PiS - konstytucja 2010.pdf

środa, 4 czerwca 2014

Wojna o pokój



W oczekiwaniu na znak od prezesa PiS Zbigniew Ziobro wciąż zamierza być prezydentem Polski, a Jacek Kurski - Gdańska.

ANNA GIELEWSKA

Jeden z sejmowych pokoi PiS dzielą od drzwi klubu Solidarnej Polski zaledwie trzy metry. I ściana. O ten skrawek ziemi w ostatnich dniach toczyła się batalia. - Już ja się postaram, żeby im to odebrać! - zapowiadał posłom PiS szef klubu Mariusz Błaszczak. I nie chodzi tylko o metraż - sprawa jest honorowa. Bo kiedy w Sejmie powstawał klub Solidarnej Polski, to właśnie PiS musiał ustąpić pola i oddać nowej formacji jedno ze swoich pomieszczeń. Trzeba było nawet przesunąć ścianę. Od tego momentu narady posłów Solidarnej Polski toczyły się ściszonym głosem. Byli pewni, że ci z PiS przez ścianę ich podsłuchują.
Wtorkowy poranek, jeden z posłów partii Jarosława Kaczyńskiego idzie korytarzem. Po drodze mija otwarte drzwi klubu „SolPola” Wewnątrz były pracownik PiS energicznie wrzuca dokumenty do niszczarki. - Tak źle? - pyta poseł. - Likwidacja! - rozkłada ręce pracownik biura. - Nawet żal mi się go zrobiło - przyznaje poseł.
Ale to emocje w PiS odosobnione. Kiedy okazało się, że partia Zbigniewa Ziobry nie przekroczyła progu w wyborach do europarlamentu, współpracownicy prezesa Jarosława Kaczyńskiego nie kryli satysfakcji. Na sugestie o możliwych po­wrotach do partii matki reagowali najczęściej prychnięciem: - A po co nam zdrajcy? Niech się wykrwawiają.
Najwięksi zdrajcy według PiS to oczywi­ście sam Ziobro i Jacek Kurski.

KARTKA ZA CAŁOKSZTAŁT
Te wybory są dla nich jak kubeł zimnej wody. Na wieczór wyborczy Jacek Kurski gna przez miasto swoim czarnym samo­chodem, z telefonem przy uchu. Kiedy mija jedną z dziennikarek, z uśmiechem unosi kciuk do góry. Chwilę później wpada do warszawskiej Piwnicy pod Harendą, akurat gdy na ekranie wyświetlają się słupki z wynikami. Mina mu rzednie, ale j wygłasza przemówienie. Wręcza bukiet słoneczników, który właśnie dostał od jed­nej z działaczek, rzecznikowi ugrupowania Patrykowi Jakiemu. Kiedy schodzi ze sceny, jest wściekły, bo okazuje się, że prezesa partii Zbigniewa Ziobry ciągle nie ma. Jak to możliwe?
|W tym czasie Ziobro jedzie do Warszawy | z żoną Patrycją Kotecką. Wraca z miejscowości Szczurowa, gdzie do ostatniej chwili a starał się pozyskiwać sympatię gospodyń na festiwalu zespołów ludowych. - Poseł Jaki spocony biegał w popłochu z telefonem przy uchu. Tłumaczył wszystkim, że Ziobro utknął w korkach - opisuje Michał Tracz z TVN 24, który był wtedy w Harendzie. Ziobro dotarł tam dopiero na sam koniec wieczoru.
Wtedy jeszcze nie były znane wyniki indywidualne. Kurski był pewny wysokiego poparcia. Jego współpracownicy zaczęli nawet kwestionować przywództwo Ziobry w SP. - Popili trochę i poszło. Że to Kura powinien być liderem, że to on robił kampanię, a Ziobro nie ma jaj - opisuje jeden z polityków.
W środku nocy nastroje się na moment poprawiły, bo cząstkowe wyniki PKW dawały Solidarnej Polsce powyżej czterech procent.
O 5 nad ranem politycy gorączkowo do siebie dzwonili: może jeszcze się uda - wzdychali. Ale szybko stracili nadzieję. A kiedy się oka­zało, że Jacek Kurski uzyskał w Warszawie wyjątkowo słaby wynik - raptem dziewięć tysięcy głosów, stronnicy Ziobry zaczęli kipieć. - To jego wina, gdyby nie wszystkie jego ekscesy samochodowe, obyczajowe i megalomania, mogliśmy wejść - zarzucali Kurskiemu w rozmowach w wąskim gronie.
Jeden z naszych rozmówców: - Na kam­panię wydał ogromne pieniądze, oplakatował całe miasto, brylował w mediach, i co? Okazało się, że Kurski to obciążenie. Dostał czerwoną kartkę za całokształt.
Wniosek? Według niektórych polityków Solidarnej Polski Kurski powinien teraz ograniczyć swoją medialną aktywność i zająć się... odbudową wizerunku.

KTO KOGO KOCHA
Sam Kurski może mieć jednak inne plany. Zwłaszcza że zupełnie inaczej widzi przy­czyny swojej porażki. - Wynik byłby lepszy, gdyby nie kardynalne błędy popełnione w kampanii - przekonuje. Jakie? - Inwestycja w Tomasza Adamka, za którego musieliśmy potem świecić oczami, i nieszczęsne oświad­czenie, że planujemy koalicję z PiS. Te błędy nas dużo kosztowały - wylicza.
Na dowód Kurski opowiada mi o swojej przygodzie z lokalu wyborczego. - Dwie starsze panie, które wychodziły, rzuciły mi się na szyję, że mnie kochają. Ale głosowały na PiS, bo przecież będzie koalicja - wzdycha rozżalony.
Jego diagnoza to wyraźny prztyczek pod adresem Ziobry, który nieoczekiwanie kilka dni przed wyborami zaapelował do PiS o wspólną listę w kolejnych wyborach. Dwaj liderzy złośliwości zresztą sobie nie szczędzą.
Kurski: - Liczyliśmy na minimum 100 tys. głosów w Małopolsce, a było raptem 60 (to wyniku Ziobry).
A jak wynik Kurskiego ocenia Ziobro?
Nie da się zaprzeczyć, że wynik Jacka jest najgorszy ze wszystkich okręgów i to problem dla niego, i dla nas. Ale ja wyciągam rękę, trzeba pomóc mu wyjść z tej sytuacji.
Co teraz? Politycy Solidarnej Polski robią tęgie miny. Przekonują, że PiS powinien im złożyć poważną ofertę szerokiej koalicji pod hasłem nowej AWS, która byłaby zdolna po­konać obóz liberalno -lewicowy. Te podchody prezes PiS na powyborczym posiedzeniu swojego klubu miał podsumować jednym zdaniem: - O żadnym AWS bis nie może być mowy. Wszyscy pamiętamy, jak się skończył. Polityk PiS: - Te cztery procent to już przeszłość. Ich wyborcy więcej nie zmarnują głosów. Temat pozamiatany. Za kilka tygodni zapadnie cisza.
W grę wchodzi jedynie niszczenie So­lidarnej Polski metodą salami. - PiS przez całą kampanię zastawiał już sieci, a to na Janka Ziobrę, a to na Boguckiego. Podchody, przekupstwa - żali się jeden z polityków SP.

MARZENIA KURSKIEGO
Zbigniew Girzyński z PiS uważa, że spośród wszystkich osób, które odeszły, Kurski to największa strata dla partii. W poniedziałkowy wieczór oglądał jego występ w telewizji: Miał taką smutną minę. A ja go lubię, więc chciałem go trochę pocieszyć. Może się spotkamy? Pytam. Ale on na to, że nie, bo już dzieci przyjechały go pocieszać - opowiada Zbigniew Girzyński.
Inny poseł PiS: - Kura humor ma kiepski. Marzy, żeby wrócić.
W rozmowach z dawnymi kolegami ma nawet prosić ich o wsparcie. W rozmowach z politykami PiS Kurski już od dawna ma powtarzać, że odejście od Jarosława Ka­czyńskiego było wielkim błędem. Przede wszystkim dlatego, że Ziobro okazał się Merem bez charyzmy.
Jest październik 2011 r., trwa już cisza wyborcza przed wyborami do Sejmu. Kurski przyjeżdża do Girzyńskiego namówić go, by został szefem nowego klubu. Girzyński odmawia i przestrzega: - Ziobro to nie lider, nie ma charyzmy. - E tam, da radę - przeko­nuje Kurski. Po kilku miesiącach przyznaje: Miałeś rację, trudno z tego cokolwiek wycisnąć.
Niemal wszyscy nasi rozmówcy z PiS są przy tym zgodni: jeśli ktoś z nich dwóch miałby wrócić, to prędzej Kurski niż Zio­bro. Bo prezes zawsze miał do niego pewną słabość. A przy okazji mógłby dobić Ziobrę. W PiS krążą plotki, że Kurski może przynieść prezesowi haki na Ziobrę, które mogłyby się przydać w kampanii prezydenckiej.
Powrót Ziobry jest za to niemal wyklu­czony. Możliwe, że oprócz „zdrady” chodzi o jeszcze inne powody. Od wielu miesięcy w otoczeniu prezesa PiS można usłyszeć taką teorię: Jarosław Kaczyński jest prze­konany, że Ziobro podsłuchiwał jego i brata, w czasach gdy Jarosław był premierem, Lech prezydentem, a Ziobro ministrem sprawiedliwości. Słyszeliśmy o tym od kil­ku polityków z bliskiego otoczenia prezesa w ciągu ostatnich lat.
Rozmówca z PiS: - To jest jedna z teorii odejścia Zbyszka. Jacek ją też zna.
Ziobro: - Bądźmy poważni. Jarosław Kaczyński wie, że to nieprawda, bo nie jest naiwną ciocią klocią, której można każdy kit wcisnąć. Jeżeli jacyś kryminaliści, którym jako minister nadepnąłem na odcisk, mogą tworzyć niestworzone historie, to przecież nie znaczy, że to można poważnie traktować.
Historie z czasów rządów PiS będą jednak powracać wraz z końcem prac Ko­misji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. A jak przyznaje jej szef Andrzej Halicki z PO, zbliżają się one do finału. Czy będzie nim postawienie Ziobry przed Trybunałem Stanu, na co wskazują nasze informacje? - Wydanie opinii w tej sprawie przed nami, ale ostatecz­ną decyzję podejmuje Sejm - ucina Halicki.
Ziobrze może więc przybyć problemów. On sam widzi jednak przyszłość w jasnych barwach. Przed kampanią prezydencką zamierza objechać Polskę wzdłuż i wszerz. Na razie szuka nowego samochodu, który by mało palił - jego subaru zepsuło się w czasie kampanii na Podkarpaciu. Pociesza się przy tym, przywołując przykłady spektakularnych powrotów z politycznego niebytu – Tuska i Kaczyńskiego z lat 90. czy Leszka Millera po upadku SLD. I zastanawia się, czy wy­startować w wyborach samorządowych na prezydenta Krakowa.

RAZEM Z KIM?
Na znak prezesa PiS czeka też Polska Razem Jarosława Gowina. - Ale w przeciwieństwie do Solidarnej Polski nam się nie spieszy - za­pewnia nas jeden z polityków. Inny jest też stosunek samego Kaczyńskiego - współpracy z Gowinem nikt dziś w PiS nie wyklucza. Obaj politycy są już zresztą po słowie, jesz­cze przed wyborami kilka razy rozmawiali o możliwych scenariuszach. Z punktu wi­dzenia PiS Gowin nie jest „zdrajcą” poza tym współpraca z nim mogłaby być sygnałem dla centrowego elektoratu, o którym Kaczyński musi myśleć przed kolejnymi wyborami. Tyle że w eurowyborach Polska Razem wynik miała jeszcze gorszy niż formacja Ziobry. W konsekwencji z partii i z polityki odszedł Marek Migalski. Reszta szuka pomysłów na współpracę z kimś silniejszym przed wy­borami samorządowymi. - Scenariuszy jest kilka. Dostaliśmy ofertę z PSL, do połączenia sił od dawna namawia Solidarna Polska, rozmawiamy też z Wiplerem i Korwinem i wylicza jeden z naszych rozmówców. Ale najpierw czekają na deklarację ze strony PiS.
W Sejmie ruszył na dobre powyborczy rynek transferowy. Z posłami Tomaszem Górskim i Jarosławem Jagiełłą negocjuje PO, z Łukaszem Gibałą i innymi politykami Twojego Ruchu - Przemysław Wipler. Zaś np. z senatorem Maciejem Klimą (kiedyś PiS, później SP, teraz niezależny) - PSL.
Klimat w kuluarach zaczyna przypominać nieco ten z czasów konwentu św. Katarzyny, kiedy to w latach 90. prawicowe formacje miały ustalić wspólnego kandydata na prezydenta. Stanęło na kilku.
Jacek Kurski widziałby się za to w roli prezydenta Gdańska. Na razie nie ma czasu na dłuższe rozważania. - Urwanie jaj - tłu­maczy. Musi zlikwidować osiem swoich biur poselskich i mieszkanie w Brukseli. Czy żałuje, że odszedł z PiS? - Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz