PiS - konstytucja 2010.pdf

czwartek, 18 stycznia 2018

Anioł Stróż



Był jednym z najpotężniejszych ludzi w Polsce. - Kolejowe firmy golił równo - mówi polityk PiS. Dziś senator Kogut nawet z przyjaciółmi nie rozmawia przez telefon

Wojciech Cieśla

Stanisław Kogut, były związ­kowiec i senator PiS, za dużo mówił przez telefon. Nie wiedział, że posłuchuje go CBA.
   Prokuratura chce mu postawić trzy zarzuty. Za obietnicę miliona złotych łapówki miał załatwiać sprawę wpisa­nia do rejestru zabytków hotelu i kina w Krakowie. Za 170 tysięcy - wpływać na zarząd PKP w sprawie rozbudowy dwor­ca. Za 24 tysiące - zorganizować lżejszą odsiadkę sponsorowi swojej fundacji.
   Kogut, lat 65, abstynent, kilka lat temu był jednym z najpotężniejszych ludzi w Polsce. Jednym telefonem mógł za­trzymać pociągi w całym kraju. Na kolei szeptano, że w PKP tak naprawdę rządzi nie prezes, tylko on, związkowiec ze sta­cji Stróże Wielkie na trasie z Tarnowa do Nowego Sącza.
   Senator schudł od trosk i nie spotyka się z dziennikarzami. Z przyjaciółmi nie rozmawia przez telefon. Kilka dni po No­wym Roku zwierzył się jednemu z nich: - Teraz wiem, jak się czuła ta Blida.

BOŻE DZIEŁO PO GODZINACH
Od końca lat 90. związkowiec Stanisław Kogut gardłuje na wiecach, a po cichu tworzy w Stróżach „boże dzie­ło” (tak nazywają je mieszkańcy, senator skromnie nie oponuje). We wsi Stró­że (572 numery domów) każde dzie­cko wie, jak tam trafić: trzeba skręcić za wiaduktem w prawo, a potem asfaltem lekko pod górkę.
Dzieło to kompleks brzydkich domów krytych blachą: gabinety ćwiczeń, hospicjum, ośrodek dla chorych na stwardnienie rozsiane. Na niemal każdym budynku imię świętego patrona, i przed stadionem granitowy papież. Przed siedzibą fundacji - plastikowy ojciec Pio.
   Centrum szkoleniowo-rehabilitacyjne, które prowadzi Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym, to największy pracodawca w okolicy, zatrudnia niemal 300 osób. Wystarczy, żeby Kogut no­tował rekordowe poparcie w wyborach - w ostatnich zdobył 111 tysięcy głosów, to był najlepszy wynik w Polsce.
   Mówi jeden z senatorów PiS: - Staszek nie wziął z fundacji złotówki, ale ma na jej punkcie zupełnego bzika. Nie znam człowieka, od którego by nie ściągnął pieniędzy. Kto poznał Staszka, ten pła­ci! na Stróże.
   Polityk PO znający Koguta: - Krzy­kacz. W pierwszym momencie odrzuca, ale gdy go poznajesz, nabierasz sym­patii. Takie ma DNA, zacietrzewiony genetycznie.

KOGUT SIEDZI I RZĄDZI
Mieszkańcy regionu o Stróżach mówią „Kogutowo”.
   O stylu Koguta, przez który wieś do­robiła się przezwiska, opowiada polityk prawicy.
   - Pod koniec lat 90. zgłosił się do mnie znajomy przedsiębiorca. Miał prob­lem z lokalem na jednym z dworców. Staszek kazał nam przyjechać do biu­ra. Stawiamy się, a tam scena jak z „Ojca chrzestnego”: siedzi Kogut i odsłuchuje kilkunastu petentów. Zaczyna starsza kobieta: „Córka prowadziła z zięciem stoisko na dworcu. Ale ten mąż to był zły człowiek, bardzo zleją traktował i teraz chce jej zabrać stoisko”. „Bił ją? - dopytuje Kogut. - A dzieci ma cór­ka?”. „Ma, ma”. „To zły człowiek ten mąż, mówi pani?” - upewnia się Kogut. „Straszny". „Dobrze, załatwione. Córka będzie mieć to stoisko”.
   Po kobiecie odzywa się mężczyzna: „Prowadziłem punkt gastronomiczny, ale wspólnik mnie oszukał. Chce przejąć biznes. Czy może pan mu to uniemożli­wić?". „Ale jak ten wspólnik oszukał?". Tak i tak. „Dobrze, wierzę. Masz ten punkt dalej, wspólnik niczego nie dosta­nie” - uspokaja Kogut. I tak przez półto­rej godziny.
   Senator PO: - On tak właśnie funkcjo­nuje: gada, załatwia, organizuje. Capo di tutti capi Sądecczyzny. Bardzo bogoboj­ny. Zawsze mówi to, co myśli.
   Do Stróż nie dojeżdża się łatwo: z gminnego Grybowa to jeszcze kilka­naście kilometrów przez góry. Zaraz na początku wsi, za stacją Orlenu, mieszka senator: dom przeciętny, o dyskusyjnej urodzie. Żadne luksusy.
   Kiedyś był tu węzeł kolejowy, w dwor­cowym barze stał kaflowy piec. I dziś w powietrzu czuć dym z węgla, a stacja wygląda tak, jakby na niej kończyły się tory. Kilka pociągów do Nowego Sącza, wiata dla autobusów, wzgórza upstrzone domami. Z płotu na stadionie Kolejarza, który kiedyś nieomal wślizgnął się do eks­traklasy, zwisają resztki plakatów piłkar­skiego turnieju Kogucik dla młodzieży.
   Droga na Grybów to jedyna prome­nada dla 30 tysięcy kuracjuszy, którzy co roku przyjeżdżają do Stróż (część do fundacji Koguta przysyła ZUS)
   Koledzy senatora, którzy bywali w Stróżach, mówią, że wioska niepełno­sprawnych to tak naprawdę prezent dla dzieci Koguta. Poseł PiS: - Jedna z jego córek, Ewa, chciała wyjechać do Indii pomagać trędowatym. Staszek się wzru­szył, ale nie pozwolił. Zbudował jej wio­skę z niepełnosprawnymi na miejscu.
   Prezesem zarządu fundacji jest Sta­nisław Kogut, członkiem zarządu jest Grzegorz Kogut, syn senatora. Pracę w fundacji znaleźli też drugi syn i syno­wa. Oraz córka, która chciała jechać do Indii. Do tego jeszcze kilkunastu pociot­ków Koguta.

MY JESTEŚMY KOLEJORZE
Bezpośredni, jowialny, z góral­skim akcentem. Ostentacyjnie religij­ny. O Kogucie po raz pierwszy robi się głośno w latach 90., gdy jako działacz kolejowej Solidarności grozi zatrzyma­niem pociągów w całym kraju. W listo­padzie 1998 roku straszy, że zrobi strajk na cztery fajerki. Do Stróż, do związkow­ca Koguta, przylatuje śmigłowcem pre­mier Jerzy Buzek. Opowiada były prezes PKP: - Oficjalnie przyjechał na rozpo­częcie budowy wioski niepełnospraw­nych. Przy okazji poprosił Koguta, żeby nie strajkował.
   Z biegiem lat Kogut rośnie w siłę. Wie, kiedy grozić strajkiem - zawsze przed świętami albo wakacjami. U dziennikarzy budzi sympatię: nie owija w bawełnę. Pod Sejmem kolejarze dmą w wuwuzełe i skandują: „My jesteśmy kolejorze, Sta­szek Kogut nam pomoże!”. O Kogucie mówią właśnie tak: nasz Staszek.
   On sam swoje sympatie polityczne określa krótko: ..AWS, Jan Paweł II i Ra­dio Maryja”.
Trafia do rady nadzorczej PKP, jeź­dzi do Warszawy, zostaje wiceprze­wodniczącym sejmiku małopolskiego. A w 2005 r. - senatorem PiS.
   Tymczasem „boże dzieło rośnie jak na drożdżach. Do Stróż ciągną piel­grzymki polityków i sponsorów.

MOJE UŁOMKI
Jeden z pracowników fundacji Oprowadza mnie po terenie: - Przedszko­le integracyjne, ośrodek rehabilitacji, wszystkie zabiegi w jednym budynku - zachwala. Obok stadionu dla niepełno­sprawnych (na murawę trzeba się wspiąć po betonowych schodach) szkielet gma­chu, jeszcze bez okien i drzwi, z tablicz­ką: Narodowe Centrum Autyzmu. Po sąsiedzku hospicjum.
   W kilku budynkach przy stołach pra­cują niepełnosprawni ze Stróż, Bobowej, Łużnej, Grybowa, a nawet z odległego Biecza.
   Stanisław Kogut, bezpośredni i jo­wialny. o pensjonariuszach mówi ciepło: „moje ułomki”.
   Przy wejściu do ośrodka rehabilitacji - tablica z nazwiskami ofiar katastrofy w Smoleńsku i plakat krucjaty różań­cowej. W holu - przeszklone gablotki ołtarzyki: pióro Jerzego Buzka, pamiąt­ki ze spotkań z papieżem, identyfikator senatora ze zjazdu PiS. W gablocie tra­gedii smoleńskiej - wizytówka Piotra Nurowskiego.

TAKIE TROCHĘ WYMUSZENIE
Widok niepełnosprawnych wzrusza. Gdy wczytać się w raporty fundacji Sta­nisława Koguta, wdać, że „boże dzieło” urosło na państwowym - i że na hospi­cjum i warsztatach integracyjnych moż­na nieźle zarobić.
   Fundacja to gigantyczne przedsiębior­stwo, co roku ma od 10 do 14 milionów przychodu. Audytor, gdy bada jej księ­gi, o fundacji pisze, że ma „nadpłynność finansową”.
   Przez 20 lat fundację regularnie za­silają PFRON, samorząd województwa, powiat, a nawet Kancelaria Premie­ra. Ma status zakładu pracy chronionej. Centrum rehabilitacji i fundacja dostają pieniądze z budżetu.
   Stanisław Kogut ma taki styl, że choć gorąco wierzy w Boga, to w kontak­tach międzyludzkich się nie patyczkuje. Spółki skarbu i prywatne firmy - kto chce żyć dobrze z senatorem, ten płaci na fundację.
   W hospicjum znajduję mosiężną tab­liczkę: dwadzieścia materacy do hy­dromasażu ufundowali Maria i Lech Kaczyńscy.
   Senator PiS: - Kolejowe firmy go­lił równo. To były takie trochę wymu­szenia emocjonalne. Jeżeli odmówisz Staszkowi, to Staszek przestanie cię lu­bić. Wszystko odbywało się lege artis.

TO INO DLA LUDZI
Były prezes PKP Jakub Karnowski: - Wszyscy się go bali. W końcu stworzy­liśmy własną fundację PKP, żeby ograni­czyć wypływ pieniędzy.
   Były pracownik krakowskiego PKP: - Kolega próbował negocjować obniże­nie stawek za sprzątanie wagonów przez monopolistę na lokalnym rynku. Usły­szał. że nie da rady, bo firma musi finan­sować fundację.
   Były senator PO: - Czy próbował coś „zorganizować” dla siebie? Wątpię, to nie ten typ. On po prostu lubi splendor. Lubi być darzony szacunkiem. Być zawo­dowym aniołem.
   Były pracownik PKP: - Kogut komen­tował wpłaty: Tysiąc? Bardzo dobrze! Trzysta? No chyba oszalał! Bardziej wyrafinowaną formą było zawieranie umów przez spółki PKP z firmami, któ­re -jak się potem okazywało - wpłaca­ły na fundację.
   Polityk PO: - Był blisko z biznesem. Nie unikał, a właściwe - oczekiwał kon­taktu. Trochę jak w dowcipie: poma­gał biednym przez pomaganie bogatym. Mówił: przecież ja to wszystko nie dla siebie robię, ino dla ludzi.

PRAWDZIWEK JAK OJCIEC
Rządy pierwszego PiS. Kogut jako se­nator krąży po najwyższej orbicie. Ko­lejowy ekspres Józef Bem Warszawa-Budapeszt zatrzymuje się we wsi Stró­że, pasażerowie mówią o nim „Intercity Kogut”.
   Ale w 2008 r. dyrektor jednej z kolejo­wych spółek pisze do prezesa PiS i pro­kuratury donos. Oskarża o zmuszanie kolejarzy do wpłat na fundację i ręczne sterowanie kadrami.
   Prokuratura wszczyna śledztwo - i je umarza. Kogut, zawieszony wcześniej wprawach członka PiS, wraca do partii.
   O Grzegorzu, synu senatora, w Stró­żach mówią, że w rodzinie najmniej uda­ny. Miał być piłkarzem, ale jakoś nie wyszło. Kogut senior to zapalony ki­bic. Po YouTubie krąży film, na którym w czasie meczu lży sędziego: - Ty dziadygo! Za co, szmaciarzu, dajesz kartkę? Ty kretynie! Do budy wejdź! Gówno się na piłce znosz, ino drzesz się tu!
   Andrzej Person, były senator: - Ten filmik to ustawka. Staszek klnie, a kątem oka patrzy w kamerę. On krzyczy przez cały czas, ale serce ma po dobrej stronie.
Polityk PO znający Koguta junio­ra: - Prawdziwek, taki jak ojciec, żaden biznesmen.
   Grzegorz odchodzi ze sportu, próbu­je być menedżerem, pracuje w fundacji.
Ma firmę, która handluje akcesoriami telefonicznymi.
   W 2009 r. zatrzymuje go CBA za sprze­dawanie meczów skorumpowanym sę­dziom. Kogut junior idzie na współpracę z prokuraturą, poddaje się karze.

STRZEŻCIE SIĘ FARYZEUSZY
Od 2015 r. donosy na Koguta krążą między Stróżami i Nowym Sączem a cen­tralą PiS coraz częściej.
   W terenie były kolejarz nie ma łatwo - walczy z frakcją Arkadiusza Mularczy­ka, ziobrysty, który kiedyś uciekł z PiS.
   Czy na zjeździe PiS w Nowym Sączu rok temu przeczuwa, że może mieć kło­poty? - Strzeżcie się wilków w owczych skórach, faryzeuszy! - grzmi z mównicy. Jest w bojowym nastroju: - Nie jestem złodziejem! Mam cudowną żonę, cu­downą rodzinę, a kto kapuje, to podwa­ża wychowanie mojej mamy, która mnie nauczyła, żeby człowiekowi pomagać.
   Kogut nie wie jeszcze, że zaraz po przejęciu władzy przez ekipę PiS zaczę­to go tropić CBA. Będzie tropić dwa lata. A Kogut jest Kogutem: dużo mówi, zała­twia, działa tak, jak działał zawsze.
   Kilka dni przed świętami CBA zatrzy­muje biznesmena, który miał mu dać łapówkę (jego firma była sponsorem fundacji). Do aresztu trafia biznesmen i Grzegorz, syn senatora. On sam zrzeka się immunitetu. Decyzja, co zrobi z nim prokuratura, zapadnie w tym tygodniu.

KAMIENIE OSZCZERSTW
Stróże nie wierzą w winę Koguta. Niby świat jest już tak urządzony, że ci, co na górze, zawsze kradną Ale przecież po­magał, jak potrafił najlepiej, bezpośred­nio, prawda, mając kontakt z ludźmi.
   Na Facebooku działa grupa „Wspie­ramy senatora Stanisława Koguta”, ma 1500 członków’. Same ciepłe opinie, lu­krowana wdzięczność i złość na „kamie­nie oszczerstw”.
   Znajomy Kogutów: - Staszek przygasł. Uważa, że ta historia to robota Ziobry, ale kiedy pytam, czy gadał za dużo przez te­lefon, to tylko wzdycha. Jeszcze mu się nie udało umówić z prezesem Kaczyń­skim, ale wciąż ma nadzieję. Powiedział mi skromnie, jak to on: „Bóg i historia mnie osądzą”.
   Wzdłuż zakurzonej drogi do Grybowa trudno znaleźć miejsce na obiad. Jedyny czynny lokal to bar na dworcu. Zupa za trzy złote, flaczki za siedem. Schludnie ciepło. Na daszku nad barem logo właś­ciciela: fundacji senatora Koguta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz