PiS - konstytucja 2010.pdf

niedziela, 1 stycznia 2017

Czy wolno być neutralnym,Halo, tu Lizbona! i Nie mamy gęsi



Czy wolno być neutralnym

Odpowiedzialność za Polskę leży w naszych rękach. Budowniczym nowych żelaznych kurtyn nie możemy pozwolić na to, aby spychali nas w stronę Wschodu.

Kiedy dwa lata temu wybierali mnie na radną, planowałam, że będę się zajmować zielenią, obroną drzew i parków, ścieżkami rowerowymi, placami zabaw, walką ze smogiem. Nie spodziewałam się, że trzeba będzie walczyć nie tylko o czyste powietrze, ale przede wszystkim o wolność i demokrację"- mówiła mi ostatnio młoda krakowska radna Anna Szybist. I pewnie wielu z Was, podsumowując 2016 r., nie może uwierzyć, jak ekspresowo poszło niszczenie Polski. Czy już zaczynamy tęsknić za ciepłą wodą w kranie? Czy trzeba jeszcze bardziej rozwalić to, co udało się w ostatnich latach zbudować, żebyśmy uświadomili sobie, jak niebezpieczna jest nasza sytuacja i że„ciekawe czasy" to przekleństwo?
   W Parlamencie Europejskim każda kolejna debata o Polsce jest bardziej dramatyczna. Jest grupa posłów, którym bardzo na Polsce zależy; dobrze wiedzą, co się u nas dzieje, i nawołują polski rząd do opamiętania się. O Polskę demokratyczną i europejską walczy z imponującym zaangażowaniem wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans.„Zapisów prawa nie można sobie wybierać jak rodzynek z ciasta! Nie można publikować tylko tych orzeczeń Trybunału Konstytucjonalnego, które się nam akurat podobają!"- grzmiał ostatnio na sali plenarnej.
   Takie słowa i apele zderzają się ze śmiechem i kąśliwymi uwagami europosłów PiS. Ich zachowanie jest tak żenujące, że wywołuje niedowierzanie, ale i autentyczny smutek, uczestników debaty.„Jako młody człowiek w '81 r. pojechałem pociągiem z Chorwacji do Warszawy. Byłem w Gdańsku, by wspierać Solidarność. Byłem w katedrze gdańskiej, słuchałem waszych pieśni, wierzyłem wam! W Chorwacji śpiewaliśmy wtedy: Polska w moim sercu! I moje serce było pełne Polski. Ale dzisiaj, kiedy widzę, jak się śmiejecie, przypominacie mi komunistów, którzy wtedy śmiali się z was i moje serce jest puste. Dziś w Polsce komunistów już nie ma, chociaż wierzyli, że będą trwali bez końca. I wasza polityka również przepadnie!"- wołał w stronę rozweselonych posłów po prawej stronie sali mocno zawiedziony poseł Ivan Jakovcic.

Nie wyobrażajmy sobie jednak, że wszyscy się tak Polską przejmują. Dla wielu już nie jesteśmy graczem, który szybko się zbliża do pierwszej ligi i konstruktywnie wpływa na dalsze integrowanie i wzmacnianie Europy. Coraz więcej polityków przyznaje się, że zawsze uważali, że do członkostwa w Unii nie dojrzeliśmy, że rozszerzenie nastąpiło zbyt szybko. Do niedawna nikt nie śmiał tego głośno powiedzieć, bo taka opinia wydawała się głęboko błędna.„Ten cały Wschód..."kosztuje mnóstwo i okazuje się bardziej problemem niż wzmocnieniem.
   Na Węgrzech najpierw postkomuniści zrujnowali kraj, potem Orban z Fideszem zabrali się za rujnowanie demokracji. Nikt nie wie, jak reagować, bo alternatywą dla Fideszu jest Jobbik, partia jeszcze bardziej populistyczna i jeszcze bardziej destrukcyjna. W PE posłowie Jobbiku siedzą koło Korwin-Mikkego i zachwyceni biją brawo, kiedy ten każdą swoją wypowiedź kończy słowami:„And this European Union must be destroyed".
   Rumunia też nie rokuje stabilizacji. Postkomuniści wprawdzie zdecydowanie wygrali wybory, ale prezydent odmawia nominacji na premiera szefowi zwycięskiej partii socjaldemokratycznej, gdyż ciąży na nim - w zawieszeniu - wyrok sądowy za szachrajstwo wyborcze. W Rumunii korupcja wciąż jeszcze jest jednym z poważniejszych i przynoszących złą sławę problemów.
   W Bułgarii wybory prezydenckie wygrał kandydat znany ze swojej sympatii do Rosji. W reakcji na taką decyzję społeczeństwa rząd złożył mandat i rozpisano nowe wybory. Wielu patrzących z nadzieją na Europę obawia się, że nowy rząd będzie reprezentował ten sam prorosyjski kierunek co nowy prezydent.

A w Polsce PiS nie tylko ignoruje zasady rządów prawa, które są podstawą członkostwa w Unii, nie odpowiada na monity KE, ale dodatkowo za pośrednictwem Ryszarda Legutki obraża instytucje europejskie i osoby je reprezentujące, które z cierpliwością i dobrą wolą ostrzegają polski rząd przed fatalnymi skutkami antydemokratycznych zachowań. Tymczasem PiS na przypieczętowanie lekceważenia dla zasad państwa prawa i pogardy dla suwerena zbudował na dwa dni nową żelazną kurtynę - tym razem oddzielającą Sejm od społeczeństwa; po czym zastąpił ją żywym murem zbudowanym z policjantów. Trudniej jest na nich wieszać kartki i pisać hasła wolnościowe!
   Nie łudźmy się, nie jesteśmy pępkiem Europy, a państwa i instytucje, których pomocy i wsparcia najbardziej byśmy potrzebowali w trudnej sytuacji globalnej, same muszą się zmagać z poważnymi problemami u siebie, a nie brać na głowę dodatkowe kłopoty. Europę trzeba zorganizować na nowo - to wiedzą wszyscy, tylko nie wszyscy zdają się rozumieć, że ta organizacja idzie w kierunku mocniejszej integracji państw, które chcą więcej wspólnego prawa, wspólnej waluty uzupełnionej o skoordynowaną politykę gospodarczą, wspólnej polityki migracyjnej i solidarności w sprawie uchodźców.
   Jeśli to by się nie udało, Europa straciłaby wpływ na zasady i standardy funkcjonowania globalnego świata. Oczywiście nie wymieniam wszystkich elementów, chcę tylko, żebyśmy zdali sobie sprawę z tego, że nikt nikogo do niczego nie zmusza, możemy po prostu wylecieć poza nawias europejski i wpaść w ramiona Putina.

Od czasu do czasu słyszę zdanie wypowiadane z tak przeróżnymi akcentami, że czasem aż trudno je rozpoznać:„Jeszcze Polska nie zginęła” .Towarzyszy temu krzepiący, serdeczny i solidarny uścisk dłoni. Zdjęcia tłumów przed Sejmem i przed Trybunałem, obrazki z wielu polskich miast, morza flag biało-czerwonych, unijnych, tęczowych niesionych przez ludzi deklarujących swoje przywiązanie do wartości europejskich, do różnorodności, wspólna walka posłów opozycji - to podtrzymuje ciągle jeszcze zaufanie do Polski, wiarę, że się nie poddamy, że to tylko chwilowe potknięcie, z którego chcemy i musimy wyjść mądrzejsi i silniejsi. Ale odpowiedzialność za Polskę leży po naszej stronie i łatwo nie będzie.
   Więc na Nowy Rok przekazuję czytelnikom POLITYKI sparafrazowany cytat z Dantego Alighieri, który wisi na lodówce u Grzegorza Turnaua: „Najbardziej gorące miejsce w piekle jest zarezerwowane dla tych, którzy w okresie kryzysu moralnego zachowują swą neutralność".
Róża Thun - absolwentka filologii angielskiej, w PRL zaangażowana w działalność opozycji demokratycznej. W III RP działała w organizacjach pozarządowych - przede wszystkim na rzecz integracji europejskiej. Była związana z Unią Demokratyczną, następnie z Unią Wolności. W latach 2005-09 pełniła funkcję dyrektora Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Od dwóch kadencji z ramienia PO zasiada w europarlamencie.

Halo, tu Lizbona!

Niezwykły to dyktator, nie przypomina ani Mussoliniego, ani Hitlera, ani Sta­lina. Nie jest wojskowym i nie uważa się za geniu­sza wojskowego z Bożej łaski. Jest człowiekiem cywilnym, nie porzucił swoich dawnych zwyczajów ani sam nie przywdział munduru, ani też nie zorganizował sobie sił zbrojnych... Był „dobrym wychowawcą swego narodu”. Byłbyż to prezes kochany - Jarosław Kaczyński? Nie, bo­haterem tych słów był Antonio Oliveira Salazar, dyktator Portugalii, a ich autorem-Stanisław Kozicki (1876-1958), działacz Narodowej Demokracji, współpracownik Roma­na Dmowskiego.
   Kaczyński zapewne przejdzie do historii, ale jako kto? Zbawca? Szkodnik? Autokrata? A może po prostu polski Salazar? Absurd - powie ktoś, kto wi e, jakie są między nimi różnice. Salazar rządził w czasach faszyzmu i komunizmu. Kaczyński - po ich upadku. Salazar był wysoki, szczupły, przystojny. Nie pochodził ze stołecznej inteligencji, tylko z bardzo biednej rodziny na wsi. Dzięki zdolnościom i pra­cowitości zdobył wykształcenie, ba, w wieku trzydziestu kilku lat był już profesorem, znanym ekonomistą. (Dzie­dzina Kaczyńskiemu obca). Został wybrany do parlamen­tu, ale zbrzydzony tym, co tam zobaczył - złożył mandat. Kiedy w 1926 r. wojsko obaliło zgniłą republikę, ofiarowano mu stanowisko w rządzie. Nie chciał, ale musiał-wkrótce przejął całkowitą odpowiedzialność za zrujnowaną go­spodarkę. (Kaczyński otrzymuje władzę w drodze demo­kratycznych wyborów). Portugalia naprawdę była wtedy w minie, nie tej wyimaginowanej przez partyjnych propagandystów, tylko w kompletnej zapaści.
   Kaczyński objął kraj prosperujący, a jego propaganda bredziła o ruinie, Salazar odwrotnie - objął ruinę, po czym odegrał rolę kogoś w rodzaju Grabskiego czy Balcerowicza. Mało mówił, ale dużo robił - w ciągu zaledwie kilku lat opanował inflację, spłacił zadłużenie i wyprowadził kraj na drogę rozwoju. To plus okrutna, krwawa dyktatura, którą wprowadził, pozwoliło mu przetrwać u władzy po­nad 35 lat, ustanawiając rekord Europy w kategorii sze­fów rządu.
   Kaczyński i Salazar mają to i owo wspólnego, ale więcej jest różnic, porównywanie na serio byłoby bez sensu. Jeden i drugi jest (był) gorliwym katolikiem, Salazar nawet my­ślał o karierze duchownego, z czasem podpisał konkordat z Watykanem, ale nie był tak hojny dla Kościoła jak Polska i nie zwrócił części majątku skonfiskowanego przez oba­loną republikę. Dekalogu nie traktował dosłownie, tylko z pewnym dystansem. Słynął nie tyle z chrześcijańskiego umiłowania bliźniego, co z bezprawnych aresztowań, po­rwań, zabójstw członków opozycji, „więzienia powolnej śmierci” na jednej z wysp Archipelagu Zielonego Przyląd­ka, który wówczas należał do Portugalii. Krzyki torturo­wanych nie docierały stamtąd do Europy. Salazar kierował tam przeciwników politycznych oraz przywódców ruchu niepodległościowego w koloniach portugalskich, do któ­rych dyktator był przywiązany, gdyż był patriotą, nawet nacjonalistą. Stojąc na czele małego kraju o wielkiej prze­szłości, był dumny, ale nie bez kompleksów.
   Jeden i drugi to samotnicy, bez­dzietni, nigdy się nie ożenili, wybrali celibat, mieli w pogardzie przyjem­ności życia doczesnego, jednego i drugiego nie interesowały pienią­dze, luksusy, rozpusta, bunga-bunga, nie mieli w sobie nic z Berlusconiego. Gospodyni Salazara prowadziła mu dom, od kiedy był młodym aspirantem, aż do ostatnich dni.
Jeden i drugi wolał realną władzę niż zbędne obowiąz­ki, dlatego byli premierami swoich rządów. Jeden i drugi wyznaczał na prezydenta osobę zaufaną, dekoracyjną, o ograniczonych kompetencjach i horyzontach. Salazar był wrogiem demokracji liberalnej i wielopartyjnej, uzna­wał jedną partię - swoją, nie uznawał wolnych związków zawodowych - tylko te w ramach korporacji (ustrój zwany korporacjonizmem), żadnej walki klasowej, żadnej opo­zycji, cisza jak na cmentarzu. Poszukiwał „narodowego ustroju o charakterze organicznym”. Był nieufny, nie lubił delegować odpowiedzialności. Przeciwnie - cała władza i wszelkie decyzje płynęły od niego. Ministrowie byli ku­kiełkami. Salazar był nie tylko premierem, ale w różnych okresach jednocześnie ministrem finansów, spraw zagra­nicznych itd. System jednopartyjny zapewniał mu upra­gniony spokój w marionetkowym parlamencie, tak po­trzebny do pracy dla dobra Portugalek i Portugalczyków.
   Cenił sobie „spokojny, niespektakularny postęp” pod własnym kierownictwem. Uważał partie za przyczynę zła, źródło partiokracji i korupcji, dlatego ich zakazał. Na de­mokrację - mówił - mogą sobie pozwolić Brytyjczycy, Szwajcarzy czy Skandynawowie - narody doświadczone i dojrzałe. Trochę podobnie myślał Stalin, kiedy powie­dział, że socjalizm pasuje do Polski jak siodło do krowy. Parlament był dla Salazara tym, czym broszka dla Szydło - ozdobą. Stworzył system hybrydowy, tyrański, mściwy, rodzaj autorytarnego bałwochwalstwa, dyktaturę admini­stracyjną przechodzącą w policyjną, miał monopol na le­galną działalność polityczną. Utworzona przezeń policja polityczna DINA siała postrach. Zwalczała komunistów i złodziei.

Antonio Salazar miał dużo satysfakcji ze swojej pracy. Przez wiele lat ludzie pamiętali chaos i nędzę przed wojskowym zamachem stanu (1926 r.). Cieszył się więc popularnością i poparciem w narodzie, a także w Kościele i w wojsku. Nie tylko w Portugalii. Kardynał Wyszyński mówił (1981 r.): „Był polityk, który prowadził tak zwaną rewolucję pokojową. Nazywał się Salazar. Przez wiele, wiele lat kierował swoim państwem, Portugalią. Dopro­wadził do tego, że jego kraj, ciągle niespokojny, pełen naj­rozmaitszych gwałtów i przemocy, stał się krajem pokoju i dobrobytu. Dlatego nazwano jego metodę »rewolucją pokojową«. Za jego rządów wszystko odmieniło się ku lepszemu. Odmienili się ludzie, ich serca i umysły”.
   Salazar zmarł w 1970 r. Salazaryzm trwał 14 449 dni. W 1974 r. został obalony przez rewolucję czerwonych goździków.
Daniel Passent
Korzystałem z książki zbiorowej„Franco i Salazar. Europejscy dyktatorzy", Warszawa 2012 r.

Nie mamy gęsi

Sejm jest organem wyodręb­nionym w celu wykonywania określonych zadań. Jak dzia­ła? Poprzez wnioski składane do laski w formie projektów ustaw oznaczonych numerem wpływu. Potem następu­je głosowanie: - Kto z pań posłanek i panów posłów jest za tym, aby przyjąć ustawę, zechce nacisnąć rękę i podnieść przycisk. Dziękuję. - Kto jest przeciw? Dziękuję. - Kto nie wytrzymał? Dziękuję. - Kto z pań posłanek i panów posłów nie podniósł ręki i nie odniósł przycisku, zechce odnieść rękę i przycisnąć przycisk. Dziękuję. Kto nie podniósł ręki i nie przycisnął przycisku, zechce podnieść rękę i nie naci­skać przycisku drugą ręką. Dziękuję. - Kto nie podniósł ręki i nie wytrzymał, zechce łaskawie podnieść rękę i zatrzymać przycisk. Dziękuję. Zauważam, że pan nie podniósł ręki.
   - Nie podniosłem, bo mnie ta pani za przycisk trzymała.
   - Ja pana? Przecież to pan mnie trzymał!
   - Proszę o spokój, bo będę zmuszony zwołać konwój seniorów. Dziękuję. Zarządzam głosowanie. Kto z pań posłanek i panów posłów jest za tym, że to pan trzy­mał panią za przycisk? Nie widzę. Proszę trzymać ręce, aż zobaczę. Dziękuję. Stwierdzam, że to pani trzymała. Głosowało 461 posłów... Słucham? Wiem, że jest nas 460, ale ja nie głosowałem. Pan prosi ad vocem? Proszę.
   - Wysoka izbo! Panie marszałku! Polska w swych dzie­jach miała taki okres odrodzenia. Urodziło się wtedy wielu astronomów i innych, jak choćby kanonier z Fromborka Kopernik albo Jan z czarnego lasu, który zajął się oprawą posłów greckich lub tureckich - przepraszam, bo mam tu niewyraźnie napisane... Także Mikołaj Rejs, który zauwa­żył, że my, Polacy, nie mamy gęsi, a tu trzeba siły natężyć dla ratowania Rzeczypospolitej.
   - Odbieram panu głos z paragrafu. Przystępujemy do głosowania nad ustawą o służbie zdrowia. Oto jej treść: Dla usprawnienia opieki medycznej dla dobra społeczeństwa pacjenci zostaną podzieleni na cztery kate­gorie. Kategoria I - symulanci, są­dzeni w trybie doraźnym. Katego­ria II - zdrowi chorzy; kategoria III - chwilowo chorzy. Kategoria IV to chorzy poza kategorią - otrzymy­wać będą oni broszurkę z instrukcją, jak wyjść z choroby, oraz jednorazowy pakiecik aptekarski „Radź sobie sam”. Pogotowie przejmie funkcje informacyjne i zajmie się rozwożeniem zgłaszającym się pacjentom ulotek „Twoje życie w twoich rękach”... W związku z nad­chodzącym nowym rokiem pozwolę sobie na sylwestrowy żarcik: teraz wszystko w rękach pana prezydenta. Dziękuję. Słucham panią poseł?
   - Rozumiem, ale kolejność procedur musi być zacho­wana. Najpierw my uchwalimy budżet niezgodnie z kon­stytucją w Sali Kolumnowej, a dopiero potem rozpocznie­cie okupację mównicy. W czasie gdy będę wynosił laskę, Sejm zostanie ogrodzony kratami, a oddziały policji i Żan­darmeria Wojskowa utworzą dwa kręgi, abyście czuli się bezpiecznie. Dziękuję. Aha, jeszcze jedno. Właśnie kończy się rok obecny, który jest rokiem bieżącym. Wszystkim Polakom, bez względu na przekonania polityczne, życzę miłego i radosnego podsumowania.

Niektóre fragmenty powyższego tekstu powstały, gdy Prawo i Sprawiedliwość rządziło po raz pierwszy, a mnie się chciało żartować. Dziś mięczaki bez kręgosłu­pów uznają się za najwyższe autorytety moralne. Grożą, że się ze mną porachują, wyniosą na widłach, bo jestem: fałszerzem historii narodowej, komunistą, złodziejem, ubekiem, warchołem, politycznym chuliganem oderwa­nym od koryta, zdrajcą i oprawcą, lewakiem i feministką godzącą w tradycję chrześcijańskiej rodziny oraz wiarę ojców... Mam gorzkie przeczucie, że wszystko to wciąż jeszcze prolog.
Stanisław Tym

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz