PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Wojna na górze



Interwencja o. Rydzyka, haki i posady dla rodziny tak wyglądają kulisy walki w rządzie. Mateusz Morawiecki właśnie odwołał zaprzyjaźnionego ze Zbigniewem Ziobrą szefa PZU. Za zgodą prezesa PiS i bez wiedzy pani premier. Za chwilę pracę w spółce straci brat ministra

Michał Krzymowski

Szesnaście miesięcy po przejęciu władzy przez PiS w rządzie trwa walka o wpływy. Siłują się wicepremier z ministrem sprawiedliwości i prezes partii z szefową rządu - wszyscy z jed­nego obozu. W ruch idą donosy i intrygi, a łu­pem padają posady w państwowych spółkach. Padają też pierwsze ofiary. W marcu stanowi­sko stracił związany z Ziobrą prezes PZU Michał Krupiński.

TORUŃSKIE UPOKORZENIE
Współpracownik wicepremiera Morawieckiego: - Jarosław Kaczyński wiedział, że prezes PZU zostanie odwołany. Mateusz poprosił o zgodę i ją dostał.
   - To prawda, że prezes wiedział? - sprawdzamy w otoczeniu prezesa PiS.
   - Tak, dał zielone światło kilkanaście dni przed odwołaniem.
   - Pani premier też została uprzedzona?
   - Nie, ona o niczym nie wiedziała.
   Odwołanie Krupińskiego zostaje sta­rannie zaplanowane. Pierwszym etapem jest przygotowanie pola. Na początku lu­tego wicepremier Morawiecki i zaprzyjaź­niony z nim szef PKO BP Zbigniew Jagiełło pojawiają się w toruńskiej uczelni o. Ta­deusza Rydzyka, na konferencji „Odpo­wiedzialność przedsiębiorców za Polskę”.
Organizatorem spotkania jest kojarzony z redemptorystą i skłócony z Krupińskim wiceprezes PZU Andrzej Jaworski.
   Uczestnik imprezy: - Morawiecki wy­głosił referat, odbył rozmowę z ojcem Tadeuszem. Przyjęto go z honorami, cze­go nie można powiedzieć o Krupińskim, który, jak mówią złośliwi, pojawił się na konferencji bez zaproszenia. Siedział na widowni i obserwował, jak na scenie bry­luje Jaworski, jego podwładny ze spółki.
   Kilka dni po toruńskiej konferencji do­chodzi do przewrotu w radzie nadzorczej PZU. To etap drugi. Do władz spółki wchodzi troje zaufanych współpracowników wice­premiera: Agata Górnicka (szefowa gabinetu politycznego w Mi­nisterstwie Rozwoju, wcześniej była asystentką Morawieckiego w BZ WBK), Łukasz Swierżewski (rzecznik Ministerstwa Finan­sów) i Paweł Górecki (prawnik zasiadający we władzach spółek nadzorowanych przez resort rozwoju). Razem z nimi w radzie pojawia się prof. Bogusław Banaszak, autor ekspertyz wykorzy­stywanych przez PiS w sporze o Trybunał Konstytucyjny. Ten ostatni będzie reprezentować we władzach spółki Jarosława Ka­czyńskiego. Od tej pory tzw. grupa krakowska Zbigniewa Ziobry ma w radzie już tylko jednego człowieka- to Maciej Zaborowski, jego były adwokat.
   Po wprowadzeniu swoich ludzi Morawiecki czeka na sprzyja­jący moment. Rada nadzorcza PZU ma się zebrać 22 marca, ale Krupiński na razie się tym nie trapi. Trzy dni przed posiedze­niem udziela obszernego wywiadu Polskiej Agencji Prasowej, w którym chwali się wynikami spółki (w rzeczywistości ubezpie­czyciel zanotował właśnie najniższy zysk od 10 lat) i snuje plany na przyszłość.
   Rada zbierze się o 16.30. Dokładnie o tej samej godzinie mia­ło się zacząć spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z premier Wiel­kiej Brytanii (ostatecznie, ze względu na zamach, przełożono je o jeden dzień). Czy to przypadek? - Raczej tak, bo termin rozmo­wy z Theresą May zmieniano dwukrotnie i trudno uwierzyć, by Morawiecki był w stanie skoordynować obrady z godziną spot­kania w Londynie. Poza tym radę zwołuje się z dużym wyprze­dzeniem. Chociaż z drugiej strony ta 16.30 była wpisana do kalendarza prezesa od kilku dni, więc wszystko jest możliwe - zapewnia rozmówca z PZU.
   Tak czy inaczej, okazja wydaje się do­godna. Kaczyński jest w Londynie, więc zanim Ziobro podejmie kontrakcję, Kru­pińskiego już nie będzie.
   Zmiany w zarządzie to pierwszy punkt w porządku obrad. Trzy kwadranse i jest po wszystkim. Jeden głos przeciw odwo­łaniu prezesa (najpewniej Zaborowski), osiem za (w tym prof. Banaszak i Paweł Kaczmarek, dyrektor departamentu skar­bu w Kancelarii Premiera). Dla Krupiń­skiego to szok. Dla Szydło też.

PREZES IDZIE NA L4
Polityk związany z Kancelarią Pre­miera: - Beata dowiedziała się o odwoła­niu Krupińskiego z mediów. Była wściekła, że zrobiono to bez jej wiedzy. Natych­miast wezwała do siebie ministra rozwoju.
   Współpracownik Morawieckiego: - Pani premier miała pretensje, że wszystko od­było się za jej plecami. Ale jak Mateusz mógł ją uprzedzić? Przecież Beata Szyd­ło razem z Ziobrą od dawna gra przeciwko niemu. Gdyby znała plan, próbowałaby to powstrzymać.
   Po odwołaniu Krupińskiego członkowie rady nadzorczej wy­chodzą na przerwę. Rozdzwaniają się telefony - do Ministerstwa Sprawiedliwości, resortu rozwoju, Kancelarii Premiera i do Lon­dynu. W tym czasie w siedzibie spółki pojawia się ekonomista Rafał Antczak. To człowiek wicepremiera.
   Źródło zbliżone do spółki: - Ludzie Ziobry twierdzą, że Mo­rawiecki szykował go na prezesa, ale to nieprawda. Przecież Ko­misja Nadzoru Finansowego wcześniej całymi miesiącami nie chciała mu dać zgody na objęcie funkcji szefa Giełdy Papierów Wartościowych. W wypadku PZU kryteria są takie same, więc sytuacja by się powtórzyła. Morawiecki chciał tylko wstawić go do zarządu, na co nie trzeba żadnej zgody.
   Przerwa się przedłuża. Prezes odwołany, nie ma następcy, at­mosfera w gmachu spółki gęstnieje. Sojusznicy Krupińskiego twierdzą, że jeszcze nie wszystko stracone: przecież szefa TVP Jacka Kurskiego też najpierw zdymisjonowano, a potem - decy­zją  Kaczyńskiego - przywrócono. Roznosi się pogłoska, że Kru­piński wsiadł w powietrzną taksówkę i poleciał do Londynu, błagać naczelnika państwa o jeszcze jedną szansę.
   - To plotka. Co oczywiście nie oznacza, że Michał siedział bez­czynnie. Uruchomił Ziobrę, który do późnej nocy wydzwaniał do Londynu, do asystenta Kaczyńskiego Radka Fogla. Gdy go wreszcie połączono, miał usłyszeć od Jarosława, że decyzja jest nieodwracalna - twierdzi osoba zbliżona do PZU.
   Wieczorem do wojny wmiesza się jeszcze portal wPolityce.pl, kontrolowany przez sympatyzującego z Ziobrą senatora PiS Grze­gorza Biereckiego. „Co by nie powiedzieć, potężna firma działała sprawnie, nie było żadnych nieprawidłowości, realizowała ambit­ne cele, jest w trakcie finalizacji zakupu Pekao SA. Za wiele jest takich obszarów w tym rządzie? Za wielu takich prezesów?” - na­pisze współtwórca serwisu Michał Karnowski. I uderzy w Antcza­ka: „Pojawił się za to podobno w siedzibie PZU pan Rafał Antczak, krew z krwi i kość z kości środowisk bliskich Platformie Oby­watelskiej, znany z superliberalnych poglądów. Nic do niego nie mam, nie znam nawet osobiście, ale czy na pewno na ten ze­staw głosowali wyborcy PiS? Czy takie poglądy na gospodarkę, misję społeczną biznesu i całokształt spraw wybierali?”.
   To, jak na te zabiegi zareaguje Kaczyński, nie było wcale pew­ne, bo - jak twierdzi rozmówca z Nowogrodzkiej - informacja o odwołaniu Krupińskiego do pewnego stopnia zaskoczyła tak­że i jego. - Morawiecki nie uprzedził prezesa, że do głosowania dojdzie akurat w czasie jego wizyty w Londynie. Był z tego po­wodu zły, ale nie do tego stopnia, żeby kazać wszystko odkręcać - mówi źródło „Newsweeka”.
   Grupa krakowska odnosi połowiczny sukces. Gdy po czterech godzinach przerwy rada nadzorcza wznawia obrady, kandydatu­ra Antczaka nawet się nie pojawia. Ale p.o. prezesem zostaje ko­jarzony z Morawieckim Marcin Chludziński. Ziobro ostatecznie traci wpływ na jedną z największych spółek skarbu państwa.
   Sam Krupiński mimo utraty posady prawdopodobnie szyb­ko nie rozstanie się ze spółką. Jak ustalił „Newsweek”, zaraz po odwołaniu z funkcji prezesa rozchorował się i poszedł na zwol­nienie lekarskie (niezależnie od tego przysługuje mu jeszcze sześciomiesięczna odprawa).

BRAT ZOSTAJE DORADCĄ
Michał Krupiński kierował PZU 14 miesięcy. Był skonflik­towany z radą nadzorczą, częścią własnego zarządu i byłym mi­nistrem skarbu Dawidem Jackiewiczem. Jednak - mimo że jednocześnie zwalczało go kilka frakcji - trwał na stanowisku. Dlaczego odwołano go akurat teraz?
   Poseł PiS: - Krupiński poczuł się dotknięty tym, jak potrakto­wano go w Toruniu. Zaczął rozpowiadać, że wyrzuci Jaworskie­go. Ale się przeliczył, bo za Andrzejem wstawił się sam ojciec Tadeusz. Podobno osobiście interweniował u naczelnika. Ale czy Jarosław uległby naciskom zakonnika?
   Człowiek z Nowogrodzkiej: - PZU w ciągu tych kilkunastu miesięcy stał się księstwem Ziobry. Pracę dostali tam jego bliscy, wataha znajomych, współpracownicy.
Ale przeważyło zatrudnienie Witolda, jego brata. Jarosław zawsze miał na niego alergię.
   Za czasów Krupińskiego na dobrze płat­ne posady w spółkach grupy PZU trafiają m.in. żona Ziobry Patrycja Kotecka (zaj­muj e dyrektorskie stanowisko w należącej do PZU spółce Link4) i szef jego dawne­go stowarzyszenia Katon Marcin Szuba.
Z kolei zarząd PZU Życie niepostrzeże­nie rozrasta się do 11 osób. Znajdują w nim miejsce adwokat Ziobry Bartłomiej Litwińczuk i była dziennikarka Dorota Ma­cieja, prywatnie znajoma Koteckiej.
   Od początku kadencji Krupińskie­go szarą eminencją w spółce był też brat ministra. Przesiadywał w gabinecie pre­zesa, pojawiał się na naradach z mene­dżerami. Jak nieoficjalnie dowiedział się „Newsweek”, ostatecznie zatrudniono go na stanowisku doradcy prezesa PZU Zy­cie. Kiedy dokładnie? Nie wiadomo, bo biuro prasowe spółki przez ponad dwa ty­godni nie było w stanie odpowiedzieć na to pytanie.
   Ale to, że jego obecność w spółce ostatecznie została sforma­lizowana, jest pewne. Witold Ziobro dostał korporacyjny adres e-mailowy (wysłaliśmy na ten adres prośbę o rozmowę; bez od­zewu) i pojawił się na jednym z posiedzeń zarządu PZU Życie. - Tradycyjnie całe obrady przesiedział w milczeniu. Tylko się przysłuchiwał - opowiada jeden z menedżerów.
   Posadę doradcy w PZU dostał też gdański radny PiS Jerzy Mi­lewski, kojarzony z byłym ministrem w Kancelarii Prezyden­ta Maciejem Łopińskim. - Ktoś napisał donos do Centralnego Biura Antykorupcyjnego, że człowiek rzadko pojawia się w pra­cy. Zarząd spółki został poproszony o przygotowanie wyjaśnień w tej sprawie - twierdzi członek władz PZU. Zapytane o Milew­skiego biuro prasowe ubezpieczyciela milczy.

FRANKOWA PUŁAPKA
Tego, co się stało w PZU, nie sposób analizować bez kontekstu. Dwa miesiące temu odwołano prezes warszawskiej giełdy Mał­gorzatę Zaleską, także kojarzoną z ministrem sprawiedliwo­ści. - Jarosław uznał, że Ziobro za bardzo urósł, i postanowił przyciąć jego wpływy - można usłyszeć od polityków PiS.
   Sytuacja PZU i GPW jest podobna z jesz­cze jednego powodu. Kandydatem wi­cepremiera na szefa Giełdy Papierów Wartościowych był Rafał Antczak, ale - tak jak teraz - z nominacji nic nie wyszło. For­malnie wybór człowieka Morawieckiego zablokowała Komisja Nadzoru Finanso­wego, ale nieoficjalnie wiadomo, że spra­wa ma drugie polityczne dno. - W Komisji rządzą ludzie szefa NBP Adama Glapińskiego, który ma dobre relacje i z Zaleską, i z Krupińskim. W wojnie Morawieckie­go z Ziobrą zagrał po stronie tego drugie­go - wyjaśnia jeden z posłów.
   Zwolennik wicepremiera: - Liczymy się z odwetem. W otoczeniu Mateusza panu­je powszechne przekonanie, że jesteśmy podsłuchiwani. Każdy nasz błąd zostanie wykorzystany. Ziobro tylko na to czeka.
   Pułapka na Morawieckiego jest już zresztą gotowa. To śledztwo w sprawie bankowych oszustw przy udziela­niu kredytów we frankach szwajcarskich. Prowadzi je obsadzona przez ludzi Ziobry Prokuratura Regio­nalna w Szczecinie. Jednym z banków, które zapewne znajdą się na celowniku śledczych, będzie BZ WBK, do niedawna kiero­wany przez Morawieckiego. W portfelu tego banku w latach 2012-2015 było aż 13 proc. kredytów frankowych. Jeśli więc Ziobro będzie szukał rewanżu, to ma doskonałą okazję. Przy­najmniej do tego, żeby wezwać Morawieckiego i gruntownie go przesłuchać.
   A może było odwrotnie? Może to usunięcie Krupińskiego stanowiło reakcję na wszczęcie śledztwa w sprawie kredytów? Przecież informacja o przekazaniu postępowania do szcze­cińskiej prokuratury pojawiła się w mediach półtora tygodnia przed radą nadzorczą, na której odwołano prezesa PZU.
W sumie to bez znaczenia. Dziś istotne jest tylko to, że woj­na w rządzie się rozpoczęła, i nic nie wskazuje na to, by miała się szybko skończyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz