PiS - konstytucja 2010.pdf

wtorek, 27 czerwca 2017

Nieprosty ksiądz



Na taśmach nic było niczego kompromitującego. Kazek Sowa delektował się plotkami politycznymi, jak to on mówią znajomi. Inni uważają, że zbyt ostro krytykował PiS, że się zblatował z politykami PO. Pogubił się w tym wszystkim

Renata Kim, Ewelina Lis

Siedzą po nocach, oglądają TVP Info i zacierają ręce. Już snu­ją wizje, jak biskup go ukarze. Pewnie mu zabroni wystę­pować w mediach, poleci, by przestał prowadzić program - znany du­chowny z Krakowa opowiada, jak kra­kowscy księża zareagowali na kolejne ujawnione przez telewizję taśmy nagra­ne w 2014 r. w warszawskiej restauracji Sowa i Przyjaciele. Jest na nich ksiądz Ka­zimierz Sowa (zbieżność z nazwą lokalu przypadkowa), ówczesny rzecznik rządu Paweł Graś, były szef BOR Marian Janicki i przedsiębiorca Jerzy Mazgaj.
   - Sowa drażni duchownych. Występu­je w mediach, obraca się w środowiskach, w których oni się nie obracają, a może chcieliby? Nie wiedzą, jak Kazio się tam dostał, więc sobie z niego dworują, że jest kapłanem celebrytów; co z niego za ksiądz? Wstyd, mówią - duchowny wyjaś­nia powody ekscytacji współbraci.

NIE TŁUMACZYŁ SIĘ
Piątek 9 czkrwca. TVP Info informu­je, że jej dziennikarze dotarli do niezna­nych dotąd taśm z tej samej restauracji, w której trzy lata temu nielegalnie na­grani zostali członkowie rządu PO-PSL. „Rozmowy dotyczą spraw kadrowych, w tym obsady stanowisk w spółkach skarbu państwa, interesów, a także poli­tyki w stosunku do mediów i Kościoła” - podaje telewizja.
   Pierwsze skrzypce - według TVP Info - gra w rozmowie ksiądz Kazimierz Sowa. Z jednego z fragmentów nagrań ma wyni­kać, że przewiduje powołanie byłego mini­stra skarbu Aleksandra Grada do zarządu spółki Tauron Polska Energia. Z innego, że podsuwa rządowi Platformy przedwy­borczą strategię. Z jeszcze kolejnego, że sugeruje zniszczenie „Gazety Polskiej” i krytykuje niektórych polskich biskupów, a innych chwali. Kilka razy przeklina.
   Internet szaleje: Google Trends poka­zuje, że afera, którą ochrzczono na wyrost mianem Sowagate, to najczęściej wyszu­kiwane hasło dnia. Stacja robi z taśm trzy­dniowe show: przygotowuje specjalne wydania dzienników, przerywa program, by podać najnowsze doniesienia, zaprasza do studia prawicowych publicystów, któ­rzy wyliczają oskarżenia: ksiądz Sowa to piarowiec PO, uwikłany w polityczno-bi­znesowe układy, zblatowany z politykami.
   Sam ksiądz udziela jedynie wypowie­dzi katolickiemu tygodnikowi „Gość Nie­dzielny”, tłumacząc, że nagrane spotkanie miało charakter prywatny, choć rozma­wiano o polityce. Stanowczo też zaprze­cza, jakoby mówił o zniszczeniu „Gazety Polskiej”; reagował jedynie na niepraw­dziwe zarzuty, jakie dziennikarze tego pis­ma stawiali Jerzemu Mazgajowi.
   Pisze na Facebooku, że nie zamierza się tłumaczyć z tego, że czasem spotyka się ze znajomymi - na przykład przy okazji ich imienin. „Przepraszam natomiast za ubo­gą wersję kuchennej łaciny. Po prostu nic należy przeklinać i to nie tylko, kiedy jest się księdzem” - podkreśla.
   - Moment ujawnienia taśm nie był przypadkowy. Chodziło o to. by przykryć informację, że dotychczasowa sze­fowa Kancelarii Prezydenta Małgorzata Sadurska trafi do zarządu PZU i dosta­nie gigantyczną pensję. 90 tysięcy złotych miesięcznie - ocenia warszawski ksiądz.
- Ale cel akcji, która musiała być przygo­towana wcześniej, jest oczywisty: obcię­cie głowy Sowie, wyłączenie go z życia publicznego, to dlatego telewizja od razu zażądała stanowiska kurii.
   Odpowiedź przychodzi szybko: arcybi­skup krakowski Marek Jędraszewski wy­daje polecenie, by ksiądz Sowa. który od lat mieszka w Warszawie, wrócił do swej macierzystej diecezji. Prawicowe media podsumowują z satysfakcją: to może być początek końca jego celebryckiej kariery.

DELEKTOWAŁ SIĘ PLOTKAMI
- U nas nie musi skończyć kariery - zaprzecza Andrzej Morozowski. dzien­nikarz TVN24. Sowa był dyrektorem na­leżącej do Grupy TVN stacji Religia TV, a teraz w TVN BiŚ prowadzi publicystyczny program „Piąta strona świata”. - Na tych taśmach nie było niczego kompromi­tującego. Kazek tylko delektował się plot­kami politycznymi Jak to on - tłumaczy.
   Kiedy wybuchła afera, wysłał do księdza SMS, a potem zadzwonił. - Był podłama­ny. Wie, że stoimy za nim murem, ale zda­je sobie sprawę, że może być niewygodny dla Kościoła - mówi Morozowski. On też jest przekonany, że chodziło o to, by za­szkodzić księdzu Sowie. - Jest liberalną twarzą Kościoła i chodzi o to. by tę twarz skompromitować.
   - Kazek publicznie wypowiada się na tematy, w których Kościół albo milczy, albo mówi w sposób zupełnie odmien­ny - potwierdza warszawski duchowny.
- W kwestii uchodźców promuje słowa papieża Franciszka, co nie jest dobrze wi­dziane przez część duchowieństwa. Kry­tykuje ojca Rydzyka, księdza Oko i byłego księdza Międlara.
   On też zadzwonił do księdza Sowy. Rozmawiali o tych taśmach. - Ma świa­domość, że chluby mu nie przynoszą - relacjonuje. - Ale mnie zabolało to, że w akcję upubliczniania i analizowania wypowiedzi Kazika ochoczo włóczyły się tygodniki katolickie, które albo przemil­czają skandale w Kościele, albo traktują je przez palce, tak jak sprawę arcybiskupa Wesołowskiego. Szczyt hipokryzji!
   - Czym sobie nagrabił? Tym samym, co ksiądz Lemański. Ośmielił się mieć inne zdanie niż inni księża i nie popierał pra­wicy - denerwuje się Jacek Neumann, znajomy z czasów, gdy Sowa był dyrekto­rem katolickiego Radia Plus. - A do tego zazdrość o znajomość z aktorami, z pięk­nymi kobietami. O to, że Kaziu, fajnie ubrany, jeżdżący dobrym samochodem, bywa w świecie. Tu restauracja, tam po­dróż zagraniczna, wywiad. Jak to? My, prawdziwi Polacy, księża patrioci, a nas tam nie biorą?! - mówi. Pamięta, że ksiądz Sowa miał w krakowskim Kościele znako­mitą pozycję, był oczkiem w głowie kardy­nała Macharskiego, często u niego bywał. W kurii uważano go za specjalistę od me­diów. - Ale dla niego to było zdecydowanie za mało. Tam wielka polityka, poważne rozmowy, a tu jakieś dyskusje o czynszach w Krakowie. Miał parcie na większy świat - opowiada.
   Duchownego z Krakowa irytuje zarzut, że ksiądz Sowa zblatował się z polityka­mi. - On uwielbia politykę. Pamiętam go z czasów młodości, pisał do „Gościa Nie­dzielnego” z pozycji katolickich nauk społecznych komentarze do ówczesnej rzeczywistości. Tłumaczył zawiłości na­szych reform, bronił ich. A wielu polity­ków, na przykład Pawła Grasia, Tomasza Arabskiego czy Bogdana Klicha, zna od lat. Jego brat Marek Sowa przez wiele lat działał w PO, a ostatnio przeszedł do No­woczesnej. Podobnie z celebrytami - to nie są powierzchowne znajomości, tylko wieloletnie przyjaźnie - mówi.
   - Problem polega na tym, że on się za­chłysnął bywaniem wśród tych wszyst­kich znanych ludzi. Ich towarzystwo mu schlebiało. Poza tym doprowadził do za­chwiania proporcji - coraz więcej tej jego politycznej aktywności, coraz mniej kościelnej, religijnej - przyznaje znana dziennikarka TVN.
   Inna dziennikarka tej stacji, Brygi­da Grysiak, nie ma wątpliwości: ksiądz Kazimierz przekraczał granice dopusz­czalnych kontaktów z politykami. - Jego wypowiedzi na tematy polityczne też budziły wątpliwości, szedł za daleko w komentowaniu tego, co się w kraju dzieje. To nie jest miejsce kapłana, nie on jeden się w tym pogubił - mówi. - Ale chciałabym podkreślić: w dyskusjach stu­dyjnych, w rozmowach z ludźmi, których byłam świadkiem, Kazik był zawsze bar­dzo wierny nauczaniu Kościoła. Jest do­brym księdzem i człowiekiem.

PRZYBLIŻYŁ DO BOGA
Szymon Hołownia, dziennikarz i pub­licysta, pracował razem z Sowa w stacji Religia TV - Kazek zawsze kochał polity­kę. Nie władzę, nie zaszczyty, tylko poli­tykę. Ale jest księdzem i to bardzo trudne połączenie. Często mu mówiłem, że nie powinien tak otwarcie wypowiadać się jako zagorzały zwolennik jednej partii. Bo jeśli postulujemy, by księża nie mie­szali się do polityki i mamy na myśli tych, którzy zakochali się w PiS, to wtedy ktoś może wskazać na Kazka Sowę i powie­dzieć: przecież on robi to samo, tylko inną partię kocha - mówi Hołownia.
   Ale widział też drugą stronę sytuacji: dzięki kontaktom z politykami, biznesme­nami i mediami Sowa robił rzeczy, których nie mogliby zrobić inni duchowni: - Roz­wiązywał problemy życia duchowego lu­dzi, którzy mieli pod górkę z Kościołem - opowiada. - Chrzcił im dzieci, dawał ślu­by, pomagał rozwiązywać zawikłane kwe­stie związane ze statusem kanonicznym. Kazek jest księdzem specyficznym, nie­prostym, ale kochającym Kościół. Znam ludzi, których do Boga przybliżył.
   Ma też gorzkie spostrzeżenie: dopóki rządziła Platforma. Sowa był bardzo po­żyteczny dla ludzi Kościoła, którzy chcie­li załatwić jakieś sprawy w państwowych instytucjach. - I jakoś nie mieli problemu z tym, że się z ludźmi władzy spotyka. Jak potrzebowali, dzwonili do Kazka Sowy. A on dzwonił do znajomych i załatwiał. Od swoich bogatych znajomych wypra­szał pieniądze na różne kościelne akcje i cele charytatywne - mówi.
   Inni opowiadają: Sowa od lat w ramach akcji Caritasu funduje stypendia nauko­we dla kilkorga dzieci z niezamożnych rodzin. Zna tylko ich imiona, bo na Boże Narodzenie przysyłają mu listy, w któ­rych opisują, co im się udało w ciągu roku osiągnąć. Wysyła też pieniądze zakonni­cy, która na Papui-Nowej Gwinei zajmu­je się dziećmi porzuconymi i sierotami po ofiarach AIDS.
   Bywa też negocjatorem. Krakowski duchowny pamięta wielką aferę o krzy­że ustawione na żwirowisku w Oświęci­miu przez Kazimierza Świtonia w 1998 r.. w obronie stojącego tam już krzyża papie­skiego. - Usunięcia go domagała się część środowisk żydowskich. Nikt nie wiedział, co z tym zrobić. Dopiero Kazek doradził i krzyże, z wyjątkiem papieskiego, zosta­ły przeniesione do klasztoru Franciszka­nów w podoświęcimskich Harmężach. Wszyscy byli zadowoleni - księża, urzęd­nicy, Żydzi - uśmiecha się.
   - Czy Kazek pomagał PO? - uśmiecha się zakonnik. - A pewnie. Pomógł na przy­kład zorganizować w Krakowie rekolekcje dla Platformy. Skoro jedna partia instru­mentalnie sięga do symboliki religijnej, to każda inna partia ma do tego prawo. Znaleziono miejsce, Kazek kardynała udobru­chał. On wie, z kim rozmawiać.

DOSTANIE KNEBEL
- Jestem antyklerykałem, ale po­nieważ znam Kazka, to tylko w poło­wie antyklerykałem. Zawsze myślę, że może z tego Kościoła coś będzie, skoro jest tam Kazek - mówi Andrzej Morozowski. Bo nikogo na siłę nie nawraca. - Co roku odprawiał msze za duszę naszego kole­gi Marcina Pawłowskiego, który zmarł na raka. Ja też na nie chodziłem, chociaż je­stem niewierzący - opowiada. Ale gdy raz poszedł do Sowy, prosząc o pomoc dla ko­legi, który miał jakieś problemy z przed­małżeńskimi formalnościami, to Sowa strasznie się oburzył. - Powiedział, że tego się nie załatwia na skróty. Traktuje Kościół poważnie. Jest twardym katolem - mówi Morozowski.
   A równocześnie - dodaje dziennikarz - można mu opowiedzieć dowcip na temat Kościoła, nie obrazi się. Sam też uwiel­bia żartować, potrafi jemu, Żydowi, opo­wiedzieć antysemicki żart. Bywał u niego w programie „Tak jest". Nigdy w sutannie, tylko po cywilnemu, bez koloratki, cza­sem w rozpiętej koszuli. - Pokazał mi kie­dyś SMS, jakiego dostał, że nie wypada, by kapłan pokazywał włosy na klacie. I od tej pory zakładał koloratkę.
   - Wypowiadał się na tematy politycz­ne w sposób jednoznaczny. Walił wprost to, co myśli. To był jego wybór. Ale mógł się spodziewać, że takie ostre wypowiedzi doczekają się kontry - przyznaje aktywny duszpastersko w środowiskach dzienni­karskich ksiądz Andrzej Luter.
   Duchowny z Krakowa: - Biskup Jędraszewski w takich sprawach może być po­kazowo surowy. Sam sprzyja PiS. Może
Kazimierzowi zakazać wykładów, wystą­pień publicznych, nakazać pracę w archi­waliach. Zakazać mu pisać i mówić. To byłaby śmierć dla księdza Sowy.
   - To byłaby wielka niesprawiedliwość. To by znaczyło, że coś z Kościołem jest niedobrze - dodaje Andrzej Morozowski.
To bardzo trudna sytuacja, ale Kazek będzie się umiał w niej odnaleźć - uważa Hołownia. - To silny i mądry człowiek. Ży­czę mu dobrze, bo sporo mu zawdzięczam. Na przykład Afrykę, bo to po jego reko­mendacji pojechałem do Kasisi, gdzie te­raz działa moja fundacja. I dzięki niemu dotarła tam pomoc. Na własne oczy wi­działem, jak Kazek nie tylko spalał się w politycznej walce, ale też wykorzysty­wał swoje znajomości, by łączyć ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz