PiS - konstytucja 2010.pdf

środa, 20 kwietnia 2016

Komu płaci PiS



PiS wydało setki tysięcy złotych na ochronę prezesa, adwokatów, którzy go reprezentują, i zaprzyjaźnionych ekspertów, którzy teraz obsadzają państwowe stanowiska.

Anna Dąbrowska

Przeanalizowaliśmy tysiące stron wyciągów z kont banko­wych PiS. To wydatki partyjne za 2015 r., finansowane z sub­wencji (pieniądze pochodzące z budżetu państwa) i w mniejszej części ze składek członkowskich. PO z budże­tu dostała 17,7 min zł, a PiS 16,5 min zł. Do końca marca partie miały obowiązek złożyć do Państwowej Komisji Wyborczej sprawozdania finansowe.
   Ostatni rok to podwójne wybory i spora część pieniędzy poszła na fundusz wyborczy: PiS przeznaczyło na to prawie 5,4 min zł, a PO niespełna 10,3 min zł. Z ostatniej subwencji PiS spłaciło też 5 min kredytów bankowych.
   Platforma najwięcej wydała w zeszłym roku na wynagrodzenia dla pracowników - 5,8 min zł. Skarbnik zarabia 8 tys. zł mie­sięcznie, a szeregowi pracownicy aparatu od 2 do 7 tys. Choć z wyciągów banko­wych wynika, że PiS wcale nie zatrudnia mniej pracowników, to jednak mniej wy­dało na ich pensje - 1,7 min zł, bo w partii Kaczyńskiego są one po prostu mniejsze. Głównodowodząca sekretariatu prezesa Barbara Skrzypek dostaje 5,5 tys. zł, a Ma­ciej Wąsik (dziś poseł i zastępca Mariusza Kamińskiego w rządzie) zarabiał w centrali partii prawie 7 tys. zł.
   Z wydatków na cele statutowe w rozli­czeniu PiS największą pozycją są faktury zapłacone firmom zewnętrznym: 3,8 min, a w PO niespełna 600 tys. zł. Po tym jak kil­ka lat temu wyszło na jaw, że partia Tuska wydaje krocie na drogie garnitury (w 2011 r. wydali na nie 120 tys. zł), wina i cygara dla swojego ówczesnego szefa, zarządzono, że tak zwane wydatki reprezentacyjne będą pokrywane tylko ze składek człon­kowskich. PO ma na ten cel oddzielne konto i rzeczywiście z analizy dokumen­tów wynika, że w zeszłym roku bardzo tej zasady pilnowano.
   Platforma zebrała ze składek i darowizn 2,2 min zł, a PiS niespełna milion. W PO mocno rzuca się w oczy zaciskanie pasa. Już nie kłują w oczy niebotyczne rachun­ki za ubrania i ekskluzywne restauracje. Widać wyciągnęli wnioski. Partia Kaczyń­skiego wciąż nie rozdziela tych wydatków, za większość rzeczy płaci z konta, na które wpływają składki członkowskie i subwen­cja. Nie ma rozróżnienia, za co płaci się tu z pieniędzy sympatyków, a za co z budżetowych. Zresztą PiS mało wydaje na restaura­cje. Znaleźliśmy jeden rachunek na prawie 3 tys. za catering z warszawskiej restauracji z adresem przy ul. Smoleńskiej.
   Mocno za to rzuca się w oczy łańcuch pokarmowy, na którym korzystają ludzie od dawna związani z partią. Teraz część z nich, wcześniej opłacanych z partyjnej kasy, dostała państwowe posady.

Partia rządząca nie oszczędza na ochronie swojego prezesa. W ze­szłym roku firma Grom Group zarobiła na pilnowaniu prezesa, 24 godziny na dobę przez cały tydzień, prawie 700 tys. zł (fak­tura za grudzień opiewała na 135 tys. zł). W czasie kampanii wyborczej pieniądze
na ochronę prezesa płyną z funduszu wy­borczego (w latach bez wyborów rocznie GG zarabia około miliona). PiS to naj­większe źródło dochodów dla agencji za­łożonej przez emerytowanych snajperów. Prezes ma do nich pełne zaufanie, bo część ochroniarzy pracowała w CBA jeszcze w czasach poprzednich rządów Mariusza Kamińskiego w tej formacji.
    W PO nie znaleźliśmy ani jednego prze­lewu dla firmy ochroniarskiej. Najważniej­szych polityków tej partii prawie do końca roku chroniło BOR, ale i po zdjęciu ochro­ny państwowej PO nikogo nie wynaję­ła. - Nasz prezes to najważniejsza postać na scenie politycznej, wielu osobom może przeszkadzać i potrzebuje ochrony. Proszę pamiętać, że zabójca Marka Rosiaka też chciał zamachnąć się na życie Jarosława - tłumaczą przy Nowogrodzkiej.
    Wśród stałych odbiorców przelewów z konta PiS, opiewających co miesiąc, przez okrągły rok, na kwotę 36,9 tys. zł, jest gdańska kancelaria adwokacka Gotkiewicz Kosmus Kuczyński. Prawnicy spe­cjalizują się między innymi w ochronie dóbr osobistych i reprezentowali prezesa PiS w kilku sprawach. Dlaczego prezes nie płaci za nie z własnej kieszeni? W PiS tłumaczą, że Jarosław Kaczyński to „organ partii” i partia musi wziąć na siebie te wy­datki. Ta gdańska kancelaria reprezentuje też SKOK oraz Marka Falentę, łączonego z tym, że miał zlecać kelnerom podsłu­chiwanie polityków. W zeszłym roku PiS opłacało także warszawskiego prawnika Piotra Pogonowskiego - ponad 7 tys. każ­dego miesiąca. Wcześniej był dyrektorem gabinetu szefa CBA Mariusza Kamińskie­go, a kiedy PiS znów wygrało wybory, mia­nowało go szefem ABW.
   W roku wyborczym mniej pieniędzy z partyjnego konta poszło na obsługę agencji piarowych. Większość zleceń była opłacana z funduszu wyborczego (par­tie dostają zwrot kosztów poniesionych na kampanię parlamentarną; PiS i PO po około 30 min zł). Ale kampania nie trwała przecież cały rok, dlatego w prze­lewach bankowych znajdujemy fakturę zapłaconą w lutym agencji New Story Media - 15 tys. zł. W zarządzie agencji za­siadała Katarzyna Adamiak-Sroczyńska, współtwórczyni prawicowego radia Wnet. Później, choć na krótko, Andrzej Duda za­trudnił ją jako prezydencką rzeczniczkę. Nie sprawdziła się i zastąpił ją publicysta „Do Rzeczy” Marek Magierowski.
   Swoje zarobili też ludzie powiązani z Adamem Hofmanem, choć on sam za aferę madrycką musiał pożegnać się z PiS. I tak jeszcze w czerwcu Weber&Saar, którą prowadzą znajomi byłego rzecznika PiS, zainkasowała od tej partii 19 tys. zł. Co miesiąc w zeszłym roku (już po wyrzu­ceniu Hofmana) 4,4 tys. zł miesięcznie PiS przelewało na konto Michała Wiórkiewicza, asystenta byłych premierów PiS
Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Wiórkiewicz już od kilku miesięcy dzieli biuro na 26. piętrze jed­nego z najbardziej prestiżowych biurow­ców w Warszawie z Adamem Hofmanem i Mariuszem Sokołowskiem, do niedawna rzecznikiem prasowym policji. W zeszłym roku na liście płac była też firma One Media Solution (24 tys.), która świadczy usługi marketingowe. Wspólnikami w tej firmie byli właśnie Michał Wiórkiewicz i Robert Pietryszyn. Ten ostatni pożyczał pieniądze Adamowi Hofmanowi, a kiedy ten po zmianie władzy odzyskał wpływy, najwyraźniej spłaca dług wdzięczności. Najpierw Pietryszyn wskoczył do zarzą­du PZU, a w zeszłym tygodniu okazało się, że pokieruje paliwowym gigantem Lotos.
    Przypomnijmy, że Hofman na madryc­kim placu dobrze bawił się również z żoną Dawida Jackiewicza, który dziś jako mi­nister skarbu rozdaje posady w państwo­wych spółkach.
   Najwięcej politycznych eventow, mię­dzy kampaniami, choć mocno z nimi po­wiązanymi, organizowała Prawu i Spra­wiedliwości warszawska agencja Just Point. Poszło na to z partyjnej kasy pra­wie milion złotych. Dla PiS niezmiennie od 2005 r. pracuje też Guru Control System z siedzibą w podwarszawskich Łomian­kach. To firma z ponad trzydziestoletnią historią. Czym się zajmuje? - Dystrybucją komputerów przemysłowych i podzespo­łów do ich budowy oraz produkcją kompu­terów i sterowników przemysłowych - po­instruowano nas w firmie.

W PiS przekonują, że płacą firmie za sondaże i badania socjologiczne. Część przelewów idzie z konta, na któ­rym gromadzone są środki z subwencji: ponad 140 tys. zł, a część z funduszu eks­perckiego: 57 tys. zł. Ten ostatni rachunek to za badania sondażowe, bo Guru Con­trol System ma swoich ankieterów. Pre­zes lubi, jak na biurko trafiają te właśnie wyniki, bo zazwyczaj są dla PiS dość ko­rzystne. Nawetw2011 r. przyniosły wieści, że to PiS wygra, a nie PO.
   Wszystkie partie od 5 do 15 proc. swo­jego budżetu muszą ustawowo przezna­czać na fundusz ekspercki. Zazwyczaj trzymają się tej dolnej granicy i, co też jest regułą, na stałe zlecenia mogą liczyć przede wszystkim związani z partiami lu­dzie i ich firmy. Na liście płac z funduszu eksperckiego PiS jest think tank Insty­tut Sobieskiego. W zeszłym roku, tak jak i w latach ubiegłych, w połowie miesiąca partia przelała na jego konto 22 755 zł. Na przedwyborczej katowickiej Konwencji PiS wystąpiło kilku ekspertów z tego insty­tutu, którzy byli przedstawiani jako „nie­zależni”. Założycielem instytutu w 2005 r. i przez kilka lat prezesem był Paweł Szałamacha, dziś minister finansów w rządzie Beaty Szydło. Prezesem przez krótki czas był też Paweł Soloch, ale Andrzej Duda po - wołał go na szefa BBN. Dziś think tankiem PiS kieruje Marek Dietl, od lutego jeden z prezydenckich doradców.
    Na eksperckiej liście wypłat PiS jest też Waldemar Paruch, w zeszłym roku zarobił 25 tys. zł. Nie udało mu się dwa razy zdobyć mandatu poselskiego, ale został członkiem komitetu naukowego konferencji smoleń­skich, zasiada również w radzie progra­mowej PiS. W ramach „dobrej zmiany” PiS odwołało cały zespół „Przeglądu Sejmowe­go”, jednego z najbardziej wartościowych czasopism prawniczych, który upomniał się, by nowa władza przestrzegała konsty­tucji. Na czele nowego zespołu postawiono właśnie Waldemara Parucha. W grudniu, być może w związku z kryzysem konsty­tucyjnym wywołanym przez PiS, fakturę partii na 11 tys. zł wystawił Bogdan Szczę­śniak, przedstawiający się jako ekspert ds. komunikacji kryzysowej i wystąpień publicznych. Jego motto zawodowe brzmi: „Kryzys to nie jest kara za grzechy, to natu­ralne ogniwo organizacji”.

Jednak najlepiej opłacanym eksper­tem okazał się Piotr Agatowski. W ze­szłym roku z tego funduszu PiS zapłaciło mu 436 tys. zł, a dorobił jeszcze jako eks­pert w kampaniach wyborczych 226 tys. zł (ta ostatnia kwota z funduszu wyborczego). Nie wiadomo dokładnie, jakie ekspertyzy pisał dla partii. Wiadomo, że stał się dla nich guru od politycznego PR. Pracował nad wizerunkiem Beaty Szydło i kandy­data na prezydenta Andrzeja Dudy. Miał kluczowe zdanie w wielu sprawach. To on wpadł na pomysł z proporczykiem z logo PO, który w czasie debaty przed drugą turą wyborów prezydenckich Duda położył na pulpicie Komorowskiego.
    W rachunkach PiS próżno szukać faktur za drogie hotele czy garnitury. Ale trzeba gdzieś zaoszczędzić, aby wystarczyło na ochronę prezesa czy na kosztowną obsługę prawną. A także na comiesięczne datki na Fundację LuxVeritatis ojca Tade­usza Rydzyka. Szczególnie w roku wybor­czym płynęły one szerokim strumieniem - 286 tys. zł, a rok wcześniej „zaledwie” 81 tys. zł. W kwietniu, co oczywiste, z oka­zji rocznicy smoleńskiej naroiło się przele­wów za kwiaty i znicze na około 10 tys. zł.
   Teraz wydatkom PiS i innych partii, które otrzymały subwencje (Twój Ruch, PO, PSL, SLD) przyglądają się eksperci w Krajowym Biurze Wyborczym. To zespół zaledwie pięciu osób, który ma ocenić za­sadność tych wydatków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz