PiS - konstytucja 2010.pdf

wtorek, 11 października 2016

Kuzyn i przyjaciele



O Jarosławie Kaczyńskim mówi: brat” albo „cesarz”. Gdy PiS dochodzi do władzy, zostaje doradcą w TVP, a jego partnerka znienacka otrzymuje rolę w serialu

Michał Krzymowski

Na stole kieliszki z resztką czerwonego wina, na sztalugach erotyk. Naga kobie­ta zadziera nogi, a między nie nurkuje długowłosy mężczyzna. Gdy padnie py­tanie, co autor obrazu chciałby zostawić potomnym, nastąpi nieoczekiwana au­toprezentacja: - Jestem tradycjonalistą i nacjonalistą. Jestem Polakiem, a nie żadnym Europejczykiem. I jestem homofobem! Bo wolę kobiety.
   - Czyli miłośnik kobiet, Janek Tomaszewski - puentuje Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”.
   Tak krewnego prezesa PiS przedstawiła trzy lata temu w internetowym nagraniu „Gazeta Polska”.
   Jan Maria Tomaszewski - energiczny 66-latek o falujących włosach i podkowiastej brodzie - to syn starszej siostry Jadwigi Kaczyńskiej. Najbliższa rodzina Jarosława Kaczyńskiego, obok córki nieżyjącego brata. Bywa w jego partyjnym gabinecie na Nowogrodzkiej i prywatnie, na Żoliborzu. Jego dom na Saskiej Kępie to ważne miejsce w życiu Jarosława. W młodości bracia Kaczyńscy chętnie odwiedzają wujostwo z drugiej strony Wi­sły: dokazują z rok młodszym Jankiem i słuchają wojennych opowieści jego ojca, słynnego rysownika z Armii Krajowej. Po śmierci Lecha Jarosław spędza święta na Saskiej Kępie.
   Jan Maria Tomaszewski od kilkunastu lat plącze się przy PiS. Gdy ludzie partii przej­mują stołeczne wodociągi, Orlen i TVP, ku­zyn trafia tam na listę płac. Pracuje przy jednym ze spotów Lecha Kaczyńskiego i po­maga w kampaniach PiS. W jego domu po­wstaje film „Lider” poświęcony szefowi PiS.
Ugrupowanie wykorzystało go przed wybo­rami parlamentarnymi w 2011 roku. W par­tii rządzącej Tomaszewski to postać znana i ważna. Mówi się tu o nim krótko: „kuzyn”.

SERCE TELEWIZJI
Jan Maria Tomaszewski po raz pierw­szy przestępuje próg budynku TVP na Woronicza w czerwcu 2007 r., wkrótce po objęciu prezesury przez Andrzeja Ur­bańskiego, wcześniej szefa Kancelarii Pre­zydenta Lecha Kaczyńskiego. Dostaje etat w dziale kadr: 8 tys. pensji i premię moty­wacyjną. Gdy dwa lata później TVP skon­troluje Państwowa Inspekcja Pracy, okaże się, że Tomaszewski nie ma wyznaczonych obowiązków, a w firmie pojawia się z rzad­ka. Kiedy rada nadzorcza zawiesza Urbań­skiego, idzie na zwolnienie lekarskie, na którym spędza 182 dni. Po powrocie tra­fia do redakcji rozrywki. Przez lata rządów PO pracownicy widują go w telewizyj­nej stołówce Kaprys. Tomaszewski jest miły i uśmiechnięty, na przywitanie całuje kobiety w rękę.
   Gdy na czele TVP staje Jacek Kurski, ku­zyn idzie w górę. Dostaje stanowisko dorad­cy zarządu, gabinet po byłym wiceprezesie i służbowe auto z kierowcą. Na korytarzach mówi się, że ma 20 tys. pensji (biuro prasowe TVP temu nie za­przecza) i patrzy szefowi TVP na ręce. Zaraz po nim na kluczo­wych stanowiskach w telewizji publicznej lądują ludzie z jego kręgu towarzyskiego. Najważniejszą funkcję - dyrektora Agencji Produkcji Telewizyjnej i Filmowej - obejmuje Wojciech Hoflik. - To przyjaciele, odwiedzają się w domach. Janek kil­ka lat temu był na chrzcinach córki Wojtka - opowiada były współpracownik Hoflika.
   Agencja jest sercem telewizji, to tu ważą się losy seriali i pro­gramów. W grę wchodzą duże pieniądze. Na przykład: wyprodu­kowanie odcinka telenoweli kosztuje od 120 do 150 tys. złotych, co oznacza, że miesiąc emisji to dla telewizji wydatek 2,4 min, rok - 29 min.
   Zastępcą Hoflika w agencji zostaje Krzysztof Lenarczyk. To wieloletni pracownik telewizji. Kilka lat temu zakłada z Toma­szewskim Fundację Misji Publicznej, która usadawia się na Żoli­borzu, płot w płot z domem Kaczyńskiego. Wiosną 2014 r. firma Lenarczyka sprzedaje PiS oprogramowanie, dzięki któremu partia ma wykryć fałszerstwa podczas wyborów do PE. Tomaszewski w tym czasie często bywa w siedzibie partii.
   Etat w biurze zarządu otrzymuje też ży­ciowa partnerka kuzyna Beata Fido, aktorka z filmu „Smoleńsk” (Tomaszewski publicz­nie nazywają „przyjaciółką”), a kierowni­czą posadę w Akademii Telewizyjnej dostaje Krzysztof Wawrzyniak - według branżowe­go miesięcznika „Press” to (przynajmniej formalnie) mąż Fido. Dyrektorem TVP Polonia zostaje dziennikarka Magdalena Tadeusiak, prywatnie żona Piotra Mikołaj­czaka, producenta zaprzyjaźnionego z To­maszewskim i Hoflikiem. Na czele Jedynki staje zaś Jan Pawlicki, bratanek Macieja, producenta „Smoleńska”, przy którym pre­zesowski kuzyn był konsultantem do spraw obyczajowych.

ODSIECZ DORADCY
Jedną z pierwszych decyzji nowej ekipy jest przywrócenie do ramówki zdjętego za rządów Platformy serialu „Komisarz Alex”.
Z roku na rok jego widownia topniała. Nie było sensu tego ciągnąć - wspomina je­den z byłych dyrektorów TVP. Sprawdzam słupki oglądalności i rzeczywiście: premie­rowy odcinek w 2012 r. ogląda 4,7 min wi­dzów, a dwa i pół roku później wynik zjeżdża poniżej dwóch milionów.
   Z decyzji TVP cieszy się producent „Aleksa” Sławomir Jóźwik - znajomy To­maszewskiego i Hoflika. Kto zdecydował o przywróceniu serialu? Z informacji prze­kazanych nam przez TVP wynika, że „zain­teresowanie” produkcją wyraził dyrektor Jedynki Jan Pawlicki.
Zanim „Alex” z powrotem trafi na antenę, zachodzą zmia­ny w obsadzie. Miejsce Magdaleny Wałach zajmuje Agnieszka Więdłocha, narzeczona Antoniego Pawlickiego, głównego boha­tera serialu, a prywatnie brata szefa Jedynki. W scenariuszu nie­oczekiwanie pojawia się też nowa postać: policjantka ze Stanów, w której rolę wciela się Beata Fido.
   W jaki sposób nieznana szerzej aktorka dostaje angaż w seria­lu na dużej antenie? Może odpowiedź zna Tomaszewski, jej part­ner? Gdy wysyłam mu prośbę o spotkanie, jego prawnik prosi o pytania na piśmie. Zamiast odpowiedzi dostaję pismo grożące procesem. Wynika z niego, że Tomaszewski jest osobą prywatną i nie wolno o nim pisać bez j ego zgody.
   Dzwonię do Jóźwika. Najpierw chętnie zgadza się na spot­kanie, ale nazajutrz je odwołuje. Pisze, że jest chory i prosi e-maila. Na pytania nie odpowiada.
   Kontakt z Hoflikiem wygląda podobnie: rozmowa telefonicz­na, pytania na piśmie i cisza. To może Beata Fido? Prośbę o kon­takt przekazuję jej za pośrednictwem biura prasowego TVP, bez odzewu. Ostatnia szansa to telefon do Krzysztofa Waw­rzyniaka, ale zdążę się tylko przedstawić. Odpowie mi ciężkie westchnienie i trzask słuchawki.
   Koniec września. Kurski, Tomaszewski i Hoflikbawią na Fe­stiwalu Filmowym w Gdyni. Późnym wieczorem z radarów rozbawionego towarzystwa nagle znika prezes TVP. Grupka stojących obok filmowców obserwuje, jak z odsieczą szefowi rusza długowłosy doradca. - Muszę pilnować Jacka, bo jesz­cze narozrabia! - pokrzykuje. W scenie biernie uczestniczy też Jóźwik, towarzyszy Tomaszewskiemu i Hoflikowi. W Gdyni Kurski ogłosił kilka projektów, nad którymi w najbliższym cza­sie będzie pracować TVP. Wśród nich jest reżyserowany przez Jóźwika serial o żołnierzach AK wykonujących egzekucje na konfidentach.
   Wybór Jóźwika wywołuje kontrowersje, bo kilka lat temu re­żyser „Historii Roja” Jerzy Zalewski zarzucił mu współpra­cę z SB. W liście otwartym podał jego agenturalny pseudonim okres, w którym miał donosić na kolegów ze studium aktor­skiego. Jóźwik nie odpowiada na te zarzuty. Jerzy Zalewski py­tany, czy wytoczył mu proces: - Oczywiście, że nie, przecież napisałem prawdę. To, że taki serial ma reżyserować były taj­ny współpracownik, wygląda fatalnie. Ale w TVP jest więcej spraw zasługujących na krytykę. Choćby obecność tego idioty Tomaszewskiego i Hoflika patronującego starym układom,

JAK KUZYN Z KUZYNEM
Na początku września Tomaszewski pojawia się na Forum Ekonomicznym w Krynicy, towarzyszy mu Fido. Za pobyt obojga płaci telewizja. Z informacji przekazanych przez biuro prasowe TVP wynika, że Tomaszewski występował w Krynicy w kilku rolach jednocześnie: uczestnika Forum, współorganiza­tora części imprez i autora transmisji. Rozmówcy „Newsweeka” wspominają, że mimo nawału pracy kuzyn Kaczyńskiego znaj­duje w Krynicy czas na rozmowy z prezesami państwowych spó­łek. U jego boku widziani są szef Lotosu Robert Pietryszyn, szef PGE Henryk Baranowski i jeden z menedżerów PKP. Opowia­da gość Forum: - Dzień po bankiecie Lotosu widziałem, jak Pietryszyn podczas śniadania w hotelu donosi kuzynowi kawę do stolika. Potem dosiadł się jeszcze do nich minister w Kancelarii Premiera Adam Lipiński.
   Czego dotyczy rozmowa? Trudno powiedzieć, bo biuro praso­we Lotosu nie odpowiedziało na pytanie o kontakty prezesa fir­my z Tomaszewskim. Podobnie jak PGE. Wiadomo za to, że zaraz po zakończeniu Forum wśród państwowych menedżerów zaczy­na krążyć anegdota o spotkaniu Tomaszewskiego z jednym z pre­zesów. Jeśli jej wierzyć, to rozmowa brzmiała tak: - Potrzeba pieniędzy na film. - Ile? - 50 milionów. - Janek, jak ja bym na coś dal 50 milionów, to następnego dnia straciłbym pracę. - Dobra, to daj chociaż trzy na festiwal.
   Producent współpracujący z TVP, obecnie na bocznym torze: - Janek nie jest człowiekiem z mojej bajki, ale takie rozmowy w branży to norma. Wszyscy kolędujemy po spółkach z pytania­mi o pieniądze. To legalne.
   Gdzie „kolęduje” Tomaszewski? W styczniu udaje się do dy­rekcji Lasów Państwowych, którym od niedawna szefuje jego kuzyn Konrad. Jak przyznaje rzeczniczka Lasów, w trakcie rozmowy Jan przedstawia Konradowi „kilka luźnych pomy­słów na programy telewizyjne, które mogłyby służyć eduka­cji leśnej”. Jednym z nich jest nakręcenie serialu o leśnikach. Ze współpracy nici, bo Lasów nie stać na finansowanie tak kosztownych pro­dukcji. - To nie nasza skala. Możemy dołożyć się do programu edukacyjnego w ośrodku regionalnym, ale sfinansowa­nie serialu w Jedynce to za wysokie progi śmieje się rozmówca z Lasów. Projekt, z którym przychodzi Jan Tomaszew­ski, rzeczywiście nie jest tani. To „Leśni­czówka”, telenowela, która ma zastąpić w ramówce „Klan” (jej powstanie Kurski zapowiedział w Gdyni).
   Pytam o odwiedziny Tomaszewskiego w największych państwowych spółkach.
Ile razy był? Z kim rozmawiał? I czego chciał? Przychodzą oszczędne odpowie­dzi. PZU: Bez komentarza. Orlen: Kon­cern nie informuje o takich spotkaniach.
PGNiG nie odpowiada wcale, ale w kwiet­niu prezes Piotr Woźniak ogłasza, że naf­towa spółka obejmie mecenatem Teatr Telewizji. Wartość umowy: 5,7 min zł.

ŚLIZG NA OJCU MATEUSZU
Styczeń 2012 roku. PiS jest w głębokiej opozycji, telewizją rządzi Platforma. Wojciech Hoflik i Piotr Mikołajczak zakła­dają spółkę producencką Ursa Major. - Firma została powoła­na w konkretnym celu; żeby kręcić reklamówki dla SKOK-ów - wspomina były pracownik firmy. W spotach gra Artur Żmijewski, znany z popularnego serialu TVP „Ojciec Mateusz”. Z ba­dań wynika, że widzowie przygód księdza-detektywa idealnie pokrywają się z klientelą Kas - to głównie kobiety z mniejszych miejscowości, po 50. roku życia i ze średnim wykształceniem. Pomysł na spoty jest bardzo sprytny: Żmijewski występuje w nich w stroju podobnym do tego, który w serialu nosi ojciec Mateusz (jedyną różnicą jest brak koloratki), a SKOK-i wyku­pują czas antenowy tuż przed serialem. Nawet ujęcia do reklam powstają w Sandomierzu, gdzie toczy się fabuła serialu.
   Człowiek związany z „Ojcem Mateuszem”: - Ślizgali się na naszej popularności. Byliśmy wściekli, próbowaliśmy zaintere­sować sprawą TVP, ale to było walenie głową w mur. Telewizja sprzedała SKOK-om czas reklamowy i nie widziała problemu. Sprawa była dyskusyjna etycznie, ale od strony prawnej nie mo­gliśmy się przyczepić.
   Dla Hoflika i Mikołajczaka zlecenie od Kas jest żyłą złota, SKOK-i też są zadowolone. – W kolaudacjach reklam uczestni­czył sam senator Bierecki, twórca systemu Kas - wspomina były pracownik Ursa Major. Tomaszewski w tym czasie cały czas jest na etacie w TVP, utrzymuje towarzyskie relacje z Hoflikiem. W reklamy się nie angażuje, ale kręci się wokół środowiska Grze­gorza Bie reckiego. Wkrótce zbliży się do kojarzonego z nim se­natora PiS Grzegorza Czeleja.
   Miesiąc po zarejestrowaniu Ursa Major Hoflik niespodziewa­nie odsprzedaje udziały Mikołajczakowi i obejmuje kierownicze stanowisko w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej, gdzie od lat pracuje jego żona. Mikołajczak dalej pracuje ze SKOK-ami, ale rozpoczyna też produkcję dwóch do­kumentów „Jeżeli zapomnimy o nich...” (to film o Wołyniu; powstaje dzięki pie­niądzom otrzymanym z fundacji związa­nej ze SKOK-ami) i „Danusi” (to historia pierwszego przeszczepu nerki w Polsce, producentem jest firma Rock and Roli Production, także należąca do Mikołaj­czaka; na liście płac filmu pojawia się Beata Fido) oraz fabuły „Syn Królowej Śniegu”. Żadnej z produkcji nie udaje się dostać dofinansowania z PISF. Mikołaj­czak za każdym razem odwołuje się do szefowej instytutu, za każdym razem sku­tecznie. Na kolejne filmy dostaje 200 tys., 185 tys. i 1,5 min zł. Wszystko odbywa się zgodnie z prawem, a rzecznik prasowy instytutu zapewnia, że Hoflik (czyli były wspólnik Mikołajczaka), nie miał z tymi decyzjami nic wspólnego.
   W 2016 r. Hoflik i żona Mikołajcza­ka Magdalena Tadeusiak pracują już na kierowniczych stano­wiskach w opanowanej przez PiS TVP. On kieruje agencją, ona kanałem TVP Polonia. W lutym, czyli zaraz po obsadzeniu tych posad, telewizja postanawia puścić wspomnianą „Danusię” Mi­kołajczaka. Kto zarabia na sprzedaży licencji? Firma Mikołaj­czaka. A kto pokazuje dokument? Kanał kierowany przez jego żonę, i to trzykrotnie. Do tego dochodzą dwie emisje w TVP1 (kolejna jest planowana w lutym 2017 roku). TVP Polonia za ka­dencji Tadeusiak dwukrotnie pokazuje też dokument jej męża poświęcony rzezi wołyńskiej.
   Czy Mikołajczak zarabia na tych emisjach? Gdy o to spytam, producent - podobnie jak Tomaszewski - naśle na mnie praw­nika i postraszy pozwem. Sprawę wyjaśnia rzeczniczka ZA­IKS: autorzy filmu otrzymają wynagrodzenie po zakończeniu roku. ZAIKS zapłaci Mikołajczakowi za współautorstwo muzyki w jednym z filmów. Pieniądze za oba dokumenty najprawdopo­dobniej wypłaci mu ZAPA, zrzeszenie producentów.
   Miesiąc po sprzedaży praw do „Danusi” Mikołajczak wy­puszcza kolejną reklamówkę Kasy. Tym razem już bez Żmijew­skiego. Spot imituje prognozę pogody, a prezenterkę gra w nim Beata Fido. Oprócz tego firma Mikołajczaka pracuje jeszcze przy teleturnieju „Ja to znam” emitowanym w TVP.

AUTOPORTRET Z WIEPRZEM
Tomaszewski pokazuje swoją twórczość malarską raz - w grudniu 2014 R. na zamku w Pułtusku. Wystawa to głów­nie autoportrety w różnych odsłonach - kuzyn jako błazen, kuzyn w afro, w towarzystwie rogatego wieprza, z krukiem, ze zjawą, na tle galopujących koni. Są także erotyki i rysunki polityczne. Satyryk Tomaszewski nie uznaje niedopowiedzeń. Na jednym z rysun­ków tłusty baran w kobiecych szpilkach siedzi za telewizyjnym stołem. Na górze napis dla mniej domyślnych: TVN24. Na innym szkicu zatytułowanym „Stracone głosy” ręka z napisem „Wy­bory do PE” wrzuca worek do kubła na śmieci. Albo to: koślawe litery układają się w napis „III RP”, z którego wyłażą trzy posta­cie o spiczastych uszach i nosach jak u Pinokia. Artysta przezor­nie je podpisuje - Donald Tusk, Radosław Sikorski i Bartłomiej Sienkiewicz - a całe dzieło wieńczy hasłem: „polski wstyd”.
   Główną atrakcją wernisażu jest obecność Jarosława Kaczyń­skiego, którego Tomaszewski w swoim wystąpieniu nazywa „bratem”, „generalissimusem” i „cesarzem”.
   Polityk PiS: - Janek ma niezwykły wpływ na prezesa. Pamię­ta pan, jak w sierpniu ogłoszono odwołanie Jacka Kurskiego po kilkudziesięciu godzinach trzeba było wszystko odkręcać? To zadziałała interwencja Tomaszewskiego.
   Kilka dni temu doszło do podobnej sytuacji. Gdy „Newsweek” wysłał pytania do TVP o Tomaszewskiego, Hoflika, Tadeusiak i Lenarczyka, branżowy portal wirtualnemedia.pl podał, że cała czwórka straciła pracę. Minęło jednak kilka dni i na Woro­nicza gruchnęło, że kuzyn jest już z powrotem. Tyle że już nie jako doradca zarządu, lecz pracownik redakcji Teatru Telewizji, tego samego, który sponsoruje dziś PGNiG. - Został dyrektorem precyzuje reżyser Jerzy Zalewski.
   Czy w takim razie kuzyna w ogóle zwolniono? Biuro praso­we odpowiada wymijająco, że „Jan Tomaszewski przebywa na urlopie wypoczynkowym”. Człowiek z Woronicza: - Na jakim urlopie? Przecież kolega widział go dzisiaj w Kaprysie.

1 komentarz:

  1. Co za koszmarny potok bzdur i plotek! Gdzie my żyjemy? Jakaś prowincja i małe miasteczko! Dulszczyzna w czystym wydaniu. A podobno Europa.

    OdpowiedzUsuń