PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 7 listopada 2016

Nie będą Niemcy pluli nam w twarz



On został jednym z najważniejszych ambasadorów Polski PiS i tłumaczy Niemcom, że Polską nie rządzi banda szaleńców. Ona została sędzią Trybunału Konstytucyjnego i mówi, że TK sam łamie konstytucję.

Kim są Julia i Andrzej Przyłębscy?

Wojciech Cieśla

Ambasada w Berlinie jest jedną z trzech najważniej­szych dla polskiej dyplo­macji, obok Waszyngtonu i Brukseli. Od sierpnia kie­ruje nią Andrzej Przyłębski. Szpakowaty filozof o miłej aparycji, który dyplomacji uczył się za rządów AWS. Dziadek czwor­ga wnucząt. Od kilku lat głosił, że Niemcy są bezczelni, a w Smoleńsku był zamach. Teraz ma ważne państwowe zadanie: wy­tłumaczyć Niemcom, że Polska wstała z kolan i że z Polską trzeba grzecznie.

BYLI FILOZOFOWIE ODWAŻNI
Poznań, lata 80. Na ulicy Szama­rzewskiego, gdzie mieści się Wydział Nauk Społecznych (WNS) Uniwersyte­tu Adama Mickiewicza, gęsto od polity­ki. To właśnie „wuenes”, filologia polska i historia są wylęgarnią „elementu anty­socjalistycznego”. Na filozofii też gorą­co. Studenci nie lubią komuny, studenci strajkują, kłócą się z władzą.
   Gdy wybucha stan wojenny, Andrzej Przyłębski nie kręci powielaczem jak ko­ledzy z Niezależnego Związku Studentów. Przymierza się do obrony magisterki. Ale zajęcia zostają zawieszone, uniwersytet zamknięty, więc z filozofii Martina Hei­deggera obroni się dopiero w 1982 r. Zo­stanie pracownikiem naukowym.
   Na uczelni trudno uciec od polityki, ale Przyłębskiemu się udaje. „Nigdy nie twierdziłem, że działałem w jakichś or­ganizacjach podziemnych. Sympatyzo­wałem z pierwszą Solidarnością, ale jako student nie mogłem do niej wstąpić” odpisuje w mejlu, gdy go pytam o aktyw­ność w latach 80.
   Doktoryzuje się w 1987 roku. Na po­czątku lat 90. wyjeżdża do Niemiec jako stypendysta Fundacji Humboldta, by pra­cować z legendarnym Hansem- Georgiem Gadamerem. Były student: - Lubi opowia­dać, że trafiło mu się jadać obiady z Gada­merem i pogadać z krewną Wittgensteina.
   Mówi jeden z naukowców z Instytu­tu Filozofii: - W latach 80. na wydziale wszyscy żyliśmy trochę w cieniu filozofa Leszka Nowaka, byłego pezetpeerowca, który nawrócił się w czasie Solidarności. Leszek rok siedział w internacie, wrócił, za drukowanie w drugim obiegu wywalili go później z uczelni. Byli wśród nas lu­dzie odważni.

ZNIKAJĄ TECZKI I TEKSTY
Na studiach poznaje przyszłą żonę, Julię Żmudzińską. To dobra partia - studentka prawa jest córką znanego no­tariusza Wolfganga Żmudzińskiego. Gdy w 2015 r. w Sejmie poseł PiS Andrzej Ja­worski będzie przedstawiał kandydaturę Julii na stanowisko sędziowskie w Trybu­nale Konstytucyjnym, powie: - W czasie studiów działała w Niezależnym Zrzesze­niu Studentów.
   Próbuję znaleźć potwierdzenie tej in­formacji, ale bez skutku. Papiery po­ znańskiego NZS w dużej części zostały zniszczone w stanie wojennym.
   W maju 2016 r., gdy przecieki z MSZ o kandydaturze Przyłębskiego na pla­cówkę w Berlinie zaczynają krążyć po Warszawie, tygodnik „Do Rzeczy” suge­ruje, że przyszły ambasador był tajnym współpracownikiem SB: „Kandydat na polskiego ambasadora w Berlinie prof. Andrzej Przyłębski został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bez­pieczeństwa o pseudonimie Wolfganag. (...) Teczka TW »Wolfgang« nie jest w tej chwili dostępna dla dziennikarzy, ponie­waż została wypożyczona. Z zapisów w bazie Archiwum Cyfrowego IPN wyni­ka, że SB interesowała się Przyłębskim od 1975 r. Jednak daty skrajne jednostki ar­chiwalnej obejmują lata 1979-1980. Naj­prawdopodobniej jest to właśnie okres, w którym SB uznawała go za tajnego współpracownika. Profesor Przyłębski zaprzecza, że współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa”.
   Dalej w tym samym tekście pojawia się informacja, że MSZ sprawdziło Przyłęb­skiego w IPN i nie uważa go za agenta.
   Spytałem ambasadora o tekst i o spra­wę. Nie odpowiedział.

KONSUL SIĘ RADYKALIZUJE
Julia aplikację sędziowską i asesurę robi w PRL. Pod koniec komuny trafia do wydziału cywilnego sądu re­jonowego, potem w okręgowym orzeka w wydziale ubezpieczeń społecznych. Gdy w 1997 r. Andrzej Przyłębski zo­stanie radcą w ambasadzie polskiej w Niemczech, rusza za mężem. Znajo­my Przyłębskich z Poznania: - Do Nie­miec pojechali całą rodziną, ich dzieci kończyły niemieckie szkoły. W tym cza­sie zaczęli się radykalizować. Nie wiem, co było impulsem. Odniosłem wraże­nie, że choć pracują w Niemczech, to nie przepadają ani za krajem, ani za Niem­cami. A przecież Andrzej spędził tam w sumie 13-14 lat.
   Po powrocie do Poznania w 2001 r. Przyłębski miał pracować w Instytucie Filozofii, którego był wicedyrektorem, ale nie akceptuje go zespół. Z mejla od ambasadora: „Spotkałem się z wrogoś­cią mych dawnych kolegów w Instytucie Filozofii. Obstrukcja przybierała różne formy, głównie blokowania moich roz­maitych inicjatyw i projektów, pomimo że w rankingu punktowym wydziału za­wsze zajmowałem czołowe miejsce, co przekładało się na środki finansowe przy­znawane Instytutowi”.
   Były student UAM: - Ze względu na jego rewolucyjne zacięcie wynieśli go z Instytutu na kopach, ukrył się gdzieś w miejscu niezwiązanym formalnie z filozofią.
   Przyłębski ląduje w Instytucie Kulturoznawstwa. Stworzy tam Zakład Her­meneutyki Kultury. Studenci go lubią. Koledzy niekoniecznie. Julia Przyłębska przez kilka lat jest poza zawodem, dopiero w 2007 r. prezydent Lech Ka­czyński powołuje ją - mimo niemal dzie­sięcioletniej przerwy w praktyce - na stanowisko sędziego Sądu Okręgowego w Poznaniu.
   Z dwóch synów Przyłębskich, którzy kończyli niemieckie szkoły, Marcin od­powiada dziś za relacje z inwestorami u prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka. Drugi, Alan, startował do rady miasta z listy byłego prezydenta Ryszarda Gro­belnego. Dziś politycznie wyżywa się na Facebooku. Pisze: „Niemcy zrobili sobie z Polski kraj poddostawców, monterów i rezerwuar taniej siły roboczej. W ra­zie problemów politycznych Berlin ma na nas porządny kij”. Albo: „UE jest zbu­dowana na dominacji silnych Niemiec i Francji, które oczekują poddaństwa po­zostałych państw członkowskich, przeku­pując te biedniejsze dotacjami”. Czasem: „Niemiaszki robią w portki”.

T-SHIRT Z KACZYŃSKIM
Instytut Kulturoznawstwa, Poznań, lato 2010 roku. Andrzej Przyłębski przemierza korytarze z Jarosławem Ka­czyńskim na T-shircie.
   Jeden ze studentów: - W miarę upływu lat coraz bardziej obnosił się z pogląda­mi. Wykłady dobre, ale na konferencjach wskakiwał na poziom agitki. Drzwi w ga­binecie na uczelni ozdobił żołnierzami wyklętymi i rotmistrzem Pileckim.
   Pytam profesora o T-shirt z Kaczyń­skim. Odpisuje: „Wobec antypisowskiej postawy moich wydziałowych kolegów, chcąc zachęcić studentów do myśle­nia i przełamać ich strach przed ostra­cyzmem ze strony kadry akademickiej, ubierałem niekiedy T-shirt z portre­tem Jarosława Kaczyńskiego. Nie widzę w tym nic nagannego”.
   Rok 2010, rok katastrofy smoleńskiej. Przez Poznań idzie fala moralnego wzmo­żenia. Powstaje AKO - Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego, in­telektualne zaplecze PiS. Pod banerami SKOK-ów organizuje spotkania, wręcza Antoniemu Macierewiczowi medale, pi­sze oburzone listy. W Poznaniu złośliwi wykładowcy o AKO mówią, że to Związek Patriotów Polskich.
   Próbka stylistyki AKO z tego roku, list poparcia dla rządu: „(...) Obserwujemy aktywizację liberalnie-lewicowo nasta­wionej części środowiska akademickiego wobec zasadniczych zmian społeczno- -politycznych inicjowanych przez obecną władzę i wspierającą ją większość społe­czeństwa. (...) Członkowie środowiska akademickiego zrzeszeni w AKO wyraża­ją pełne wsparcie dla realizacji programu wyborczego PiS”.

FASZYŚCI? SKĄD, STUDENCI!
Profesor jest aktywny naukowo, or­ganizuje panele dyskusyjne z Bro­nisławem Wildsteinem i ze Zdzisławem Krasnodębskim. Gdy w 2013 r. podczas debaty w Berlinie jako pozytywny przy­kład budowania innej, nowej Europy, przedstawia rząd Orbana, dochodzi do awantury.
   W 2015 r. słyszy o nim cała Polska, gdy broni NOP-owców, nacjonalistów którzy przerwali wrocławski wykład prof. Zygmunta Baumana. Bo - twier­dzi Przyłębski - był to protest studencki, motywowany nie antysemityzmem, lecz przeszłością filozofa. „Zygmunt Bauman był nie tylko wiernym stalinistą, lecz tak­że, co o wiele gorsze, był oficerem Kor­pusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, formacji porównywalnej do SS” - tłuma­czy w niemieckim kwartalniku filozoficz­nym „Information Philosophie”.
   Na UAM wokół Przyłębskiego roś­nie mur niechęci. Grupa naukowców związanych z Otwartą Akademią, plat­formą wymiany myśli sprzeciwiającą się cenzurze i autorytaryzmowi, pisze do kwartalnika: „Przeciwko wykłado­wi protestowali członkowie i sympatycy NOP, ugrupowania skrajnie nacjonali­stycznego, o tendencjach antysemickich i antysyjonistycznych oraz stadionowi chuligani”.
   Oburzony Przyłębski kieruje list otwar­ty do rektora UAM, grozi procesem, jeśli koledzy go nie przeproszą. Dziś komen­tuje tamtą sprawę: „Oskarżenie wroc­ławskich studentów o antysemityzm było obrzydliwe, szkodzące Polsce, ale nieste­ty dość typowe w takich sytuacjach. (...) Rektor nie zrobił w tej sprawie nic, a ja na razie - także z uwagi na funkcję, któ­rą obecnie pełnię - nie wnoszę procesu o zniesławienie”.

NIE JESTEŚMY SZALEŃCAMI
PiS-owska „dobra zmiana” wyry­wa oboje Przyłębskich z Poznania. On najpierw trafia do Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie Dudzie, ona w grudniu dostaje nominację na sędzie­go Trybunału Konstytucyjnego. Wiosną pewna już jest kandydatura filozofa na placówkę w Berlinie. Na przesłuchaniu w Sejmie Przyłębski mówi o swojej misji:
- Zadaniem obecnie najważniejszym jest prezentowanie i wzmacnianie wizerunku Polski jako państwa demokratycznego, praworządnego, kraju o wspaniałej kultu­rze, w tym kulturze politycznej, mogącego być wzorem także dla państw Europy Zachodniej.
   Zdradza, że planuje stworzenie w Berlinie „miejsca pamięci o Polsce jako ofierze rozpętanej przez Niemcy dru­giej wojny światowej”. I że dialog o Polsce i Niemczech narzucali do tej pory „Wy­borcza” i Niemcy pospołu. Chwali się, że w Berlinie broni Węgier i Orbana.
   W marcu zostaje ambasadorem. Na placówkę wchodzi z przytupem. Zarzuca prezesowi niemieckiego Trybunału Kon­stytucyjnego, że przedstawił Polskę jako państwo autorytarne oraz że wzmacnia „niewspółmiernie ostrą” krytykę Polski.
Sugerowanie, że w Polsce (...) brak silnych mediów krytycznych czy wolności zgromadzeń, to jakiś absurd - mówi am­basador. Dodaje: - Próbuję tłumaczyć, że to, co rząd nasz robi, jest europejskie sensowne, że Polską nie rządzi jakaś gru­pa szaleńców, których należy zwalczać.
   A Julia Przyłębska? W trakcie pra­cy w Trybunale wypowiada się kry­tycznie o prof. Rzeplińskim. Mówi, że Trybunał łamie konstytucję i niszczy swój autorytet.

JESTEM GRZECZNY I TAKTOWNY
We wrześniu tego roku po poznań­skim pokazie „Smoleńska” Przyłębskiego łapią wysłannicy radia Merkury.
   - Czy ten film przekona nieprzekonanych? - pyta dziennikarz.
   - Tam są tak ewidentne argumenty, jak na przykład rozrzucenie tych szczątków, czy argument uderzenia tego samolotu w World Trade Center, że ściął prawie pół bloku i skrzydło prawie nieuszkodzone wbiło się. To daje do myślenia - ekscytuje się profesor. - Ja jeszcze nie przesądzam, że tak to było, ale to jest najprawdopo­dobniejsze wyjaśnienie tej katastrofy. I myślę, że ludzie otwarci powinni dać się przekonać.
   Ambasador na początek chce do za­machu przekonać Niemców. Ale kina w Berlinie po kolei odwołują pokazy „Smoleńska” z niemieckimi napisami. Nie chcą puszczać tak kontrowersyjne­go filmu. Najpierw wycofuje się znane festiwalowe Delphi, potem kino w mul­tipleksie. Ambasador Polski przez ty­dzień zajmuje się organizowaniem sali dla „Smoleńska”.
   Jeden z dyplomatów z MSZ: - Niemcy wiodą prym w Unii, są gospodarczą po­tęgą w Europie i dotąd byli nam przyjaź­ni. Polska od roku robi, co może, by ich do siebie zniechęcić.
   Spytałem ambasadora, czy według nie­go w dyplomacji jest miejsce na tupet
obcesowość? Odpisał: „(...) To, że media niemieckie piszą o »katolickim nacjonalizmie« czy »populizmie«, nie pozostaje bez wpływu na ocenę wydarzeń w Polsce, zrozumienie wyniku wyborów, reform itd. Jako ambasador mam obowiązek ofe­rować moim rozmówcom pogłębioną wiedzę na temat współczesnej Polski. Za­pewniam Pana, że wbrew twierdzeniom »Gazety Wyborczej« nie pouczałem Pre­zydenta Gaucka ani nikogo z moich poli­tycznych rozmówców. I oni tego tak nie odebrali. Jestem człowiekiem grzecznym,
taktownym i zazwyczaj wzbudzającym sympatię interlokutorów. Potwierdza to każdy dzień mojej pracy”.

1 komentarz:

  1. Praca magisterska "Wolfganga" dedykowana Martinowi Heideggerowi członkowi NSDAP zwolennikowi narodowego socjalizmu wszystko tłumaczy.Dlaczego winduje takich ludzi Jarosław ,w jakim kierunku zmierza Polska?

    OdpowiedzUsuń