PiS - konstytucja 2010.pdf

środa, 12 kwietnia 2017

Siata



Mówią o nim, że jest biznesową lokatą posła PiS Jacka Sasina. Czy dlatego, że ratował go pożyczkami i płacił na kampanię jego partii? Tropiło go CBA, dwóm biznesom przygląda się prokuratura, ale trafił do władz polskiej siatkówki. Teraz sięga po komitet olimpijski

Wojciech Cieśla, Michał Krzymowski

Biznesowe przyjęcie w War­szawie, ludzie z Polskie­go Związku Piłki Siatkowej (PZPS) stoją w niedużej grupie. Jeden z nich od­biera telefon. Po chwili rzuca: - Dzwo­ni! Radek, wszystko idzie po naszej myśli, właśnie się wbija do Kancelarii Premiera.
   Radosław Piesiewicz, nowy członek za­rządu Związku, dla siatkówki ma być tym, kim dla piłki ręcznej był dawny rzecznik PiS Adam Hofman: mężem opatrznoś­ciowym, który przyciągnie ważnych ludzi i pieniądze od spółek skarbu. Jest młody, prężny i przyjaźni się z ważnym posłem PiS Jackiem Sasinem.
   Po minucie dzwoni telefon kolejne­go działacza. Ten krztusi się ze śmiechu: - Dzwonił Radek. Mówi, że jest u... mini­stra sportu! I że wszystko idzie po naszej myśli!
   Znany trener siatkówki: - Przed przyj­ściem do Związku Radek znał piłkę głów­nie z widzenia. Jego jedyną rekomendacją są bliskie kontakty z posłem. Okazało się, że to po prostu Dyzma - z pensją większą od pensji ministra. Tyle działacze siatkar­scy. Działacze PiS o Piesiewiczu wiedzą tyle, że podsłuchiwało go CBA i że poży­czał na schody posłowi.

PISOWIEC Z PEGEEROWCEM
Radosław Piesiewicz nie pamięta swoich wpłat z kampanii: - Wpłaciłem na PiS, ale ile? I czy jest w tym coś złego?
   Ustalamy, że w 2014 r. wpłacił 25 tys. zł, a w 2015 r. 5 tys. zł na fundusz wyborczy Prawa i Sprawiedliwości.
   - Jak pan idzie do bankomatu, to pan pamięta, ile pan wypłaca? - dziwi się Piesiewicz.
   - Gdybym wypłacił 10 tysięcy, tobym pamiętał.
   - No, widzi pan, a ja nie pamiętam.
   Historia przyjaźni wpływowego posła i jego protegowanego przez lata była zna­na wąskiemu kręgowi działaczy PiS, głów­nie z Wołomina. Dziś o tandemie Sasin - Piesiewicz wiedzą wszyscy w PiS. Pre­zes jednej z największych spółek skarbu odpowiada automatycznie: - Piesiewicz? Wiem, człowiek Sasina w siatkówce.
   Różnią ich życiorysy i temperamenty: Sasin, z wykształcenia historyk, całe ży­cie spędził na etatach - w urzędach albo w samorządzie. Skromny, bez ciągotek do nadużywania władzy. Bez związków ze sportem. Od zawsze związany z podwar­szawskim Wołominem. Tu, między Ząb­kami a Radzyminem, jest jego królestwo.
   O 13 lat młodszy Piesiewicz, absolwent prawa, prawdziwego życia uczy się w PGR Bródno, gdzie mieszkańcy wielkiego war­szawskiego osiedla zaopatrują się w sa­łatę. - Szybko załapał się do dwóch firm prowadzonych przez bogatych ludzi opowiada były współpracownik Piesiewicza. - Takich, co to grają w golfa i zajmują się końmi arabskimi. Miał siłę przebicia. A to został sekretarzem w fun­dacji, a to szefem działu. Umie zjednywać sobie ludzi. Sport? Bez żartów!
   W 2011 r. Piesiewicz jest na fali. Działa w spółce Dobra Nasza, startuje w wybo­rach - opowiada, że jest krewnym senato­ra Krzysztofa Piesiewicza (ten twierdzi. że go nie zna). W wyborach przegrywa, ale wkrótce przejmuje spółkę Dobra Na­sza. która żyje z eventów: koncerty pieśni patriotycznej, konkursy miast...
   Sześć lat temu Sasin i Piesiewicz zakła­dają organizację turystyczną Szlak Grun­waldzki. Rok później Sasin jest na aucie. Mimo chwytliwego hasła „Kandyduję, żeby rozgonić mgłę niekompetencji i aro­gancji” nie wchodzi do Sejmu. Zostaje do­radcą obsadzonego przez ludzi PiS urzędu miejskiego w Wołominie. Miesięcznie za­rabia niemal 8 tys. zł brutto.
   Wkrótce potem w Wołominie pojawia się 30-letni Piesiewicz. Ursynowski dzia­łacz PiS opowiada: - Dla Jacka Radek był kimś w rodzaju Misiewicza. Ten zwią­zek też jest dziwny, trochę na przekór światu, dla Jacka na przekór instynktowi samozachowawczemu.
   Działacz samorządowy z Wołomina: - Wiedzieliśmy, że to dla Jacka ważna osoba. Że są jak rodzina.

SYLWEK, KRZYSIEK, ALFA
W tym czasie pisowski burmistrz Wołomina ma aż sześciu doradców. Re­kordzista, były weryfikator WSI Józef Wierzbowski, zarobi na doradzaniu nie­mal pół miliona. Jednym z doradców (obok Sasina) zostaje Piesiewicz. - Sasin kazał mu dać etat, więc dostał - wspomi­na nasz rozmówca z urzędu. - Żartowali­śmy, że to rodzaj biznesowej lokaty pana Jacka. Jaki był Piesiewicz? Miglanc.
   Sasin potwierdza - to on poznał kolegę z burmistrzem Wołomina. Nie potwier­dza protekcji.
   Między 2012 a 2014 r. Piesiewicz zarobi w urzędzie 170 tys. zł, oficjalnie koordynu­jąc zakupy grupowe energii. - Rzadko by­wał w pracy - mówi działacz samorządu. Sylwester Jagodziński, zastępca burmi­strza Wołomina: - Spotykałem go czasa­mi, ale nic więcej nie mogę powiedzieć.
   Piesiewicz przysyła nam e-mail, w któ­rym twierdzi, że „wykonywał pracę zgodnie z umową”. Czy podpisywał listę obecności? Nie pamięta. Piesiewicz zo­staje też doradcą pisowskiego starosty. Tu również wyciąga kilka tysięcy miesięcz­nie. W tym czasie jest też prezesem gieł­dowej spółki notowanej na NewConnect. Jednak firma ledwo przędzie.
   Koło 2012 roku w życiu Sasina i Piesiewicza pojawia się Sylwester Strzylak z Radomia. Krezus, ma duże biuro podróży Alfa Star. Jest też działaczem PZPS. Sylwester Strzylak (dla znajo­mych: Krzysiek) działa w komisji rewi­zyjnej. „Sędziowałem kilka lat temu jakiś mecz i tam nas zapoznano” - odpisuje pytany, jak poznał Sasina i Piesiewicza.
   - Sylwester chciał wejść na giełdę, a Radek już na tej giełdzie był - opowia­da działacz PZPS. - Umówili się, że firma Radka połączy się z firmą Krzyśka i tak podbiją rynek. Sasin wyświetlił się w tym biznesie już po wejściu na giełdę.

TAJEMNICZE ZGONY
Radosław Piesiewicz ma kilka CV. W zależności od sytuacji chwali się albo pracą w PGR. albo doradzaniem spółkom. W jednym z jego życiorysów znajdujemy informację, że był doradcą Alfa Star. Ale Strzylak zaprzecza: - Jedynie łączył spół­ki. Wprowadził nas na giełdę.
   Dobra Nasza nie ma w tym czasie przy­chodów, jest klasyczną giełdową wy­dmuszką, mimo to operacja się udaje.
   W 2014 r. poseł Jacek Sasin ujaw­nia w oświadczeniu majątkowym, że ma 50 tys. akcji Alfa Star SA. Jest na tyle du­żym akcjonariuszem, że jego nazwisko trafia do raportu finansowego spółki. Pie­siewicz w tym czasie doradza dwóm sa­morządom, wprowadza spółkę na giełdę i jeszcze zostaje doradcą prezesa w de­weloperskiej spółce Włodarzewska SA. Prezes i większościowy akcjonariusz Włodarzewskiej Jerzy Szymański to dzia­łacz Polskiego Związku Golfa. Dobrze ubrany i opalony. Prowadzi jedno z więk­szych podwarszawskich pól golfowych.
   - Sasin był tam widywany z Piesiewiczem - mówi nam jeden z rozmówców.
   - Poseł PiS i golf? Nikt w PiS nie gra w golfa!
   - Nie tylko panowie się zdziwili.
   Pytamy Sasina o Włodarzewską i golfa.
Odpisuje: „Z panami Strzylakiem i Szy­mańskim nie łączą mnie relacje prywat­ne. Widziałem się z nimi może 2-3 razy”. Piesiewicz zapewnia, że na golfie był „z panem Jackiem może raz”.
   W 2015 r. biznesy, w których działa Pie­siewicz, zaczynają padać. Do dziś zgony tych firm badają dwie prokuratury.
   Sierpień 2015 r., środek wakacji. Pada Alfa Star. Na lodzie zostaje 1600 turystów
głównie w Egipcie. Nie mają jak wrócić do domu, szarpią się z właścicielami ho­teli. Dziwnym zbiegiem okoliczności na miesiąc przed ogłoszeniem niewypłacal­ności Alfa Star pan Strzylak wraz z sio­strą sprzedają swe udziały w spółce warte 15 milionów złotych. Pytany o tę historię odpisuje: „Sprzedaż ta to wrogie przejęcie przez obcy kapitał”. I tyle.
   Sprawdzamy: prokuratura z Radomia właśnie przedłużyła śledztwo w sprawie upadku Alfa Star. Przesłuchuje świadków.
   Lipiec 2015 r. Już wiadomo, że Włoda­rzewska to wydmuszka. Wniosek o upad­łość szykują podwykonawcy. Na lodzie zostaje 200 rodzin - planowany dom na Ursynowie okazuje się fikcją. Mówi jeden z niedoszłych lokatorów: - Włodarzewrska uciekła z majątkiem. Kilka tygodni przed bankructwem jedna z jej atrak­cyjnych działek powędrowała do spółki,
w której znaczącym udziałowcem był pan Piesiewicz.
   Ciekawostka: już gdy Włodarzewska jest w kłopotach, mieszkanie kupuje od niej Jakub Opara, znajomy Piesiewicza, były urzędnik Lecha Kaczyńskiego (dziś uchodzi za „człowieka Sasina”). Od niedawna kieruje Stadionem Narodowym.
W prokuraturze w Warszawie leżą już dwa zawiadomienia w sprawie niepra­widłowości we Włodarzewskiej.

OPERACJA „WCISNĄĆ PIESIEWICZA"
W 2014 r. za Piesiewicza bierze się CBA. Agenci sprawdzają, czy w urzędach pomagał za pieniądze załatwiać dewelo­perom pozwolenia na budowę (o sprawie pisało OKO Press). Mówi jedno z na­szych źródeł: - Radek lubi się powołać na ludzi w PiS. Na europosłankę Jadwigę Wiśniewską, na posła PiS Grzegorza Matusiaka i na wiceministra sportu Jarosła­wa Stawiarskiego, dobrego kolegę Sasina.
   CBA prowadzi tajną operację: podsłu­chuje rozmowy Piesiewicza, ściąga moni­toring z kamer na stacji Orlenu, na której spotykał się z pracownikiem urzędu wo­jewódzkiego.
Przed prokuratorem defiluje galeria świadków, deweloperów i urzędników. Opowiadają, że Piesiewicz chciał spra­wiać wrażenie człowieka, który wszystko może. Za pomoc w załatwieniu sprawy de­welopera oczekiwał od niego pensji. Z ze­znań świadków wynika, że w 2014 r. Sasin próbował wcisnąć go na doradcę pisow­skiego urzędu w Piasecznie. Nic wyszło. Z e-maila Sasina: „W trakcie rozmowy z nowo wybranym starostą piaseczyńskim podzieliłem się wiedzą na temat jego wy­sokich kwalifikacji, pozostawiając decyzję o ewentualnym zatrudnieniu staroście”.
   Na początku sierpnia zeszłego roku prokuratura umarza sprawę. Jednak Pie­siewicz potwierdził w prokuraturze, że Sasin to jego przyjaciel. I że pożyczał mu pieniądze.
   Mówi jeden z naszych rozmówców: - Mariusz Kamiński, szef CBA. nie cierpi Sasina. W sierpniu chłopaki z Biura jesz­cze raz dokładnie przeczytali dokumenty. Wyszło im. że Sasin nie ujawnił pożyczek, jakie miał brać na budowę schodów w domu, od Piesiewicza i innych ludzi.
   Prokuratura do dzisiaj bada ten wątek. Jesienią 2016 r. poseł Sasin nie wie jesz­cze o śledztwie w sprawie swej pożyczki od Piesiewicza. Jego protegowany trafia w tym czasie do siatkówki.
   - To było spotkanie w gronie Artur Popko [oskarżony w procesie o korupcję działacz PZPS - red. Strzylak i Piesie­wicz - mówi nasz rozmówca. - Strzylak zaproponował, że Radek weźmie posadę w zarządzie, bo świetnie zna polityków.
   Inny działacz: - Radek miał być rzut­ki i efektywny. Miał rozmach w sferze werbalnej. Tę kandydaturę wzmocnił pan Sasin. I jeszcze minister sportu Stawiarski [Stawiarski przyznaje, że zna Piesiewicza, ale nic wspierał jego kan­dydatury - red.J. I już styczniu Radek wszedł do prezydium. Ma ambicję, żeby zostać zastępcą prezesa, Strzylak miał w tym rozdaniu być sekretarzem gene­ralnym.
   - Po co im PZPS? - pytamy.
   - Przewrócili jakiś biznes i szukają miejsca, by się odbić. Sasin zaprzecza, że miał wpływ na kandydatury osób powo­ływanych do zarządu PZPS: „Tego typu twierdzenia są niedorzecznością”.
   Sprawdzamy: firma Strzylaka ma w PZPS długi za nieopłacone reklamy. W lidze siatkarskiej - też potężne długi. Za prawie 16 mln zł działacza ściga syn­dyk Eurolotu.
   Pytamy naszego rozmówcę o skutecz­ność Piesiewicza. - Jeździ na Jasną Górę. Wraca i rzuca nazwiskami ludzi, z który­mi rozmawiał. Jakby czekał, aż wszyscy pobledną ze zdziwienia.
   Na początku lutego poprosiliśmy Jacka Sasina o nazwiska ludzi, którzy pożycza­li mu pieniądze. Odmówił. Powtarzamy prośbę przed oddaniem „Newsweeka” do druku. Odpisuje: „Są to osoby prywatne, z którymi wiążą mnie relacje przyjaciel­skie, nie czuję się upoważniony do upubliczniania ich danych”.
   Chcieliśmy się spotkać z Piesicwiczem. Poprosił o pytania e-mailem - odpisał, że nie korzystał z rekomendacji Sasina i nie powoływał się na polityków. Nie pamięta, komu poza Sasinem udzielał pożyczek. Nie pamięta też, kto rekomendował go do PZPS. Gdy pytamy, ile kontraktów zdobył dla siatkarzy, odpisuje: „Jest złożonych wiele ofert, rozmowy w trakcie”.
   Działacz PZPS: - Ostatnio próbował zostać delegatem na zjazd Polskiego Ko­mitetu Olimpijskiego. On. człowiek zni­kąd. Został wyśmiany. I co? Nie dość. że został delegatem, to ma kandydować do zarządu.
   - Ale przecież PZPS go nie rekomendo­wał - dziwimy się.
   - To jest Radek, panowie! Dostał re­komendację z Polskiego Związku Koszykówki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz