PiS - konstytucja 2010.pdf

piątek, 19 stycznia 2018

Gabinet odnowy



Rekonstrukcja rządu to pierwszy wystrzał w kampanii wyborczej 2019 r. Ma doprowadzić PiS do większości konstytucyjnej w następnej kadencji Sejmu. Czy ta wizerunkowa akcja się powiedzie?

Przebudowa jednej trzeciej gabinetu stanowi logiczne dopełnienie wcześniejszej o miesiąc wymiany pre­miera ze „swojskiej” Beaty Szydło na „światowego” Mateusza Morawieckiego. Było z tego powodu trochę płaczu i zgrzytania zębami na dalekiej prawicy („za­miast pierwszego szeregu PiS rządzi trzeci garnitur Platformy”), ale powody do zmartwień mają też PO i Nowoczesna. Co prawda nie zmienia się system polityczny, który instaluje w Polsce    PiS, ale wizerunek ekipy nieco się poprawił.
   PiS po kolejnej operacji plastycznej może przyciągnąć trochę wy­borców niezdecydowanych, tych, których straszył Antoni Maciere­wicz, denerwował Jan Szyszko czy śmieszył Witold Waszczykowski, a nieprzywiązujących aż takiej wagi do kwestii ustrojowych. Kto wie, czy nie istotniejsze jest jednak zagrożenie demobilizacją wyborców partii opozycyjnych - Jarosław Kaczyński do spółki z Morawieckim usunęli bowiem z widoku większość najłatwiejszych dla nich celów.

Kaczyński zrzuca balast
Czterech ministrów było dla PiS największym obciążeniem i cała czwórka straciła stanowiska. Dymisji Waszczykowskiego i Kon­stantego Radziwiłła spodziewali się wszyscy. Szef dyplomacji był jednoosobową fabryką gaf i nie miał przyjaciół w partii. Singlem był też minister zdrowia, któremu na finiszu zaszkodził protest le­karzy rezydentów. Także los Szyszki był przesądzony - minister środowiska jako twarz wycinki Puszczy Białowieskiej słabo nadawał się do gabinetu Morawieckiego, który ma poprawić relacje Polski z Unią Europejską. Już na początku grudnia posłowie PiS spodzie­wali się odejścia Szyszki; na posiedzeniu klubu 5 grudnia dworo­wali sobie z prezentacji slajdów ministra. Po kilku kpinach („przy­nieść ci piłę? ”) Szyszko się obraził i przerwał wykład o Puszczy. Jego następca Henryk Kowalczyk dał się poznać jako bardzo sprawny i stroniący od konfliktów szef Komitetu Stałego Rady Ministrów.
   Największym zaskoczeniem była dymisja Macierewicza. W po­niedziałek 8 stycznia - dzień przed rekonstrukcją - pierwsza poin­formowała o niej POLITYKA INSIGJJT, a wiadomość została przy­jęta z niedowierzaniem. Macierewicz to wiceprezes PiS, a przede wszystkim postać dla tej formacji symboliczna: idol „Gazety Pol­skiej”, Radia Maryja oraz najtwardszych zwolenników teorii o za­machu smoleńskim. Wielu komentatorów, także po prawej stro­nie, było więźniami paradygmatu o nietykalności ministra obrony. Na parę godzin przed uroczystością w Pałacu Prezydenckim TVP Info i niezalezna.pl (internetowa mutacja „Gazety Polskiej”) zgodnie informowały, że Macierewicz jest bezpieczny. Wiele wska­zuje na to, że także sam minister był swoją degradacją zaskoczony.
   Po namyśle można ją jednak uznać za rozwiązanie dla poli­tycznych interesów PiS racjonalne. Macierewicz był skłócony z prezydentem, a jego wpływy w rządzie malały. Wiosną zeszłego roku komisja powołana przez Kaczyńskiego usunęła z partii jego asystenta Bartłomieja Misiewicza. Toczył się konflikt ministra z koordynatorem służb Mariuszem Kamińskim. Jesienią fotel prezesa Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych stracił zaufany Macierewicza Piotr Woyciechowski na rzecz człowieka Mariusza Błaszczaka. Równolegle Kaczyński zaczął wygaszać temat Smoleńska. Zbliża się poza tym sezon wyborczy, a w PiS mocna jest tradycja chowania Macierewicza na czas kampanii.
   Obrońcy Macierewicza, przede wszystkim ze stajni naczelne­go „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza, ostro skrytykowali dy­misję, ale starannie dobrali sobie przeciwnika. Aby nie podpaść Kaczyńskiemu, zaatakowali Andrzeja Dudę („prezydent stanął tam, gdzie stało ZOMO”). Rolę prezesa PiS pominęli, a przecież to nie Duda z Morawieckim pozbyli się ministra obrony, decy­zję podjął Kaczyński. Wybiórczość krytyki łatwo zrozumieć, karmiona pieniędzmi z reklam spółek Skarbu Państwa „Gazeta Polska” nie może sobie pozwolić na wojnę z PiS. Zwłaszcza tuż po przyznaniu tytułu ludzi ćwierćwiecza „GP” Lechowi i Jarosła­wowi Kaczyńskim oraz po nagrodzie człowieka roku klubów „GP” dla Morawieckiego.
W podobnym położeniu znajduje się o. Ta­deusz Rydzyk, który w rekonstrukcji stracił dwóch przyjaciół, bo także Szyszko był blisko toruńskiej radiostacji. Dyrektoro­wi Radia Maryja dużo lepiej idzie w biz­nesie niż w polityce; nie wystąpi otwarcie przeciw PiS, wiedząc, że za żadnej władzy nie będzie mu lepiej niż za tej.
   Klub PiS przyjął odwołanie Macierewicza ze spokojem więk­szym niż dymisję Beaty Szydło; były minister nie ma tam swoich szabel. Płonne są raczej nadzieje opozycji, że z dymisji ministra obrony zrobi się wojna na prawicy, choć konflikt z prezydentem będzie pewnie gorący.
   Całkiem inna logika doprowadziła zaś do dymisji Anny Streżyńskiej. Minister cyfryzacji zaszkodził brak zaplecza partyjnego i manifestowanie niechęci do polityki.

Po nowemu i po staremu
Nowy rząd jest średnio trzy lata młodszy od tego sprzed rekon­strukcji. Odeszło dwóch najstarszych ministrów (Szyszko i Macie­rewicz), weszli ludzie urodzeni w latach 70.: Teresa Czerwińska, Łukasz Szumowski i Jadwiga Emilewicz. W ten trend wpisałby się też niedoszły minister spraw zagranicznych Krzysztof Szczerski, ale - jak twierdzą nasi rozmówcy - przesadził w negocjacjach, żą­dając teki wicepremiera. I tak ministrem został nieznany szerzej podsekretarz stanu w MSZ Jacek Czaputowicz, były szef Krajowej Szkoły Administracji Publicznej.
   Nowy gabinet ma być ekipą fachowców. Rząd został odpoli­tyczniony; po raz pierwszy w III RP spoza parlamentu są premier, minister finansów, szef dyplomacji, ministrowie rozwoju, przed­siębiorczości i zdrowia. To też ma sprzyjać unikaniu konfliktów, wygładzaniu kantów, łagodniejszej retoryce. Ale jest i ciemna strona - nowi ministrowie są anonimowi dla posłów PiS, co może prowadzić do nieporozumień i konfliktów.
   Żadnych eksperymentów nie ma oczywiście w sferze dla Ka­czyńskiego najważniejszej - ministerstwach siłowych. Odejście Macierewicza wymusiło przejęcie resortu obrony przez Błaszczaka, przez co do rządu musiał wejść Joachim Brudziński, by wziąć Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Szef struktur PiS długo wzbraniał się przed wejściem do rządu, ale - jak wytłumaczył w esemesie - „Jak powiedziała Ewa Wachowicz, premierowi się nie odmawia”.
   Służby wciąż kontroluje Kamiński, który będzie miał więcej do powiedzenia w wywiadzie i kontrwywiadzie wojskowym, do tej pory lennach Macierewicza. Sygnałem zmian jest dy­misja Piotra Bączka, szefa SKW związanego z byłym mini­strem obrony.
   Warto przy tym zauważyć, że Brudziński, Błaszczak i Kamiń­ski jako wiceprezesi PiS stoją w partyjnej hierarchii wyżej niż sam premier.
Stanowisko zachował Zbigniew Ziobro, ale z rekonstrukcji wy­szedł osłabiony. Nowy premier nie jest jego sojusznikiem jak Szy­dło, a jego relacje z prezydentem są lodowate.

Zaufani eksperci Morawieckiego
Dużo zmieniło się w gospodarczej części rządu, w której pre­mier cieszy się szeroką autonomią. Superresort rozwoju został po­dzielony na Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, które objął Jerzy Kwieciński, oraz Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, któremu szefuje Emilewicz. Ministerstwo Finansów po Morawiec- kim przejęła Czerwińska. Premier wykonał w ten sposób sprytny ruch. Zyskał sojuszników, którzy wcześniej z nim współpracowali jako wiceministrowie w rozwoju i finansach.
   Zmiany podporządkowane są ekonomicznym zamysłom Mo­rawieckiego i politycznym celom PiS. Dla utrzymania poparcia i wygrania wyborów w 2019 r. kluczowe jest podtrzymanie ko­niunktury gospodarczej.
   Kwieciński, do niedawna wiceminister rozwoju, będzie odpowiadał za realizację strategii rozwojowych, m.in. Stra­tegii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, oraz wykorzysta­nie funduszy europejskich. To one będą paliwem dla wzrostu inwestycji w kolejnych kilku latach. „Realizujemy zapowie­dzi kierownictwa PiS: silniejszą orientację na gospodarkę, żywsze zainteresowanie sprawami europejskimi” - powie­dział Kwieciński.
   Już następnego dnia po zaprzysiężeniu wraz z ministrem in­frastruktury Andrzejem Adamczykiem uczestniczył w podpisa­niu umowy na wykonanie projektu modernizacji kolejowej linii średnicowej w Warszawie. Do 2023 r. inwestycja może koszto­wać miliard złotych. Następnego dnia asystował przy podpisy­waniu umów inwestycyjnych z samorządami przez Polski Fun­dusz Rozwoju.
   Kwieciński nie jest politykiem. Ma konserwatywne poglądy. Był wiceministrem rozwoju regionalnego w rządzie PiS w latach  2005-07. Jest postrzegany jako ekspert od funduszy unijnych, ma dobre relacje w Brukseli. Jest lojalny wobec Morawieckiego, którego porównuje do dyrygenta orkiestry.

Minister od start-upów
Emilewicz, podobnie jak Kwieciński, była wiceministrem roz­woju. Politycznie związana jest z Jarosławem Gowinem. Za rządów Jerzego Buzka w latach 1998-2002 pracowała w Kancelarii Premie­ra w departamencie spraw zagranicznych. Później została wykła­dowczynią w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, której współzałożycielem i rektorem w latach 2003-11 był Gowin.
   Nowa minister, tak jak Gowin, najpierw kojarzona była z kon­serwatywnym skrzydłem PO, ale od 2013 r. była w partii Gowina Polska Razem. Teraz jest wiceprezesem jego partii Porozumienie. W 2014 r. bez powodzenia kandydowała do Parlamentu Europejskiego, kilka miesięcy później z listy PiS zdobyła mandat radnej sejmiku małopolskiego.
   W resorcie rozwoju dała się poznać jako sprawna menedżerka sprzyjająca start-upom. Nazwa jej resortu wskazuje, czym ma się zajmować: wspieraniem firm, szczególnie tych małych i średnich, promowaniem wydatków na badania i rozwój oraz innowacyjno­ścią. Kompetencje jej ministerstwa są podobne do resortu gospo­darki w czasach PO-PSL.
   Przed Emilewicz stoi trudne zadanie, także polityczne. Jej dzia­łania mają ulżyć ok. 2 mln mikroprzedsiębiorstw. Od ich skutecz­ności będzie zależało, czy rzesza osób prowadzących działalność gospodarczą poprze PiS.
   Emilewicz już zapowiedziała szybkie przyjęcie przez Sejm tzw. konstytucji biznesu i dodatkowe ułatwienia. „Chcielibyśmy, aby składki na ubezpieczenie społeczne były uzależnione od uzy­skiwanego przychodu” - ogłosiła w TVP Info.

Finanse pod kontrolą
Czerwińska - nowa minister finansów - pochodzi z rodziny pol­skich emigrantów z łotewskiego Dyneburga, ma duże doświad­czenie akademickie. Jest specjalistką od inwestycji, zwłaszcza towarzystw ubezpieczeniowych i funduszy emerytalnych.
   W grudniu 2015 r. Gowin ściągnął ją na stanowisko wicemini­stra do resortu nauki i szkolnictwa wyższego, gdzie odpowiadała m.in. za kwestie budżetowe. W czerwcu 2017 r. przeszła do resortu finansów, gdzie zajęła się przygotowaniem budżetu na 2018 r. Nie miała więc problemów z wejściem w nową rolę, gdy w zeszłym tygodniu posłowie zajmowali się przyjęciem ustawy budżetowej na ten rok.
   Czerwińska nie ma zaplecza politycznego i będzie wykonawcą woli Morawieckiego. Plan jest prosty: uszczelnić maksymalnie sys­tem podatkowy, by mieć pieniądze na finansowanie programów społecznych PiS - 500+ czy obniżenie wieku emerytalnego - i nie doprowadzić do załamania finansów.
   Jak na razie plan idzie dobrze, wsparciem dla rządu jest świet­na koniunktura. Deficyt budżetowy w zeszłym roku nie przekro­czył 30 mld zł, mimo że zakładany był na poziomie niemal dwa razy wyższym.
Czerwińska i kierowany przez nią resort przejdzie próbę już w lutym, gdy wszystkie mikrofirmy będące podatnikami VAT, w su­mie 1,6 mln podmiotów, będą musiały po raz pierwszy złożyć Jed­nolity Plik Kontrolny, czyli wysyłany co miesiąc zestaw informacji o zakupach i sprzedaży. Jeśli coś pójdzie nie tak, rządowi trudniej będzie zdobyć przychylność osób prowadzących mikrobiznesy.

Osłabiony Adamczyk, zamieszanie w cyfryzacji
Niespodzianką jest utrzymanie stanowiska przez Adamczyka. W rządzie Morawieckiego będzie jednak odgrywał mniejszą rolę niż u Szydło. Z nazwy jego ministerstwa zniknęło słowo „budow­nictwo”, teraz jest to tylko Ministerstwo Infrastruktury.
   Kaczyński krytykował Adamczyka za opieszałość w realizacji programu Mieszkanie+. To kluczowa obietnica PiS, której efektem ma być budowa tysięcy tanich mieszkań na wynajem z regulowa­nym przez państwo czynszem. Kaczyński chciałby mieć widoczny efekt programu już w tym roku, bo jesienią odbędą się wybory samorządowe, a mieszkania w ramach programu mają powstawać w dużej mierze w miastach powiatowych.
   W komunikacie rząd napisał, że budownictwo, a w szczególności zadania związane z realizacją programu Mieszkanie+, zostanie przekazane „do nowych struktur powstałych po zmianach w dzia­łach administracji rządowej”. Tymczasowo zadania te... pozostały w resorcie infrastruktury, ale nadzór nad nimi sprawuje premier.
   Adamczyk skupi się więc na inwestycjach drogowych i kolejo­wych. Lotnictwem zajmie się Mikołaj Wild, pełnomocnik rządu ds. budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, który do tej pory był sekretarzem stanu w KPRM, a teraz będzie nim w resorcie infra­struktury. Jego zadaniem będzie realizacja wartej ponad 30 mld zł inwestycji, którą politycy PiS lubią porównywać do budowy Gdyni.
   Ciekawie jest wokół resortu cyfryzacji. Początkowo wydawało się, że ministerstwo zostanie zlikwidowane, bo w Pałacu Prezydenckim nie powołano nowego ministra. Streżyńska nie kryła zdziwienia. „Pełne zaskoczenie u @prezydentpl. Nie ma samodzielnego mi­nisterstwa cyfryzacji” - napisała na Twitterze. Szybko okazało się, że resort zostaje, ale nadzór nad nim przejmie Morawiecki.
   Jeszcze przed rekonstrukcją na nowego ministra typowany był m.in. wiceminister finansów Piotr Nowak, ale jego kandydaturę prawdopodobnie przekreśliła przeszłość zawodowa. Przez kilka miesięcy pracował bowiem w Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ministrem mógł zostać młody poseł PiS Paweł Szefernaker, ale wolał przejść na wiceministra do Brudzińskiego.
   Według RMF FM osobą pełniącą obowiązki ministra (pod nad­zorem premiera) zostanie wiceminister cyfryzacji Marek Zagórski, który podobnie jak Emilewicz jest wiceprezesem partii Gowina. To jednak raczej tymczasowe rozwiązanie.

Co wynika z rekonstrukcji
Zmiany w rządzie zostały przeprowadzone na raty, co wzmac­nia Morawieckiego. Nowy premier wystąpił w roli współautora zmian, a nie jedynie ich obserwatora. Zyskał także Gowin, którego ucieszyły nie tylko decyzje personalne, lecz także zmiana retoryki i prawdopodobne ocieplenie relacji z prezydentem.
   Celem rekonstrukcji jest umocnienie przewagi PiS nad opozy­cją, dowiezienie jej do wyborów w 2019 r. i zdobycie większości konstytucyjnej. Warunkiem powodzenia tego planu jest poprawa relacji z Brukselą. Morawiecki nie cofnie zmian w sądownictwie, ale korekta kursu w innych dziedzinach jest prawdopodobna. KRRiT wycofała się właśnie z kary dla TVN (a pod znakiem zapyta­nia stanęła ustawa o dekoncentracji mediów), rząd zadeklarował też, że podporządkuje się decyzji w sprawie Puszczy Białowieskiej. Dzieje się tak oczywiście nie z sympatii rządzących do TVN czy miłości do drzew, lecz po to, żeby wytrącić argumenty opozycji.
   W krótkiej perspektywie rekonstrukcja wygląda na operację dość udaną, zwłaszcza że towarzyszy jej seria błędów PO i No­woczesnej przy okazji projektów aborcyjnych. Na horyzoncie rysuje się jednak kilka gróźb. Obóz Kaczyńskiego jeszcze nigdy nie był tak rozciągnięty - jednocześnie flirtuje z narodowcami, chwaląc ich Marsz Niepodległości, i sięga po polityczne cen­trum. Niewiele łączy Macierewicza i Dudę, Gowina i Ziobrę, a i sam Morawiecki nie zapuścił jeszcze głęboko korzeni w par­tii rządzącej. W gabinecie Morawieckiego ponownie jest mini- rząd stricte polityczny: Błaszczak, Brudziński, Ziobro, Kamiński, nad którym kontrola premiera zapewne będzie limitowana. Jedności zaś sprzyjają dwa czynniki - przywództwo Kaczyń­skiego i wysokie sondaże, ale one nie są dane raz na zawsze.
Leszek Baj, Wojciech Szacki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz