PiS - konstytucja 2010.pdf

sobota, 13 maja 2017

Zabójczy fiskus



Inspektorzy skarbówki w pół roku położyli na łopatki firmę MGM, jednego z większych polskich eksporterów. Nie pomogły nawet korzystne dla spółki decyzje sądu

Radosław Omachel

Tuż przed majówką Wojewódzki Sąd Admi­nistracyjny w Warszawie po raz drugi wy­dał wyrok w sprawie spółki MGM z Marek, czołowego dystrybutora części kompu­terowych w Polsce i jednego z większych eksporterów. Sąd uznał, że skarbówka w zeszłym roku bezprawnie zajęła należą­ce do MGM 23,5 mln zł. Na razie spółka pieniędzy nie odzyska. Zresztą już wcześniej wystąpiła o upadłość.

KRAJOBRAZ PO BITWIE
Ulica Okólna w Markach, przemysłowe przedmieścia War­szawy. Na dużej działce ciemnoszary biurowiec z zapleczem ma­gazynowym. Na fasadzie płachta z napisem: „Do wynajęcia”. To siedziba spółki MGM. Poza ochroniarzem i prezesem Grzego­rzem Słoniewskim w budynku nikogo nie ma. Główną działal­ność firma zawiesiła wiele tygodni temu.
   Owszem, nadal działa studio graficzne Virtual Magic, które kiedyś wygrało konkurs producenta procesorów AMD na ani­mację trójwymiarową, a potem produkowało kinową wersję „Kajka i Kokosza” oraz zrealizowało pierwszy trójwymiarowy polski film animowany „Jak odnaleźć mamę”. Ale filmowe ani­macje to margines działalności MGM, hobby właściciela i efekt znajomości z inżynierami z AMD. MGM przede wszystkim han­dluje podzespołami do produkcji komputerów, głównie proce­sorami i twardymi dyskami. A raczej - handlowało.

NIEMIECKI PATENT
Główną arterię Marek niemiłosiernie korkuje 70 tysięcy samochodów, które suną tędy każdej doby. W sporej części to tiry jadące w kierunku Białorusi. W 2006 r. Słoniewski, wów­czas menedżer z doświadczeniem w branży IT, doszedł do wnio­sku, że skoro niemieckie firmy potrafią eksportować na Wschód sprowadzaną z USA i Dalekiego Wschodu elektronikę, to prze­cież to samo może robić firma z Marek. Model biznesowy jest stosunkowo prosty: wystarczy podpisać umowę dystrybucyjną z producentem sprzętu, gwarantującą kilkuprocentową mar­żę. Przy odpowiednio dużej skali można na tym sporo zarobić.
- Niemieckie firmy handlujące podzespołami elektroniczny­mi wyparły konkurencję z Francji czy Włoch i prawie całkowi­cie zdominowały europejski rynek. Uznaliśmy, że ze względu na położenie geograficzne i niższe pensje pracowników może­my z nimi skutecznie konkurować - mówi Słoniewski. Do spół­ki z kolegą Markiem Gabryelskim założył MGM.
   Dekadę temu wydawało się, że pecety odchodzą do lamusa, wyparte przez laptopy. MGM wbrew trendom postawiło jednak na obrót komponentami do pecetów. Ten rynek jest olbrzymi, dominuje na nim kilkunastu dużych graczy: procesory pocho­dzą od Intela i AMD, twarde dyski m.in. od Seagate i HGST, a mo­nitory od Samsunga i LG. W 2013 r. obroty firmy przekroczyły 100 mln euro, MGM trafiło na listę największych polskich eksporterów.
   Próba skopiowania niemieckiego biznesu w zasadzie się po­wiodła. Od początku firma Słoniewskiego i Gabryelskiego była rentowna. MGM od 2006 r. zapłaciło 8,5 mln zł podatku CIT i podatku od dywidend. I pewnie nadal firma przynosiłaby zyski i płaciła podatki, gdyby do jej siedziby nie zapukali pewnego dnia inspektorzy z łomżyńskiego oddziału Urzędu Kontroli Skarbo­wej w Białymstoku.

INSPEKTORZY ZMIENIAJĄ ZDANIE
Weryfikację zeznań podatkowych MGM inspektorzy roz­poczęli w 2013 r. (dotyczyło to operacji z 2012 r.). Próbowali wydać decyzję o zabezpieczeniu 500 tys. zł z majątku spółki, bo nie spodobały im się transakcje z jednym z cypryjskich kon­trahentów. Uznali, że w 2012 r. owa firma nie była aktywnym płatnikiem VAT w rozumieniu unijnych przepisów, co ozna­czałoby, że MGM nie mogło stosować zerowej stawki VAT w handlu z tą spółką. Potem okazało się, że jednak cypryjski kontrahent VAT-owcem był. Urząd Skarbowy nie zgodził się na wydanie decyzji zabezpieczającej, bo według niego MGM było wiarygodnym podatnikiem. Pozostałe transakcje mareckiej spółki z 2012 r. inspektorzy z Podlasia uznali za zgodne z prze­pisami, co potwierdzili stosownym protokołem. Tyle że w po­łowie 2016 r. zmienili zdanie.
   Tu konieczne jest wyjaśnienie: w styczniu 2016 r. zmieniły się przepisy regulujące postępowanie egzekucyjne w administra­cji. Prawo wydawania decyzji o zabezpieczeniu otrzymali szefo­wie Urzędów Kontroli Skarbowej, którzy nie muszą już zabiegać o zgodę urzędu skarbowego. Chodziło o to, żeby skarbówka, wę­sząc przekręt, mogła ekspresowo zająć majątek podatnika na po­czet ewentualnych kar.
   W lipcu 2016 r. (czyli już po zmianie przepisów) UKS z Białe­gostoku zajął na kontach MGM 23,5 mln zł i dodatkowo warte 4 mln zł nieruchomości (z tego drugiego zabezpieczenia in­spektorzy później zrezygnowali). Dlaczego akurat tyle? Podla­ski UKS nie odpowiedział na pytania „Newsweeka” o szczegóły kontroli w MGM. „Taka informacja objęta jest tajemnicą skar­bową” - napisał Maciej Czarnecki z wydziału prasowego Izby Administracji Skarbowej.

TAJEMNICZE PRZESŁANKI
Z decyzji zabezpieczającej wynika, że inspektorzy podważy­li transakcje MGM z 2012 r. z siedmioma zagranicznymi kontra­hentami. Choć z deklaracji VAT wynikało, że MGM sprzedało im towar, to inspektorzy uznali, iż tak naprawdę pozostał on w kra­ju. Fragment decyzji zabezpieczającej: „W związku z powyższym stwierdzono, że towary dokumentowane fakturami (...) zostały sprzedane na terenie kraju”. Na jakiej podstawie tak uznano?
   Dwa tygodnie po otrzymaniu decyzji zabezpieczającej z ta­kim właśnie pytaniem prezes MGM w towarzystwie prawników z Business Centre Club wybrał się do Białegostoku na rozmowę z szefem podlaskiego UKS.
   - Przez godzinę wyjaśniałem, o co w tej sprawie chodzi. Na­czelnik tłumaczył, że sprawy nie zna, notował wszystkie uwagi w kajecie - opowiada Słoniewski. - Pożegnaliśmy się w dobrej atmosferze, dostałem obietnicę, że wszystko zostanie zbadane - dodaje prezes MGM.
   W drodze powrotnej prawnicy BCC jeszcze raz zerknęli w do­kumenty. - Okazało się, że to nasz rozmówca podpisał umowę zabezpieczającą. Wygląda na to, że nie wiedział, co podpisuje - dodaje Grzegorz Słoniewski.

PRZESŁUCHANIE PANA X
Na początku sierpnia 2016 r. MGM zawiadomiło prokuratu­rę o możliwości popełnienia przestępstwa przez inspektora, który przygotował protokół pokontrolny. Zarzuciła mu niedo­pełnienie obowiązków i przekroczenie uprawnień. A także po­świadczenie nieprawdy. Z zeznań inspektora (nazwijmy go X) złożonych jesienią w prokuraturze:
   Pytanie: Czy ten towar, którego dotyczyły te transakcje, został sprzedany w kraju czy za granicą?
   OdpowiedźX: Towar został wywieziony poza terytorium kraju. Natomiast nie jestem w stanie na podstawie materiału dowodo­wego ustalić, kto był rzeczywistym odbiorcą tego towaru.
   Pytanie: Czy w aktach sprawy znajduje się chociaż jedno ze­znanie osoby, która wskazywałaby, że towar został sprzedany w kraju?
   Odpowiedź X: Nie.
   Pytanie: Czy w aktach sprawy znajduje się jakikolwiek doku­ment płatności od kontrahenta krajowego dotyczący tych siedmiu podmiotów?
   Odpowiedź X: O ile dobrze pamiętam, nie.
   Pytanie: Czy w materiale dowodowym znajduje się informa­cja o jakimkolwiek podmiocie, któremu sprzedaliśmy ten towar w kraju?
   Odpowiedź X: Nie.
   - UKS nie dysponuje żadnymi dowodami na nieprawidło­wości w MGM. W aktach sprawy nie ma niczego, co uprawdo­podobniałoby tezę, że towar został sprzedany w kraju - mówi Słoniewski. - Na dziś jedyne rzeczowe zarzuty to to, że nie wy­najęliśmy agencji detektywistycznej do prześwietlenia naszych kontrahentów. I że ci kontrahenci kupili towar, płacąc za niego częściowo z góry. A to przecież w naszej bran­ży norma. MGM ze względów bezpieczeństwa 52 proc. towaru sprzedaje w transakcjach ubez­pieczanych przez wyspecjalizowane agencje, a pozostałe 48 proc. na przedpłaty. To ubez­pieczyciel decyduje o kwocie kredytu, nie my - mówi Grzegorz Słoniewski.
   W trakcie postępowania prokuratury MGM poskarżyło się na niecodzienne praktyki in­spektorów podlaskiej skarbówki. Z zapisu prze­słuchania wynika, że w jednym z pisemnych wezwań inspektorzy zażądali od spółki od­powiedzi na kilka tysięcy pytań. Jedno z nich polegało na przetłumaczeniu z języków ob­cych korespondencji handlowej dotyczącej 400 transakcji. Na przygotowanie odpowiedzi MGM miało dostać... pięć dni.
W trakcie przesłuchania inspektor X przy­znał, że nie wiedział, czy wydanie decyzji o zabezpieczeniu może doprowadzić MGM do upadłości. Nie zapoznał się z aktualnymi sprawozdaniami finansowymi. Mimo że do sprawdzenia kondy­cji spółki zobowiązują przepisy.
   To przede wszystkim z tych powodów tuż przed majówką Wojewódzki Sąd Administracyjny unieważnił w całości decy­zję o zabezpieczeniu wydaną przez podlaski UKS. W styczniu WSA nakazał wstrzymanie zajęcia majątku MGM. UKS pienię­dzy jednak do tej pory nie zwolnił.
   WSA nie oceniał, czy zarzuty podlaskiej skarbówki mają sens, czy nie. Wytknął jej jednak błędy proceduralne. Z orzeczenia WSA wynika, że inspektorzy przed zabezpieczeniem 23,5 mln zł powinni sprawdzić, w jakiej sytuacji finansowej jest MGM. Czy regularnie płaci podatki. I czy czasem uszczuplenie kapitału ob­rotowego o kilkadziesiąt milionów złotych, kiedy nie ma żadnej pewności, że podejrzenia matactw podatkowych się potwier­dzą, nie doprowadzi do nieodwracalnych strat po stronie MGM. W skrajnym przypadku do bankructwa.

DRUGA RUNDA KONTROLI
Grzegorz Słoniewski, jako członek Związku Importerów i Pro­ducentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego (ZIPSEE), brał udział w konsultacjach w sprawie uszczelnienia systemu podatkowego. Przestępstwa podatkowe, tzw. karuzele VAT-owskie, od dawna były poważnym problemem dla uczciwych dys­trybutorów. MGM brało udział w pracach koalicji na rzecz walki z szarą strefą, w których uczestniczyli przedstawiciele resortu fi­nansów. W sprawie decyzji zabezpieczającej Słoniewski interwe­niował w ubiegłym roku u ówczesnego ministra finansów Pawła Szałamachy. Potem chodził na spotkania z odpowiedzialnymi za system podatkowy wiceministrami Banasiem i Jasińskim. We wrześniu był nawet na konsultacjach u ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry w sprawie nowelizacji kodeksu karnego prze­widującej m.in. 25 lat za fałszowanie faktur VAT.
   Jedno z takich spotkań, jak twierdzi prezes MGM, przyniosło skutek. Tyle że dalece odmienny od zamierzonego.
   Listopad 2016. Do siedziby MGM puka czte­rech inspektorów z III Mazowieckiego Urzędu Skarbowego z Radomia. Informują, że rusza kontrola. Jedna z pracownic MGM słyszy, że spółka powinna do tej sprawy zatrudnić praw­ników. - Zanim dostali od nas dokumenty, już wiedzieli, że będziemy mieli kłopoty - kwituje Grzegorz Słoniewski.
   Kontrola obejmuje pierwsze siedem miesię­cy ubiegłego roku. W styczniu i lutym inspek­torzy z Radomia wstrzymali MGM zwrot VAT za listopad i grudzień. W sumie 9 mln zł. Po­wód? Konieczność wysłania za granicę pytań do jednego z klientów MGM - firmy kooperu­jącej z Amazonem, potentata w handlu elek­tronicznym. - Pani inspektor poinformowała mojego księgowego, że w ramach postępowa­nia zamierza skontrolować Amazona - kręci głową Grzegorz Słoniewski.
   Kiedy dwa miesiące później przedstawiciel MGM próbował ustalić, na jakim etapie jest to postępowanie, okazało się, że py­tania do zagranicznego kooperanta MGM nie zostały jeszcze wysłane. - Niedawno poinformowano nas, że kontrola zostanie przedłużona o trzy miesiące - dodaje prezes MGM.
   Po zajęciu 23,5 mln zł przez UKS Białystok firma z Marek po­siłkowała się kredytami. Nadal działała, choć jej rentowność wyraźnie spadła. - Ale zatrzymanie zwrotów VAT nas dobiło - podsumowuje prezes MGM. Na początku kwietnia spółka zło­żyła wniosek o upadłość. Pracę straciło prawie 50 osób.
   Urząd Skarbowy w Radomiu odmówił udzielenia odpowiedzi na pytania w sprawie MGM, zasłaniając się tajemnicą skarbową. Także resort finansów nie chce na razie komentować tej sprawy.
   W listopadzie, kiedy do MGM przyjechali inspektorzy z III MUS, wicepremier Mateusz Morawiecki z pompą ogłaszał w Rzeszowie konstytucję dla biznesu - zbiór przepisów zakła­dający m.in. domniemanie uczciwości przedsiębiorców, przyja­zną interpretację przepisów i taką organizację prac kontrolnych skarbówki, by była jak najmniej uciążliwa dla firm.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz