PiS - konstytucja 2010.pdf

czwartek, 10 sierpnia 2017

Duet przeciw soliście



Fala protestów wyniosła w górę Kamilę Gasiuk-Pihowicz i Borysa Budkę. To na nich wskazuje się dziś w rozważaniach o zmianie generacyjnej w polityce.

Anna Dąbrowska

Oboje opublikowali na swoich profilach na Facebooku wspólne zdjęcie. Pod nim tysiące lajków i komentarzy w stylu: „wielka nadzieja opozycji”, „jesteście naszym zbawieniem”, „czas na zmianę sztafety”, a nawet za­chęty do stworzenia nowej partii, „za którą pójdą tłu­my”. Niektórzy wróżą, że to zdjęcie przyszłej premier i prezydenta, inni - że odwrotnie. Oliwy do ognia dolał Władysław Frasyniuk, który pod Sądem Najwyższym ogłosił abdykację polityków swo­jego pokolenia. Wymienił Budkę i Gasiuk-Pihowicz z nazwiska, dodając trochę w stylu macho, że pod jej rozkazami to byłby nawet gotowy wynosić śmieci. Dziś to wizja na wyrost, ale z pewnością daje do myślenia i Ryszardowi Petru, i Grzegorzowi Schetynie.
   Choć to Gasiuk-Pihowicz i Budka zostali najcieplej przyjęci przez tłum na Krakowskim Przedmieściu, oboje studzą emocje, szczególnie te dotyczące personaliów. Jakby się umówili. - To oczy­wiście miłe sercu, ale teraz rozważania personalne są mało ważne. Ja widzę siłę protestu Polaków - i to jest teraz ważna sprawa, która zaważy na polityce, a nie dyskusja o polskim Macronie. Teraz naj­ważniejsza jest wspólna walka o wymiar sprawiedliwości - mówi Gasiuk-Pihowicz. - To wszystko mnie buduje i daje energię, ale staram się podchodzić do tego na chłodno. Polityka to gra zespo­łowa. A gramy teraz o najwyższe stawki, o fundamenty państwa demokratycznego - stwierdza Budka. Akurat oni zespołowo grają już od początku kadencji. W duecie organizowali wiele konfe­rencji prasowych w Sejmie i tłumaczyli prostym językiem, co PiS chce zrobić z Trybunałem Konstytucyjnym. Wzywali wspólnie prezydenta, aby nie przyjmował ślubowania od trzech sędziów dublerów. W marcu zeszłego roku, stojąc ramię w ramię, wzywali Polaków, by stanęli przed Trybunałem i „pokazali swoją determi­nację, by żyć w państwie prawa”. Ona o Budce: - Borys jest zawsze świetnie przygotowany do rozmowy i wystąpień w Sejmie. Zdecy­dowanie to z nim spoza Nowoczesnej najwięcej w Sejmie współ­pracuję, nigdy się na nim nie zawiodłam. On o Gasiuk-Pihowicz:
- Często się konsultujemy, pokazaliśmy, że współpraca w opozycji jest możliwa. Kamila daje świeżość, a ja doświadczenie. PiS nie może im zarzucić obrony komunistycznego porządku. Ona, kiedy upadał komunizm, miała 6 lat, on - 11.

W polityce oboje są od pełnoletności. Ulokowali sympatie w okolicach Unii Wolności. Borys formalnie należał do Unii, a po rozłamie odpłynął do Platformy. Przyszły mąż Kamili, Mi­chał, został przy starej Unii i razem z kolegami - w tym z Ryszar­dem Petru - tworzył Młode Centrum. Kamila i Michał na długo zostali przy Geremku, Frasyniuku, Mazowieckim. Kamila mówi, że to oni wywarli na nią, studentkę prawa oraz zaocznie finan­sów, największy wpływ. Wspomina, że nie raz słyszała od nich: nie gadaj, tylko rób, oraz że należy do pokolenia profesjonali­stów, którzy w przyszłości zmienią sposób uprawiania polityki. Młodzi uczyli się pilności i chłonęli wartości weteranów walki o demokrację. Jako „wypełniacz” listy 21-letnia Kamila Gasiuk wystartowała w eurowyborach. Jej się nie udało, ale Onyszkie­wicz, Kułakowski, Staniszewska i Geremek zdobyli euromandaty. Starszy brat Gasiuk był asystentem prof. Geremka, do dziś pracuje w administracji w PE. W połowie lat dwutysięcznych Kamila ode­szła z polityki. Zdała aplikację adwokacką i miała już w kieszeni licencjat na SGH. Zaczęła karierę w międzynarodowej korpora­cji, potem przeniosła się do renomowanej kancelarii prawniczej i wreszcie do biura rzecznika praw obywatelskich Ireny Lipowicz. Polityczne związki małżeństwa Pihowiczów rozluźniły się i zostali wyborcami PO. Mówią, że szybko się rozczarowali, więc kiedy Ryszard Petru organizował Kongres Założycielski Nowoczesnej, znalazło się dla nich miejsce w pierwszym szeregu. Kamila zo­stała posłanką, jej mąż skarbnikiem.
   Budka inaczej budował swoją polityczną karierę. Bardziej klasycznie, od szczebla lokalnego do centralnego. Z perspek­tywy Warszawy długo był politykiem mało znanym. Po raz pierwszy startował do samorządu w wieku 20 lat. O miejsce w radzie konkurował z ojcem. Juniorowi zabrakło 13 pecho­wych głosów. Rodzice Gasiuk-Pihowicz: matka - lekarz pe­diatra, ojciec - ekonomista, nie przecierali jej politycznych szlaków. W 1997 r. Budka senior kandydował do Sejmu z list Unii Pracy. Po porażce wyborczej związał się z Samoobroną, a potem znalazł miejsce w PSL. Cała rodzina była rozpolity­kowana. Młodsza siostra Borysa startowała do PE z list Ru­chu Narodowego. Borys Budka w samorządzie spędził 9 lat. W 2013 r. mówił na łamach „Prawnika”, że w Sejmie skupia się bardziej na poprawianiu prawa niż na uprawianiu polityki. Pół­tora roku później został najmłodszym ministrem sprawiedliwości w historii. Zastąpił Cezarego Grabarczyka, odwołanego po tym, jak ministrem zaczęła się interesować prokuratura. „Kompe­tentny, pracowity i świetnie przygotowany” - cenił go ówczesny poseł PiS, dziś minister w kancelarii Andrzeja Dudy Andrzej Dera. Ewa Kopacz, ogłaszając nominację dla Budki, podkreśla­ła, że aż 66 razy reprezentował Sejm przed TK, głęboko siedział w sprawach prawnych i ustrojowych. To był moment przełomo­wy: w 2011 r. zdobył z 11. miejsca na liście 10 tys. głosów, a po pół roku w rządzie, w wyborach dwa lata temu, już prawie 40 tys.

Gasiuk-Pihowicz i Budkę łączy wykształcenie prawnicze i ekonomiczne. Oboje już w podstawówce stwierdzili, że idą na prawo. Nauczyciele zapamiętali ich jako klasowych kujo­nów. Borys Budka, doktor nauk ekonomicznych, wciąż wykła­da na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Ma o wiele dłuższy staż w sądowych salach niż koleżanka z Nowoczesnej. Do momentu, kiedy został ministrem sprawiedliwości, nie zdejmował radcowskiej togi. I to jego doświadczenie sądowe procen­tuje na mównicy sejmowej. - Tego, że trzeba mówić klarownie o skomplikowanych sprawach prawnych, nauczyli mnie też moi studenci. Nigdy nie wychodzę z przygotowanym wystąpieniem na kartce. Mówię z głowy i z serca. W polityce potrzeba nam więcej autentyczności - mówi Budka. Jaśniejącej gwieździe Nowocze­snej też nie można odmówić klarowności wypowiedzi. - Z tym że Kamila wychodzi na mównicę z papierami pod pachą, a Bo­rys długie kwadranse może mówić z pamięci - opowiada poseł Nowoczesnej. Dawni sędziowie TK zapamiętali, że w wystąpie­niach przed Trybunałem nie odczytywał po prostu tez zapisanych w stanowisku, ale przedstawiał nową treść i docierał do istoty rzeczy. Gasiuk-Pihowicz, nawet jak idzie do radia, to też kładzie przed mikrofonem notatki, wyliczenia, paragrafy.
   Oboje mają moc rozdrażniania prezesa PiS. Gasiuk-Pihowicz nie demotywuje to, że Krystyna Pawłowicz nazywa ją „mysz­ką agresorką”. Choć kiedy jeden z kolegów tuż przed wyjściem na scenę w gorący protestacyjny czwartek tak do niej powiedział, to zmroziła go wzrokiem. Choć niektórzy - być może zazdrośni koledzy klubowi - mówią, że Gasiuk-Pihowicz wchodzi czasami na zbyt wysokie rejestry głosowe i emocjonalne, to doceniają, że jej wypowiedzi są pełne bon motów. „Musimy przedyskuto­wać słowa dotyczące prawdy. Bo jeżeli ktoś tu kłamie, to pan, pa­nie prezesie” - to do Kaczyńskiego. Sumę długów zaciągniętych przez rząd PiS, m.in. na poczet 500+, ochrzciła „kaczorowatym”. Kiedy Sejm debatował nad powołaniem sędziów, w tym trzech dublerów, do TK, mówiła, że można ich wpuścić do Trybunału, „ale co najwyżej do stołówki”. Dziś powtarza obrazowo, że PiS chce „w trzy minuty skasować demokrację”, a ona będzie walczyć „o każdy centymetr demokracji”. To do niej prezes PiS powiedział „won” podczas sejmowych obrad. Ale najcelniejszy cios zadał Kaczyńskiemu Borys Budka. - Dopiero wychodząc na mównicę w obronie niezależności sądownictwa, zdecydowałem, że przy­pomnę Kaczyńskiemu, że jego brat nie odważył się podnieść ręki na wymiar sprawiedliwości. Mówiąc szczerze, nie liczyłem na taki efekt - mówi Budka. Po jego wystąpieniu prezes PiS „bez żadnego trybu” grzmiał o mordach zdradzieckich i kanaliach, które zamor­dowały mu brata. I wtedy maska opadła, Kaczyński pokazał praw­dziwe oblicze i zmobilizował ludzi do masowego wyjścia na ulice.

W N i PO, kiedy pytamy o tę dwójkę, posłowie są zgodni. Mówią, że Budka ma o wiele większe ambicje polityczne niż Gasiuk-Pihowicz. Borys nigdy nie należał do żadnej platformerskiej koterii. Choć na wielką arenę wywołała go Ewa Kopacz, to dziś gra w jednej drużynie ze Schetyną. I to mimo że po prze­granych przez PO ostatnich wyborach stanął z nim do walki o przywództwo. Mówił wtedy „Gazecie Wyborczej”, że jemu, 37-latkowi, łatwiej będzie walczyć o młodsze pokolenie, które się od partii odwróciło, że on je czuje. I dalej, że jeśli Platforma ma zdobyć nowych wyborców, musi postawić na nową twarz. Szybko się jednak z tego wyścigu wycofał, a dziś jest najmłodszą osobą w zarządzie partii i jej wiceprzewodniczącym. Ugrał swoje. Jeden z posłów PO twierdzi, że Schetyna wie, co robi: - Budka jest mu potrzebny, by tonować posłów zakochanych w Tusku, takich jak Pomaska, Mucha czy Nitras. Budka jest medialny i zagarnia pole, które oni chcą opanować. I tak rosną notowania Borysława. Tak mówią do niego w partii, od kiedy Ewa Kopacz, powołując go na ministra w rządzie, przekręciła jego imię. On sam twierdzi, że czuje się w partii doceniony, jest najmłodszym członkiem zarządu i dba, by ego nie wzięło góry nad IQ. Jako zapalony maratończyk wie, że to dopiero rozgrzewka przed po­litycznym ultramaratonem.
   Jeden z posłów PO, który przetransferował się do Nowocze­snej, mówi, że Gasiuk-Pihowicz to diament do oszlifowania, który w partii Petru jest otoczony wrogami. Podobno też my­ślała o odejściu z N. Została, bo czuje współodpowiedzialność za ten pechowy przelew, który wykonał w kampanii jej mąż, były już skarbnik partii. Pieniądze z kredytu bankowego prze­lał na konto komitetu wyborczego, omijając fundusz wyborczy. Kosztowna pomyłka - PKW odrzuciła sprawozdanie finansowe N i odebrała jej 4,5 mln subwencji rocznie.
   - Dopiero niedawno Kamila została wiceprzewodniczącą klu­bu, a tak naprawdę z 10 proc. Nowoczesnej w sondażach co naj­mniej 9 zawdzięcza Kamili. Ale ona nie jest typem lidera, a raczej polityka prymusa, który buduje się na pozycji eksperta - mówi poseł Nowoczesnej. Poseł Michał Stasiński (wcześniej N, dziś PO) dodaje, że prawie na każdym spotkaniu w terenie ludzie wciąż proszą o przekazanie pozdrowień dla Kamili, a nie dla Ryszar­da Petru. A także, że ona nie potrafi zadbać o swoje - pierwsze miejsce w szeregu - a oni są zazdrośni o jej popularność. Poseł Nowoczesnej: - Nie dba o kontakty z politykami swojej partii, a ogrom czasu pochłaniają jej spotkania z prawnikami, którzy dla niej pracują. Kamila Gasiuk-Pihowicz: - Chcę utrzymywać dobre kontakty ze wszystkimi. Nowoczesna to dla mnie natural­ny, zaufany zespół - wiem, że możemy na sobie polegać, a każdy z nas ma swoje zadania. W tym momencie najważniejszym mo­torem opozycji są ludzie, którzy wyszli na ulice w obronie sądów, szczególnie ci w małych miastach. Dodaje, że jak będzie taka wola w partii, to może iść rozmawiać z prezydentem o projektach do­tyczących sądownictwa. Ale szefowa klubu Katarzyna Lubnauer prostuje, że to liderzy klubu (czyli ona) lub partii (czyli Petru) powinni reprezentować opozycję w Pałacu. - Cenię współpracę Kamili - jest nową twarzą - z Borysem, który ma doświadczenie - mówi Lubnauer. Sławomir Neuman, szef klubu PO, tak Budce, jak i Gasiuk-Pihowicz radzi: - Niech się budują spokojnie i nie przeskakują o kilka etapów. Może być z nich niezły materiał na polityków do rządu, ale nie mają dziś mocy poprowadzić opo­zycji do zwycięstwa. Budka i Gasiuk-Pihowicz zamierzają nadal działać razem, a nie przeciwko sobie. Czują, że doskonale się politycznie uzupełniają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz