PiS - konstytucja 2010.pdf

środa, 10 stycznia 2018

Kościół toruński i jego wyznawcy


„Słuchałem ojca Rydzyka i byłem upokorzony jego pychą” - mówił 20 lat temu prymas Józef Glemp. Dzisiaj nikt, kto dba o swą pozycję w polskim Kościele, nie odważyłby się na taką krytykę toruńskiego redemptorysty

Dominacja Tadeusza Rydzyka w polskim Kościele jest dziś oczy­wistością. Sprzyjający mu proboszczowie i za­konnicy to ogromna i zdyscyplinowana armia, nawet jeśli nie wszyscy domini­kanie czy jezuici kochają „ojca Tade­usza”, a niektórzy wręcz odważają się go krytykować. Sprzyjający Rydzykowi hierarchowie zdominowali polski Epi­skopat, choć (zapewne) nie stanowią w nim większości. Ostentacyjnie wy­chwalają przy każdej okazji toruńskiego redemptorystę, atakują zaś tych, którzy odważą się na jego krytykę.
   Natomiast przeciwnicy Radia Maryja w Episkopacie ostrożnie milczą. Nikt, kto pragnie zachować swoją pozycję w polskim Kościele, nie odważa się już na głośną krytykę Rydzyka.


BEZKARNY I POŻĄDANY
Podczas gdy na księdza Adama Bo­nieckiego nakładane są kolejne za­kazy publicznego wypowiadania się, gdy wypychany jest z Kościoła ksiądz Wojciech Lemański, Tadeuszowi Ry­dzykowi nie grozi żadna kara, żadne upomnienie, żaden zakaz publiczne­go zabierania głosu. Choć to przecież on szerzy nienawiść, dzieli Polaków, a 30 lat demokratycznej transformacji w Polsce nazywa „eksterminacją pol­skiego narodu”.
   Z tej niekwestionowanej siły Rydzy­ka w polskim Kościele wynika jego siła w polskiej polityce. Politycy PiS upra­wiają jego kult - jedni żarliwie, inni cynicznie. Ale nawet w rozmowie z nie­jednym posłem czy samorządowcem PO, PSL, a nawet SLD można usłyszeć: „Nie, tego nie zrobię, bo w moim okręgu wyborczym proboszcz lub biskup mnie zniszczy”. Oczywiście chodzi o pro­boszczów i biskupów z nurtu radiomaryjnego, a nie biskupa Grzegorza Rysia, kardynałów Kazimierza Nycza i Wojcie­cha Polaka czy ojca Tomasza Dostatnie­go. Ale kapłani i hierarchowie „Kościoła toruńskiego” nie widzą przeszkód, by wskazywać „prawdziwym Polakom ka­tolikom”, których kandydatów i które partie powinni poprzeć albo potępić.
   Kiedy w Polsce zdobyła władzę pra­wica wychowana na Radiu Maryja, Ta­deusz Rydzyk otrzymał od państwa wsparcie na skalę, na jaką wcześniej polski Kościół nie mógł liczyć. Dziś każ­de wsparte przez media ojca Tadeusza roszczenie o własność, żądanie pienię­dzy z budżetu państwa czy samorządu, wniosek o ministerialne wsparcie dla inwestycji lub inicjatywy proboszcza albo biskupa musi zostać załatwione pozytywnie. To znów wtórnie przekła­da się na potęgę Rydzyka w polskim Kościele.
   Tadeusz Bartoś, były dominikanin, wypchnięty z Kościoła wraz z paro­ma innymi przedstawicielami „nurtu posoborowego”, przypomniał kiedyś o innym bezpośrednim instrumencie siły, jakim dysponuje Rydzyk. Parafia wspierająca Tadeusza Rydzyka i skła­dająca mu publiczny hołd może liczyć na nagłośnienie w Radiu Maryja, Tele­wizji Trwam czy na promocję w „Na­szym Dzienniku”. A to przekłada się na liczbę wiernych, a więc także na pienią­dze dla kapłanów czy dla kościoła. Zaś proboszcz lub biskup choćby wstrze­mięźliwy wobec poczynań ojca dyrek­tora zostaje przez jego media ukarany. W sposób namacalny, natychmiastowy, bolesny.

BUDOWANIE IMPERIUM
Nie zawsze ojciec Tadeusz Rydzyk był tak wszechmocny. Wieloletni pry­mas Polski, kardynał Józef Glemp, któ­rego nikt przy zdrowych zmysłach nie uznałby za lewaka czy liberała, nie tyl­ko rozumiał, że Rydzyk jest trucizną w polskim Kościele, ale też potrafił to głośno powiedzieć. W głośnym liście z 1997 roku do prowincjała redempto­rystów (czyli formalnego zwierzchnika Tadeusza Rydzyka) pisał bez ogródek: „Ojciec Rydzyk, mimo popularności i poparcia wielkich rzesz, nie może żą­dać dla siebie przywilejów i stać ponad prawem...”, „nie można szerzyć przeko­nania, że teraz przeżywamy najtrudniej­sze czasy, zasada: kto nie jest z nami, jest przeciwko nam, nie jest zasadą ewan­geliczną”. Stawiając kropkę nad „i”, do­dawał: „Sam słuchałem ojca Rydzyka i byłem upokorzony jego pychą”.
   W 2002 roku, u progu kampanii przed referendum w sprawie przystąpienia Polski do UE, kiedy antyunijna propa­ganda Rydzyka zderzała się czołowo z prounijnym stanowiskiem Jana Pa­wła II, prymas Glemp zagroził nawet zamknięciem parafialnych biur Radia Maryja.
   Ta groźba nie została zrealizowana nawet w archidiecezji warszawskiej, która podlegała bezpośrednio księdzu prymasowi, nie mówiąc już o diecezjach kierowanych przez biskupów sprzyja­jących ojcu Rydzykowi. Jednak wtedy jeszcze przynajmniej można było Radio Maryja w Kościele krytykować.
   Robił to choćby ks. Adam Boniecki, nie ryzykując wówczas kary kościelnej. Krytyczni wobec Radia Maryja bisku­pi - jak Józef Życiński czy Tadeusz Pie­ronek - odgrywali jeszcze ważną rolę w polskim Kościele.
   Jan Rokita mówił wtedy - niezbyt może precyzyjnie od strony teologicz­nej, jednak zgodnie z intuicją wielu polskich katolików - o podstawowym sporze pomiędzy Kościołem toruńskim (Rydzyka) i Kościołem łagiewnickim (sięgającym od „liberałów” w rodzaju Życińskiego po cywilizowanych „kon­serwatystów” w rodzaju Dziwisza, na­uczających Ewangelii, nie ideologii).
   Co sprawiło, że Kościół toruński ostatecznie rozgromił Kościół łagiew­nicki?
   Jednym z powodów było zaostrze­nie wojny kulturowej, lęk przed sekula­ryzacją, który opanował część polskiego Kościoła. Szczególnie po tym, jak po ot­warciu europejskich granic wielu mło­dych Polaków „zagłosowało nogami” - wybierając życie w krajach, gdzie Kościół katolicki od dawna nie ma już władzy.
   Nauczanie Jana Pawła II odegrało w tym sporze rolę nieoczywistą i nie­jednoznaczną. Tadeusz Rydzyk nie słu­chał polskiego papieża, gdy ten popierał nasz akces unijny albo nawoływał do dialogu z innymi religiami i niewierzą­cymi. Jednak wszelkie jego słowa o za­chodnim liberalizmie jako cywilizacji śmierci albo ostrzeżenia, że demokra­cja bez religijnych wartości „zmienia się w jawny lub ukryty totalitaryzm”, były brane na sztandary Kościoła toruńskiego.
   A po śmierci Karola Wojtyły ojciec dyrektor mógł już zupełnie bezkarnie wypreparować z całego jego nauczania wszystko, co dotyczyło lęku przed idącą z Zachodu sekularyzacją.
   I tak Radio Maryja stało się pożąda­nym sojusznikiem wszystkich nurtów antyliberalnej prawicy, uczestniczą­cych w tej wojnie kulturowej. O Radiu Maryja zaczęły wówczas mówić ciepło nawet osoby, które wcześniej nie afi­szowały się publicznie ze swoim kato­licyzmem -jak Zdzisław Krasnodębski, Ludwik Dorn czy Ryszard Legutko. A ci polscy katolicy, którzy od początku nie mogli się odnaleźć w zbyt dla nich ot­wartym i „miękkim” Kościele posobo­rowym - jak Marek Jurek, Paweł Lisicki czy Wojciech Cejrowski - Kościół to­ruński wręcz uznają za swój dom.

WOJNA NA NOŻE
Jednak o ostatecznym triumfie Rydzyka przesądziła nie jakaś sub­telna wojna kulturowa, ale zwyczajna polska wojna na noże. Po roku 1989 pol­ski Kościół triumfuje - zdobywa wciąż nowe pozycje, realny wpływ na władzę i własność. Ale im instytucja jest silniej­sza, tym bardziej bezkarnie czują się jej najsłabsi duchem, najbardziej moral­nie zepsuci przedstawiciele. Wybuchają kompromitujące Kościół skandale.
   W 2001 roku w podkarpackiej Tyla­wie wybucha głośny skandal, gdy na jaw wychodzą pedofilskie praktyki dłu­goletniego proboszcza miejscowości (ostatecznie został skazany przez sąd, ale wcześniej osłaniał go sam arcybi­skup Józef Michalik).
   Rok później media (także katolickie) ujawniają skandal związany z mole­stowaniem przez arcybiskupa metro­politę poznańskiego Juliusza Paetza kleryków z poznańskiego seminarium duchownego.
   W 2005 roku IPN ujawnia doku­menty, z których wynika, że dominika­nin Konrad Hejmo przez wiele lat był współpracownikiem komunistycznych służb PRL, donosił na Jana Pawła II, a także dostarczał informacji, któ­re mogły pomóc SB w zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszki.
   W każdej z tych spraw Tadeusz Ry­dzyk wraz ze swoimi mediami stawał po stronie oskarżanych o pedofilię, mole­stowanie czy agenturalność - demon­strując, że będzie bronić duchownych przed wszelkimi zarzutami i krytyka­mi, nieważne, czy formułowanymi z ze­wnątrz, czy od wewnątrz Kościoła.
   Przełomowa okazuje się sprawa abp. Stanisława Wielgusa. Gdy w 2006 roku ma objąć stanowisko metropolity warszawskiego, wypływają informacje o jego wieloletniej współpracy w PRL z IV Departamentem MSW (zajmują­cym się zwalczaniem Kościoła). Wy­bucha spór o przeszłość, który głęboko dzieli cały polski Kościół - bynajmniej nie według linii dawnego podziału na Kościół łagiewnicki i Kościół toruński. Hierarchowie, którzy sami mają prob­lemy z przeszłością (a jest to spora część Episkopatu), stają wówczas w obro­nie Wielgusa. Jako jeden z nielicznych publicznie wzywa do jego ustąpienia abp. Tadeusz Gocłowski. Dzielą się die­cezje i zakony, kłócą się ze sobą domini­kanie i jezuici. A Tadeusz Rydzyk i jego Radio Maryja okazują się po raz kolejny lojalnymi obrońcami, wręcz opoką pol­skiego instytucjonalnego Kościoła.

MOC ODPUSZCZANIA GRZECHÓW
Toruński redemptorysta zastoso­wał metodę, której później nauczy się od niego Jarosław Kaczyński. Odpusz­czał grzechy przeszłości, stosując jedno proste kryterium: „Niezależnie od tego, co robiłeś w przeszłości i co robisz dzi­siaj, ja obmyję cię z grzechów i poczucia winy, jeśli będziesz lojalny wobec Koś­cioła instytucjonalnego i złożysz hołd osobiście mnie oraz Radiu Maryja”.
   W ten sposób do armii Rydzyka, któ­ra pozwoliła mu podbić polski Koś­ciół, zaciągnęli się dawni członkowie PRON, którzy poparli stan wojenny, m.in. Ryszard Bender czy Jędrzej Gier­tych; kapłani, którzy utrzymywali agenturalne kontakty z IV Departamentem MSW, i duchowni pedofile; członkowie PZPR-owskiej nomenklatury, którzy Wałęsy i Michnika nienawidzili zarów­no przed 1989 rokiem, jak i później.
   Tadeusz Rydzyk nie pytał niko­go o moralność. Oczekiwał wyłącznie posłuszeństwa. A sojusz najbardziej cynicznej prawicowej polityki z najbar­dziej zdeprawowaną wersją religii został skonsumowany ostatecznie, gdy w jaw­nej części „listy pedofilów” Zbigniewa Ziobry nie znalazł się żaden ze skaza­nych księży, nawet ten, którego uznano za winnego gwałtu na 13-latce.
   W ten sposób Kościół Rydzyka wy­brał ziemską potęgę i władzę przeciw Ewangelii. A najsmutniejsze jest to, że uznając nieformalne zwierzchnictwo Tadeusza Rydzyka, podobnego wybo­ru dokonała tak duża część polskiego Kościoła.
Cezary Michalski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz