bezobjawowym, otwarcie nie występuje przeciw socjalnej polityce Beaty Szydło, choć po cichu krytykuje resort rodziny Elżbiety Rafalskiej za zbyt­nią prozwiązkowość i wraz z Mateuszem Morawieckim oraz Paw­łem Szałamachą chciałby wprowadzić bezpieczniki do ustawy o obniżeniu wieku emerytalnego w    postaci kryterium stażu pracy.
Ziobro przyjął inną strategię. Solidarną Polskę wprowadził w stan hibernacji, ochotników nie przyjmuje. Aktywność partii, która powstała w wyniku buntu przeciw Kaczyńskiemu, nie spodo­bałaby się na Nowogrodzkiej. Zamiast tego Ziobro występuje z po­zycji „radykalnego pisowca”, czasem narażając się na delikatne prztyczki od większego koalicjanta. Jego projekt ustawy o konfiska­cie majątków przedsiębiorców napotkał opór w rządzie i zapew­ne nie wejdzie w życie. Gdy zaś zastępca Ziobry w Ministerstwie Sprawiedliwości Patryk Jaki pogroził sędzi dyscyplinarką na swej rozprawie, Kaczyński uznał to za niezręczność, a Jaki przeprosił.
   Ziobro podpadł też umiarkowanemu skrzydłu PiS za eskalację konfliktu z Trybunałem Konstytucyjnym. - Kompromis z Komisją Europejską był bliski i to minister sprawiedliwości go podważył - mówi POLITYCE polityk z rządu.
   Z naszych informacji wynika również, że partia Ziobry toczyła rozmowy o wejściu do PiS, ale Kaczyński je przewlekał. - Ziobro miał nadzieję, że wróci do PiS i zostanie wiceprezesem, ale Jaro­sław wolał go zwodzić. Teraz może powiedzieć: Zbyszku, chętnie powitamy cię z powrotem, ale sam widzisz, wybraliśmy już władze i nie możesz zostać wiceprezesem - słyszymy od ważnego polityka obozu rządzącego. Ziobro pozostaje więc w stanie zawieszenia; trochę w PiS, trochę poza PiS, niespecjalnie na dodatek łubiany przez działaczy tej partii.
   Osobnym przypadkiem jest Prawica RP Marka Jurka, która prze­szła do półopozycji. Jej jedyny poseł Jan Klawiter nie wszedł do klubu PiS i czasem głosuje wraz z opozycją - ostatnio nie poparł wniosku o nieprzyjęcie corocznego sprawozdania Najwyższej Izby Kontroli.
    „Prawica RP została wykluczona z koalicji rządowej, bo było jasne, że nie zrezygnujemy dla żadnych korzyści z naszej odpo­wiedzialności politycznej. Prawdopodobnie dlatego kierownictwo PiS złamało porozumienie wyborcze z Prawicą RP i dopuściło się pogwałcenia wolności wyborów” - głosi oświadczenie partii Jurka z czerwca tego roku. Byłemu marszałkowi, a obecnie europosłowi z list PiS nie spodobało się to, że Kaczyński tak ułożył listy wybor­cze, że tylko jeden kandydat Prawicy RP wszedł do Sejmu. Spór jego partii z PiS może się zaognić wraz z debatą aborcyjną - w Sejmie jest projekt zaostrzający ustawę o przerywaniu ciąży, który dla PiS jest bardzo niewygodny, bo zaktywizuje opozycję, a Jurek będzie go popierał z nadzieją na pomoc Kościoła.

   Misiewicze PiS i dylemat Kaczyńskiego
   PiS nastawia się już na wybory samorządowe, konkurencję, w której nigdy nie był mocny. Do większej aktywności zostali we­zwani posłowie debiutanci, a prezes zapowiedział utworzenie „struktury wyborczej związanej z wyborami samorządowymi”. Jeśli za dwa lata PiS nie przejmie co najmniej połowy sejmików, to będzie klęska.
   Wcześniej jeszcze PiS przejdzie poważny test. Dymisja Jackie­wicza rzuciła światło na sytuację w spółkach Skarbu Państwa, w których zaroiło się od partyjnych działaczy, z których nie wszy­scy radzą sobie na swych stanowiskach. Partia Kaczyńskiego opu­ściła gardę i zaliczy kilka mocnych ciosów. Do rangi symbolu urasta sprawa asystenta Macierewicza. Bartłomiej Misiewicz, lat 26, został członkiem rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbroje­niowej, choć nie ma ani wyższego wykształcenia, ani nie skończył kursu dla członków rad nadzorczych.
   Chmury zbierają się też nad gospodarką. Co trzeźwiejsi człon­kowie rządu doskonale wiedzą, że pieniędzy w końcu zabraknie, a wtedy zaczną się cięcia. Kilku ministrów już chce majstrować przy projekcie obniżenia wieku emerytalnego, tak by uwzględniał sytuację gospodarczą i demograficzną.
   Pozostaje pytanie, czy Kaczyński powinien zastąpić Szydło. Jego dominacja nad formalną szefową rządu jest na tyle ewident­na, że system staje się niefunkcjonalny; w każdej ważnej sprawie arbitrem jest prezes PiS.
   No i ostatnia kwestia: czy PiS szykuj e się do rozprawy z opozycją? Nie ustają plotki o planowanych aresztowaniach, partia rządząca przymierza się do odzyskania NIK, w Sejmie zbierane są podpisy pod wnioskiem o odwołanie rzecznika praw obywatelskich.
Jeśli rzeczywiście PiS postanowił zaatakować opozycję, to zro­zumiała jest rozprawa ze swoimi; szeregi muszą być zwarte jak pięść.
Anna Dąbrowska, Wojciech Szacki

1 komentarz:

  1. Markowi Jurkowi nie spodobało się to, że PiS nie dotrzymał umowy z jego partią, potraktował Prawicę Rz. nieuczciwie. To, o czym jest napisane w powyższym tekście to łagodnie ujmując manipulacja, a mniej oględnie - ohydne kłamstwo.

    OdpowiedzUsuń