PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Chamoobrona



Pogróżki, wyzwiska, oskarżenia o związki z WSI i seksistowskie żarty tak działa klub Pawła Kukiza po roku spędzonym w Sejmie. Lider stracił panowanie nad swoim ruchem

Michał Krzymowski

Przypki pod Tarczynem. W sali konferencyjnej pod­warszawskiego hotelu ob­radują posłowie Kukiz’15, trzeciego co do wielkości klubu w Sejmie, Wyjazdowe posiedze­nie ma uspokoić atmosferę i załagodzić niesnaski.
   O głos prosi gdańska posłanka Magda­lena Błeńska. Nie wygląda na uspokojoną:
- My już nie jesteśmy jak Samoobrona, Gorzej, jesteśmy Chamoobrona!

AGRESJA POSŁA KOBYLARZA
Dla wszystkich na sali jest jasne: Błeńska pije do scysji sprzed kilku mie­sięcy. W jej trakcie elbląski poseł An­drzej Kobylarz stracił panowanie nad sobą, uderzył pięścią w stół i w obec­ności kilkorga innych parlamentarzy­stów pogroził: - Gdybyś była mężczyzną, tobym ci przyp...
   Błeńska, którą pytam o wybuch posła Kobylarza, mówi, że sprawy klubu po­winny zostać w klubie i ona nie będzie komentować ich w mediach.
   Jej znajomy jednak przyznaje: - Mag­da była tym przerażona. Proszę sobie spojrzeć na ich zdjęcia. Błeńska jest drobną blondynką, a Kobylarz to elblą­ski watażka handlujący ruskim węglem. Łysy, barczysty, wygląda jak kark z si­łowni. O co im poszło? To proste. Koby­larz ma ciężki okręg i chce się przenieść do Gdańska. Uważa, że tam będzie mu łatwiej o reelekcję. Otworzył już nawet biuro w Pruszczu Gdańskim. Dla Błeńskiej to kłopot, bo człowiek z innego okręgu próbuje wejść jej w szkodę.
   Po kłótni Błeńska poszła na skar­gę do Pawła Kukiza. Ten wezwał do sie­bie Kobylarza i nakazał mu załagodzenie konfliktu. Musiał być jednak mało prze­konujący, bo posłanka do dziś nie do­czekała się przeprosin. - Nie były one potrzebne. Mam z Magdą Błeńską dobre relacje, normalnie rozmawiamy - mówi „Newsweekowi” Kobylarz.
   Paweł Kukiz, którego pytam o sprzecz­kę posłów, bagatelizuje zachowanie Kobylarza: - Gdybym był przy tej wy­mianie zdań, to pewnie bym zareago­wał. Ale z drugiej strony, czy pan myśli, że w PiS to rozmawiają inaczej? A na na­graniach z Sowy to jakiego języka uży­wano? A tematy były tam poważniejsze. Zresztą, panu się nie zdarza puścić wią­zanki pod adresem kierowcy, który zajeżdża drogę?

TROPEM JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO
Jeden z kukizowców: - Pod koniec filmu „Upadek” pokazującego ostatnie dni Adolfa Hitlera jest scena, w której współpracownicy Fiihrera zastanawia­ją się, jak popełnić samobójstwo. Zacho­wując proporcje, w naszym klubie jest podobnie. Ludzie nie głowią się, „czy", ale „kiedy” to wszystko się rozleci.
   Inny: - Paweł otoczył się dworem klakierów i nie panuje nad posłami. Wszy­scy kłócą się ze wszystkimi. Na tych konfliktach próbuje żerować PiS, któ­remu zależy na wzmocnieniu sejmo­wej większości, bo przecież koalicja wisi na kilku głosach. A część posłów PiS sprawuje funkcje ministerialne i spę­dzanie wszystkich na głosowania bywa kłopotliwe.
   Ludzie Kukiza wskazują dwie oso­by, które miałyby namawiać posłów do przejścia na stronę sejmowej większo­ści. Pierwsza to Ireneusz Zyska, poseł wybrany z list Kukiz’15, który pół roku temu odszedł do koła Wolni i Solidarni założonego przez Kornela Morawieckiego. Drugą osobą miałby być wicepremier Mateusz Morawiecki.
   Nie dowierzam, dzwonię do Zyski.
   - Wie pan o spotkaniach posłów Kukiz’15 z Mateuszem Morawieckim? W Sejmie można usłyszeć, że kontak­tował pan parlamentarzystów z wice­premierem.
   - Każdy poseł ma wolny mandat, drzwi do ministerstw są otwarte. Ale właściwie to dlaczego ja miałbym uma­wiać takie spotkania?
   - Nie wiem. Tak twierdzą posłowie.
   - Przeceniają moją rolę. Jakieś roz­mowy mogły się odbywać, ale jeśli wicepremier z kimś się spotykał, to in­dywidualnie, bez mojego udziału. Nie dorabiałbym do tego teorii o przeciąga­niu posłów.
   - Dlaczego w takim razie ludzie Kukiza mówią, że pan pełni funkcję emisa­riusza PiS?
   - Myślę, że wzięło się to z jednej przy­padkowej rozmowy. Jakiś czas temu za­gadnąłem pewnego posła z Kukiz’15, co zrobi, jeśli klub się rozpadnie. Człowiek o wszystkim doniósł Kukizowi. Wiem, bo Paweł sam mi o tym powiedział.
   Czy Morawiecki junior rzeczywi­ście prowadził rozmowy z ludźmi z Ku­kiz’15? - Wicepremier Morawiecki nie zapraszał posłów na żadne specjalne rozmowy - zapewnia Marta Lau, rzecz­niczka Ministerstwa Rozwoju. Ale przy­znaje: - Zdarzały się spotkania ad hoc przy okazji posiedzeń Sejmu.
   Sam Paweł Kukiz wydaje się pogo­dzony z tym, że nie utrzyma przy sobie wszystkich posłów do końca kadencji.
   - Jeśli jakiś poseł ma ulec pokusie i połasić się na to, co obiecuje mu PiS, to niech idzie jak najszybciej - mówi „Newsweekowi”.
   - Nie zależy panu na utrzymaniu licz­nego klubu?
   - Ja wszedłem do polityki po to, by zmienić ustrój - obniżyć próg referen­dum do 20 procent, wprowadzić system prezydencki i jednomandatowe okrę­gi wyborcze - a nie po to, by mieć klub. Jeśli klub będzie mi przeszkadzać w re­alizacji celu politycznego, to sam z niego wyjdę. Zna pan historię Porozumienia Centrum? Gdyby w latach 90. z tego klubu nie odeszła duża część posłów, być może Jarosław Kaczyński nie był­by dziś w miejscu, w którym jest. Wolę wąski klub niż taki, w którym są osoby zainteresowane konfiturami.

WĄSY, SZELKI, ODZIEŻ PATRIOTYCZNA
Kukiz’15 nie jest zwyczajnym klubem. Z jednej strony to bardziej galeria osob­liwości niż polityczne wojsko - luźne zrzeszenie politycznych naturszczyków, ideowcowi lokalnych aktywistów.
   Z drugiej strony - chwalą się ludzie Kukiza - to najlepiej wykształcony klub w Sejmie. W swoich szeregach ma pro­fesora, pokaźną grupę doktorów i kilku doktorantów. W ruchu panuje też daleko posunięta demokracja, w odróżnieniu od pozostałych stronnictw posłom Kukiza obca jest na przykład dyscyplina podczas głosowań.
   Rekomendacje, jak zachowywać się na sali sejmowej, powstają podczas spot­kań rady politycznej ruchu, obradującej w gabinecie wicemarszałka Sejmu Stani­sława Tyszki. W jej skład wchodzą przed­stawiciele czterech frakcji: endeków (ich szefem jest poseł-browarnik Ma­rek Jakubiak, ze względu na gęste wąsy nazywany przez kolegów Hetmanem), republikanów (przewodzi im Rafał Wój­cikowski, zażywny ekonomista, miłośnik odzieży patriotycznej i czerwonych sze­lek), związkowców-rolników (najczęś­ciej reprezentuje ich Jarosław Sachajko, przedsiębiorca i doktor nauk rolniczych) i tzw. woJOWników, czyli zwolenni­ków jednomandatowych okręgów wy­borczych (tu postacią numer jeden jest wspomniany poseł Kobylarz).
   Opowiada jeden z kukizowców: - Re­komendacje rady w sprawie ustaw nie są wiążące i powstają na podstawie sta­nowiska posłów pracujących w komi­sjach. Czasem wywołuje to chaos, bo członkowie komisji miewają sprzeczne opinie. Wtedy na ściągach rozdawanych przed głosowaniami pojawia się dwu­głos: poseł X rekomenduje „za”, a poseł Y - „wstrzymać się”.
   Zdarza się też, że wewnętrzna de­mokracja przynosi niepomyślne roz­strzygnięcia. Wtedy wkracza lider i zaprowadza swoje porządki. Tak było na początku kadencji, gdy wyłaniano kandydata na wicemarszałka Sejmu. W klubowym głosowaniu wygrał były działacz Ligi Polskich Rodzin Sylwester Chruszcz, ale Kukiz unieważnił ten wy­bór. - Rekomendowanie narodowca do­prowadziłoby do przechyłu w klubie i mogłoby źle wpłynąć na nasz wizeru­nek - twierdził. Chruszcz musiał obejść się smakiem, posadę wicemarszałka ob­jął Stanisław Tyszka, choć w wewnętrz­nym głosowaniu uzyskał gorszy wynik.

SEKS PRZEZ PRZEŚCIERADŁO
Czasem pluralizm przegrywa też z polityczną kalkulacją. Narada sprzed kilku miesięcy. Paweł Kukiz pro­si posłów o niekomentowanie zakazu aborcji, bo wyborcy są w tej sprawie po­dzieleni i nie ma sensu zrażać ich swoimi wypowiedziami.
   - Dziwne tłumaczenie, ale jeszcze do przyjęcia. Gorzej, że chwilę później Pa­weł postanowił błysnąć dowcipem. Po­wiedział, że jedyną osobą, dla której mógłby zrobić wyjątek, jest posłanka Anna Siarkowska. Dlaczego? Bo jest tak świętojebliwa, że nawet seks uprawia przez prześcieradło, he, he - opowiada jeden z posłów.
   - Anna Siarkowska to słyszała? - dopytuję.
   - Nie było jej na spotkaniu, ale powtó­rzono jej tę wypowiedź.
   - A jak posłowie zareagowali na te słowa?
   - Ja byłem zażenowany, ale sala odpo­wiedziała rechotem.
   Siarkowska, którą pytam o tę sytua­cję, mówi krótko: - Komentowanie ta­kich wypowiedzi jest poniżej mojej godności. Ludzie, którzy w ten sposób odnoszą się do innych, sami wystawia­ją sobie świadectwo.
   Paweł Kukiz zapewnia, że nie kpił z pobożności Anny Siarkowskiej. - Pro­siłem, żeby nie wypowiadała się na temat aborcji - ucina.

NIE BĘDZIE MNIE USTAWIAĆ PODOFICER WSI
Atmosfera w Kukiz’15 popsuła się w kwietniu, podczas wyboru kandyda­ta PiS prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego na sędziego Trybunału Konstytucyjne­go. Przed wejściem na salę posiedzeń kluby opozycyjne ustalają, że solidar­nie nie wezmą udziału w głosowaniu, ze­rwą kworum i tym samym uniemożliwią wybór kandydata PiS. Z umowy wyła­muje się jednak sześcioro posłów: Józef Brynkus, Jerzy Jachnik, Kornel Morawiecki, Anna Siarkowska, Rafał Wójci­kowski i Małgorzata Zwiercan. Dzięki nim prof. Jędrzejewski zostaje wybrany.
   Po głosowaniu dochodzi do awantury. Morawiecki próbuje bronić PiS. Mówi, że klub nie powinien dołączać do „opo­zycji totalnej”, ale Kukiz szybko go uci­sza: - Pier... się, Kornel. Zależy ci tylko na karierze syna.
Do kłótni dołącza się Marek Jaku­biak. Oskarża posłów związanych z Morawieckim o nielojalność, na co z kolei odzywa się Wójcikowski. - Żaden pod­oficer WSI nie będzie mnie ustawiać! - pokrzykuje.
   Kilka miesięcy później podczas posie­dzenia rady politycznej Jakubiak znie­nacka nawiąże do tamtej sprzeczki. Postraszy Wójcikowskiego sądem i wy­buchnie: - Wypier...!
   - Pamięta pan tę kłótnię? - pytam dziś.
   - Jestem w sporze prawnym z pana wydawnictwem i nie mogę roz­mawiać - mówi Jakubiak. Poseł już przegrał jeden proces z dziennikarzem „Newsweeka” Wojciechem Cieślą, któ­ry dwa lata temu opisał dziwne początki jego browarniczej kariery.
   - Ale nie zaprzecza pan tej kłótni?
   - Miło było, ale muszę kończyć.
   Wójcikowski po tamtej kłótni zażą­dał od Jakubiaka przeprosin. Gdy ich nie dostał, zrezygnował z udziału w spotka­niach rady politycznej ruchu. Demon­stracyjnie przesiadł się też do ostatniego rzędu na sali sejmowej. Zapytany przez posła Janusza Sanockiego (niezrzeszony, choć wybrany z listy Kukiza), dlacze­go to robi, odparł: - Przyzwyczajam się.
   - Wiadomo, co oznacza ostatnia ława. Siedzą tam posłowie bez przyna­leżności klubowej, outsiderzy - mówi „Newsweekowi” Sanocki. - Zagadną­łem Rafała, bo mówi się, że drogi Pawła Kukiza i części posłów z jego klubu się rozchodzą, ale czy z tej wymiany zdań można wyciągać jakieś wnioski?

LIBERLAND, CZYLI ATAK GIMBAZY
Lipiec. Siedmioro posłów - Jakub Kulesza, Jacek Wilk, Tomasz Jaskóła, Magdalena Błeńska, Józef Brynkus, Jerzy Kozłowski i Jarosław Sachajko - pisze do ministra spraw zagranicznych: „Czy i kiedy Rada Ministrów zamierza de iure notyfikować uznanie niepodległości Wolnej Republiki Liberlandu?”.
   Liberland to spełnienie marzeń wy­znawców Janusza Korwin-Mikkego. Samozwańcze libertariańskie niby-państewko nad brzegiem Dunaju mię­dzy Chorwacją a Serbią. Jego powsta­nie półtora roku temu ogłosił czeski liberał Vit Jedlicka. Mimo zapewnień, że wszystko odbyło się w zgodzie z prawem międzynarodowym, Republiki Liberlan­du nie uznało żadne państwo na świecie.
   Odpowiedź MSZ na interpelację nr 4903 nadchodzi po trzech tygodniach. Jest jednoznaczna: Liberland to twór medialny i wygłup, uznanie jego niepod­ległości jest niemożliwe. Posłowie jed­nak nie ustępują i pytają dalej. Dlaczego rząd nie chce uznać tej republiki? Co, je­śli polscy obywatele zaczną rejestrować w Liberlandzie firmy?
   Wśród posłów roznosi się, że interpe­lacja doprowadziła do dyplomatycznego skandalu, Kukiz podobno musiał tłuma­czyć się z niej w ambasadzie Chorwa­cji i w ABW. - Paweł się wściekł. Wezwał do siebie Kuleszę i go opieprzył. Krzy­czał, że przez jego wybryk wzywano go do ABW. I miał rację. Liberland to temat na forum internetowe dla gimbazy, a nie sprawa na interpelację, i to jeszcze pod­pisaną przez siedmioro parlamentarzy­stów! - irytuje się jeden z posłów.
   Kulesza, gdy mówię mu, że chcę po­rozmawiać o Liberlandzie, szybko tra­ci rezon. Wymawia się brakiem czasu i prosi o kontakt w późniejszym ter­minie, po czym przestaje odbierać telefon.
   Następnego dnia dzwonię więc do Pawła Kukiza.
   - Sprawa na pierwszy rzut oka może wydawać się komiczna, ale z punktu wi­dzenia Chorwacji to kwestionowanie integralności państwa. Byłem w am­basadzie Chorwacji, żeby załagodzić tę sprawę. Poseł Kulesza na moją prośbę napisał list do pani ambasador z wyjaś­nieniami, niebawem go przekażę.
   - To prawda, że był pan w tej sprawie także w ABW?
   - Jestem wiceszefem komisji ds. służb specjalnych i wspomniałem o tej inter­pelacji znajomemu z Agencji. Tak na wszelki wypadek.
   Piętnaście minut po rozmowie z Kukizem nagle dzwoni Kulesza.
   - Rozumiem, że chce pan odgrzać sprawę, którą półtora miesiąca temu opisał „Wprost”, tak? - pyta pewnym głosem. Tygodnik rzeczywiście pod ko­niec października wspomniał w plotkar­skiej rubryce, że Kukiz był na dywaniku w ambasadzie Chorwacji i ABW. - To nieprawda, mogę zaraz panu przysłać swoje sprostowanie w tej sprawie.
   - Ale Paweł Kukiz przyznał mi, że roz­mawiał i z panią ambasador, i z ofice­rem ABW. A pan podobno napisał list z wyjaśnieniami.
   Cisza w słuchawce.
   - Aha, to ja już nie będę tego demen­tować. Do widzenia.

***

   Wyjazd integracyjny do Przypek ra­czej nie uzdrowił atmosfery w klubie Kukiz’15. Drugiego dnia posiedzenia w hotelu została garstka posłów. Reszta rozjechała się do domów.
   - Jak tak patrzę na Pawła, to cza­sem mi się wydaje, że nawet on ma tego wszystkiego dość i najchętniej wró­ciłby do koncertowania - mówi jeden z posłów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz