PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 19 marca 2018

Stan nadzwyczajny



Mamy nową Krajową Radę Sądownictwa. A może nie mamy. Profesorowie Strzembosz i Zoll wydali oświadczenie, że decyzje nowej KRS będą prawnie nieważne. A za chwilę obsadzi ona ponad pięćset wakatów w sądach. I Sąd Najwyższy. Ci sędziowie będą wydawali wyroki.

Prawo i Sprawiedliwość nie martwi się prawnymi konse­kwencjami tego, co robi. Bo dla PiS prawne konsekwencje nie są ważne. Ważne są konsekwen­cje polityczne. Wszelkie inne poniesiemy my - społeczeństwo. I Polska. Mamy już Trybunał Konstytucyjny, w którym są­dzą osoby niebędące sędziami. I którym rządzą osoby wybrane na te funkcje z po­gwałceniem pisowskiej ustawy oraz kon­stytucji. Ten Trybunał wydaje wyroki (?) i inne rozstrzygnięcia. Ważne czy nie? Mamy słynne głosowanie „kolumnowe” w Sejmie. Mamy szereg ustaw przyjętych z naruszeniem regulaminu Sejmu i Sena­tu. Ważnych?
   I co my, ludzie przywiązani do prawa i praworządności, mamy z tym zrobić? Uprzeć się, że to akty prawnie nieważ­ne, i jak PiS - za dwa, sześć, dziesięć lat - straci władzę, to my to wszystko odkrę­cimy? Tylko jak?
   Czy może powinniśmy te wyroki-niewyroki, decyzje-niedecyzje, ustawy-nieustawy uznać, jak dziś uznajemy skutki decyzji np. Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego wydawanych w stanie wojennym, uzna­nym przecież przez TK (sprzed „dobrej zmiany”) za wprowadzony bezprawnie? Sytuacja jak w biblijnej przypowieści o są­dzie króla Salomona nad dwiema kobieta­mi wyrywającymi sobie dziecko. Ktoś w tej grze musi się zachowywać odpowiedzial­nie. I nic nie wskazuje, by był to PiS.
   Tylko że my nie mamy króla Salomo­na, który mógłby przywrócić sprawiedli­wość. Musimy żyć z tym, co jest.
   A jest powrót Marca ‘68. Jak wtedy: PiS „oczyszcza” kolejne instytucje. Wprawdzie nie pod hasłem eliminacji „syjonistów”, ale też chodzi o osoby niewłaściwego, bo niepisowskiego. pochodzenia. Tydzień temu, w przeddzień rocznicy Marca, PiS z Kukiz’ 15 powołały swoich przedstawicieli do KRS: 15 sędziów, z których 12 wysunę­li sędziowie zatrudnieni w Ministerstwie Sprawiedliwości lub sędziowie awansowa­ni niedawno przez ministra-prokuratora Zbigniewa Ziobrę na stanowiska prezesów i wiceprezesów sądów. Taki tryb zgłaszania i wyboru wskazuje, że wybrano osoby uza­leżnione od władzy PiS.
   Opozycja nie wzięła udziału w tym procederze. Kamila Gasiuk-Pihowicz (Nowoczesna) porównała w sejmowym wystąpieniu sędziów pomazańców PiS i Kukiz’15 do marcowych docentów: osób, którzy po Marcu ’68 zastąpili na uczel­niach wyrzuconych z nich naukowców.

Ludzie bez twarzy
Borys Budka (PO) zapowiedział, że twa­rze sędziów, którzy zgodzili się przyjąć po­sady po usuniętych w niekonstytucyjnej procedurze kolegach, zostaną pokazane społeczeństwu na billboardach - w na­wiązaniu do pisowskiej akcji „sprawie­dliwe sądy”, która przygotowywała propagandowy grunt do „reformy sa­downictwa”. To może być unikatowa oka­zja do zobaczenia tych twarzy, bo na razie wybrańcy władzy starannie je ukrywają. Nie zostali publicznie przedstawieni. Ich biogramy są niezwykle trudne do odnale­zienia na stronie Sejmu. Sejmowa komisja sprawiedliwości nie zaprosiła ich na posie­dzenie, na którym miała zaakceptować ich kandydatury, chroniąc ich w ten sposób nie tylko przed pokazaniem twarzy, ale też przed koniecznością odpowiedzi na py­tania posłów. Głosowano na „listę”, nie na osoby. To samo powtórzyło się podczas głosowania na posiedzeniu plenarnym. Nie wiemy nawet, czy pod ich kandyda­turami była wymagana liczba podpisów, bo podpisy popierających utajniono.
   Moralnym zwycięstwem środowiska sędziowskiego jest to, że w tych „wybo­rach” do KRS zgodziło się startować tylko 18 sędziów. Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL), przemawiając przed głosowaniem w sprawie KRS w Sejmie, mówił do sę­dziów kandydatów: „Mogliście wybrać drogę honoru sędziego Aleksandra Mogilnickiego. Wybraliście drogę hańby sędziego Klemensa Hermanowskiego”.
   Aleksander Mogilnicki to przedwojenny Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, który odmówił ulegania naciskom politycznym i został bezprawnie usunięty z urzędu przez sanacyjny rząd. Sędzia Klemens Hermanowski przeciwnie: pod dyktando rządzących skazał w tzw. procesie brzeskim działaczy opozycji, w tym Wincentego Witosa, na więzienie pod fałszywymi zarzuta­mi antypaństwowego spisku. Sędzia Mogil­nicki zeznawał wtedy jako świadek obrony.
   Być może w przyszłości sędziowie, którzy zgodzili się zostać prezesami i wiceprezesami sądów i członkami KRS w miejsce sędziów usuniętych z tych funkcji przed końcem kadencji, staną przed sądem dyscyplinarnym, który oceni, czy nie sprzeniewierzyli się god­ności zawodu sędziego. O możliwości takiej odpowiedzialności mówią dziś stowarzyszenia sędziowskie. Na razie PiS zapowiada stawianie przed sądem dyscyplinarnym za uchybienie godno­ści zawodu sędziów, którzy brali udział w sierpniowych „łańcuchach świateł”. M.in. Pierwszą Prezes SN Małgorzatę Gersdorf, byłego rzecznika i członka KRS sędziego Waldemara Żurka oraz sędziego Igora Tuleyę, który wydał szereg wyroków nic? po myśli PiS, a ostatnio nakazał pro­kuraturze wznowić śledztwo w sprawie tzw. głosowania kolumnowego w Sej­mie. Zajmą się tym sędziowie, których za chwilę do Izby Dyscyplinarnej w Są­dzie Najwyższym wybierze nowa KRS. Za swoją pracę dostaną o połowę wyższe uposażenie niż pozostali sędziowie SN.
   Posada w Izbie Dyscyplinarnej jest więc po prostu propozycją korupcyjną.

Bezprawnie. Ale co z tego?
Opinie wszelkich możliwych gremiów: od Komisji Weneckiej, przez OBWE, kra­jowe organy - jak Sąd Najwyższy, orga­nizacje pozarządowe, do sejmowego Biura Legislacyjnego, mówią o sprzecz­ności pisowskiej „reformy” sądownictwa z konstytucją, europejskimi konwencja­mi i standardami. W szczególności gdy chodzi o przerwanie kadencji dotychcza­sowych przedstawicieli sędziów w KRS i wybór nowych przez posłów.
   Profesorowie Adam Strzembosz, były Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, i An­drzej Zoll, były prezes TK i rzecznik praw obywatelskich, wydali oświadczenie: „Po­wołanie do Rady przez Sejm 15 sędziów jest jawnym złamaniem prawa zawarte­go w ustawie zasadniczej. Nadto nowy skład KRS będzie w oczywisty sposób sprzeczny ze składem Rady określonym przez Konstytucję, gdyż nie będzie w niej przedstawicieli Sądu Najwyższego i sądów wojskowych. W obecnej sytuacji czujemy się zobowiązani, świadomi swej odpowie­dzialności za obronę prawa głęboko zako­rzenionego w demokratycznych i wolno­ściowych dążeniach ruchu Solidarność, do stwierdzenia, że obecna KRS, powołana w nowym składzie, nie posiada kompeten­cji nadanej Radzie przez Konstytucję RP, a zatem jej uchwały z samej swej natury są nieważne. Wobec tego wszystkie skutki tych uchwał w postaci powołania na stano­wiska sędziowskie i awansowania do wyż­szych sądów w przyszłości będą musiały być co najmniej poddane weryfikacji co do merytorycznej zasadności”.
   Trudno się nie zgodzić. Ale jak ta nieważ­ność miałaby wyglądać w praktyce? Mogą się zdarzyć przypadki heroicznego oporu sędziów, którzy odmówią orzekania z no­minałami nowej KRS. I którzy z powodu udziału tych nominatów będą uchylać ich wyroki jako nieważne z powodu nienależy­tej obsady sędziowskiej. Ale będą też przy­padki współpracy - jak w dzisiejszym TK, gdzie „starzy” sędziowie zasiadają w skła­dach z dublerami sędziów. Niektóre sądy odwoławcze będą uznawać wyroki sędziów mianowanych z udziałem nowej KRS. I nie­które składy Sądu Najwyższego. Nie będą to pojedyncze wyroki i postanowienia, tyl­ko tysiące, dziesiątki, setki tysięcy - zależ­nie od tego, jak długo PiS porządzi.
   Oświadczenie profesorów Strzembo­sza i Zolla jest słuszne moralnie i praw­nie. Tylko nie bardzo możliwe w praktyce do zastosowania. PiS prowadzi politykę faktów dokonanych. Jak Putin: zajmu­je Krym - i Krym jest rosyjski, czy ktoś to uznaje czy nie.
   A my jesteśmy jak ta matka z przypo­wieści o królu Salomonie. Jeśli nie chcemy wprowadzić w obrocie prawnym (a więc w państwie) kompletnego chaosu, musi­my autoryzować bezprawność czyniona przez PiS. Nie jest to dylemat w państwie prawa nieznany. Np. 11 lat temu Trybunał Konstytucyjny orzekł, że instytucja ase­sora sądowego (niedawno przywrócona) jest sprzeczna z konstytucją, bo asesor nie jest niezawisły, co nie gwarantuje prawa do bezstronnego osądzenia spra­wy. Powstał dylemat, co z setkami tysięcy wyroków wydanych z udziałem aseso­rów. I stwierdzono m.in., że nie ma pod­staw, by je kwestionować, bo najczęściej orzekał w danej sprawie także sąd wyż­szej instancji, co „uzdrowiło” rozstrzy­gnięcie. Z kolei w 2014 r. Sąd Najwyższy orzekł, że wiceminister sprawiedliwości nie miał prawa przenosić sędziów w ra­mach tzw. reformy Gowina, bo to kompe­tencja ministra. Ale nie unieważnił wy­roków wydanych przez przeniesionych sędziów, bo zastrzegł, że jego wykładnia działa dopiero na przyszłość.
   Przykładów jest więcej. W państwie prawa jedną z wartości jest unikanie chaosu prawnego i ochrona pewności tzw. obrotu prawnego.
   Inna sprawa, że zagraniczne sądy, podobnie jak zagraniczne firmy i inne podmioty prawne, wcale nie muszą nas chronić przed chaosem. Będą podważać ważność niekorzystnych dla siebie wyroków polskich sądów, jeśli w składzie był sędzia powołany z udziałem nowej KRS. Będą się odwoływać do Trybuna­łu Sprawiedliwości UE w Luksemburgu i odmawiać wykonania wyroków. To już się dzieje: np. w sprawie przeciwko nie­mieckiej telewizji ZDF, której polski sąd nakazał przeprosiny za użycie sformuło­wania „polskie obozy zagłady”.

Białe księgi: księga władzy
Dwa dni po wyborze sędziów do nowej KRS premier Mateusz Morawiecki wręczył przewodniczącemu Komisji Europejskiej Jeanowi-Claude'owi Junckerowi „Białą księgę w sprawie reform polskiego wymia­ru sprawiedliwości” .To odpowiedź na zale­cenia Komisji w ramach procedury ochro­ny praworządności z art. 7 Traktatu o UE. Dokument ma blisko sto stron, co zapewne ma dowodzić, jak poważnie polski rząd po­traktował zastrzeżenia KE. Ale w rzeczywi­stości jest po prostu rozbudowaną wersją tego, co od dwóch lat polski rząd pisze w odpowiedzi na unijne zalecenia.
    „Biała księga” powstała na użytek UE, ale też suwerena. Ma udowadniać, że pol­ski wymiar sprawiedliwości trapiony jest od lat szeregiem patologii, że jest nie­udolny, skorumpowany i pozbawiony społecznego zaufania. Podobnie półtora roku wcześniej PiS uzasadniał „koniecz­ność naprawy” Trybunału Konstytucyj­nego. Z jakim skutkiem widać: Trybu­nał rozpatruje o połowę spraw mniej niż przed „dobrą zmianą”, jest przedmiotem kpin, a Trybunał w Strasburgu przestał wymagać, by przed skargą do niego spra­wa przeszła przez polski TK.
   Rząd jako dowód na konieczność reformy sądownictwa podaje niskie zaufa­nie obywateli do sądów. Tyle że zaufa­nie do np. Sejmu jest jeszcze mniejsze (29 proc. - sądy, 21 proc. - Sejm, bada­nie CBOS sprzed roku). Kolejny dowód: niesprawność sądów. Ale z rankingów UE (dane „Europejskiej tablicy Wymiaru Sprawiedliwości” za lata 2013-15) wyni­ka, że polskie sądy mieszczą się w gór­nych strefach średniej: sprawy karne - 5. miejsce, przed nami Dania, Estonia, Litwa i Austria. Sprawy sporne cywilne i gospodarcze -13. miejsce (na 27 unijnych krajów). Administracyjne - 6. miejsce.
   Rząd twierdzi, że polscy sędziowie mają „komunistyczną przeszłość”, dlatego trzeba im skrócić wiek stanu spoczynku. Tymczasem statystyczny polski sędzia ma 35-40 lat, a sędziów, którzy pracę za­wodową (niekoniecznie zresztą w sądow­nictwie) rozpoczęli jeszcze w PRL, jest ok. 10 proc. (tylu do 2020 r. osiągnie wiek stanu spoczynku: 60-65 lat).
   Kolejny dowód konieczności „reform” to „nierównowaga między władzami (...) ustawodawczą, wykonawczą i sądowni­czą”. Rząd przygotował lekarstwo: pod­porządkowanie prezesów sądów ministrowi-prokuratorowi i przejęcie sądownictwa dyscyplinarnego przez osoby wyznaczone do tego przez partię rządzącą. Nadzór poli­tyczny ma służyć „ochronie niezawisłości i przywróceniu równowagi władz”.
   W „Białej księdze” jest jeszcze o tym, że „sprawa braku publikacji wyroków [TK] nie ma znaczenia dla polskiego prawa”. I wywód, że rozwiązania przy­jęte przez PiS funkcjonują w rozmaitych krajach Europy i nigdy nie były kwestio­nowane. Rzeczywiście, są podobne roz­wiązania, co nie znaczy takie same. A to, że w jakimś kraju wybrany fragment or­ganizacji wymiaru sprawiedliwości jest podobny do pisowskiego, nie znaczy, że podobny jest cały system. Wreszcie: nie jest prawdą, że do przywołanych rozwiązań w innych krajach nie było wątpliwości i zastrzeżeń.
   Całość argumentacji rządu jest tak skonstruowana, by szczegółami przy­kryć mechanizmy, za pomocą których PiS odbudował peerelowski model za­rządzania wymiarem sprawiedliwości przez partię rządzącą.

Księga sędziów
Dobrze byłoby, by Komisja Europejska dostała też inną białą (może raczej czarną) księgę: pokazującą praktykę działań wła­dzy PiS wobec sędziów i instytucji wymia­ru sprawiedliwości.
   Np. tryb, w jakim minister-prokurator Zbigniew Ziobro odwoływał prezesów i wi­ceprezesów sądów: faksem, bez uzasad­nienia i bez wręczenia decyzji. To, że opinii publicznej podawał nieprawdziwe dane statystyczne świadczące o rzekomej nieudolności prezesów. Odwołana pre­zes Sądu Okręgowego w Krakowie Beata Morawiec pozwała go za to o naruszenie dóbr osobistych. Podobnie jak warszawska sędzia Justyna Koska-Janusz, którą za rze­komą nieudolność minister-prokurator Ziobro odwołał z delegacji do sądu okrę­gowego po tym, jak wydała niekorzystne dla niego rozstrzygnięcie w sprawie, którą wytoczył mu były szef PZU Jaromir Netzel.
   Z delegacji do sądu wyższej instancji odwołana została inna warszawska sę­dzia Katarzyna Kruk. Zbiegło się to z jej zaangażowaniem w sędziowską kryty­kę poczynań PiS wobec sądownictwa: była delegatką na zeszłoroczny Kongres Prawników Polskich w Katowicach, który przyjął niezwykle krytyczne uchwały.
   W alternatywnej księdze powinna się znaleźć informacja o śledztwie w spra­wie szczecińskich sędziów, którzy nie zgodzili się aresztować byłych prezesów Zakładów Chemicznych Police podej­rzanych o przestępstwa menedżerskie. Minister-prokurator Ziobro publicznie sugerował, że sędziowie działają na szko­dę śledztwa. Śledztwo było pokazowe. A sędziami zajęła się kierowana przez Ziobrę prokuratura.
   Warszawski sędzia Igor Tuleya po tym, jak nakazał prokuraturze podjąć umorzo­ne śledztwo w sprawie „kolumnowego” głosowania w Sejmie, dostał od wicepre­zesa sądu polecenie, by na piśmie wyjaśnił, dlaczego uzasadniając postanowienie, ujawnił informacje z postępowania przy­gotowawczego. Była to jasna sugestia, że może być oskarżony o przestępstwo nadużycia uprawnień (choć jeśli sprawa jest w sądzie, to sąd decyduje, jakie ma­teriały może ujawnić publicznie). Wice­prezes, który zwrócił się o wyjaśnienia, chwilę wcześniej był mianowany przez ministra-prokuratora Ziobrę. A teraz został wybrany do Krajowej Rady Sądownictwa.
   Prezesem Sądu Okręgowego w Suwał­kach został zaś sędzia Jacek Sowul, któ­ry uchylił uniewinnienie członków KOD i skazał ich za wybuczenie Marii Anders (swoją kampanię wyborczą do Senatu, z ramienia PiS, prowadziła, wykorzystu­jąc otwarcie wystawy o swoim ojcu w Ar­chiwum Państwowym w Suwałkach).
   W białej księdze powinien się znaleźć sę­dzia Wojciech Łączewski - był w składzie sądu, który skazał Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników z CBA za nad­użycie władzy podczas słynnej prowokacji w Ministerstwie Rolnictwa. Został przeniesiony do wydziału gospodarczego, a pro­kuratura już dwa lata bada, czy nie spi­skował z dziennikarzem Tomaszem Lisem przeciwko partii rządzącej. Jest śledzony i podsłuchiwany, a jego żona, prawniczka, szykanowana w TK (kazano jej pracować w piwnicy, by porządkowała archiwum, mimo że ma ciężką astmę).
   I sędzia Alicja Fronczyk, której wicemi­nister sprawiedliwości Patryk Jaki groził sądem dyscyplinarnym za to, że sądząc sprawę cywilną, w której był pozwany, nie uznała jego parlamentarnego immunitetu.
   W białej księdze powinien się też znaleźć sędzia, rzecznik byłej KRS Waldemar Żurek, postać symboliczna dla sędziowskiego sprzeciwu wobec reform PiS. Jego oświad­czenie majątkowe już od dwóch lat bada CBA. Od dwóch lat jest zastraszany przez nieznane osoby, o czym też informował w mediach.
   A jeśli opór sędziów przed uleganiem władzy wykonawczej będzie się dalej utrzymywał, księga może być na bieżą­co uzupełniana.
   Mamy w Polsce nieformalny stan nadzwyczajny, w trakcie którego zawie­szono reguły państwa prawa. Mamy też tradycję pisania dla międzynarodowych organizacji raportów z działań władz rzą­dzących w takim nadzwyczajnym trybie.
Ewa Siedlecka
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz