PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 17 listopada 2014

ADAM HOFMAN NIE PĘKA



Choć było ich czterech, to zawsze rządził ten najmłodszy. Dlaczego? Bo miał najmniej skrupułów.

MICHAŁ KRZYMOWSKI
Zaczęło się od głupstwa. „Fakt” opisał drugorzędny incydent w samolocie tanich linii Ryanair. Czwórka młodych polityków PiS z żona­mi poleciała do Madrytu. Podczas lotu pili własny alkohol i posprzeczali się ze stewardesami.
Po paru dniach historia zaczęła jednak żyć własnym życiem. Im głębiej dzienni­karze do niej sięgali, tym więcej kompro­mitujących faktów wychodziło na jaw. Okazało się, że dla trzech posłów - Adama Hofmana, Mariusza Kamińskiego i Ada­ma Rogackiego - był to wyjazd służbowy. Najpierw kupili bilety na lot Ryanairem, a potem pobrali w Sejmie zaliczkę na znacznie kosztowniejszą podróż samo­chodami. Gdy się okazało, że są sejmowy­mi rekordzistami - według deklaracji mieli zjeździć pół Europy, od Rzymu po Londyn - ktoś sprawdził, że Kamiński i Rogacki w swoich oświadczeniach majątkowych nawet nie wykazują samochodów. Pojawi­ło się też pytanie: jak to możliwe, że Hof­man był w Londynie i Strasburgu, skoro w tym samym czasie głosował w Sejmie i występował w radiu?
Polityk PiS, który do tej pory zwalczał Hofmana: - Od lat zabiegałem o ukró­cenie jego wpływów. Robiłem wszystko, żeby odsunąć go od prezesa i pozbawić funkcji rzecznika prasowego, ale dziś jest mi go żal. "Jakiego końca kariery mu nie życzyłem.

Ciuchy, restauracje, samochody
W PiS mówiono o nich różnie: hofmanowcy, frakcja bankietowa, młodzi. Jest, a właściwie było ich czterech.
Najstarszy z nich to Dawid Jackiewicz, 41-letni europoseł, który jako jedyny pole­ciał do Madrytu za swoje. W partii mówią, że razem z żoną świętował tam rocznicę ślubu (sam Jackiewicz nie odpowiedział na nasze pytanie w tej sprawie). Ma politycz­ne doświadczenie, był wiceprezydentem Wrocławia i wiceministrem skarbu. Mimo że cała awantura zaczęła się od jego żony, która najgłośniej gardłowała w Ryanairze, to nie bronił zbytnio kolegów. W głosowa­niu nad wyrzuceniem ich z PiS nie wziął udziału. Poprosił tylko, by pamiętać o ich zasługach dla partii i nie dołączać się do medialnego linczu, bo „paparazzi i tak sto­ją już pod przedszkolami ich dzieci”.
W Sejmie dał się poznać jako poseł rze­czowy i pracowity, ale niezbyt przebojowy.
Jak przystało na syna dżudoki jest postaw­ny i budzi szacunek. Na czole ma szpecą­cą bliznę. Nad jego karierą ciąży tragiczna historia sprzed lat: na przystanku autobu­sowym pchnął pijanego mężczyznę, który zaczepiał jego żonę i synka. Człowiek ude­rzył głową w krawężnik i zmarł.
Adam Rogacki, 38 lat. Zanim został po­słem, prowadził kancelarię brokerską. Jest prawnikiem, więc koniec posłowania nie byłby dla niego życiową tragedią. Wielkiej kariery pewnie i tak by nie zrobił. Cichy, skromny i gapowaty, zawsze krok za kole­gami. Najmniej znany z całej grupy. Syn byłego wojewody kujawsko-pomorskiego z czasów AWS, ma troje dzieci. W Sejmie zajmował się cyfryzacją.
Mariusz Kamiński. W poprzedniej ka­dencji był rzecznikiem prasowym klubu PiS, a dziś aktywnie się udziela w komisji obrony narodowej. Od niedawna jest dok­torem nauk prawnych. Kiedyś opowiadał w tabloidzie, że jego ciężarnej żonie ode­szły wody, a dwa lata temu wziął rozwód i związał się z byłą pracownicą klubu PiS Iloną Klejnowską. Oboje przeszli podob­ną drogę. On przyjechał do Warszawy z Białegostoku i w przeszłości należał do Młodzieży Wszechpolskiej, ZChN i Przy­mierza Prawicy. Ona pochodzi z Żuro­mina, a do pracy w Sejmie przyszła jako studentka Wyższej Szkoły Kultury Spo­łecznej i Medialnej ojca Tadeusza Ry­dzyka. Posłowie wspominają, że była wystraszona i wyglądała jak szara myszka. W stolicy szybko wsiąkła w nowe otocze­nie, imponował jej warszawski styl ży­cia. W ciągu kilku lat płochliwa studentka z Żuromina zmieniła się w dziewczynę z plakatu - została wytypowana do kam­panii billbordowej z udziałem „aniołków Kaczyńskiego”. Dziś prowadzi blog o mo­dzie. To z nią Kamiński poleciał do Ma­drytu. Jak twierdzą posłowie z delegacji do Rady Europy, nie był to pierwszy wspólny wypad tej pary.
Adam Hofman, 34 lata, w tej kadencji tylko raz przemawiał z mównicy sejmo­wej. Ma opinię lenia i cynika, ale z talenta­mi. Komu oddać przysługę, z kim wypić, a kogo kopnąć w kostkę - w tych sprawach mylił się rzadko. W partii odgrywał rolę złego policjanta i mówił to, czego preze­sowi powiedzieć nie wypadało. Robił to z przyjemnością, ale też dostarczał tym rozrywki Kaczyńskiemu. Był przydatny, lecz i tak miał pójść w odstawkę. W par­tii mówią, że zlecenie na niego dostał jego następca i były uczeń Marcin Mastalerek. Dowodzi tego nominacja dla Andrze­ja Dudy na kandydata do prezydentury, którą planowano od tygodni. Hofman nie trawił Dudy i nie mógłby kierować jego kampanią.
Były rzecznik PiS jako dziecko zbie­rał puszki po zagranicznych piwach, któ­re tata, zawodowy kierowca, przywoził mu z Zachodu. Dziś gustuje w dobrych wi­nach, cygarach i dobrym espresso. W PiS od lat się głowiono, skąd Adam ma na to wszystko: drogie ciuchy, restauracje, sa­mochody. Jego styl raził partyjnych ko­legów i zaciekawiał warszawski światek. Wśród stołecznych biznesmenów znana jest historia, jak jeden z przedsiębiorców - człowiek zamożny, ale oszczędny - wy­brał się do salonu Burberry na pl. Trzech Krzyży. Podczas gdy jego żona nieśmiało oglądała apaszki i szaliki, do sklepu wpadł młody mężczyzna i kazał sobie podawać płaszcze - każdy za ponad sześć tysięcy złotych. Po kilku minutach przymierzania zdecydował się na model w kolorze brą­zowym. Zapłacił i pognał dalej. Tym czło­wiekiem był Hofman.

Szedł na chama
Adam Hofman jest najmłodszy z całej czwórki, a jednak to on zawsze uchodził za lidera grupy. Choć Jackiewicz górował nad nim dorobkiem politycznym (Hof­man kiedyś był nawet jego asystentem), Rogacki - biznesowym, a Kamiński - na­ukowym. Co sprawiło, że starsi i bardziej utytułowani koledzy tak łatwo mu się podporządkowali ?
Znajomy: - Hofman ma predyspozy­cje przywódcze. Nie boi się podejmować szybkich decyzji i ma silną psychikę. Jeśli ktoś myśli, że Adam siedzi teraz w domu i pije z rozpaczy albo popada w stany de­presyjne jak Zbigniew Chlebowski po afe­rze hazardowej, to jest w błędzie. Nie, on nie pęka.
Polityk PiS: - Adam jest władczy. Jako rzecznik PiS zakazywał chodzić do me­diów tym, których nie lubi. Robił to w upokarzający sposób. Członkowi komi­tetu politycznego w wieku swojego ojca potrafił zakazać występu w Superstacji. Kiedy ktoś miał do niego pretensje, mówił wprost: „Nie będziesz chodził do telewizji, bo jak raz cię puściłem, to nawet mnie nie broniłeś”.
Członek władz partii: - Poza tym z ca­łej trójki był najbliżej prezesa i stąd wyni­kała jego siła. Szedł na chama, wpychał się na spotkania, przynosił pomysły. Inni nie mieli tej siły przebicia.
Były współpracownik: - Przywódz­two w tej grupie ukształtowało się w spo­sób naturalny. Maniek [Kamiński - przyp. red.] ma najsłabszy charakter z całej czwórki. Łatwo się załamuje i ma skłon­ność do znikania, gdy pojawiają się kło­poty. Hofman jako samiec alfa szybko to wyczuł i traktował go na zasadzie „podaj, przynieś, pozamiataj”. Rogacki od zawsze był zapatrzony w Hofmana. Dawid to siła spokoju, ale na lidera się nie nadawał. Po­trafił tygodniami nie odbierać telefonu, brakowało mu pewności siebie. On też puścił Adama przodem.

Główny problem? Brak poglądów
Jako lider grupy znajomych czy małej frak­cji Hofman się sprawdzał, ale jako polityk miał też oczywiste braki. Tym największym był brak poglądów. Dla niego polityka za­wsze była grą o władzę. Jeden z działa­czy wrocławskiej Platformy opowiada, że w 2003 r. Hofman, wówczas początku­jący działacz PiS, sondował u niego swo­je szanse na przejście do PO. Nie chodziło mu o kwestie programowe, ale o możli­wość zrobienia kariery. Hofman miał się wówczas skarżyć, że PiS jest partią zdomi­nowaną przez starszych działaczy, w któ­rej młodym trudno się przebić. Transfer ostatecznie nie doszedł do skutku, bo Plat­forma nie wyraziła zainteresowania obie­cującym studentem politologii.
O tym, że Hofman nie ma rozezna­nia w sprawach programowych, kilka lat później przekonał się też ówczesny po­seł PiS Paweł Poncyljusz, który w 2008 r. wpadł na desperacki pomysł. Wymyślił, że przejdzie się po co rozsądniejszych posłach PiS i każdemu zada jedno pyta­nie: „Gdybyś miał czarodziejską różdżkę i mógł przeprowadzić przez Sejm jedną ustawę, to co byś wybrał?”. Potem zbierze wszystkie pomysły i zaniesie je na Nowo­grodzką. Jeśli prezes da zielone światło, to będzie można rozpocząć prace nad ca­łym pakietem projektów.
Poncyljusz wytypował kilkunastu po­słów do swojej ankiety. Rozmowy na po­czątku szły dobrze. Posłanki Elżbieta Rafalska i Joanna Kluzik-Rostkowska wy­brały sobie kwestie z dziedziny spraw społecznych, była wicepremier Graży­na Gęsicka chciała się zająć funduszami unijnymi, a Jackiewicz planował uporząd­kowanie sektora spółek skarbu państwa. Pierwsza zaskakująca odpowiedź padła w rozmowie z młodym Kamińskim, który zgłosił coś, czym do tej pory nigdy się nie zajmował. - Jesteś pewien? Przecież to nie twoja działka - zdziwił się Poncyljusz. - No, tak, ale z sondaży wynika, że to byłoby do­bre - odparł Kamiński. - Ja nie pytam, co wynika z sondaży, tylko co chciałbyś zro­bić ty? - Tb przyjmijmy, że moja propozy­cja jest właśnie taka.
Poncyljusz zanotował i poszedł do Hof­mana. Gdy wyjaśnił mu, w czym rzecz, do­stał odpowiedź nieufną i obcesową: - A po co ci to wiedzieć? Nic ci nie powiem. Jak będę miał jakiś pomysł, to sam zgłoszę go prezesowi.
Znajomy Hofmana: - To cały Adam. Ja­ckiewicz i Kamiński może i mieli coś do zaoferowania, ale nie potrafili tego wyko­rzystać, bo za darmo oddali Poncyljuszowi. A Hofman zawsze kierował się polityczną kalkulacją.

Żyje ten, kto nie wierzy we własną śmierć
Hofman zawsze myślał tymi kategoriami. Był bezwzględny. Podczas gdy inni mie­li skrupuły, on zwodził i odwracał sojusze. I w sumie trzeba przyznać, że do niedawna ta taktyka przynosiła mu korzyści. Kluczo­wy bylrok2010 -to wtedy grupa Hofmana osiągnęła szczyt swoich możliwości.
Zaraz po przegranej kampanii prezy­denckiej Kaczyńskiego w partii doszło do rozłamu, w wyniku którego powstała PJN. Secesjoniści od razu przystąpili do roz­mów z hofmanowcami, w których widzieli
naturalnych sprzymierzeńców. Jackiewicz postawił sprawę jasno. Powiedział, że zo­staje, bo ma na utrzymaniu rodzinę, i nie może ryzykować. Negocjacje w imieniu reszty przejął Hofman. Do pierwszego spotkania doszło na kortach tenisowych Warszawianki. Hofman sprawiał ważenie chętnego, ale poprosił o czas do namysłu. Obiecał, że da odpowiedź po powrocie ze służbowego wyjazdu na Tajwan.
Rozstrzygające spotkanie odbyło się ty­dzień później w mieszkaniu Hofmana na warszawskim Mokotowie - oprócz pośred­nika przysłanego przez PJN uczestniczył w nim jeszcze młody Kamiński. Rozmo­wa się nie kleiła. Negocjator nie dostał od­powiedzi odmownej, ale miał poczucie, że jest zwodzony - zamiast omawiać wspól­ne plany, gospodarz bawił się pilotem i opowiadał o zielonej herbacie przywie­zionej z delegacji. Spotkanie ostatecznie zakończył serwis informacyjny TVN 24, w którym podano, że grupa młodych po­słów PiS - z kontekstu wynikało, że chodzi - czwórkę hofmanowców - dzień wcześ­niej spotkała się z prezesem Kaczyńskim - zadeklarowała lojalność. Zszokowany człowiek z PJN wstał i wyszedł. Na od- chodne rzucił tylko: - Panowie, trzeba było od razu powiedzieć, żebym włączył sobie telewizor, nie marnowalibyśmy czasu.
Przeciągając celowo te rozmowy, Hof­man upiekł kilka pieczeni na jednym og­niu. Znał wszystkie plany rozłamowców, dzielił się nimi z Kaczyńskim i podbijał swoją cenę. A zostając w PiS, oczyścił sobie przedpole, z którego w jednej chwili znik­nęli mu dwaj główni rywale, czyli Michał Kamiński i Adam Bielan. Ta taktyka przy­niosła mu wymierną korzyść: zaraz po roz­łamie awansowano go na rzecznika partii.
Po aferze madryckiej Hofman spadł ze szczytu na dno. Jeden z jego znajomych opowiada, że gdy w ostatnich latach w kło­poty wpadali kolejni politycy Platformy, jak Mirosław Drzewiecki czy Sławomir Nowak, Adam zawsze powtarzał: - W po­lityce naprawdę umiera tylko ten, kto sam godzi się ze śmiercią.
Tym razem przekonanie o własnej nie­śmiertelności może nie wystarczyć. Po usunięciu z partii i wszczęciu śledztwa przez prokuraturę hofmanowcom trudno będzie się podnieść.

ŹRÓDŁO

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz