PiS - konstytucja 2010.pdf

czwartek, 17 maja 2018

Jaki nie chce draki



Komisja do spraw reprywatyzacji w War­szawie pod przewodnictwem Patryka Ja­kiego nie sprawdza postępowań roszcze­niowych, które przeprowadzono w cza­sach, gdy Lech Kaczyński był prezyden­tem Warszawy Dlaczego? PiS ma powód, żeby te dokumenty nie wyszły na jaw.
   W lutym 2000 r. do Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast (UMiRM) wpłynął wniosek mecenasa Jana Stachury reprezentującego rze­komych spadkobierców w sprawie odzyskania nieruchomości przy ul. Tarczyńskiej 14 w War­szawie. Jest to nieruchomość wspólna na terenie, na którym stoi Hotel Sobieski.

Tandem. Mecenas Jan Stachura to ten Stachu­ra. Ten, który przeprowadził większość spraw re­prywatyzacyjnych w Warszawie. Ten, który dziś tłumaczy się przed CBA i prokuraturą z transak­cji reprywatyzacyjnych.
   W sierpniu 2002 r. ówczesny prezes UMiRM złożył do sądu wniosek o ustanowienie kuratora dla zmarłej w 1977 r. właścicielki tej nieruchomości I.S. Prezes UMiRM napisał w ostatnim zdaniu wniosku: „Na kuratora spadku proponuje adw. Roberta Nowaczyka, Kancelaria Adwokacka ul. Wilcza 8 lok. 3 Warszawa”. Nowaczyk też jest wszystkim zna­ny. To słynący ze zdumiewającej skuteczności reprywatyzator, który z zarzutami korupcji i prze­krętów przy przejmowaniu nieruchomości wylą­dował w areszcie.
   Nie byłoby nic dziwnego w przytoczonym do­kumencie, gdyby nie fakt, że ten, który chce od­zyskać majątek, czyli Jan Stachura, i ten, który ma bronić interesów nieżyjącej właścicielki, to współpracujący ze sobą adwokaci. We wniosku widzimy ten sam adres kancelarii (Wilcza 8 lok. 3), gdzie obaj pracują. W skrócie można powiedzieć, że oskarżyciel i obrońca to pracow­nicy tej samej kancelarii.
   Kolejną niespodzianką jest wskazanie we wniosku konkretnego urzędnika - kuratora. Takich rzeczy się nie praktykuje. Tymczasem w tym wypadku pracownik urzędu nie dość, że nie zauważa rozbieżności interesów obu panów, to jeszcze sam wskazuje osobę Nowaczyka na funkcję kuratora.

Spadek. W styczniu 2004 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, Wydział V Cywilny, pod przewodnictwem sędzi Ewy Okrasso wyzna­czył na kuratora spadku nieżyjącej I.S. Roberta Nowaczyka. Wniosek w sądzie popierał warszawski ratusz. Prezydentem Warszawy był wówczas Lech Kaczyński.
   Minęło 14 lat. Nowaczyk jako kurator spadku nie zrobił nic w interesie S. Jego rolą było prze­prowadzenie spadku. Ale po prześledzeniu do­kumentacji sądowej po procesie spadkowym nie ma ani śladu. Nowaczyk przez te wszystkie lata dysponował prawomocnym dokumentem usta­nawiającym go kuratorem spadku. Co z tym zro­bił? Pytanie jest tym bardziej zasadne, że rosz­czenia do tego spadku przedstawiał jego kolega z kancelarii. Jego mentor, jak zwierzył się kiedyś w Naczelnej Radzie Adwokackiej...
   Sąd nie odpowiedział nam, co stało się ze spadkiem S. Wartość gruntu pod hotelem jest oszałamiająca.

Kaczyński. Badając sprawę tej reprywatyza­cji, natrafiliśmy na kolejne kilkadziesiąt spraw spadkowych (znamy sygnatury), które według naszych informatorów były podobnie przepro­wadzane. Większość w latach 2003-04. I więk­szość w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śród­mieście. Urząd albo wnosił osobiście, albo suge­rował, aby kuratorem spadku był Nowaczyk. Wniosek popierał przed sądem ratusz. Prezyden­tem Warszawy był wówczas Lech Kaczyński.
   Według informacji, które do nas dotarły, No­waczyk nie przeprowadzał procesu spadkowego, ale jako kurator zmarłych właścicieli robił inte­resy na przekazanej mu pieczy nad majątkiem.
   Zadaliśmy pytania sądowi, prosząc o przedsta­wienie sytuacji prawnej w każdym ze znanych nam postępowań. Sąd ociąga się z odpowiedzią. Będziemy czekać...

Kasa. Dzika reprywatyzacja w Polsce była możliwa ze względu na przepis o gospodarce nie­ruchomościami.
   Zmiany ustawy w 2003 r. dokonał rząd Leszka Millera, ale projekt powstał w nieistniejącym dziś Urzędzie Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast. Tym samym, który wskazywał na kuratora spadku Nowaczyka.
   Z chwilą wejścia w życie zmienionej ustawy zaczęły się dziać dziwne rzeczy z odszkodowaniami za stracone mienie w PRL. Powód: przed nowelizacją wysokość odszko­dowania liczono na podstawie warto­ści działki w dniu jej wywłaszczenia, czyli np. 20-30 lat wcześniej. Po noweliza­cji wysokość odszkodowania liczy się na podsta­wie wartości nieruchomości w dniu wydania de­cyzji o odszkodowaniu, czyli np. dziś. Odszkodo­wania są tym samym kilkaset razy wyższe.

Najwyższa Izba Kontroli zajęła się zmianami w ustawie. Wskazywała, że dochodzi do licznych nadużyć. NIK zgłasza­ła się do właściwych ministerstw w tej sprawie. Ministrem spra­wiedliwości był Lech Kaczyński. W latach2005-2007 rząd Prawa i Sprawiedliwości nie podjął tematu.

   NIK jednak nie odpuszczała i w listach do pre­miera Donalda Tuska i jego ministrów zwracała uwagę, że głównymi beneficjentami miliono­wych odszkodowań nie są ludzie skrzywdzeni w PRL, ale firmy zatrudniające rzeczoznawców majątkowych, prawników i detektywów. Wynaj­dują one dawnych właścicieli nieruchomości i podpisują z nimi umowy notarialne, często bio­rąc większą część odszkodowania w zamian za je­go odzyskanie.
   Prezes NIK Jacek Jezierski w 2008 r. w pi­śmie skierowanym do premiera Tuska stwier­dza, że art. 130 ust. 1 stwarza poważne zagroże­nie dla finansów publicznych. Apeluje, by roz­ważyć opracowanie projektu zmiany tego prze­pisu.
   NIK mówi, że z powstaniem tego przepisu coś było nie tak. Po pierwsze, podczas pisania pro­jektu zmiany przepisu art. 130 ust. 1 ustawy o go­spodarce nieruchomościami pracownicy Depar­tamentu Regulacji Rynku Nieruchomości UMiRM nie sporządzili analizy skutków finan­sowych jej wprowadzenia. Po drugie, dziwnym trafem tak kosztowny dla budżetu państwa arty­kuł pominięto w uzasadnieniu do projektu zmia­ny ustawy, choć prawie każdy inny zmieniony przepis jest szczegółowo uzasadniony. Potrzecie, przepis narusza konstytucję.
   Nikt nie zareagował. Tusk stwierdził, że po­chyli się nad ustawą, ale mu przeszło. W 2011 r. Ministerstwo Skarbu Państwa oświadczyło, że przerywa prace nad ustawą reprywatyzacyjną, bo nie stać na to budżetu państwa.

Fundacja. Prezesem UMiRM, który sugero­wał, żeby kuratorem spadku został najskutecz­niejszy reprywatyzator Nowaczyk, był wówczas Marek Bryx.
   Bryx w tamtym okresie założył fundację „Bu­dowanie bez granic”.
   Propozycję współpracy z fundacją przyjęły or­ganizacje branżowe, m.in. Krajowa Izba Archi­tektów, Krajowa Izba Budownictwa, Instytut Techniki Budowlanej, Polska Konfederacja Pra­codawców Prywatnych, Stowarzyszenie Dewelo­perów Polskich, Polski Związek Firm Dewelo­perskich, Towarzystwo Urbanistów Polskich, Krajowy Związek Pracodawców Budownictwa oraz Bank Współpracy Europejskiej, BRE Bank, PKO BĘ Związek Banków Polskich.
   Bryx to orędownik pisowskiego programu „Mieszkanie plus”. Pojawia się w mediach jako niezależny ekspert i twierdzi, że to znakomity projekt dla najuboższych.

Lewizna. Dlaczego komisja pod przewodnic­twem Jakiego nie zajmuje się dokumentami, które do nas dotarły? Przecież pojawiają się tam nazwiska tych, którzy trafili za kratki za przekrę­ty przy reprywatyzacji? Bo PiS przez te wszyst­kie lata nie tylko przymykało oko na te lewizny, ale też brało w nich udział.
   Niedługo przedstawimy kolejne dokumenty z reprywatyzacji w czasach Lecha Kaczyńskiego. Patryk Jaki też musi je znać.
Joanna Skibniewska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz