PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Kaczyńskiego przemysł pogardy



Kaczyński uważa, że hejt związanych z PiS niszowych mediów doprowadził go do władzy. Liczy, że ten sam hejt, nagłośniony teraz przez potężne media państwowe, pozwoli mu tę władzę zachować

Noworoczna szopka Mar­cina Wolskiego mogła być zaskoczeniem chy­ba tylko dla tych, którzy do telewizji Jacka Kurskiego od dawna nie zaglądali. Jeśli na­wet TVP bywała wcześniej zbyt ostrożna wobec władzy, to w ciągu ostatniego roku stała się miejscem nieustającego podlizu wobec rządzących. Wcześniej czasami nudnawa, teraz stała się kopią telewizji Gomułki z najgorszych lat.
   W „Wiadomościach”, „Telexpressie” i TVP Info premier Beata Szydło każ­dego dnia zapowiada kolejne dary dla najuboższych Polaków. Bez informowa­nia, kto za te „dary” zapłaci. Gospodar­skie wizyty i wbijane przez Kaczyńskiego czy Morawieckiego pierwsze łopaty pod nowe inwestycje pojawiają się na prze­mian z paszkwilami na opozycyjne partie i przedstawicieli „łże-elit” - sędziów, sa­morządowców, biznesmenów.
   Jedyny w tej ofercie atrakcyjny horror to obrazy Europy Zachodniej masakro­wanej przez polityczną poprawność, fe­minizm i islamistów. Nieco starszy widz ma wrażenie nieustającego deja vu. To ten sam upadający Zachód, na który Jerzy Urban w pierwszą zimę stanu wojennego posyłał z Polski śpiwory i konserwy ryb­ne, by nowojorczycy nie pomarli z zim­na i głodu (podczas gdy obywatelom PRL władza zapewniała ciepłe kaloryfe­ry i kartki na artykuły spożywcze). Dziś Kaczyński, Waszczykowski i narodow­cy chętnie zaoferowaliby przerażonym mieszkańcom Zachodu nasze poczucie bezpieczeństwa - wszak na Zachodzie nie ma dziś nikogo, kto umiałby budować ar­mię z pasją Macierewicza, kierować poli­cją z sumiennością Błaszczaka i tworzyć prawo z bezwzględnością Ziobry.

SAMI BOJĄ SIĘ KURSKIEGO
Ale by nie być gołosłownym, garść cytatów. W „Wiadomościach” Jedynki: „Sylwester z Michnikiem, dla polityków radykalnej opozycji nawet Nowy Rok jest dobrą okazją nie do łagodzenia, a raczej do podgrzewania politycznych nastrojów”. W TVP Info: „Rzepliński wziął pienią­dze za urlop”, „firma Kijowskiego otrzy­mywała pieniądze od KOD”. W „Warto rozmawiać” tak zagaja dyskusję Jan Po­spieszalski: „Pucz, Majdan, zamach stanu - grzmiały zachodnie media po awanturze w polskim Sejmie. Echa naszego konfliktu politycznego szybko jednak umilkły wo­bec zamachów w Ankarze, Berlinie, Zury­chu. Czy zatem kwestionowanie legalnej władzy w obliczu zagrożenia terrorystycz­nego ma sens?”. W innym programie Po­spieszalski pyta: „Czy strategia rozwoju wicepremiera Morawieckiego da szan­sę najbardziej pracowitym Polakom? A może to oni będą musieli zapłacić za błę­dy i zaniechania poprzednich lat?”.
   W Jedynce, Dwójce, TVP Info na różne tematy wypowiadają się wciąż ci sami go­ście. Eksperci z Ordo Iuris bronią profeso­ra Chazana przed „medialnym linczem” i tłumaczą, dlaczego polskie kobiety po­winny rodzić - nawet zgwałcone, nawet umierające. Wreszcie powracający przy każdej okazji „podróżnik Cejrowski” wy­powiada się na tematy gospodarcze, cy­wilizacyjne, a nawet jako główny ekspert w sprawie powszechnego prawa do po­siadania broni. Gdyż, jak znowu pyta Po­spieszalski: „Czym się bronić? Polska jest jednym z najbardziej dyskryminowanych krajów pod względem dostępu do broni, czy rycerskie tradycje Rzeczpospolitej zo­stały wykorzenione niemal całkowicie?”.
   To, co było do tej pory internetowym hejtem prawicy, stało się oficjalnym prze­kazem najsilniejszego kompleksu me­diów w Polsce. W ten sposób miliony Polaków żyją w świecie zbudowanym z teorii spiskowych i najbardziej prze­rażających wizji zachodniej cywilizacji. Bombardowani najbardziej odrażającymi portretami przeciwników prawicy - jako złodziei, dewiantów, a przede wszystkim agentów wpływu Niemiec i Rosji.
   Do tego dochodzi wszechobecna pra­wicowa mizoginia. Gdzie kobieta albo jest uległa, jak zakonnica czy matka, albo sta­je się dziwką, agentką, kobietą „wyzwo­loną”, czyli „upadłą”. To właśnie pod tę mizoginię Marcin Wolski „zagrał” w swo­jej noworocznej szopce nieapetycznymi nagimi wizerunkami Anny Komorow­skiej i Moniki Olejnik.
   Telewizji Kurskiego boją się dzisiaj na­wet ludzie władzy. Wicepremier Gliń­ski po krótkiej szamotaninie zrozumiał, że radykalizm TVP jest dla Kaczyńskie­go bardziej przydatny niż poparcie nieco groteskowego inteligenta z kontrower­syjną żoną pracującą w NGO. I z podku­lonym ogonem wystąpił podczas kolejnej smoleńskiej miesięcznicy na Krakowskim Przedmieściu, choć telewizja Kurskiego dalej prowadzi swą krucjatę przeciw orga­nizacjom pozarządowym. Odważniejszy od Glińskiego okazał się minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który po serii anty- szczepionkowych i antylekarskich materiałów „Wiadomości” i publicystyki TVP zaszczepił się przeciw wirusowi grypy.

OPORTUNIŚCI I FANATYCY
Twórców oferty TVP - czyli prawi­cowego hejtu podniesionego do rangi oficjalnej ideologii państwowej - można podzielić na trzy grupy. Pierwsza to oportuniści i tchórze, którzy popisują się swoją brutalnością pod osłoną władzy, za pleca­mi narodowych i kibolskich „karków”. To Marcin Wolski i Rafał Ziemkiewicz wzajemnie napędzający się w programie „W tyle wizji”. Gdy Ziemkiewicz w latach 80. studiował na warszawskiej polonisty­ce, irytował kolegów, mówiąc, że nie jest jakimś „solidarnościowym frajerem”. Swój radykalizm wykuł dopiero w walce z „reżymem Mazowieckiego”. Teraz dziel­nie szydzi z „płaczliwych KOD-owców”, mówiąc po szarpaninie na pogrzebie „Inki” i „Zagończyka”, że gdyby fak­tycznie zajęli się nimi dziarscy chłopcy z ONR, to „gorzej by wyglądali”.
   Marcin Wolski w swej szopce pokazu­je Stefana Niesiołowskiego, który w ko­munistycznym mundurze pieni się na prawicową ojczyznę. Tyle że to Nie­siołowski siedział w więzieniu za dzia­łalność opozycyjną (próbę podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie), a Wolski po Marcu ‘68 rozpoczynał karierę PRL-owskiego satyryka - szydząc w nowo­rocznej szopce w „Żołnierzu Wolności” z syjonistów, niemieckich odwetowców i amerykańskich imperialistów. Ale Ka­czyński przyzwyczaił nas już do tego, że prawdziwa historia i prawdziwe biografie są fikcją - on sam może zmieniać szmatę w bohatera, a realnych bohaterów zeszmacać. Wolski z tej oferty skorzystał.
   Inna grupa twórców telewizji Jacka Kurskiego to tacy ludzie jak Dawid Wildstein i Samuel Pereira - szef telewizyjnej publicystyki i jego zastępca. Obaj są au­tentycznymi fanatykami i narcyzami za­chwyconymi sobą. Dawid Wildstein pod względem brutalności nie ustępuje ojcu. Bronisław Wildstein ma jednak w swo­jej biografii realną kartę opozycji studen­ckiej z lat 70. Dawid Wildstein i Samuel Pereira mają tylko chłopięce fantazje na temat przemocy - u młodego Wildsteina często skupione na seksie. Sama jego wypowiedź, że „pedał sprzeda wszystko... tylko o to chodzi w pedale, o sprzedaż”, która w jego własnym rozumieniu miała być zapewne manifestacją twardej hete­roseksualnej męskości, wystarczyła, aby zaskarbić mu łaski Jacka Kurskiego.
   Trzeci typ to najmłodsze kadry, pra­cownicy przetransferowani do telewi­zji Kurskiego z mediów prawicowych czy z zaciągu z toruńskiej szkoły medial­nej o. Rydzyka. Nie tylko nigdy nie byli, ale nawet nie próbowali stać się dzienni­karzami - w przeciwieństwie do Piotra Zaremby, Krzysztofa Skowrońskiego, Piotra Semki, którzy byli dziennikarza­mi, zanim nie dopadła ich ideologiczna pasja. Byli od początku hodowani – przez Rydzyka w Toruniu, przez Wildsteinów i Terlikowskiego w TV Republika i „Frondzie” - na żołnierzy kulturowej wojny prawicy.
   Ale to właśnie Piotr Zaremba - swoi­mi opowieściami o „przemyśle pogardy” - rzekomo od początku istnienia III RP pracującemu pełną parą na szkodę pra­wicy - dostarczył Kurskiemu i Kaczyń­skiemu alibi dla przekształcenia mediów publicznych w polityczne narzędzie.
   Zaremba zdecydowanie nie mówił ca­łej prawdy. Począwszy od spalenia ku­kły „Bolka”-Wałęsy w czasie manifestacji Porozumienia Centrum z 1993 roku, aż po niedawne spalenie kukły Żyda na wrocławskim rynku, najbrutalniejsze ataki wychodziły konsekwentnie właś­nie z obozu prawicy. Skoro jednak pol­scy prawicowcy raz uwierzyli, że po roku 1989 byli jedynie ofiarą, to gdy już zdoby­li władzę w państwie, mieli poczucie, że mają prawo stworzyć własny „przemysł pogardy” skierowany przeciwko wszyst­kim osobom i grupom, z którymi kiedy­kolwiek mieli jakieś porachunki.
   Telewizja Kurskiego wzięła się z prze­konania Kaczyńskiego, że Polacy są na­rodem może trudnym do rządzenia, ale łatwym do zmanipulowania. Pierwszy jego problem mieli rozwiązać ci, któ­rzy Polakami nauczyli się rządzić jeszcze w PRL. Działacze aparatu PZPR, ludzie posłuszni i umiejący posłuch narzucać - Jasiński, Piecha, Karski, Kryże, Kornatowski, Piotrowicz i wielu innych.
   Drugi problem miały rozwiązać własne media Kaczyńskiego. Prezes katastrofę swoich pierwszych rządów kładł na karb tego, że mediów własnych miał za mało i były za słabe. Wie, że powstanie prawi­cowego medialnego obiegu - skupionego wokół „Gazety Polskiej” i mediów finan­sowanych przez SKOK-i - pomogło mu zdobyć władzę. A skoro prawicowy hejt propagowany przez niszowe media do­prowadził go do władzy, to ten sam pra­wicowy hejt nagłośniony przez potężny kompleks mediów państwowych pozwo­li mu tę władzę zachować.
   Tym bardziej że „tożsamościowego” prawicowego hejtu nic po drugiej me­dialnej stronie nie równoważy. W TVN regularnie pojawiają się prawicowi po­litycy i eksperci, a Bogdana Rymanow­skiego z TVN czy Dorotę Gawryluk z Polsatu trudno zaliczyć do dziennika­rzy lewicowych lub choćby centrowych i liberalnych. Także winnych prywatnych mediach po zwycięstwie PiS zadziałał pe­wien oportunizm. W Radiu Zet liberalną Monikę Olejnik zastąpił bardziej konser­watywny Konrad Piasecki. A z kolei Piase­ckiego w RMF FM zastąpił jednoznacznie prawicowy Robert Mazurek, który z po­gardy dla „liberalnych lemingów” uczynił swój sztandar.
   Jarosław Kaczyński ma zatem swój medialny PRL, do którego tęsknił, a któ­ry dziś uważa za warunek skutecznego i trwałego rządzenia.
Cezary Michalski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz