PiS - konstytucja 2010.pdf

środa, 31 stycznia 2018

Kulisy odwołania Macierewicza


Politycy PiS spodziewali się, że ludzie Antoniego Macierewicza zawistują teczkami. Mówiono nawet o domniemanych „kwitach na Morawieckich”. To miało się przyczynić do dymisji szefa MON. „Wprost” poznał kulisy sprawy.

Anna Gielewska

Wprost” udało się ustalić, że źródłem krążących na za­pleczu obozu władzy plotek o „kwitach na Morawieckich” mogły być opowieści dawnego świadka komisji orlenowskiej. Jego sensacyjne zeznania Antoni Macierewicz traktował przed laty bardzo poważnie. Wtedy, kiedy obciążały politycznych oponentów.
   Członek rządu: - Już kilka tygodni przed dymisją Macierewicza w PiS i na rządowym zapleczu było słychać, że ludzie Antoniego w służbach mogą sięgnąć po jakieś kwity, żeby się bronić. Ale nikt nie wiedział, o co chodzi, krążyły tylko piętrowe plotki.
   O tym, że odejście byłego szefa MON „poprzedziła próba gry aktami komuni­stycznych służb specjalnych mającymi ob­ciążyć Mateusza Morawieckiego i jego ojca Kornela”, napisała kilka dni temu „Gazeta Wyborcza”. W kręgu PiS miały się pojawić enigmatyczne informacje, że „mogą się ukazać kompromitujące materiały z akt SB i Stasi” Źródło „GW” w IPN zapewnia, że domniemane „kwity” są bezwartościowe i nie stanowią obciążenia dla Morawieckich.
   Prezes PiS uznał opowieści o kwitach za niewiarygodne. Jednak już same plotki na rządowym zapleczu o tym, że środowisko Macierewicza może tych opowieści używać do rozgrywek politycznych, doprowadziły ostatecznie do dymisji szefa MON.
    „Wprost” udało się ustalić, co może się kryć za tą sprawą. Kluczem jest tu postać byłego świadka komisji orlenowskiej Andrzeja Czyżewskiego, który kilkanaście lat temu obciążał długą listę polityków za związki z mafią paliwową. W internecie, na skrajnie prawicowych stronach, krąży zaś nagranie sprzed kilkunastu miesięcy, w któ­rym Andrzej Czyżewski wprost oskarża Ma­teusza i Kornela Morawieckich o „związki ze służbami specjalnymi”. Czyżewski w tym nagraniu twierdzi, że jest w posiadaniu „informacji i dokumentów” na ten temat, które miał rzekomo uzyskać z niemieckiej instytucji lustracyjnej, tzw. Urzędu Gaucka. Żadnych „dokumentów” na potwierdzenie tych słów jednak nie przedstawia. Twierdzi również, że te informacje przekazał już w przeszłości Antoniemu Macierewiczowi, którego zna jeszcze z czasów wspólnego internowania w Iławie.
   Te sensacyjne doniesienia Czyżewskiego mogły być ostatnio dla Macierewicza wyjątkowo kłopotliwe. O ile bowiem wiarygod­ność byłego świadka komisji orlenowskiej dawno budziła wątpliwości prokuratury, o e dla Macierewicza i jego środowiska był on postacią kluczową w odkrywaniu po - wiązań mafii paliwowej. Piotr Bączek, były już szef Służb Kontrwywiadu Wojskowego jako dziennikarz „Głosu” pisał właśnie na podstawie rewelacji Czyżewskiego teksty o „Grupie trzymającej ropę”, obciążające głównie polityków lewicy.
TRUPY Z SZAFY
Cofnijmy się więc do 2005 r. Antoni Ma­cierewicz jest wtedy gwiazdą sejmowej komisji śledczej do spraw PKN Orlen. W rozpracowanie mafii paliwowej pełną parą angażuje się jego pismo „Głos”. Ga­zeta Macierewicza szeroko przedrukowuje opowieści byłego działacza Solidarności Andrzeja Czyżewskiego. Czyżewski to były polski prokurator, który ma obywatelstwo niemieckie. Pracował w niemieckich spółkach związanych z branżą paliwową. „Głos” publikuje wówczas na przykład „listę Czyżewskiego”, zawierającą nazwiska czołowych polityków lewicy i biznesmenów. Jego zeznania Macierewicz traktuje
poważnie. - Zeznania pana Czyżewskiego uzyskały bardzo zasadnicze potwierdzenie w zeznaniach ludzi związanych z tymi spółkami, które były infiltrowane bądź manipulowane, bądź używane przez służby specjalne (...). I te zeznania nam się po prostu pokrywają, zarówno jeśli chodzi o by, jak i jeśli chodzi o mechanizmy” - ił poseł orlenowskiej komisji śledczej wiosną 2005 r.
   Pewne wątpliwości ma jednak krakow­ska prokuratura prowadząca sprawę mafii paliwowej. Przebywający w Niemczech An­drzej Czyżewski jest bowiem ścigany listem gończym, nie chce przyjechać do Polski a przesłuchanie. Prokuratura w Zielonej Górze usiłuje od 2002 r. postawić mu zarzut z dawnego kodeksu handlowego dotyczący działania na szkodę spółki Danszoft, a także zarzut związany z zatajeniem informacji o , że zasiadał w jej władzach.
   Ostatecznie krakowscy śledczy, prowa­dzący śledztwo dotyczące mafii paliwowej, przesłuchują Czyżewskiego na odległość, w obecności członków orlenowskiej komisji, w maju 2005 r. Ten sam Andrzej Czyżewski po kilku latach ujawni dziennikarzom RMF sensacyjne kulisy tamtego przesłuchania.
Otóż opowie, że Antoni Macierewicz i Zbi­gniew Wassermann przed przesłuchaniem przyjechali do jego mieszkania w Hamburgu i konsultowali z nim zakres zeznań. A ściślej - mieli namawiać go do omijania wątków dotyczących prawicy, w tym finansowania PC. Macierewicz z Wassermannem mieli przylecieć do mieszkania Czyżewskiego - spędzić tam ponad siedem godzin, przed­stawiając wtedy świadkowi „katalog pytań i odpowiedzi, jakich ma udzielać przed krakowską prokuraturą”.
   Po tej publikacji RMF Wassermann udziela stacji wywiadu i... potwierdza, że dzień przed przesłuchaniem był z Macierewiczem u Czyżewskiego w Hamburgu.
- Spotkałem się z nim, byłem z ministrem Macierewiczem w Niemczech, ale zaprze­czam, by była jakakolwiek rozmowa, mająca mieć wpływ na treść jego zeznań. Takie informacje to bajki, które można puszczać w dobranocce - zastrzegał były koordynator do spraw służb w pierwszym rządzie PiS.
   Po co w takim razie polecieli wtedy do Hamburga? O czym przez tyle godzin rozmawiali ze świadkiem? Te pytania do dzisiaj nie znalazły odpowiedzi. Zadała je sobie co prawda prokuratura w 2007 r.,
już po zmianie władzy, ale niewiele z tego wynikło. Kiedy prokurator pojechał do Hamburga przesłuchać Czyżewskiego na okoliczność jego rozmowy z Macierewiczem i Wassermannem, ten odmówił zeznań.
- Nie zamierzam, mimo być może poważ­nych dla mnie konsekwencji, wziąć udziału w polowaniu na Macierewicza, którego z przyjemnością i szacunkiem wspominam z okresu wspólnej „odsiadki” w iławskim więzieniu w latach 80. - oświadczył wtedy Czyżewski w rozmowie z „Gazetą Polską”, która nazywała go „najważniejszym świad­kiem w sprawie tzw. mafii paliwowej”. Na marginesie dodajmy, że po kilkunastu latach śledztwa w tej sprawie prokuratorom nie udało się udowodnić ani tezy o paliwowej ośmiornicy, ani jej związków z całą listą przewijających się w niej polityków, wy­mienianych przez Czyżewskiego. Przez ludzi związanych ze służbami czy organami ścigania od początku był traktowany z re­zerwą, wielu dziennikarzy szybko uznało jego rewelacje za „fantastyczne podejrzenia".
   Teraz, w nagraniu sprzed kilkunastu miesięcy, które wciąż krąży w sieci, Czyżewski twierdzi, że opowiedział Macierewiczowi i Wassermannowi także o „związkach Morawieckich ze służbami specjalny­mi”. - Tę wiedzę przekazałem w 2006 r. po raz pierwszy panom Wassermannowi i Macierewiczowi, którzy uzyskali ode mnie materiały, z którymi następnie udali się do panów Kaczyńskich - opowiada Czyżewski w nagraniu. A w odpowiedziach przesłanych na pytania „Wprost” dodaje: „Z Antonim Macierewiczem widziałem się osobiście w styczniu 2007 r., przekazując mu m.in. dokumenty do powstającego »Aneksu do Raportu o Likwidacji WSI«.
   Co na to sam Macierewicz? Niestety, przewodniczący podkomisji smoleńskiej nie odpowiedział na przesłane przez nas pyta­nia. Co z tego wynika? Andrzej Czyżewski, gdy opowiadał o mafii paliwowej i obciążał lewicę czy PO, był dla Macierewicza wia­rygodny, a jego zeznania - wstrząsające. Kiedy opowieści Czyżewskiego dotykają ludzi z jego obozu, zapada cisza.
   Antoni Macierewicz przez lata swojej polityczności działalności osiągnął jednak perfekcję w budowaniu aury posiadania tajemnej, niedostępnej wiedzy. Ściśle tajnej. Taka metoda pozwalała rzucać cień podejrzeń, gdy jednak padały konkretne pytania - zręcznie wycofywał się, odpowiedzi pozostawiając w sferze niedomówień. Powoływał się przy tym często właśnie na zeznania kontrowersyjnych świadków, np. Grzegorza Żemka - bohatera afery FOZZ, którego opowieści znalazły odzwiercie­dlenie w raporcie z likwidacji WSI. I do zeznań którego Macierewicz odwoływał się w trakcie swych licznych procesów sądowych już po publikacji raportu.
   Czy tym razem Antoni Macierewicz dostał rykoszetem? Wiele wskazuje, że to właśnie opisana wyżej historia była źró­dłem plotek w PiS o tym, że środowisko Macierewicza w służbach może zawistować jakimiś „kwitami”. Plotek, które doprowa­dziły ostatecznie do jego dymisji.

POSŁANIEC SZCZERSKI, SZOK I NIEDOWIERZANIE
Wtorek, 9 stycznia, wczesnym rankiem do Pałacu Prezydenckiego wpada zdyszany szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. Do niedawna prawa ręka Macierewicza w resorcie obrony, zaprzyjaźniony z nim rodzinnie. Z zalakowaną kopertą udaje się prosto do gabinetu Haliny Szymańskiej, szefowej Kancelarii Prezydenta. 0 7.30 wręcza jej wnioski premiera o dymi­sje ministrów, co uwiecznia zdjęciem w mediach społecznościowych. Chwilę później przez Pałac Prezydencki niosą się już szepty o odwołaniu Macierewicza, ale nawet współpracownicy Andrzeja Dudy, który od dawna naciskał na tę dymisję, nie mogą w nią uwierzyć. Rozmówca z pała­cu: - Nie dowierzaliśmy. Czekaliśmy na ministrów, którzy mieli odebrać dymisję. Nie spodziewał się.
   Jeden z uczestników uroczystości: - Kiedy dostał dokument z dymisją, był jak porażony. Wychodząc, jakoś tak się okręcił, że nawet zapomniał jej zabrać. Zawrócił po chwili.
   Był swoją dymisją kompletnie zaskoczo­ny. Spodziewał się zgoła innego przebiegu wydarzeń. Do ostatniej chwili przed ogło­szeniem zmian w ramach rekonstrukcji pra­wicowe media powoływały się na „pewne” informacje, że szef MON zostaje w rządzie. On sam w wywiadzie w TVP Info, kilka dni po swojej dymisji, przyznał, że dowiedział się o niej dopiero w Pałacu Prezydenckim od ministra Krzysztofa Szczerskiego. - Jeżeli chodzi o bieżące wydarzenia, tak, było za­skoczeniem [odwołanie - red.], jeżeli chodzi o pewną ocenę generalną, długofalową, polityczną, nie było zaskoczeniem. [...] Szczegóły zostawmy, może kiedyś w pa­miętnikach do nich wrócimy - zapowiedział były szef MON.
   Kilka szczegółów jednak zdradził. Py­tany, czy prezes PiS wyjaśnił mu powody dymisji, odpowiedział tajemniczo: - Była między nami rozmowa, ale ja nie zadawałem pytań, raczej odwrotnie, prezes zadawał py­tania, ale nie zamierzam tego drążyć - uciął.
   Chodzi o rozmowę, która odbyła się w święto Trzech Króli. Nasz rozmówca z rządu: - Według mojej wiedzy, z tej rozmowy Kaczyński - Macierewicz już właściwie wynikało, że ta dymisja nastąpi. Morawiecki od początku domagał się, by Macierewicza w jego rządzie nie było. Swoją rolę odegrali także Amerykanie i prezydent Andrzej Duda.
   Z nieoficjalnych informacji wynika, że Macierewicz dostał propozycję objęcia funkcji wicemarszałka Sejmu, którą jednak miał zdecydowanie odrzucić. Ostatecznie został szefem smoleńskiej podkomisji, czyli de facto podwładnym swojego następcy, ministra Mariusza Błaszczaka.
   Może więc z bliska obserwować, jak przez ministerstwo przetacza się miotła Błaszczaka. Zdymisjonowani zostali już najważniejsi współpracownicy Macierewicza - tak w re­sorcie, jak i wojskowych służbach. Zmiany czekają spółki zbrojeniowe. Z nieoficjalnych informacji wynika, że mają się wiązać z au­dytem, jaki przeprowadziło w nich CBA. Błaszczak przywrócił też do pracy w Żan­darmerii Wojskowej kapral Annę, której historię opisał Onet.pl. Zapoczątkowała ona serię materiałów dotyczącą przypadków mobbingu i molestowania w armii.
   To zatem nic innego jak wielkie sprzą­tanie po rządach Macierewicza, tożsame z wypowiedzeniem mu zaufania przez Nowogrodzką. Sytuacja staje się nieco ab­surdalna: z jednej strony Błaszczak czyści, z drugiej Macierewicz publicznie składa solenne zapewnienia o swej lojalności.
   Jak długo? - Dopóki sondaże pokazują ponad 40 proc., nic się nie zadzieje. Macierewicz nie ma innego wyjścia, jak przyjąć do wiadomości tę sytuację. Przyczai się, będzie delikatnie kąsać i czekać na odwrócenie kart - podsumowuje rozmówca z rządowego zaplecza.
   Na razie więc tylko podszczypuje - a to ministrów Jarosława Gowina i Jadwigę Emilewicz, a to prezydenta Andrzeja Dudę, powtarzając w wywiadach, że prezydent ma obowiązek upublicznić aneks do raportu z likwidacji WSI. - Tutaj to zerwanie z tą pępowiną sowiecką powinno się do końca zrealizować - podkreślał w TV Trwam.
   Macierewicz, który od razu wrócił w poselskie ławy, dobrze wie, że części PiS nadal trudno przełknąć „marsz do centrum” z premierem Morawieckim i umiarkowanymi twarzami rządu.
   - Teraz, ze względu na wprowadzone ograniczenia dla dziennikarzy, już nie może pani wejść w kuluary. Ale jakby pani weszła, to by pani usłyszała, jakie są nastroje. Że Gowin przejmuje sterowanie - ironizuje jeden z posłów PiS. Te nastroje widać także w mediach sympatyzujących z radykalnym skrzydłem PiS, zastanawiających się, czy „ukradziono dobrą zmianę”.
   Takie właśnie nastroje Macierewicz będzie chciał zdyskontować. Ale najpierw przygotuje raport podkomisji do spraw katastrofy smoleńskiej. Zgodnie z wcze­śniejszymi zapowiedziami prezesa PiS, jej prace miałyby się zakończyć w kwietniu, przed ósmą rocznicą. - Mam nadzieję, że wtedy poznamy raport techniczny - mówi jednak Macierewicz w TVP Info, natychmiast zastrzegając: - To w dużym stopniu zależy od tego, na ile będziemy mieli zapewnione to, co wydaje się być oczywiste, co minister Błaszczak zapo­wiedział, czyli pełne wsparcie techniczne dla pracy komisji.
   Raport techniczny to nie to samo, co ostateczny. A czas to w polityce jedna z najmocniejszych kart.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz