PiS - konstytucja 2010.pdf

wtorek, 22 maja 2018

Wygaszanie Sejmu



Polski parlament zamienił się w oblężoną twierdzę, do której obywatele nie mają dostępu. PiS wprowadza sejmowy stan wyjątkowy

Renata Grochal, Aleksandra Pawlicka

Poniedziałkowe popołudnie. Na Wiejską zajeżdża delegacja z premierem Węgier Viktorem Orbanem. Barierki szczelnie od­gradzają Sejm od ulicy. Terenu pilnują policjanci.
   - Jak mija służba? - pytamy jednego z nich.
   - Od grudnia mamy tu stałe dyżury, ale dziś jest spokojnie. Jak są manifestacje, to temperatura się podnosi - odpowiada.
   Po sejmowym dziedzińcu spacerują strażnicy z bronią i pa­ralizatorami. Od lutego straż marszałkowska ma uprawnie­nia służb mundurowych - może przeszukiwać, zatrzymywać, nagrywać, a nawet użyć ostrej amunicji. Liczbę pracowników zwiększono ze 160 do 290.
   Orban musi być zdziwiony, bo gmach parlamentu w Budapeszcie nie jest ogro­dzony. Wtapia się w zabytkową architektu­rę nad Dunajem, a turyści mogą nie tylko podziwiać zabudowania z zewnątrz, ale na­wet wejść do sali obrad.
   Kiedyś między budynkami polskiego parlamentu też mogli spacerować prze­chodnie, teren był otwarty. Odkąd PiS do­szło do władzy, zaczęto go zamykać. Po blokadzie Sejmu przez opozycję w grudniu 2016 roku i masowych protestach przed parlamentem w sprawie sądów Sejm od­izolowano na stałe podwójnym rzędem barierek.
Orban nie wchodzi głównym wejściem, lecz przez Senat. Idzie raźnym krokiem do gabinetu marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.
   - Wprowadzili Orbana bocznym wej­ściem, żeby nie przechodził koło pro­testujących niepełnosprawnych i ich opiekunów. Mieli przygotowane kartki z napisami po węgiersku „zapraszamy na rozmowy” - opowiada jeden z korespon­dentów parlamentarnych.
   Gdy kilka dni wcześniej w parlamen­cie gościł prezydent Czech, marszałek Kuchciński spotkał się z nim w Senacie. Nie chciał, żeby Milos Zeman widział poroz­wieszane przez protestujących ręczniki i posłania rozłożone na posadzce tuż przy sali plenarnej.

CZARNA LISTA KRĄŻY PO SEJMIE
- Okazuje się, że ta władza najbardziej boi się niepełno­sprawnych. Zapanował stan permanentnego zagrożenia. Nie są wpuszczani goście na komisje, eksperci - denerwuje się wi­cemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO), za komuny dzia­łacz podziemnej opozycji demokratycznej. Siedzimy w jego gabinecie na drugim piętrze w Senacie tylko dlatego, że mamy stałe dziennikarskie przepustki. Wydawanie jednorazowych przepustek zostało wstrzymane, nie tylko ludziom mediów. Borusewicz kilka dni temu zaprosił do parlamentu prezyden­tów aglomeracji gdańskiej. Musiał odwołać spotkanie, bo nie dostali przepustek. Problemy były też z wejściem na organi­zowaną w Senacie konferencję z okazji stulecia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Goście (m.in. arcybiskup Stani­sław Budzik) prawie godzinę musieli czekać w pełnym słońcu. Gdy odmówiono wpuszczenia do Senatu Agnieszki Wierzbi­ckiej z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, Borusewicz wystąpił do komendanta z pytaniem o powody. - To utrudnianie wyko­nywania mandatu senatora, który polega m.in. na kontakcie z ludźmi - tłumaczy.
   Politycy opozycji są przekonani, że straż marszałkowska ma czarną listę osób, które nie mogą wejść do Sejmu. Oprócz dzia­łaczek Strajku Kobiet są na niej Obywate­le RP, którzy w grudniu protestowali przed parlamentem. Jednak biuro prasowe na pytanie o czarną listę nie odpowiada. Po­dobnie jak na kolejne: dlaczego wstrzyma­no wydawanie przepustek? Odpisuje tylko, że „zdecydowały względy organizacyjne”, a powodem był protest niepełnosprawnych i ich opiekunów.

SEJMOWY PARALIŻ
Podobne problemy jak marszałek Bo­rusewicz mają też inni parlamentarzy­ści. Sejmowa komisja zdrowia miała na ostatnim posiedzeniu rozmawiać o prob­lemach w diagnostyce laboratoryjnej. Zje­chali się ludzie z całej Polski - eksperci, profesorowie. Ale straż marszałkow­ska nie wpuściła ich do parlamentu. Szef komisji Bartosz Arłukowicz (PO) mu­siał odwołać posiedzenie.
   Tak samo było, gdy komisja zdrowia miała omawiać zmiany w prawie farma­ceutycznym. Eksperci, profesorowie me­dycyny, nie dostali przepustek. Przyszli tylko posłowie, więc Arłukowicz zno­wu odwołał komisję. Jest przekonany, że PiS bało się, że do Sejmu wejdą osoby, które dołączą do niepełnosprawnych.
   - Wszystkie granice zostały przekroczone. Sejm jest coraz dalej od obywateli. To jednoosobowe księstwo Kuchcińskiego, który uważa, że uchroni władzę przed gniewem ludu - zżyma się Arłukowicz.
   Wejścia odmówiono także ekipie filmowej, która robi film o „dobrej zmianie” dla skandynawskich telewizji. Bez proble­mu weszli do pałacu prezydenckiego i do Kancelarii Premie­ra, tylko marszałek Kuchciński nie wpuścił ich do parlamentu.
   - Nie jesteśmy jedyną ekipą, która odeszła z kwitkiem. Ten sam problem mieli Czesi. Traktują nas jak potencjalnych prze­stępców, jakbyśmy mieli wnieść bombę do polskiego parlamen­tu, ale może Kuchciński uważa, że kilka pytań dziennikarza rozwali tę władzę - mówi jeden z filmowców. Żartuje, że „jutro będzie ten dzień, gdy Kuchciński zakaże wstępu do Sejmu sa­memu sobie”.
   Sprawą zajął się rzecznik praw obywatelskich Adam Bod­nar, który interweniował u marszałka Sejmu, a także Helsiń­ska Fundacja Praw Człowieka.
   Bodnar mówi, że jego urząd działa na zasadzie „spisane będą czyny i rozmowy”. - Interweniujemy w sprawie odmo­wy kręcenia filmu dokumentalnego, ale także utrudniania pracy komisjom sejmowym i w sprawie niewpuszczania dzien­nikarzy. Formalne pisma do Kancelarii Sejmu i otrzymywa­ne odpowiedzi są dokumentami obrazującymi zachowanie tej władzy - podkreśla. Z kolei Dorota Głowacka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka przypomina, że Sejm jest instytucją publiczną, w któ­rej podejmowane są decyzje istotne dla funkcjonowania państwa i swoboda w re­lacjonowaniu tych działań jest warunkiem efektywnego wykonywania pracy dzien­nikarskiej. - Ograniczanie jej arbitralny­mi decyzjami przedstawicieli władzy jest sprzeczne z prawem prasowym - argu­mentuje. Dodaje, że Fundacja obserwuje niepokojący wzrost ograniczania dostępu dziennikarzy od czasu blokady Sejmu przez opozycję w 2016 roku.

POSEŁ MUSI MIEĆ DOSTĘP DO SZATNI
Przy stoliku dziennikarskim w Sej­mie panują minorowe nastroje. Sto­lik dziennikarski to miejsce w głównym budynku Sejmu tuż przy sali plenarnej, gdzie od lat pracują dziennikarze. Spra­wozdawcy sejmowi narzekają, że odkąd PiS doszło do władzy, nie mogą swobod­nie poruszać się po Sejmie, całkowicie za­mknięto wstęp w kuluary, gdzie można było porozmawiać z posłami w swobod­niejszej atmosferze. Zamknięty został także korytarz, w którym urzędują mar­szałek i wicemarszałkowie. - Powiesili sobie nawet kotary przy drzwiach, żeby nie było widać, kto wychodzi. Tak źle jeszcze nie było - na­rzeka kilku rozmówców.
   Gdy premier jest w parlamencie, dziennikarze nie mogą schodzić głównymi schodami ani stać w holu, a tędy do sali ple­narnej wchodzą członkowie rządu. Gdy premier chce zrobić konferencję prasową, straż marszałkowska odgradza dzienni­karzy taśmami. Przedstawiciele mediów nie mogą stać nawet przy szatni obok sali plenarnej, gdzie kiedyś można było złapać polityków wychodzących z Sejmu.
   Po grudniowej blokadzie w 2016 roku marszałek zlikwido­wał salę, w której odbywały się konferencje prasowe w głów­nym budynku Sejmu. Nowe centrum medialne otwarto na drugim końcu kompleksu sejmowego. Tyle że to kompletnie martwe miejsce. Gdy prosimy o jego pokazanie, okazuje się, że jest zamknięte, a drzwi spina solidny łańcuch. Pracownik Kan­celarii Sejmu otwiera na naszą prośbę pomieszczenie. W środ­ku kilkanaście krzeseł, przestrzeń zdecydowanie mniejsza niż w dawnej sali prasowej. - Wymyślili sobie, że wyrzucą media jak najdalej od sali posiedzeń, żeby nie zaczepiały polityków PiS, a szczególnie pana prezesa Kaczyńskiego - mówi jeden ze sprawozdawców. Ale dziennikarze się nie dali. Trwają przy swoim stoliku.

SEGREGACJA DZIECI W SEJMIE
Marszałek Kuchciński obawia się nie tylko dorosłych, ale i dzieci. Odwołano obrady Sejmu Dzie­ci i Młodzieży, który odbywa się co roku z okazji Dnia Dziecka. Parlament nie wziął udziału w Nocy Muzeów. Centrum praso­we Sejmu, pytane o powody, odpowiada, że „przestrzeń przekształcona bez konsulta­cji z Kancelarią Sejmu w miejsce noclegu i całodobowego pobytu nie może być jed­nocześnie miejscem odwiedzanym przez kilka tysięcy ludzi”.
   Opozycja szacuje, że do Sejmu za rzą­dów PiS nie zostało wpuszczonych blisko 200 szkolnych wycieczek. Ale tylko tych zapraszanych przez posłów opozycji. Or­ganizowane przez posłów PiS wchodziły bez problemu. Biuro prasowe twierdzi, że były to grupy, które odwiedzają Sejm w ra­mach współorganizowanego przez kance­larię programu edukacyjnego.
   Poseł Sławomir Nitras (PO) zaprosił do Sejmu wycieczkę gimnazjalistów, laurea­tów olimpiady z wiedzy o społeczeństwie. Chciał, aby zobaczyli, jak pracują posło­wie. Nie dostali jednak przepustek, choć Nitras napisał pismo do marszałka z dziesięciodniowym wyprzedzeniem. Dzień przed wizytą dostał odmowę bez żadnego uzasadnienia. - To jest banda psychopa­tów, którzy uważają, że Sejm jest ich, świat składa się ze spisków, a my jesteśmy finansowani przez Sorosa i przy pomocy dzieci oraz niepełnosprawnych chcemy im ten Sejm odebrać - irytuje się Sławomir Nitras.
   - Sprawa niewpuszczania wycieczek szkolnych organizo­wanych przez posłów opozycji została podniesiona na ostat­nim posiedzeniu Sejmu. Posłanka Krystyna Szumilas (PO) pytała z sejmowej mównicy: „Wiele wycieczek z całej Pol­ski pocałowało klamkę. Na jakich zasadach nie są wpusz­czane?”. A poseł Nowoczesnej Jerzy Meysztowicz mówił: „Podzieliliście społeczeństwo, podzieliliście tę salę, teraz dzie­licie dzieci. Czy wyście oszaleli?”.

CO MOŻE PIS, TO NIE OPOZYCJA
PiS ogranicza nie tylko możliwość wejścia do sejmu, ale także prawa opozycji w parlamencie, mimo że w kampanii wy­borczej Jarosław Kaczyński obiecywał opozycji pakiet demo­kratyczny. PSL, z którym PiS wojuje na wsi, jako jedyny klub w Sejmie nie ma swojego wicemarszałka. Posłom opozycji pod­czas obrad wciąż odbierany jest głos. Co chwila dostają kary fi­nansowe. Sławomir Nitras z PO był karany już trzy razy. Przez kilka miesięcy dostawał tylko połowę wynagrodzenia, czyli pięć tysięcy złotych brutto.
   Na prezydiach Sejmu rej wodzi nie marszałek Kuchciński, ale wicemarszałek Ryszard Terlecki. Gdy ostatnio wicemar­szałek Małgorzata Kidawa-Błońska (PO) broniła przed karą finansową Kamili Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej, Terlecki mó­wił, że trzeba ją ukarać, bo jest nerwowa, niegrzeczna i zawsze przeszkadza. Wtó­rował mu wicemarszałek Stanisław Tysz­ka z Kukiz ’15. Gasiuk-Pihowicz straciła jedną czwartą wynagrodzenia (2 tys. zło­tych brutto), bo zgłosiła wniosek o prze­rwę w obradach, aby wyciszyć emocje. Ale nie przygotowała go na piśmie, bo w trakcie obrad nie miała jak.
   - Im nie chodzi o to, aby uspokoić atmo­sferę, tylko o to, żeby te emocje eskalować i pokazywać, że jesteśmy awanturnikami - mówi polityk opozycji.
   Ostatnio Kuchciński zapowiedział nowe kary dla posłów za „naruszenie godności Sejmu”. Decydować ma arbitralnie on sam. Oceniać będzie mógł nie tylko zachowanie w Sejmie, ale także poza nim. Według posłów opozycji to ma być kolejny sposób, żeby nękać tych, którzy nie zgadzają się z PiS.

BĘDZIE OGRODZENIE
Wraca pomysł stałego ogrodzenia Sejmu, czyli zaprzepasz­czenia idei parlamentu jako przestrzeni otwartej dla obywateli. Stołeczny konserwator zabytków nie zgodził się na takie ogrodze­nie, ale Sejm odwołał się od tej decyzji do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Minister uchylił decyzję konserwato­ra. - W związku z tym ratusz nie miał wyjścia. Nie było już żad­nych przesłanek i możliwości, aby decyzji na budowę ogrodzenia nie wydać - tłumaczy rzecznik ratusza Bartosz Milczarczyk.
   Decyzja zapadła pod koniec lutego. Marszałek Senatu Stani­sław Karczewski zapewniał wtedy, że nie wiadomo, czy parla­ment skorzysta z przyznanego mu prawa, ale dziś na Wiejskiej można usłyszeć, że trwają prace nad przeksięgowaniem budże­tu Kancelarii Sejmu i Senatu, aby zaleźć pieniądze na budowę ogrodzenia. Według prawicowych mediów płot ma mieć trzy metry wysokości.
   - Plany grodzenia Sejmu były po Radomiu i Ursusie, ale na­wet wtedy władza się na to nie odważyła - komentuje poseł Marcin Święcicki z Platformy Obywatelskiej.

JEDNA TOALETA
Wszyscy w Sejmie się zastanawiają, jak daleko posunie się Kuchciński w zamykaniu Sejmu przed obywatelami. Wydawa­ło się, że szczytem było niewpuszczenie na spotkanie z prote­stującymi Wandy Traczyk-Stawskiej, 91-letniej uczestniczki powstania warszawskiego i wieloletniej nauczycielki niepeł­nosprawnych dzieci.
   - To prawdziwy skandal, że nie wpuścili pani Wandy, która walczyła o wolność. Osobiście jest mi za to wstyd. Ale to, że nawet nie pozwolili jej usiąść na ławce przed Sejmem, to po prostu brak człowieczeństwa. Czy można się posunąć jeszcze dalej? - py­tał załamany Jakub Hartwich, jeden z protestujących w Sejmie
niepełnosprawnych.
   Na czas Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, które rozpocznie się 25 maja, Kuch­ciński chce zagrodzić korytarz, w którym koczują niepełnosprawni.
   Ich opiekunowie apelowali do mar­szałka, żeby nie ograniczał im dostępu do toalet. W czasie posiedzeń Sejmu prote­stującym pozwolono bowiem korzystać tylko z jednej. - Tego nie było za PO. Gdy protestowałyśmy tu w 2014 roku, nikt nie wprowadzał takich restrykcji - mówi jed­na z matek.
   Rodzice osób niepełnosprawnych nie mogą opuszczać budynku. Dwie matki, które to zrobiły - jedna udając się na umówioną wcześniej wizytę u lekarza, druga na rozprawę rozwodową - nie zostały ponownie wpuszczone. Jedna z nich w biurze przepustek usłyszała: „Proszę nawet nie wyciągać dowodu osobistego. Mamy definitywny zakaz wpuszczania”.

SPOTKANIE W DESZCZU
Środowe popołudnie. Leje jak z cebra. Przed Sejmem siedzą Kuba i Adrian na wózkach. Wokół barierki i uzbrojeni strażni­cy. Podjeżdża samochód, z którego wysiada Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej, sama niepełnosprawna. Jej również marszałek nie wpuszcza do Sejmu, chociaż zabie­gała o to dwa dni.
   - Jest mi bardzo przykro, że nie może pani wejść - mówi Adrian.
   - Nie sądziłam, że Sejm jest tak oblężoną twierdzą. Łatwiej było się dostać do Sarajewa - mówi Ochojska. Ledwo trzyma się na kulach, popychana przez wianuszek policjantów.
   Za rozmowę z Ochojską niepełnosprawni Adrian i Ja­kub dostają od Kuchcińskiego zakaz wychodzenia z Sejmu na spacery.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz