PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Minister rodzinnego środowiska



Podwarszawska działka z domem, w którym mieszka minister Jan Szyszko, ma być warta około 300 tysięcy. Ale to jedynie część leśnej rodzinnej posiadłości, w której żyją pokolenia Szyszków

Wojciech Cieśla, Jakub Korus

Drewniany dom w Sta­rej Miłosnej wygląda jak siedem nieszczęść. Sta­ry, pociągnięty szpetną farbą. Tu mieszka mi­nister środowiska Jan Szyszko z żoną Krystyną, radną PiS dzielnicy Weso­ła. Przy wartej kilkaset tysięcy daczy ministra, którą odrestaurował w za­chodniopomorskim Tucznie (o tej po­siadłości pisaliśmy prawie trzy miesiące temu w„Newsweeku”), rodzinny dom na papierze wygląda nad wyraz skromnie. W oświadczeniach majątkowych pod­warszawski dom i działkę (0,17 ha) Jan Szyszko wycenia na 350 tys. zł.
   Podobne nieruchomości w okoli­cy są droższe o 150-200 tys. zł. Wystar­czy jednak spacer wzdłuż płotu, żeby się przekonać, że ustronna, ogrodzona i zadrzewiona parcela jest z pewnością o wiele większa i cenniejsza niż opisana w oświadczeniach majątkowych działka. Stoją na niej trzy budynki - w tym nowy, piętrowy dom z drewna.
   - Mieszkają tam wszyscy - mówi „Newsweekowi” Krzysztof Kacprzak, wi­ceburmistrz dzielnicy Wesoła. - Pan Jan z żoną, jedna z jego córek, mąż córki i ich dzieci. Widuję tam też brata ministra. I jego syna. I drugą córkę ministra. Który kawałek ziemi należy do kogo, czyje są te domy? Nigdy się w to nie wgłębiałem.
   O posiadłości Szyszków sąsiedzi mówią „leśna działka”.

ORZEŁ, CZYLI TĘCZA
Parcela, dwadzieścia minut samo­chodem od centrum stolicy, jest jak rodzinna reduta. Przed każdym z trzech budynków powiewa polska flaga. Stąd wyszli i do tego miejsca wracają Szyszkowie.
   Dziadkowie ministra wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Dziadek pra­cował w fabryce Forda, potem pływał we flocie amerykańskiej na Pacyfiku. Po 1918 roku wrócił do kraju, kupił majątek pod Warszawą. Za sąsiadów państwo Szysz­kowie mieli rodzinę Macieja Rataja. Nie­co dalej był dworek Józefa Piłsudskiego i posiadłości Władysława Grabskiego oraz Ignacego Mościckiego.
   Po wojnie ojciec ministra został bady­larzem - uprawiał kwiaty na rodzinnej działce. W Starej Miłosnej wychował się Andrzej Szyszko, starszy brat ministra, rocznik 1938. W młodości lekkoduch, birbant (twierdzi, że jako bikiniarz czesał się w kaczy kuper), ekonomista i lekkoatle­ta. Władze PRL zgodziły się, żeby przez niemal sześć lat pracował na nigeryjskim uniwersytecie w Jos w katedrze wycho­wania fizycznego i sportu oraz jako głów­ny trener.
   W latach 90. Andrzej jako pierwszy z rodziny angażuje się w politykę. Jest przewodniczącym rady Warszawy z ra­mienia ZChN i PC. Warszawscy politycy do dziś mu pamiętają, że na wyborcze li­sty zaprosił Jerzego Nowaka, publicystę „Naszego Dziennika” i Radia Maryja.
   Ale prawdziwa pasja Andrzeja Szyszki to KS Orzeł. Klub, założony niemal sto lat temu, ma niewielki stadion w okolicach Olszynki Grochowskiej. To właśnie Orzeł zagrał filmowy klub Tęcza w kultowym „Misiu” Barei. Kiedyś trenował kolarzy i lekkoatletów, dziś głównie tych drugich.
   Początkowo Andrzej Szyszko działa w klubie społecznie, potem zostaje etato­wym prezesem. Jest nim do dziś. Na każ­dym walnym zebraniu przypomina, że z Orłem związany jest od 50 lat.
   Szyszko żyje sportem i ze sportu, ale w karierze zdarzył mu się krótki ekono­miczny epizod: za pierwszego PiS trafił do rad nadzorczych dwóch spółek skar­bu państwa.

DZIAŁACZ W PRL I W PC
Jan Szyszko też wychowuje się na „leśnej działce” w Starej Miłosnej. Młodszy od brata o osiem lat, absolwent Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskie­go, zajmuje się chrząszczami, zwłaszcza z rodziny biegaczowatych. Poznaje Kry­stynę, nauczycielkę wuefu. Ta jest trochę zdziwiona - młody mężczyzna zafascyno­wany robakami?
   Podobno Janowi Szyszce do dziś trud­no sprawić większą frajdę, niż powie­dzieć przy nim coś o robakach. Recytuje wtedy: „Biegaczowate to nie są robaki. Robaki są obłe i płaskie oraz mieszkają w przewodzie pokarmowym”. Krystynie też recytuje. Potem zabiera na randkę do pracowni.
   W 1987 r. Jan Szyszko trafia do polity­ki. Nie roznosi jednak bibuły, nie chodzi na manifestacje przed kościołem Świę­tej Anny. Zasiada w peerelowskiej Radzie Narodowej w Wesołej, która finansu­je jego badania nad populacją owadów. W1990 r. powtórnie zostaje radnym. Rok później, organizując protesty przeciwko budowie osiedla w Starej Miłosnej, po­znaje braci Kaczyńskich. Trafia do Po­rozumienia Centrum. W 1995 r. jest już szefem sztabu wyborczego Lecha Ka­czyńskiego. Rok później - wiceprzewod­niczącym PC. W rządzie AWS zostanie po raz pierwszy ministrem.
   - To tłumaczy status Janka w PiS i sto­sunki z prezesem - uważa jeden z młod­szych działaczy partii. - To nawet nie jest zakon PC. To coś więcej.
   Krystynę Szyszko też ciągnie do poli­tyki. Zostaje radną z ramienia PiS. Szyb­ko zdobywa popularność w okolicy. Jak lwica walczy przeciwko zmianom w pla­nie zagospodarowania przestrzennego, które mogłyby naruszyć zielone okolice rodzinnej działki. Wygrywa w każdych wyborach.

CÓRKA W LIDZE
Powiedzieć, że Szyszków ciągnie do natury, życia publicznego i działalności społecznej, to nie powiedzieć nic. Jedna z córek ministra, Katarzyna, startowa­ła w wyborach samorządowych z list PiS. Jest absolwentką SGGW, na której wykła­dał Jan Szyszko, zajmuje się m.in. projek­towaniem krajobrazu.
   Życie zawodowe Katarzyny Szyszko przeplata się z życiem ojca. Razem pub­likują w periodykach naukowych. Według przyjaciół Jana Szyszki to Katarzyna dba o publikacje na stronie Stowarzysze­nia na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski, które tata założył i zarejestrował na „leśnej działce”. Katarzyna, podobnie jak ojciec, związana jest z toruńską szko­łą ojca Rydzyka.
   Córka ministra na co dzień pojawia się w warszawskiej centrali Ligi Ochro­ny Przyrody. W styczniu tego roku LOP wydała oświadczenie, w którym przychy­la się do pomysłu wycinki Puszczy Bia­łowieskiej. W maju Jan Szyszko powołał szefa LOP do Państwowej Rady Ochrony Przyrody.
   - To Kasia mieszka z rodzicami na „leś­nej działce” - zdradza jeden z sąsiadów.
   - Z Karolem.
   Karol Podgórski, zięć ministra, to leś­nik, dyrektor Lasów Warszawskich, które sięgają aż pod płot rodzinnego gospodar­stwa. Podgórski to leśnik specyficzny, nie podlega bowiem dyrekcji Lasów Pań­stwowych, ale Hannie Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy.
   Katarzyna Szyszko redaguje „Przyro­dę Polską”, pismo Ligi Ochrony Przyrody - dofinansowane z NFOŚiGW (Narodo­wy Fundusz Ochrony Środowiska i Go­spodarki Wodnej), który podlega jej tacie. Gdy pytamy ją o pracę w LOP, odpisuje e-mailem: nie jest zainteresowana roz­mową, a dziennikarze „Newsweeka” są jej wyjątkowo niemili.

CÓRKA W FUNDUSZU
Drugą córkę, Patrycję Szyszko, też ciągnie do natury. Choć kończyła SGH, od lat ma do czynienia z ochroną środowi­ska. W artykule na temat lasów opubliko­wanym szesnaście lat temu chwali się, że „kupiła sobie las”. Patrycja od lat pracuje w NFOŚiGW. W mediach społecznościowych wspiera PiS, walczy z obrażaniem uczuć religijnych i ośmieszaniem patrio­tyzmu. Dowodzi, że w Smoleńsku doszło do zamachu: „Czasami ludzie nie chcą znać prawdy bo ona przeraża i bez niej śpi się spokojniej. Wyrzuć telewizor a ujrzysz rzeczywistość! Pod warunkiem że wyrzu­cisz także gazetę wybiórczą. Jednak już coraz trudniej ukryć prawdę. Polecam Nasz Dziennik i TV Trwam”.
   Dekadę temu, za pierwszego PiS, gdy jej tata był ministrem środowiska, Patrycja pełniła obowiązki zastępcy dyrektora jednego z departamentów NFOSiGW. Prasa pisała wtedy o jej związku z Arturem Mi­chalskim, szefem gabinetu politycznego Szyszki. Dziennikarze wskazywali, że tata Patrycji mianował Artura wiceprzewod­niczącym rady nadzorczej, a potem wice­prezesem NFOSiGW. Że to nepotyzm.
    „Dziennik” i „Gazeta Wyborcza” opi­sywały, jak tuż po przegranych w 2007 roku przez PiS wyborach podjęto próbę wyciągnięcia z Funduszu pieniędzy dla szkoły Tadeusza Rydzyka. Wniosek reko­mendowany przez ministra Szyszkę pod­pisał wiceprezes NFOS Artur Michalski. Wśród wykładowców znalazł się między innymi sam Jan Szyszko. Dotacje wstrzy­mały jednak nowe władze NFOS.
   Gdy w 2007 r. do władzy idzie PO, Pa­trycja Szyszko (w firmie nazywana „Pati”) wraz z innymi pracownikami zakłada w Funduszu związek zawodowy. Jest jego wiceprzewodniczącą. - Jako funkcyjna od tamtej pory jest nieusuwalna - zauwa­ża jeden z naszych rozmówców.

ARTUROWI NA GWIAZDKĘ
Artur Michalski - jako zaufany człowiek Szyszki - jest działaczem stowarzyszenia zarejestrowanego na rodzinnej „leśnej działce”. Razem organi­zują konferencje w posiadłości ministra w Tucznie i występują w Sejmie. Razem uczestniczą w konferencjach na uczel­ni, na których zachwycają się geotermią (w którą inwestuje Rydzyk), a krytykują energetykę wiatrową. Michalski jest za­palonym rolnikiem - inwestuje w ziemię, ma gospodarstwo warte 2 mln zł, jeszcze w 2015 r. miał trzy samochody.
   Gdy wiosną tego roku dziennik „Fakt” napisał, że NFOSiGW współrządzi nie­formalny zięć ministra, Szyszko zarzucił gazecie kłamstwo i zagroził pozwem. Ale nigdy tego pozwu nie złożył.
   NFOSiGW to instytucja, która finan­suje ochronę środowiska i gospodarki wodnej, wspiera inicjatywy, instytucje, organizacje społeczne i gospodarcze słu­żące ochronie środowiska. Rozdziela pie­niądze pochodzące z Unii Europejskiej, ze skarbu państwa oraz z tytułu opłat i kar pieniężnych, jakie płacą zatruwające śro­dowisko przedsiębiorstwa. Dotuje Ligę Ochrony Przyrody (w której pracuje Ka­tarzyna Szyszko-Podgórska). Nadzoruje ją minister środowiska.
   Przed Wigilią w 2015 r. wiceprezesem NFOSiGW ponownie zostaje Artur Mi­chalski. Mianuje go tata Patrycji.
   Chcieliśmy porozmawiać z Patrycją Szyszko i Arturem Michalskim. Wysłali­śmy im pytania przez rzecznika prasowe­go. Nie odpowiedzieli.

BRATANEK W SPORCIE
Piotr Szyszko, warszawski radny PiS, tak jak pół rodziny wykształcił się w SGGW. Skończył też warszawską AWF i studiował u Rydzyka. Podobnie jak jego stryjeczne siostry poszedł w kierun­ku troski o środowisko. Karierę zaczął za czasów, gdy w stołecznym ratuszu rządził Lech Kaczyński. Zajął się wtedy sprawa­mi Gminnego i Powiatowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wod­nej. Dziś jako radny uczestniczy między innymi w pracach komisji sportu, ochro­ny środowiska.
   Od lat Piotr Szyszko działa w klubie KS Orzeł – tak jak jego tata, prezes. Jest sze­fem sądu koleżeńskiego.
   Orzeł od lat cienko przędzie. Zawodni­cy nie mają wielkich sukcesów. Niszcze­ją budynki i stary stadion kolarski, klub spiera się z miastem o własność gruntów. Z bilansów klubu wynika, że od niepa­miętnych czasów tylko dwa razy, za rzą­dów pierwszego PiS, udało mu się stanąć na nogi. Dzięki dotacjom i sponsorom bu­dżet Orła znienacka rozdął się wówczas aż dziesięciokrotnie.
   Pod koniec pierwszych rządów PiS na stadionie malutkiego Orła dochodzi do niezwykłego zdarzenia. Odbywa się tam profesjonalny mityng lekkoatletyczny Pedro’s Cup, impreza za parę milionów złotych; wśród gości jest kilku znanych sportowców. - Specjalny list od premiera Jarosława Kaczyńskiego przeczytał mini­ster środowiska Jan Szyszko - wspomina jeden z działaczy sportowych z Grocho­wa. - Niektórych patronów przyjęto gwiz­dami, ale impreza była wspaniała.
   Mityng kończy się dla Szyszków nie­przyjemnie, ratusz przekazuje do pro­kuratury sprawę rozliczeń niemal półmilionowej dotacji na turniej. Pre­zes bowiem, biorąc dotację, oświadczył, że Orzeł nie ma zobowiązań wobec ZUS i urzędu skarbowego. A miał, i to duże.
   Piotr Szyszko działa też w Polskim Związku Lekkiej Atletyki. Z wywiadu, ja­kiego udzielił radiu RDC w 2014 r.: - War­szawski sport powinien skupiać się wokół klubów sportowych, klubów, które po­winny mieć środki na to, żeby szkolić młodzież do późniejszych profesjonal­nych startów.

DOM NA UBOCZU
Sąsiedzi nie wiedzą do końca, którzy z klanu Szyszków zajmują które nieru­chomości na posesji. Spytaliśmy o to Jana Szyszkę - nie odpowiedział.
   Sąsiedzi gubią się w Szyszkach, ale wie­dzą, że w Starej Miłosnej legendarne są imieniny ministra. Bywa na nich i po sto osób; znajomi i studenci Szyszki, a także politycy, wśród nich Jarosław Kaczyński.
   Wiedzą też, że do imienin Szyszkowie przygotowują się dwa dni. Sąsiedzi do dziś są wdzięczni Janowi Szyszce za to, że dekadę temu jako minister poświę­cił sporo energii, żeby odsunąć od Starej Miłosnej przebieg wschodniej obwodni­cy Warszawy.
   Ostatnio rodzinne siedliska ministra mają pecha. W lipcu złodzieje ukradli z letniego domu ministra w Tucznie cen­ne poroże. Choć było warte kilkanaście tysięcy złotych, nie było go w oświadcze­niach majątkowych ministra.
   Kilka lat temu Jan Szyszko zamierzał otworzyć na „leśnej działce” w Starej Mi­łosnej muzeum historii naturalnej. Chciał pokazywać swój gromadzony przez 30 lat pięciotysięczny zbiór, głównie chrząszczy i żuków. Wtedy podawał, że niektóre okazy mają wartość mercedesa.
Spytaliśmy ministra, na ile wycenia swoje zbiory i dlaczego nie wpisał ich do oświadczeń majątkowych. Nie odpowie­dział. Od dwóch miesięcy wartość mająt­ku ministra Szyszki sprawdza CBA.

1 komentarz:

  1. To pełnienie obowiązków to standard. Karol Podgórski , zięciunio , jako student leśnictwa za pierwszego pisu zostaje p/o dyrektorem Lasów Miejskich (stary dyrektor dostaje kopa za darmo) , a ponieważ stanowisko wymaga wieloletnich referencji , dopiero po kilku latach organizuje się wymagany konkurs , który wygrywa oczywiście Karolek

    OdpowiedzUsuń