PiS - konstytucja 2010.pdf

wtorek, 14 lipca 2015

Oj, da się



Nad programem PiS pracowało podobno kilkudziesięciu eksper­tów, ów program wygląda jednak tak, jakby autorów było dwóch - Święty Mi­kołaj i Mieczysław Moczar.
  Pani Beata Szydło z upodobaniem po­wtarza, że w przeciwieństwie do Platfor­my Obywatelskiej, która mówiła, że się nie da, „my w PiS mówimy, że się da”. Je­śli idzie o gospodarkę, program PiS przy­pomina listę próśb do złotej rybki, których spełnić się nie da, a jak się da, to rujnując państwo. Program ten to zestaw liczb z su­fitu (albo z liSzydła), wzbogacony o kłam­stwa (jak to, że banki nie płacą podatków) i oblany sosem cynizmu (banki opodatku­jemy, ale naszych SKOK-ów nie). Nie ma co zanurzać się głębiej w ten świat fikcji, bo to nie żaden program, ale lipa.
  W sferze - używając języka marksowskiego - bazy mamy więc propozycje nie­realne. Natomiast w sferze szeroko pojętej nadbudowy propozycje są realne do bólu. Dosłownie. I tu, jak PiS mówi, że się da, to wie, co mówi. Oj, da się wprowadzić sy­stem neobolszewicko-narodowy z kierow­niczą rolą zideologizowanej partii, pod światłym przywództwem ukochanego li­dera, z błogosławieństwem Boga Wszech­mogącego, w imię którego ukochany lider i jego partia uczynią narodowi dobro.

  Kluczem do programu PiS w dziedzi­nie nadbudowy są słowa „narodowy”, „repolonizacja”, „moralność” „weryfikacja” i „prowokacja”.
  Zacznijmy od wymiaru sprawiedliwo­ści, które to pojęcie, zdaje się, ma być za­mienione na wymiar kary. Na panelu poświęconym tej dziedzinie zapropono­wano weryfikację sędziów, badanie ich wariografem, a także badanie ich moczu, czy czasem nie ma w nim śladów niemoralne­go prowadzenia się. Z entuzjazmem mó­wiono o niemal powszechnym stosowaniu prowokacji - władza sprawdzi, czy obywa­tel jest odporny na pokusy. Znany skądinąd Zbigniew Ziobro proponował wprowadze­nie Izby Wyższej Sądu Najwyższego. Jej członków mianowałby prezydent, a mia­łaby ona weryfikować „rażąco niesłuszne wyroki”. Kilka dni temu pan Ziobro stwier­dził, że to „pomysł wzorowany na USA, gdzie prezydent mianuje sędziów Sądu Najwyższego”. Niezła manipulacja. Prezy­dent USA, owszem, zgłasza kandydatów na sędziego Sądu Najwyższego, ale tylko wtedy, gdy jakiś sędzia umrze lub zrezyg­nuje z pełnienia urzędu. W praktyce nawet w ciągu dwóch kadencji żaden prezydent nie zgłasza więcej niż trzech kandydatów, a i tak każdy kandydat musi być zaakceptowany przez Se­nat. Pomysł Ziobry nie jest więc w najmniejszym stopniu amerykański. Jest bolszewi­cki, choć trzeba przyznać, że tak horrendalnych pomysłów nie było nawet w PRL. Rea­lizacja tego typu propozycji oznaczałaby w praktyce zde­molowanie państwa prawa, skasowanie sędziowskiej nie­zawisłości i przekreślenie trój­podziału władz. Są to bowiem pomysły pasujące do reżimu Łukaszenki, a nie do państwa będącego (wciąż) w Unii Eu- ropejskiej. A są jeszcze rzu­cane w swoim czasie przez prezesa Kaczyńskiego pomy­sły stworzenia specjalnych są­dów - np. do zbadania sprawy smoleńskiej, a więc ukarania tych, których Kaczyński chce ukarać.
  Wzięte razem owe propozycje wprowa­dzone w życie przyniosłyby po prostu insty­tucjonalizację zamordyzmu. Pro-PiS-owski właściciel portalu Salon24, skądinąd wiel­biciel Orbana, mianowany w swoim czasie przez PiS-owską władzę szefem PAP, na­zwał program PiS „nową jakością”. Fakt, to jest absolutnie nowa jakość.
  Idźmy dalej. PiS-owskie pomysły w dzie­dzinie mediów prezentowała, dzieląca swą miłość między ojca - dyrektora a kawalera - prezesa, Barbara Bubula. Cieszy się ona moim uwielbieniem, bo poświęca mi w Ra­diu Maryja liczne audycje pod pięknym ty­tułem „Myśląc - ojczyzna”, w których mówi o „lisich mediach” albo nazywa mnie „be­stią III RP”. Pani Bubula chce „repolonizacji mediów”. Cel?
  Oddajmy głos Bubuli: „Naszym ce­lem powinno być wzmocnienie medial­nego przebudzenia, którym są prawicowe media, bo to one dały zwycięstwo nasze­mu prezydentowi”. No, to wszystko jasne.
  Program PiS jest narodo­wy w formie i socjalistycz­ny w treści. Będziemy mieć narodowe (już nie publicz­ne) media, narodowe kino (koniec z niesłusznym „Po­kłosiem” czy „Idą”) oraz narodowe seriale, bo narodo­wego ducha trzeba krzepić. Wszystko jaku Moczara, któ­ry też, nie odchodząc od so­cjalizmu, krzepił.
  Repolonizacja to w gruncie rzeczy repisizacja, po której naród ustawiony zostanie do pionu, z rączkami złożonymi do modlitwy - wszystko pod czujnym okiem księdza Oko.
PiS pewnych rzeczy do ofi­cjalnego programu oczywi­ście nie wpisze, luźne dziś pomysły stałyby się po prostu programem nowej władzy. Wszystko jest jednak jak na dłoni.
Do wyborów mamy sto dni. Jeszcze jest czas, by ostrzegać. Kapitolińskie gęsi mu­szą gęgać. W końcu w ten sposób ocalo­no Rzym, gdy zmęczony lud pogrążony był w głębokim śnie. Wszystko zależy od nas. Może nastać dyktatura ciemniaków. Ale nie musi.

Tomasz Lis

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz