PiS - konstytucja 2010.pdf

środa, 5 sierpnia 2015

RACHUNEK ZA RATUNEK



Już 220 zł zapłacił każdy pracujący Polak na ratowanie SKOK-ów. Ale to z pewnością jeszcze nie koniec. Z raportu NBP wynika, że kasy same na nogi nie staną i trzeba będzie im dalej pomagać. Jak mówi klasyk: „I kto za to płaci? Pani płaci, pan płaci... Społeczeństwo".

RADOSŁAW OMACHEL

Za kilka tygodni kolejna rocznica Porozumień Sierpniowych. Dla weteranów NSZZ Solidarność to jak zawsze niezła sposobność do wspo­minkowych spotkań. W Mysłowicach, gdzie przez dekady głównym pracodaw­cą była kopalnia Wesoła, rok w rok hucz­ne imprezy w ośrodku wypoczynkowym Fala organizował szef 'lokalnej Solidarno­ści Adam Byzdra. Rzutki działacz związku od jego zarania. Typ obrotny, dusza towa­rzystwa, z imponującą siwą brodą i dys­kretnym kucykiem.
Na początku lat 90. Adam Byzdra był jednym z tych związkowców, których Grzegorz Bierecki, architekt systemu SKOK-ów, przekonał do założenia kasy oszczędnościowo-kredytowej na modłę amerykańskich credit unions, czyli związ­ków kredytowych. Sam Bierecki kiero­wał Kasą Krajową - centralnym organem powołanym do koordynowania i nadzo­rowania systemu kas - aż do 2012 roku. Odszedł, gdy SKOK-i zostały objęte nad­zorem KNF.
Przygniatająca większość zakładanych wtedy kas (w szczytowym momencie było ich ćwierć tysiąca) nie przetrwała pró­by czasu. Zostały wchłonięte przez inne SKOK-i albo połączyły się w większe pod­mioty. Dziś kas zostało pół setki. Ta, któ­rą Byzdra początkowo zarządzał, a potem nadzorował z fotela przewodniczącego rady nadzorczej, powstała przy kopalni Mysłowice-Wesoła. SKOK Wesoła osiąg­nęła spektakularny sukces. Ma blisko 70 tys. klientów, oddziały w 12 wojewódz­twach, a wartość jej aktywów (głównie udzielonych kredytów i pozyskanych środ­ków finansowych) dochodziła do miliarda złotych.
Krewni związkowca porobili w mysłowickiej kasie błyskotliwe kariery: jeden syn został dyrektorem generalnym, dru­gi szefem oddziału w Tychach. Synowa była kadrową, a jej brat prezesem. Z tymże spowinowaconym prezesem Byzdra zasia­dał też w zarządzie lokalnego klubu spor­towego. Było familijnie, wszyscy znali się i lubili. Ba! W uznaniu zasług i kompe­tencji Adam Byzdra trafił nawet do rady nadzorczej Kasy Krajowej SKOK. Kwitną­ca SKOK Wesoła była sponsorką imprez okolicznościowych organizowanych przez mysłowicką Solidarność.
Jednak w tym roku impreza rocznico­wa z okazji Porozumień Sierpniowych będzie skromna. Okazało się bowiem, że kondycja finansowa SKOK Wesoła nie była aż tak dobra, jak można by są­dzić, obserwując rocznicową i związko­wą aktywność kasy. Przynosiła ogromne straty - w 2013 roku ponad 160 min zł, W maju tego roku Komisja Nadzoru Fi­nansowego oszacowała, że kasie brakuje aż 283 min zł na spłatę zobowiązań, czyli przede wszystkim na to, by ludzie, którzy kasie powierzyli swe pieniądze, mogli je wypłacić. Od nieuchronnego bankructwa SKOK Wesoła została uratowana dzię­ki przejęciu przez kontrolowany przez państwo bank PKO BP.
Na tym jednak sprawa się nie kończy. Prokuratura sprawdza przypadki dziw­nych kredytów udzielanych przez SKOK Wesoła. Przykład pierwszy z brzegu: klient złożył wniosek o wysoki kredyt na cele mieszkaniowe, ale zamiast hi­poteki jako zabezpieczenie przedstawił biznesplan swojej firmy. Kasa zabezpie­czenie przyjęła. - Osoby, które takie kre­dyty otrzymywały, nie były przypadkowe. To przedsiębiorcy skoligaceni z kierowni­ctwem SKOK-u Wesoła, którzy świadczyli dla kasy różnego rodzaju usługi, głów­nie doradcze - mówi Agnieszka Wichary z Prokuratury Okręgowej w Katowicach, która prowadzi postępowanie w sprawie nieprawidłowości w SKOK-u Wesoła.
Beneficjenci tego procederu - twierdzi Wichary - są do dziś formalnie dłużnika­mi SKOK-u Wesoła, ale wyegzekwowanie od nich należności jest w zasadzie nie­możliwe. SKOK Wesoła sprzedał bowiem wart 42 min zł pakiet nieregularnie spła­canych kredytów jednej ze śląskich firm fi­nansowych za 240 tys. zł.
- Ta transakcja to najważniejszy wątek postępowania. Próbujemy ustalić, czy te wierzytelności zostały uznane przez kasę za stracone w momencie ich sprzedaży, czy też już w czasie udzielania kredytów było wiadomo, że nie zostaną spłacone - dodaj e Agnieszka Wichary. Na razie pro­kuratura czeka na opinie biegłych.

Drenaż
Przejęcie takiej kasy to ryzyko. Wcześniej jedynie Alior Bank i Pekao SA zdecydowa­ły się na przejęcie dwóch niewielkich kas. Teraz kolejki do ratowania SKOK-u We­soła też nie było. I trudno się dziwić, bo przejmowanie SKOK-ów to żaden inte­res. Kasy kontrolują ledwie 1 proc. rynku, nie są więc (wbrew temu, co mówią bro­niący ich politycy prawicy) żadną konku­rencją dla banków. Ich klienci są niezbyt zamożni, więc bankom na ich przejęciu nie zależy.
- Ale do menedżerów banków zaczy­na docierać, że pozostawienie bankru­tującego SKOK-u bez pomocy to żadna alternatywa - mówi urzędnik z instytu­cji zajmującej się restrukturyzowaniem SKOK-ów. Bo choć aktywa kas stano­wią margines rynku finansowego, to ich kłopoty wydrenowały już co czwartą zło­tówkę pochodzącą ze składek, jakie ban­ki wpłaciły do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.
Można szacować, że PKO BP na pokry­cie strat SKOK-u Wesoła dostanie z BFG około 160 min zł.
Do tej pory największe spustosze­nie na kontach Bankowego Funduszu Gwarancyjnego wywołało bankructwo SKOK-u Wołomin. Wypłata pieniędzy na pokrycie ustawowo gwarantowanych depozytów kosztowała Bankowy Fun­dusz Gwarancyjny blisko 2,2 mld zł. Sze­fom wołomińskiego SKOK-u prokuratura postawiła szereg zarzutów, w tym udzia­łu w wyłudzającej kredyty zorganizowa­nej grupie przestępczej (sprawa szeroko opisywaliśmy na łamach „Newsweeka”). Kolejnych 800 milionów BFG wydał na wypłatę depozytów ze SKOK-u Wspól­nota. To pochodząca z Gdańsku jed­na z największych kas, która z hukiem upadla jesienią ubiegłego roku. Th także okolicznościami finansowej zapaści zain­teresowali się prokuratorzy. Prowadzą po­stępowanie, które ma wyjaśnić, skąd się wzięło to gigantyczne manko.

Transfer do Luksemburga
Trochę na ten temat wiadomo. Zarząd SKOK-u Wspólnota sprzedał pod ko­niec 2012 r. cały swój departament sprze­daży. Kawał firmy wraz z wyposażeniem i samochodami kupiła specjalnie powo­łana na tę okoliczność spółka Wspólno­ta Finanse - Towarzystwo Zarządzające SKOK. W radzie nadzorczej tej instytucji można znaleźć Kazimierza Janiaka, wie­loletniego szefa powiązanego ze SKOK-ami Stowarzyszenia Krzewienia Edukacji Finansowej. A także Jana Chmielewskie­go, sekretarza rady nadzorczej Kasy Kra­jowej SKOK. Wierchuszka. Ich spółka za dział sprzedaży SKOK-u Wspólnota za­płaciła nawet nie gotówką, tylko swoimi akcjami. Według prokuratury kasa na tym interesie straciła 78 min zł. A przy okazji kolejne 7 min na operacji zamiany na ak­cje Towarzystwa cennej nieruchomości we Wrocławiu.
Jakby tego wszystkiego było mało, SKOK Wspólnota podpisała jeszcze 66 umów na wynajem od wspomnianego Towarzy­stwa rozmaitych nieruchomości. Nieźle na tym popłynęła. - Umowy były dla kasy niekorzystne. Do dokładnego oszacowa­nia strat trzeba powołać biegłego - mówi Grażyna Wawryniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Prokuratorzy wzięli też pod lupę sprawę wierzytelności, jakie w latach 2012-2013 zo­stały wytransferowanie ze SKOK-u Wspól­nota do Luksemburga. A konkretnie do zarejestrowanej w tym raju podatkowym spółki ASK Invest, zależnej od Kasy Kra­jowej. Za pakiet złych kredytów opie­wających w sumie na 213 min zł SKOK Wspólnota dostała w formie zapłaty skryp­ty dłużne - rodzaj zobowiązania, że jeśli ASK Invest odnajdzie dłużnika i wyciśnie z niego dług, to zwróci kasie pieniądze po potrąceniu prowizji.
Odzyskanie długów zdarzało się jednak rzadko. Grażyna Wawryniuk: - W wyni­ku transakcji SKOK Wspólnota straciła fizyczną kontrolę nad tymi wierzytelnoś­ciami, a jednocześnie cały czas była obcią­żona ryzykiem z nimi związanym.
Efekty finansowe wytransferowania długów do Luksemburga bada biegły. Zresztą takie operacje były w systemie SKOK standardem, w zamian za skrypty dłużne kilkadziesiąt kas sprzedało zagra­nicznym podmiotom wierzytelności war­te w sumie 2 mld zł!
Prokuratura sprawdza też, czy zgodna z prawem była decyzja rady nadzorczej SKOK-u Wspólnota, która pomimo nara­stających kłopotów finansowych i widma bankructwa przyznała zarządowi w 2012 roku wygórowane wynagrodzenie.

Ile jeszcze?
Suma transferów z BFG do systemu SKOK w formie wypłat depozytów i pa­kietów ratunkowych dla kas przejmowa­nych przez inne podmioty wynosi na dziś 3,2 mld zł. A po doliczeniu dofinansowa­nia, jakie w tych dniach dostanie PKO BP, zbliży się zapewne do 3,5 mld. To 220 zło­tych na każdego pracującego Polaka, I na tym - niestety! - nie koniec.
W zeszłym tygodniu Rafał Matusiak, obecny prezes Kasy Krajowej, przeko­nywał na konferencji prasowej, że sytua­cja kas nie jest tak zła, jak to przedstawia Komisja Nadzoru Finansowego do spółki z ministrem finansów (w Sejmie Mateusz Szczurek porównał SKOK-i do piramidy finansowej). Jednak fakty są nieubłagane. Według Komisji Nadzoru Finansowego w samym tylko I kwartale tego roku stra­ta netto wszystkich kas razem wziętych wy­niosła 103 min zł. A ta liczba nie obejmuje pokontrolnych zaleceń KNF! Po tym bo­wiem, jak kontrolerzy na zlecenie Komisji prześwietlili księgi finansowe SKOK-ów, okazało się, że ich aktywa są warte znacznie mniej, niż kasy deklarowały. To spowodo­wało konieczność utworzenia rezerw i ob­niżenie wyniku finansowego. W rezultacie - według KNF - prawdziwa strata sektora po I kwartale powinna wynosić 718 min zł. Komisja podaje, że aby osiągnąć ustawo­wy wskaźnik wypłacalności kas na pozio­mie 5 proc. (na każde 100 zł aktywów kasa powinna mieć pokrycie w wysokości mini­mum 5 zł), SKOK-i trzeba by dofinansować przynajmniej miliardem złotych.
„Sytuacja kapitałowa wielu kas jest trudna. Bieżące tendencje w zakresie zyskowności i płynności kas nie wskazują, aby wraz z upływem czasu kasom udawało się samodzielnie rozwiązywać problemy” - napisali anali­tycy NBP w opublikowanym w ubiegłym tygodniu raporcie o stabilności rynku finansowego. Innymi słowy - kasy nie tyl­ko są w ciemnym tunelu, ale też nie widać, w jaki sposób mia­łyby z niego wyjechać bez podesłania im jakiejś kosztownej lokomotywy.
NBP zwraca uwagę, że wysycha główne źródło zasilania fi­nansowego kas, czyli depozyty. Po tąpnięciu na przełomie 2014/2015 roku wartość zdeponowanej w SKOK-ach gotów­ki stopniała o 7 proc., licząc kwartał do kwartału. To po części efekt niskich stóp procentowych, bankructwa SKOK-u Woło­min, ale też - jak zwracają uwagę analitycy NBP - problemów wizerunkowych po fali doniesień o kłopotach finansowych kas.
W zeszłym tygodniu KNF zainstalowała zarząd komisarycz­ny w dwóch kolejnych SKOK-ach. Niewykluczone, że Bankowy Fundusz Gwarancyjny znowu będzie musiał sypnąć groszem. Żeby starczyło mu na to pieniędzy, od listopada banki płacą prawie dwa razy wyższą składkę na BFG. To jeden z powodów podwyżek opłat i prowizji za usługi bankowe. Przypomnijmy nieśmiertelną frazę z „Rejsu” Piwowskiego: „I kto za to płaci? Pani płaci, pan płaci... Społeczeństwo”.

Fachowiec spod parasola
Rachunek za kłopoty finansowe SKOK-ów jest tak wysoki, bo politycy Prawa i Sprawiedliwości rozłożyli nad udzielnym księ­stwem Grzegorza Biereckiego parasol polityczny. Pierwsze po­mysły objęcia SKOK-ów państwowym nadzorem finansowym pojawiły się przecież już w 2006 roku. Gdy wreszcie w 2009 roku uchwalono stosowną ustawę, prezydent Lech Kaczyń­ski skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, co opóźniło wdrożenie nadzoru o kolejne trzy lata (stosowny wniosek do TK przygotowywał ówczesny minister w prezydenckiej kan­celarii Andrzej Duda). W tym czasie wartość depozytów po­wierzonych SKOK-om wzrosła prawie dwukrotnie, a szefowie systemu dokonali w nim przemeblowania. Kontrolująca Kasę Krajową SKOK i dysponująca majątkiem w wysokości 77 min zł Fundacja na rzecz Krajowych Związków Kredytowych zosta­ła w 2010 roku zlikwidowana, a jej majątek trafił do spółki SIN. Główny udziałowiec spółki (jej nazwa - nomen omen - po an­gielsku oznacza grzech) Grzegorz Bierecki, wspomniany sena­tor Prawa i Sprawiedliwości, wypłacał sobie wielomilionowe dywidendy.
Teraz zaś po rynku finansowym krąży plotka, że po ewen­tualnym przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość kon­trolowany przez państwo PKO BP zostanie zmuszony do przygarnięcia co bardziej toksycznych aktywów z sektora SKOK. Bez problemu znikną one w księgach największego pol­skiego banku i za parę lat o kłopotach kas i politycznych powo­dach tych kłopotów nikt już nie będzie pamiętał.
Po ujawnieniu kontrowersyjnych okoliczności przekształceń własnościowych na szczytach systemu SKOK Grzegorz Biere­cki, obecnie senator PiS, został, na własny wniosek, zawieszony wprawach członka klubu parlamentarnego. Niewykluczone, że ponownie wystartuje w jesiennych wyborach. - To dobry facho­wiec - uważa Marcin Mastalerek, rzecznik sztabu PiS.

LEGALNY NADZÓR

W ubiegłym tygodniu Trybunał Konstytucyjny badał zgodność ustawy o SKOK-ach z 2013 r. z konstytucją. Skarżący - głównie parlamentarzyści PiS - próbowali podważyć legalność nadzoru Komisji Nadzoru Finansowego nad kasami. Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, w którym ustawę uznał za konstytucyjną, zastrzegając jedynie, że parlament powinien wprowadzić do przepisów o SKOK-ach rozróżnienie na kasy małe i duże. Te pierwsze, drobne przyzakładowe podmioty działające na podstawie tradycyjnego modelu lokalnych kas oszczędnościowo-kredytowych, mają zostać objęte mniejszymi rygorami kontrolnymi. Nadzór KNF nad dużymi SKOK-ami pozostaje bez zmian.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz