PiS - konstytucja 2010.pdf

środa, 25 kwietnia 2018

Wyrafinowane udziały



Podczas gdy komisja śledcza pochyla się nad losem klientów Amber Gold, w tym samym Gdańsku ludzie próbują odzyskać pieniądze od SKOK Rafineria.

To była gotówka na tak zwaną czarną godzinę. Bardzo dłu­go pracowałem na to i bardzo ciężko - starszy pan mówi z tru­dem, ma 89 lat, jest schorowany, co rusz szpital, lekarze. W SKOK Rafineria dwa lata temu zostawił prawie pół milio­na złotych. Komisja Nadzoru Finansowego wyrzuciła zarząd, weszła pani komisarz, która podważyła rzetelność sprawozdań finansowych Kasy, a starszy pan, tak się złożyło, jest znacznym udziałowcem SKOK Rafineria. I to on, nie prezesi ani zarząd, tym swoim majątkiem odpowiada teraz za stan finansów Kasy. - Co mogę zrobić? Mam się powiesić? Gdy myślę o tym, to nie mogę spać - mówi w bezradnej złości.
   Dwa lata temu, wiosną 2016 r., przecho­dził we Włocławku obok oddziału SKOK Rafineria. To SKOK, który powstał w Gdań­sku w 1992 r. w Rafinerii Gdańskiej i jest z nią związany - w jego władzach, w ra­dzie nadzorczej znaleźli się jej pracowni­cy i działacze związkowi. Z czasem SKOK Rafineria rozrósł się do 19 oddziałów na te­renie całego kraju. Gdy starszy pan wszedł do oddziału spytać o warunki ewentualnej lokaty i powiedział, jakimi pieniędzmi dys­ponuje, to tak wokół niego zaczęli skakać, jakby pana Boga za nogi złapali. Pamięta, że bardzo im zależało, żeby wykupił nad­obowiązkowe udziały w SKOK, podsunęli mu roczną lokatę „Udziałowiec”. Pojawi­ła się w ofercie SKOK Rafineria w 2015 r. Chwyciła. Oprocentowanie było na niej kusząco wyższe niż gdzie indziej. Banki dawały 2,5-3 proc., a tu ponad 5 proc. Ale lokata ta miała też „haczyk”.
   Normalnie w SKOK każdy klient stawał się udziałowcem, płacąc zwykle kilkadzie­siąt złotych, co pozwalało zakładać lokaty i brać pożyczki. Tu „haczykiem” był wymóg wykupienia dodatkowych udziałów SKOK - stąd nazwa lokaty „Udziałowiec”. I to nie­mało, bo wartość tych ponadobowiązkowych udziałów członkowskich nie mogła być niższa niż 42,86 proc. wartości lokaty. Sporo jak na „wpisowe”. Wystąpienie o jego zwrot w czasie trwania umowy skutkowa­ło natychmiastowym zredukowaniem oprocentowania lokaty do poziomu pod­stawowego - 2,61 proc. A odzyskanie bez strat nakładów na te udziały nie było ła­twe. Zakończenie lokaty nie było jedynym warunkiem. Bo trzeba było jeszcze czekać na przyjęcie sprawozdania finansowego za rok, w którym się o zwrot tych udziałów wystąpiło! Czyli: rok lokata, potem wystą­pienie o zwrot „wpisowego” i czekanie na sprawozdanie finansowe, żeby odzyskać swoje „zamrożone”, nieoprocentowane pieniądze. Oczywiście pod warunkiem, że był zysk. Bo przy stracie statut mówi ja­sno, że „członkowi nie przysługuje prawo żądania zwrotu udziałów, jeżeli udziały te zostały przeznaczone na pokrycie strat Kasy”. A gdy strata będzie duża, członko­wie Kasy odpowiadają za nią w podwójnej wysokości wpłaconych udziałów!

Bogaci udziałowcy
SKOK Rafineria podzielił pieniądze starszego pana tak: 320 tys. na lokatę, a 121 260 zł za udziały w SKOK Rafineria.
- Przygotowali umowę, tylko mi pokaza­li, w którym miejscu mam podpisać, i tyle. Na koniec dali mi jakiś dyplom - mówi. Ten dyplom to wydrukowany na czerpa­nym papierze z logo SKOK elegancki „Cer­tyfikat” zakupu udziałów z wytłuszczoną kwotą, jaką za nie dał: 121 260 zł. Na dole dużymi literami wybite są dwa słowa: „Bezpieczeństwo i Zaufanie”.
   - Potem w ich gazetkach napisali, że za­rząd z Gdańska wyróżnił ich oddział. Chy­ba za to, że złapały takiego durnia - mówi dziś z irytacją. Bo później dowiedział się, że te pieniądze za udziały nie tylko, że są nieoprocentowane i nie są obję­te gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, ale też, że ich zwrot jest uzależniony od stanu finansów SKOK.
- W razie jakiejś kapitulacji pieniądze przepadają - mówi krótko.
   Pani z Bydgoszczy też ma taki „Certyfi­kat” zakupu udziałów SKOK Rafineria. Ona ma z wytłuszczoną kwotą 99 330 zł, za które także stała się „wyjątkowym” udziałowcem SKOK Rafineria w ramach lokaty „Udzia­łowiec”. Przyznaje, że skusiło ją wyższe oprocentowanie niż w normalnym banku. Trzy razy pytała kierowniczkę oddziału, czy wszystkie pieniądze, za udziały też, wrócą na konto, i słyszała, że oczywiście wrócą. Po roku, gdy w 2016 r. przyszła do oddziału przedłużyć lokatę, też spytała, czy wszyst­kie pieniądze wrócą. Wtedy usłyszała, że nie wiadomo. Jak to nie wiadomo? Mówią, żeby przeczytać w statucie. A tam ma­łym drukiem było napisane, że w razie nie­wypłacalności te udziały mogą przepaść.
   Chłopak spod Kielc, matematyk z wy­kształcenia, który musiał przejąć gospo­darkę po zmarłym ojcu, do oddziału SKOK w Kielcach przyszedł, żeby podjąć 50 tys. zł, które ojciec uciułał przez całe swoje życie. Ale wyszedł z umową „Udzia­łowiec”, według której 15 tys. zł zapłacił za udziały w SKOK Rafineria, a 35 tys. tra­fiło na lokatę. - Wzięła mnie rodzinna, cie­pła atmosfera, a jak ochłonąłem, zdałem sobie sprawę, w co się władowałem. Uwa­żam, że dopuszczono się oszustwa na moją szkodę - mówi. Niemal od razu chciał wszystko odkręcić, wystąpił o rozwiązanie umowy i zwrot 15 tys. zł za udziały. Usły­szał, że dokumenty poszły już do Gdańska i że wszystko odbyło się zgodnie z pra­wem. - Myślałem nawet, żeby z tej bezsil­ności na znak protestu położyć się przed tym oddziałem - przyznaje. Ale zwyciężył wstyd, że tak dał się naciągnąć.
   Nauczyciel z Włocławka działał bardziej planowo. W 2016 r. usłyszał od pań z od­działu, że lokata „Udziałowiec” się do­brze sprzedaje, pieniądze ładnie pracują, zwroty udziałów odbyły się bez żadnych problemów. Został więc „udziałowcem” i za 64 tys. zł kupił udziały SKOK Rafineria. Wcześniej pojechał specjalnie do Gdańska i zajrzał do akt w sądzie gospodarczym, przeczytał sprawozdanie finansowe. Prze­analizował wiele lokat, w różnych SKOK są lokaty z trochę wyższym oprocento­waniem w zamian za wykup udziałów, ale nigdzie aż tak wysokim. Sprawozda­nie SKOK Rafineria za 2015 r. wyglądało dobrze. Zainwestował 210 tys. w lokatę na 5,21 proc.

Sprawozdanie widmo
Tymczasem 13 czerwca, tuż przed za­planowanym na 24 czerwca 2017 r. wal­nym zgromadzeniem, na którym miało być przyjęte sprawozdanie finansowe za 2016 r. - co otwierało możliwość wy­stąpienia o zwrot pieniędzy za udziały - Komisja Nadzoru Finansowego odwo­łała zarząd i powołała w SKOK Rafineria zarządcę komisarycznego. Ponoć - jak podał jeden z portali bankowych - nad SKOK zawisła groźba zaprzestania spła­ty swoich zobowiązań. Czarne chmury zbierały się od dawna. W lipcu 2015 r. KNF odmówiła zatwierdzenia Jana Lechmyca na stanowisku prezesa (które piasto­wał od 2005 r.). Decyzja została podjęta „ze względu na brak rękojmi ostrożnego i stabilnego zarządzania kasą” (z KRS wy­kreślony został w marcu 2017 r.). Kierowa­nie przejął działacz związkowy Piotr Ceynowa, który został do tego oddelegowany z rady nadzorczej SKOK Rafineria.
   Pani komisarz najpierw przesunę­ła głosowanie nad sprawozdaniem o miesiąc, a potem zleciła sprawdzenie go przez biegłego rewidenta i ustale­nie rzeczywistego stanu kapitałów Kasy. A we wrześniu ub.r. wydała komunikat o nieprzyjęciu sprawozdania finanso­wego w ogóle - z powodu podejrzenia nierzetelnych danych. I zleciła biegłemu rewidentowi z zewnątrz sporządzenie go od nowa. Na końcu komunikatu przypo­mniała, że wypłaty ponadobowiązkowych udziałów nastąpić mogą po zatwierdze­niu sprawozdania.
   - Ja sobie nie wyobrażam, żebym ja tyle pieniędzy stracił. To są oszczędności moje­go życia i moich rodziców - mówi twardo były policjant ze Szczytna, ale głos mu się łamie. - Ja złodziejom nie popuszczę, bo uczciwym człowiekiem jestem, uczciwie pracowałem, i po prostu nie pozwolę, żeby złodzieje mnie okradli! Na lokatę „Udzia­łowiec” złożył 284 170 zł. Musiał z tej kwo­ty wykupić udziały za 121 800 zł. - Taki był procent i się skusiłem, jak wielu innych.
Dziewczyny w oddziale w Olsztynie mó­wiły, że mają atrakcyjną lokatę na wyż­szy procent, i ja tak zrobiłem, zachęcały, tak jak we wszystkich bankach - tłuma­czy się. Kierownik oddziału zapewniała: „te pieniądze panu nie przepadną”. I jesz­cze zapisała mu, że wypłata tych udzia­łów nastąpi w lipcu 2017 r. I przystawi­ła pieczątkę.
   Teraz napisał do SKOK Rafineria z pre­tensją, że pieniędzy nie może odebrać.
- Odpisali, że wiedziałem, bo było napisa­ne w statucie. A ja przecież statutu nie wi­działem na oczy, w życiu! - zaklina się były policjant. - Oni się zarzekają, że to nie jest kolejny Amber Gold, ja mówię: to proszę mi oddać moje pieniądze.
   Jego zdaniem chodziło o to, żeby ścią­gnąć od ludzi jak najwięcej. - Dwa tysiące tych lokat w jednym tylko oddziale w Olsz­tynie było - mówi. - W Nidzicy sprzedawali te udziały, w Kielcach, słyszałem, że naj­więcej w Krakowie, wszystkie oddziały sprzedawały ten produkt. Ci ludzie teraz wiedzą, że pieniędzy rzędu kilkadziesiąt, kilkaset tysięcy mogą nie odzyskać, stąd jest afera.
   Pani z Bydgoszczy dowiedziała się od pań w oddziale, że lista takich „wy­jątkowych” udziałowców, którzy ku­powali „nadobowiązkowe”, zajmuje płachtę papieru formatu A3 (to głównie emeryci i renciści). Ludzie mają zamrożone po 50, 100, 150 tys. zł.

Złapani w pułapkę ofsajdową
Jak ustaliła POLITYKA, pierwsze śledz­twa w sprawie działalności SKOK Rafineria już się toczą. W Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku od 23 marca 2016 r. toczy się śledztwo z zawiadomienia Komisji Nad­zoru Finansowego. Jak wyjaśnił prokurator Maciej Załęski, dotyczy ono spowodowa­nia bezpośredniego niebezpieczeństwa wyrządzenia znacznej szkody majątkowej na szkodę SKOK Rafineria powyżej 9 mln zł, niewłaściwej polityki pożyczkowo-kredytowej, nierzetelnego prowadzenie ksiąg ra­chunkowych i sporządzenia nierzetelnych sprawozdań finansowych. Chodzi o lata 2012-17. Obecnie gromadzone są materia­ły dowodowe, trwa analiza dokumentów, przesłuchiwani są świadkowie. Nikomu nie postawiono zarzutów. Ponadto Prokura­tura Okręgowa w Gdańsku nadzoruje inne śledztwo, wszczęte 2 października 2017 r., w sprawie doprowadzenia członków Spół­dzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredyto­wej Rafineria do niekorzystnego rozporzą­dzenia mieniem w kwocie przekraczającej 13 mln zł, poprzez wprowadzenie w błąd co do warunków umowy lokaty termino­wej , to jest - jak informuje Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku - o przestępstwo z art. 286 paragraf 1 k.k. w zw. z art. 294 paragraf 1 k.k. Zawiado­mienie w tej sprawie złożyła komisarz SKOK Rafineria.
   Sytuacja jest więc taka, że klienci SKOK Rafinerii, a szczególnie ci „wyjątkowi” klienci z nadobowiązkowymi udziałami na setki tysięcy złotych - jakby złapani w pułapkę ofsajdową - są jedynymi ludź­mi, którzy własnym majątkiem mają za­płacić za złe zarządzanie przez prezesów tego SKOK. I to w dwójnasób - bo według statutu SKOK Rafineria odpowiedzialność członka Kasy za straty powstałe w Kasie jest równa podwójnej wysokości wpłaconych udziałów. W przypadku ujawnienia strat „udziałowcy” nie tylko nie odzyskają pie­niędzy, lecz mogą być zmuszeni do odda­nia drugie tyle na rzecz wyrównania strat.
   Starszy pan z Włocławka nawet nie chce o tym myśleć. Co jakiś czas chodzi do od­działu SKOK Rafineria i pyta, czy było już zgromadzenie. Czeka na swoje pieniądze. Ciągle słyszy, że jeszcze nie było. Pani z Bydgoszczy poprosiła panią komisarz, by określiła termin powstania sprawozda­nia za ważny dla niej 2016 r. Dowiedziała się, że do końca czerwca muszą być wyniki za 2017 r. i że jednocześnie trwają już koń­cowe prace nad 2016 r. Może więc spra­wa rozstrzygnie się już niedługo. Pytanie - w którą stronę?
Violetta Krasowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz