PiS - konstytucja 2010.pdf

wtorek, 16 czerwca 2015

Twarze biznesmena Stonogi



Ofiara wielkiej polityki czy oszust? Mściciel, który szkaluje 0 niszczy wrogów, czy hojny przedsiębiorca, który pomaga pokrzywdzonym przez los? Kim jest człowiek, który opublikował akta ze śledztwa w sprawie tzw. afery taśmowej i przemeblował rząd?

RENATA KIM, RAFAŁ GĘBURA               

Trudno opowiedzieć historię Zbigniewa Stonogi, tyle w niej wątków - wzdycha człowiek, który od miesięcy śledzi działalność war­szawskiego przedsiębiorcy w sieci. Na­zwiska nie poda, bo wie, czym się kończy podniesienie ręki na Stonogę: wytoczy proces, a potem oszkaluje na Facebooku.
Przykład? Kiedy rzeczniczka Proku­ratury Okręgowej Warszawa-Praga Re­nata Mazur poinformowała o wszczęciu śledztwa w sprawie wycieku akt, Stono­ga oskarżył ją o powiązania z bandziorem z wołomińskiej mafii. Podobnie zaatako­wał Mariusza Sokołowskiego, rzeczni­ka KG Policji, gdy ten poinformował, że przeciw Stonodze toczy się 29 spraw kar­nych i kilka cywilnych. Biznesmen zare­agował błyskawicznie: w świat poszła informacja, że policjant to zwykły oszust, a do tego dziwkarz i pijak. - Dowiedzia­łem się o sobie tylu rzeczy, że włos się na głowie jeży - mówi Sokołowski. - Niedłu­go spotkamy się w sądzie.
- Stonoga bierze jakiś fakt, dorzuca do niego kalumnie i preparuje z tego histo­rię, która ma pozory prawdy. To jego spo­sób działania - mówi Wacław Podolski, przedsiębiorca z Krakowa, który twier­dzi, że został oszukany przez biznesme­na. Kiedy o jego sprawie (o czym później) napisał jeden z prawicowych portali, Sto­noga oskarżył jego redaktorów o sprzy­janie stalinowskiemu prokuratorowi. - Kiedy umarł Stalin, miałem dziewięć lat. Owszem, po studiach pracowałem sześć miesięcy w prokuraturze, ale nie by­łem prokuratorem, tylko asesorem! A on mi zarzuca, że w latach 70. zamykałem ludzi w więzieniach - tłumaczy Podolski.
- Jest bezkarny, bo wszyscy boją się, że zacznie ich obrzucać błotem - mówi osoba, która też padła ofiarą Zbignie­wa Stonogi. Nazwiska nie poda, bo boi się o swoje życie. Stonoga mocno je już uprzykrzył: nazywał śmieciem, przestęp­cą, a rodzinę mafią.

Tropiciel
Właśnie zaproponował warszawskim paparazzim duże pieniądze za zdobycie zdjęć kompromitujących prokurator Re­natę Mazur, prokuratora generalnego An­drzeja Seremeta oraz Jarosława Kuźniara z TVN24. „A specjalna cena za tego papa- rucha od Michnika - Wojciecha Czucb- nowskiego” - napisał na Facebooku. Do zeszłego czwartku jego konto „polubi­ło” blisko 500 tysięcy osób. Kiedy admi­nistratorzy je zamknęli, założył kolejne i w kilka godzin zebrał 100 tysięcy lajków.
Odkąd opublikował akta śledztwa w sprawie afery podsłuchowej (twierdzi, że znalazł je na chińskich serwerach), jest rozrywany przez dziennikarzy. Nie od­biera telefonów, nie odpisuje na e-maile. Kiedy w końcu udaje się z nim spotkać, żali się na sposób, w jaki go zatrzyma­no. Późny wieczór, a do domu wpada kil­kadziesiąt osób z okrzykiem „policja!”.
- Młodszy, 6-letni syn, strasznie to prze­żył. Dostał ataku paniki, szału. A oni sie­dzieli do północy, dopiero potem zabrali mnie do prokuratury - opowiada. - Posta­wiono mi zarzut (mam go w dupie), a po­tem wypuszczono - narzeka Stonoga.
W dupie - dodaje - ma też policyjny do­zór. Nie zamierza stawiać się na komen­dzie. Paszport skończył mu się trzy lata temu, więc go nie odda. - A wyjeżdżał będę, bo do Berlina czy Monte Carlo lubię sobie na dobrego szampana wyskoczyć - tłumaczy Stonoga. Do winy się nie przyznał.

Więzień
Kiedy Danuta Hojarska, była posłanka Samoobrony, usłyszała o najnowszej akcji Stonogi, zadzwoniła do jego żony. Zapytała, kiedy ma kupić kwiaty na po­grzeb. Bo jest pewna, że Zbyszek zginie jak Andrzej Lepper, w którego samobój­stwo nie wierzy. Boi się, że Stonoga na przykład będzie jechał samochodem i coś mu się stanie.
Poznała go 13 lat temu. Ona była w Sej­mie, on kręcił się koło Leppera. - Akurat zmarł mój mąż, a Zbyszek przyjechał do mnie do Lubieszewa i jako jedyny ze zna­jomych zapytał, czy nie potrzebuję pomo­cy. Dał mi 4 tysiące złotych na pogrzeb. Od tamtej pory mu ufam - tłumaczy Hojarska.
Zaufania do Stonogi nie straciła na­wet wtedy, gdy trafił do więzienia. Za niewinność - mówi Hojarska - odsie­dział trzy i pół roku. On wiele wiedział, znał wszystkie duże afery, na przykład tę związaną z prywatyzacją PZU. Był nie­wygodny, bo miał dokumenty na róż­nych polityków. Jak chciał je ujawnić, to go zwinęli i zamknęli. I postawili mu zarzuty: niespłacone kredyty, fałszowa­nie legitymacji, była nawet jakaś sprawa o pedofilię - wylicza.
Nie sposób dowiedzieć się, za co na­prawdę siedział Stonoga. - Nie wiem i nie
mogę tego ustalić - rozkłada ręce rzecz­nik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Przemysław Nowak.
- To były czasy, kiedy nie mieliśmy jeszcze elektronicznego repertorium - tłuma­czy Marcin Łochowski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. - Po 10 latach akta są już w archiwum.
Dzwonimy do Zakładu Karnego w Bia­łymstoku, w którym siedział Stonoga.
- Niestety nie mam takich informacji - mówi rzecznik prasowy kpt. Michał Zagłoba. - Szerszą bazę danych posia­da Centralny Zarząd Służby Więziennej w Warszawie, ale uzyskanie takich infor­macji ze względów formalnych jest pra­wie niemożliwe.

Pokrzywdzony?
Rok temu Stonoga nakręcił film „Sej­mowe więzienie”, w którym opowiedział własną wersję wydarzeń. Przekonywał, że jest człowiekiem zniszczonym przez świat wielkiej polityki.
Wszedł do niego w roku 2000. Miał wtedy 26 lat i nieskończone studia praw­nicze na UW, ale był już prężnym biznes­menem - sieć sklepów RTV i AGD, spory interes poligraficzny. Miał też kontakty wśród polityków.
I to przez nich - twierdzi - popadł w kłopoty. Dostał intratne zlecenie: od­zyskać pieniądze wyprowadzone ze spół­ki Colloseum. Trafiły - twierdzi Stonoga - do polityków, sędziów i tajnych służb. W dwa miesiące odzyskał od nich 171 min złotych.
„Zaraz potem (...) w moim domu zjawi­ła się policja” - opowiada Stonoga w filmie. Wkrótce dowiedział się, że wszczęto prze­ciw niemu 89 postępowań karnych w ca­łym kraju. W Poznaniu usłyszał zarzuty udziału w mafii paliwowej. W Częstocho­wie zarzut oszustwa. W Katowicach jako szef Urzędu Marszałkowskiego miał zale­galizować samowolę budowlaną - a prze­cież nie był nawet pracownikiem tego urzędu. Podkreśla, że wszystkie sprawy były umarzane. A kiedy już nie było na niego żadnych haków, został skazany za niespłacenie debetu na karcie kredytowej - na 3 lata i 6 miesięcy więzienia.
Tę sprawę pamięta Janusz Kaczmarek, wtedy prokurator krajowy. - Moja zastęp­czyni twierdziła, że wyrok dla Zbigniewa Stonogi jest niezgodny z prawem. Bo kwa­lifikował jego czyn jako recydywę, a to nie była recydywa. Napisaliśmy kasację w jego obronie - wspomina. Jesienią 2006 r. Sto­noga został wypuszczony na wolność.
Wcześniej Kaczmarek usłyszał o nim przy okazji afery PZU. - Zgłosił się do prokuratury w Gdańsku, mówiąc, że ma ważne informacje. W żaden sposób nie pomógł, jego zeznania nie miały żadnej wartości.

Przedsiębiorca
Specjalista ds. wizerunku Piotr Tymochowicz poznał Stonogę jeszcze przed jego aresztowaniem, Andrzej Lepper przedstawił mu go jako swego dorad­cę. Spotkali się ponownie bodaj w 2011 roku. - Opowiedział mi wstrząsającą hi­storię swojego życia. Tłumaczył, że przy okazji windykacji długów Colloseum od­krył machinacje polityków zamieszanych w tę sprawę. Lawina oskarżeń, jakie się na niego posypały, to była ich zemsta - wspomina Tymochowicz.
Ta opowieść wydała mu się niewiary­godna, ale na drugie spotkanie Stonoga przyszedł z aktami swoich spraw. - Po­kazałem je prawnikom, a oni zbaranieli. Mówili, że to historia bezprawia. A prze­de wszystkim potwierdzili, że został w po­nad 100 sprawach uniewinniony. Więc kiedy upewniłem się, że nie konfabuluje, zgodziłem się go wykreować - opowiada Tymochowicz.
Stonoga popadł akurat w kłopoty, bo warszawska skarbówka odmówiła mu zwrotu podatku VAT za kupioną w Za­mościu nieruchomość. Rozwścieczony, wywiesił na ścianie swego salonu samo­chodowego baner: „Zamknęliśmy, bo wypierydolił nas Urząd Skarbowy Warszawa Targówek. Na kwotę 1 900 000 zł. Dzię­kujemy Ci zasrany fiskusie”. Sprytne, bo dzięki literówce nie można mu było za­rzucić obrazy urzędnika państwowego.
- Wrzuciłem ten baner na swoim Facebooku i w jedną noc pobiliśmy rekord oglądalności - Tymochowicz opowiada, na czym polegało „kreowanie” Stonogi.
Od tamtej pory stało się o nim głoś­no. A on podtrzymywał zainteresowanie, produkując kolejne banery, w których ogłaszał, że „pierydoli” fiskusa, złodziei z Wiejskiej, a nawet „zasraną Polskę”.
Dziś na pytanie, skąd ma pieniądze, odpowiada krótko: - Ukradłem Kaliszo­wi, Seremetowi i ukradnę jeszcze Kuź­niarowi. Proszony o powagę dodaje:
- Sprzedaję w ciągu roku około 7 tys. aut używanych, zarabiam kilkadziesiąt milio­nów złotych.
W Krajowym Rejestrze Sądowym wpi­sane są trzy firmy, w których nazwie po­jawia się słowo Stonoga, a ich siedziba mieści się przy Modlińskiej, tam, gdzie komis Zbigniewa Stonogi. W kilku innych spółkach - podaje „Forbes” - jest wspólnikiem, prokurentem albo koman­dytariuszem.
- To oznacza, że może nimi zarządzać, ale nie ponosi żadnej odpowiedzialności finansowej - mówi prawniczka, która zna wielu poszkodowanych przez niego ludzi.

Prokurent
- Poznałem go półtora roku temu i to się skończyło dla mnie tragicznie - wzdycha Wacław Podolski, diler samochodowy z Krakowa. - To oszust, Nikodem Dyzma to przy nim pikuś.
Było tak: Podolski podpisał akt sprze­daży akcji Stonodze swej spółki Viamot SA. - Wydaliśmy mu te akcje przed za­płatą, bo taki był jego warunek. W trzy miesiące pozbył się całego majątku spół­ki i ogłosił jej upadłość - opowiada Podol­ski. Komornik, który miał wyegzekwować należność, rozłożył ręce: Stonoga oficjal­nie nie ma żadnego majątku.
Piotr, biznesmen z Bieszczad, zna to poczucie bezsilności. Kupił od Stono­gi samochód pochodzący (jak się okaza­ło) z kradzieży. Musiał zwrócić 30 tysięcy złotych odszkodowania klientowi, który go od niego nabył. - Zbyszek powinien mi te pieniądze zwrócić. Dostałem prawo­mocny wyrok, ale komornik prawdopo­dobnie niczego nie ściągnie, bo wszystko jest zapisane na jego żonę, a mają odręb­ność majątkową - opowiada.
Mówi jeden z naszych informatorów:
- Miał wiele spraw, chodziło o duże pie­niądze. Wszystkie zostały umorzone z powodu niemocy wymiaru sprawied­liwości. Stonoga wykorzystuje możli­wości, jakie daje prawo, by przedłużyć postępowanie w nieskończoność. Potra­fi złożyć wniosek o wyłączenie sędziego bez jakiegokolwiek merytorycznego uza­sadnienia, argumentując, że jest stron­niczy, Albo nie stawia się na kolejnych rozprawach, dostarczając zaświadcze­nie o ciężkiej chorobie. A w tym samym czasie publikuje na Facebooku film, z którego wynika, że ma się świetnie. Prokuratura i sądy nie potrafią korzystać z narzędzi elektronicznych i internetu, co Stonoga perfidnie wykorzystuje - dodaje nasz informator.
Kiedy rzeczniczka Renata Mazur z pro­kuratury Warszawa-Praga wpisuje jego nazwisko do systemu, zawiesza jej się komputer. Od 2005 roku pojawia się w 69 sprawach. - Większość była z jego zawiadomienia. Głównie o to, że jakiś urzędnik był niemiły albo prokurator nie tak na niego spojrzał - mówi.
Wbrew opowieściom, że każda jego sprawa kończy się uniewinnieniem, Sto­noga ma też na koncie wyroki skazują­ce. W 2011 r, skazano go prawomocnie za groźby wobec funkcjonariusza pub­licznego i znieważenie go, a rok później, też prawomocnie, za „doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wyniku wprowadzenia w błąd”.

Dobroczyńca
- Dziwicie się, że Zbyszek zieje nienawiś­cią? - pyta Danuta Hojarska. - Jak ktoś siedzi prawie cztery lata w więzieniu za nic, to ma prawo być wściekły i rozgo­ryczony. Ale to dobry, uczciwy człowiek. Wielu ludziom pomógł.
Sam Stonoga twierdzi, że w ciągu ostatniego pół roku udzielił wsparcia potrzebującym na kwotę ponad 300 tys. zło­tych. - Motywuje mnie drugi człowiek, szeroko pojmowana godność człowieka - wyjaśnia.
Potrzebę pomagania - lubi opowia­dać - odkrył już w wieku 17 lat. To był początek lat 90., Stonogowie, rodzice i piątka dzieci, mieszkali w Ozimku na Opolszczyźnie. W domu było biednie, czasami nie mieli co jeść. Kiedy córeczka siostry zmarła, nie było nawet za co ku­pić trumny, więc poszli do lasu na jagody, żeby zarobić na pogrzeb. Spotkali dzie­ci z domu dziecka w Turawie, a one dały im wody, bo wyglądali na spragnionych. Zbyszek tak się tym wzruszył, że od kiedy zaczął zarabiać, przekazuje pieniądze na ten sierociniec.
Dwa miesiące temu pomógł samot­nej matce Izabeli Jasińskiej z Desz­czna pod Grodziskiem Mazowieckim, której ukradziono samochód i wózek rehabilitacyjny jej 8-letniego synka cho­rującego na porażenie mózgowe. Sto­noga osobiście przekazał jej auto warte 48 tys. zł. A przy okazji nagrał filmik, na którym widać wzruszoną matkę, i zamieś­cił go na Facebooku. - Stonoga jest nie­zwykle inteligentny i sprytny medialnie. Jego facebookowe akcje charytatywne to działanie pod publiczkę. Proszę zwrócić uwagę, ilu dzięki nim ma zwolenników - mówi prawnik, który prowadzi sprawy poszkodowanych przez Stonogę.

Polityk
W filmie „Sejmowe więzienie” Zbigniew Stonoga szczerze przyznaje, że od zawsze kręciła go polityka.
- Chciał startować na prezydenta, ale jako karany nie mógł. Myślę, że będzie chciał wejść do Sejmu, współpracuje z Kukizem - mówi Danuta Hojarska.
Mężczyzna, który śledzi go w sie­ci: - Wspierał Korwina, potem Andrzeja Dudę, ale kiedy ludzie zaczęli go za to kry­tykować, przeprosił i wrócił do Korwina. Teraz podlizuje się Kukizowi, bo to on ma największe szanse na wejście do Sejmu.
Pod koniec ubiegłego roku założył Sto­noga Partia Polska, której głównym celem - jak głosi program - jest dekomunizacja. Chce wpisać do konstytucji zakaz pełnie­nia jakichkolwiek funkcji publicznych dla byłych członków PZPR. Postuluje rów­nież zniesienie immunitetów, likwida­cję NFZ, Straży Miejskiej, CBA, Kontroli Skarbowej i Służby Celnej.
- Mam nadzieję, że dożyję czasów, w których prawica się zjednoczy, ale na­prawdę, nie na niby. I wtedy znowu okradnę Seremeta, dam im 4 miliony, przez słupów. Wezmę se studentów, po­wiem: dzieciaki, wpłacajcie po 12 koła, bo tak prawo pozwala - mówi nam Stonoga. Ale jeśli zjednoczenia nie będzie, to sam wystartuje w wyborach do Sejmu. Roz­waża wspólną listę z Kukizem i Korwi­nem. - Ale jeśli dadzą mi dowód, że idą pod jednym sztandarem do wyborów, to po cholerę mi partia? Wtedy ich tylko do­finansuję i będę życzył szczęścia.
- A ja mu życzę, by dostał się do Sejmu, bo wtedy będę mu moje pieniądze z pen­sji ściągał - żartuje ponuro Piotr, poszko­dowany przedsiębiorca z Bieszczad.

Słup?
Piotr Tymochowicz nieraz zadawał so­bie pytanie, czy zna jednego Zbyszka Sto­nogę, czy wielu. - Gdybym go znał tylko z internetu, to powiedziałbym, że to wyjąt­kowy cham, nieokrzesany prostak, który niewiarygodnie przeklina. Ale w kontak­tach prywatnych jest miły. Bardzo go ce­nię - mówi.
Przyznaje jednak, że odsunął się od Stonogi w związku z antysemickimi ha­słami, jakie ten wygłasza. - Uznałem, że nie mogę z nim współpracować. Ale nie ukrywam, że prywatnie nadal się znamy.
Znany prawnik: - Wydaje mi się, że jest na usługach ludzi ze służb. Byłych albo obecnych. Każda służba stara się mieć takiego wariata, żeby go w odpowied­nim czasie wykorzystać, na przykład do wypuszczania informacji. Tak jak teraz, przy okazji przecieku ze śledztwa w spra­wie podsłuchowej.
Janusz Kaczmarek: - Skąd miał te akta? Trzeba pytać prokuraturę, ona wie, komu je udostępniała. Tych ludzi jest całkiem sporo: poszkodowani, ich pełnomocnicy oraz podejrzani. Niektórzy mogą mieć in­teres w tym, by te akta dostały się do pub­licznego obiegu, A pan Stonoga został wykorzystany jako słup.
Były prokurator krajowy uważa, że Stonoga nie robi niczego przypadkiem.
- Jego celem jest zwrócenie na siebie uwagi. Ale mnie się wydaje, że to tylko środek do celu, choć nie wiem, czy tym celem jest chęć oczyszczenia zszarganego imienia, czy może chęć zbudowania par­tii. Nie wiem. Wszystko byłoby prostsze, gdyby ten człowiek po prostu nie był przy zdrowych zmysłach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz