PiS - konstytucja 2010.pdf

piątek, 10 czerwca 2016

500 plus minus



Polacy, obdarowani 500 zł na dziecko, ruszyli na zakupy. Mają tym rozruszać polską gospodarkę. Przyjrzyjmy się zatem, jak po kilku tygodniach działa 500 plus. Czy zgodnie z oczekiwaniami i prognozami rządu?

To nie wydatek, to inwestycja - powtarzała pre­mier Beata Szydło, mówiąc o programie 500 plus, który w tym roku będzie kosztował 17, a w przy­szłym już ponad 20 mld zł. Inwestycja polegać ma na tym, że beneficjenci programu - zwłaszcza ci ubożsi, do których przede wszystkim kierowany był program - otrzymane od państwa pieniądze wydadzą w pierwszej kolejności na polską żyw­ność. Nie wytransferują ich za granicę, kupując importowa­ne towary, może nawet nie zaniosą do banków, bo biedni nie oszczędzają. Dadzą zarobić polskim firmom, które dzięki temu będą szybciej się rozwijać. Do państwowej kasy wpłynie więcej pieniędzy z podatków. Jeszcze w tym roku aż 2 mld zł. Sami tylko producenci mebli liczyli na dodatkowe zakupy wartości nawet miliarda złotych.
   Pogląd, że biedni dzięki pieniądzom z budżetu rozruszają polską gospodarkę, podziela Narodowy Bank Polski. Według prognoz Instytutu Ekonomicznego NBP zasiłki na dzieci przy­spieszą w tym roku tempo wzrostu PKB o 0,3 proc., a w na­stępnym już o 0,5 proc. Kalkulacje opierają się na założeniu, że połowa dodatkowych dochodów rodzin od razu zostanie wydana na konsumpcję. Zaś po spłaceniu zaległości czynszo­wych i innych długów beneficjenci będą kupować jeszcze wię­cej. W ubogich rodzinach największą część domowego budżetu pochłaniają wydatki najedzenie. Jak się nieco wzbogacą, będą chciały jeść lepiej. Może też lepiej się ubrać.
   Sami zainteresowani w deklaracjach potwierdzali to prze­konanie. Z internetowej ankiety firmy SW Research, przepro­wadzonej przed startem programu, wynikało, że pierwszą pozycją, którą sfinansują najubożsi, będą ubrania dla dzieci (35 proc. pytanych). Drugą (27 proc.) - codzienne zakupy, czyli właśnie żywność. Co czwarty ankietowany zapewniał, że wyda pieniądze na książki i dodatkowe zajęcia dla dzieci. W odpowiedziach zarówno osób uważających siebie za ubogie, jak i zamożniejszych nie pojawiał się zamiar zakupu gadżetów elektronicznych. Rzeczywistość obserwowana po starcie pro­gramu 500 plus na razie rozmija się z deklaracjami.

   Czy się stoi, czy się leży...
   Polska bieda z reguły powiększa się wraz z liczbą dzieci. Im ich więcej, tym trudniej związać koniec z końcem. 500 plus wyraźnie zmienia tę sytuację. Najbardziej w rodzinach wielodzietnych. Oto dość skrajny, ale prawdziwy przypadek. Rodzina, z którą Ośrodek Pomocy Społecznej w dużym mieście ma stały kontakt, składa się z dwojga rodziców i dziewięciorga dzieci, w tym troje niepełno­sprawnych. Matka nie pracuje, ojciec pobiera 590 zł renty. Do tej pory suma miesięcznych zasiłków, jakie otrzymywali, wynosiła 3693 zł - wylicza pracownik socjalny. Mieli także prawo do zasił­ku okresowego w wysokości 1369 zł. Raz na trzy miesiące. Teraz państwo gwarantuje im 10 154 zł miesięcz­nie. W przypadku tej rodziny 500 zł należy się na każde dziecko. Z jej perspektywy finanso­wy zawrót głowy wydaje się w pełni usprawie­dliwiony. Dostała do ręki ponad dwukrotnie więcej pieniędzy, niż dysponowała do tej pory. A jednak pracownik socjalny ma kłopot: nie jest przekonany, czy pięć tabletów jest tym, czego ta rodzina potrzebuje najbardziej i najpilniej. - A co, jednym dzieciom miałam kupić, a innym nie? - pyta matka, zdziwio­na wątpliwościami. Ponieważ na wszystkie tablety nie starczyło, skorzystała z wiszącej na słupie oferty „Chwilówki 500 plus”. Zwróci za miesiąc. Jakoś nie przyszło jej do głowy, żeby zapytać, ile trzeba będzie oddać.
   Do tej pory pomoc społeczna należała się wtedy, gdy dochód na głowę w rodzinie nie przekraczał 514 zł. Teoretycznie nadal jest tak samo, ale nieopodatkowane 500 zł na dziecko do dochodu się nie wlicza, więc żadnego z do tej pory pobieranych zasiłków odebrać nie można. Darmowych obiadów w szkole także. Żeby otrzymać 500 zł już na pierwsze dziecko, dochody w rodzinie nie mogą być wyższe niż 800 zł na głowę. W przypadku dzieci niepeł­nosprawnych poprzeczkę podniesiono do 1,2 tys. zł.
   Na wsi 500 zł już na pierwsze dziecko dostanie aż 75 proc. ro­dzin. W przypadku rolników do dochodu nie wlicza się bowiem dopłat do hektara. Ponieważ rolnicy nie płacą PIT, ich rzeczywiste dochody nie są znane. Statystycznie, według szacunków GUS, po­siadacz jednego hektara wyciąga z niego miesięcznie 208 zł 83 gr. Każdy, kto ma nie więcej niż 11 hektarów (czyli ponad trzy czwar­te polskich rolników), jest więc formalnie uprawniony do zasiłku już na pierwsze dziecko. Bez względu na to, czy te grunty leżą odłogiem, czy właściciel uprawia na nich truskawki albo szparagi.
   Według tych statystycznych kryteriów na wsi panuje po­wszechna nędza, tym bardziej że statystyka nie uwzględnia pracy na czarno ani transferów z zagranicy. To może wyjaśniać, za jakie pieniądze pobudowano te wszystkie nowe domy, ale nie ułatwia oceny faktycznej siły nabywczej polskiej wsi.

   Tablety, a nie kotlety
   Józef Konarczak, właściciel zakładów mięsnych w Pogorzeli i sieci 15 sklepów firmowych na terenie Wielkopolski, jest nie­co rozczarowany. Liczył na to, że jak ludzie dostaną te 500 plus, to będą chcieli, żeby ich dzieci zamiast mortadeli jadły częściej szynkę. Na powitanie nowych pieniędzy przygotował atrakcyjną ofertę. Ale zwiększonego popytu na żywność nie dostrzega. Ja­nusz Rodziewicz, prezes Zrzeszenia Wędliniarzy i Rzeźników RR nie ma o tym sygnałów także z innych rejonów kraju. Rodzimej branży mięsnej program 500 plus na razie nie rozruszał. Może później, jak już się ludzie nasycą luksusem?
   W Nidzicy na Mazurach do niedawna były dwa sklepiki, w któ­rych można było kupować „na krechę”. Został jeden, bo najuboż­szych już nie trzeba kredytować. Właścicielka tego, który ciągle prowadzi zeszył z niezapłaconymi zakupami, nie zauważyła, żeby zadłużeni klienci bardziej skwapliwie oddawali należności. Nie boi się, że nie zwrócą, w końcu wszyscy się tu znają, ale mogliby trochę szybciej. Pieniądze przecież mają. W sklepie sprzedaż al­koholu i papierosów wyraźnie wzrosła. Nie zauważyła, by klienci kupowali więcej żywności.
   Na warszawskiej Woli sklep dla rodzin potrzebujących wspar­cia prowadzi fundacja Jeden Drugiemu. Ceny bywają nawet o połowę niższe niż w dyskontach. Żywność - od darczyńców -jest w pełni wartościowa. Jest też nowa odzież i buty dla dzieci, pampersy. Odkąd rodziny zaczęły dostawać po 500 zł na dziec­ko, liczba klientów wyraźnie się przerzedziła. - Ludzie poczuli się finansowo dowartościowani, awanso­wali społecznie -uważa prezeska fundacji Dorota Zalewska. Chcą, żeby sąsiedzi też to zauważyli. Przenieśli się z zakupami do Carrefoura. Pokazują w ten sposób, że już ich stać.
   Beneficjenci programu 500 plus naj­chętniej wydają pieniądze w wielkich sieciach. Nie najedzenie, na importowa­ne gadżety. Spełniają swoje i dziecięce marzenia o luksusie. - Już w pierwszym tygodniu wypłacania 500 zł obroty sieci z artykułami elektronicznymi podsko­czyły o kilkanaście procent - informuje Andrzej Maria Faliński, dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. - Potem się nieco ustabilizowały, ale nadal wzrosty są widoczne. Najwięk­szym powodzeniem cieszą się smartfony, tablety, konsole do gier. Takie, jakie mają bardziej zamożni rówieśnicy. Elektroniczne ga­dżety są wyznacznikiem prestiżu. Podobnie jak odzież czy buty aktualnie modnych marek. Na tej liście rzeczy są także deskorolki i trampoliny. Więc ruch panuje także na portalach ogłoszenio­wych. Taniej można kupić to samo na Allegro albo na platfor­mie OLX.
   Zasiłki pozwalają także spełniać marzenia ojców. Do niedawna dla klientów pomocy społecznej nieosiągalne, na przykład o sa­mochodzie. Nie rozruszają jednak naszego przemysłu motoryza­cyjnego, raczej w niego uderzą. Wielkie koncerny zainwestowały w polskie fabryki, licząc na duży popyt Polaków na samochody. Zaspokajamy go na skróty, sprowadzając coraz starsze auta uży­wane z Zachodu. Często po wypadkach. Według Polskiego Związ­ku Przemysłu Motoryzacyjnego aż 64 proc. aut, które w tym roku sprowadziliśmy z zagranicy, miało ponad 10 lat. Z niemieckich złomowisk sprowadzamy dwa razy więcej samochodów, niż ku­pujemy nowych w kraju.
   Joanna Staręga-Piasek, zastępca dyrektora Instytutu Roz­woju Służb Społecznych, obawia się tego naszego pragnienia prestiżu, którego wyznacznikiem są elektroniczne gadżety czy auta. Chodzi o to, że dysfunkcyjne rodziny po pobraniu zasiłków na dzieci poczuły się względnie zamożne. Mogą za­tracić poczucie realności i zacząć się zadłużać na poczet przy­szłych dochodów.
   - Na decyzjach, które dostają z urzędu o zasiłku, napisane jest, że będą go dostawać do listopada 2017 r. Liczą, jaka to kupa pie­niędzy - potwierdza Dorota Zalewska z fundacji Jeden Drugiemu. Czemu by nie wydać ich nieco wcześniej? Najwięcej ogłoszeń w stylu „Chwilówki 500 plus” można znaleźć w sąsiedztwie ośrodków pomocy społecznej. Szczególnie w Warszawie, gdzie wnioski o zasiłki złożyło 89 tys. rodzin, a pieniądze na razie do­stała zaledwie połowa. Rodzice się niecierpliwią, więc wyda­ją pożyczone.

   Praca się nie opłaca
   Ludzie zachłysnęli się zasiłkami - mówią ci, którzy ich nie dostali. Poczucie krzywdy i niesprawiedliwości coraz częściej skutkuje donosem. Zwłaszcza gdy gołym okiem widać, że pie­niądze wydaje się nie na to, co naprawdę służy dziecku. O nie­prawidłowościach donoszą sąsiedzi. W Pruszczu Gdańskim, Łowiczu, Gorzowie Wielkopolskim, Białymstoku. W ślad za do­nosami ruszają kontrole. Gminni urzędni­cy donosy sprawdzają. I na tym się kończy.
Wobec patologii na ogół bywają bezsilni.
Mogą co najwyżej postraszyć, że gotówkę zamienią na pomoc rzeczową. Wtedy buty czy ubranie dla dziecka trzeba najpierw sprzedać i dopiero można pieniądze zamie­nić na alkohol. Tak się dzieje, takie sygnały docierają do gmin. Jeśli państwo ureguluje rachunki za prąd, wtedy nic spieniężyć się nie da, ale gminy nie są pewne, czy za prąd mogą potrącić z 500 plus. Gmina Chrzanów zamierza potrącić sobie z zasiłku zaległe czynsze w lokalach komunalnych. Dzięki temu rodziny unikną eksmisji, więc nie ma wątpliwości, że zasiłek zostanie wydany dla dobra dzieci. Rozruszanie gospodarki pozo­staje jednak problematyczne.
   Żądanie od rodziców faktur czy rachun­ków potwierdzających, na co pieniądze zo­stały wydane, jest nieuprawnione. Żadne przepisy tego nie prze­widują. Minister Elżbieta Rafalska niejednokrotnie powtarzała, że rodzice najlepiej wiedzą, na co przeznaczyć pieniądze z pro­gramu 500 plus. Rząd centralny przyjął rolę dobrego policjanta; ten zły czyli samorząd, ma obowiązek sprawdzić, czy pieniądze zostały właściwie wydane, choć brakuje mu do tego zarówno na­rzędzi, jak i definicji, co to znaczy „właściwie”.
   Najwięcej sygnałów o nieprawidłowościach dotyczy rodzin, któ­re już wcześniej były klientami pomocy społecznej. To te, które dziś dostają 500 zł na wszystkie dzieci. - Od kilku lat staraliśmy się, żeby zasiłki motywowały ich do pożądanych zachowań-tłumaczy Bogusława Biedrzycka, dyrektorka Ośrodka Pomocy Społecznej na warszawskiej Woli. - Namawialiśmy rodziców np. na krótkie szkolenie, jak zaplanować domowy budżet, pomagaliśmy szukać pracy, leczyć uzależnienia. Zainteresowani zdawali sobie sprawę, że w przypadku odmowy współpracy mogą pieniędzy nie otrzy­mać. Próbowali się starać. Zasiłek 500 plus należy się bezwarun­kowo, więc obecnie każdy zainteresowany może powiedzieć pra­cownikowi socjalnemu „spadaj”.
   Dorota Zalewska, prezeska fundacji Jeden Drugiemu, też ma poczucie przegranej. Od kilku lat fundacja zachęcała matki do podjęcia pracy, organizowała dla nich nawet pomoc wizażyst­ki czy fryzjerki, aby kobiety czuły się pewniej, lepiej wyglądały. Praca zawodowa zwiększa poczucie własnej wartości, niezależ­ności - mówi prezeska. Teraz rodziny, zwłaszcza z trójką i większą liczbą dzieci, zupełnie straciły motywację do jej podjęcia. Praca się bowiem nie opłaca.

   Obywatele 500 plus
   Gmina Rzezawa w powiecie bocheńskim w ramach pomocy niezamożnym mieszkańcom rozdaje warzywa i owoce. Ludwik Węgrzyn, starosta Bochni, zauważył z przykrością, że ci obda­rowani warzywami mieszkańcy wiejskiej gminy mają własne ogródki, a nawet większe kawałki pola. Jednak nie uprawiają na nich warzyw ani owoców. Nie opłaca im się. Wolą kupić w mar­kecie. - Zniechęciliśmy ludzi do pracy-konstatuje działacz PSL. W Bochni także widać, że świeże zasiłki na dzieci, jeśli rozruszają, to raczej chińską niż polską gospodarkę.
   Może w wakacje rodzice przeznaczą je na atrakcyjne kolonie czy inne formy spędzania czasu. Na razie takiego efektu programu nie widać. Oferty biur podróży w stylu Neckermanna „Dziec­ko już od 500 zł” są adresowane raczej do rodzin zamożniejszych, które i bez zasiłku dbały o zapewnienie wakacji dzieciom. To bar­dziej chwyt reklamowy niż efekt programu.
   Burmistrz miasta na Podlasiu poprosił służby socjalne o symu­lację, ile pieniędzy miesięcznie w formie za­siłków może dostać rodzina z pięciorgiem dzieci, jeśli oboje rodzice nie pracują. Wy­szło, że 5984 zł. I jak zmieni się jej sytuacja finansowa, gdyby ojciec i matka zaczęli zarabiać, choćby tylko płacę minimalną. Wyszło, że w domowym budżecie pojawi się zaledwie o 145 zł więcej, bo stracą nie­które formy pomocy. To po co się szarpać? Nieopłacalność podejmowania pracy wy­raźnie wzrosła jako efekt 500 plus.
W takiej rodzinie w wyniku programu być może urodzi się nawet kolejne dziec­ko. I cała szóstka nie nauczy się od rodzi­ców porannego wstawania do pracy. Nie będzie wiedziała, co to znaczy szukać za­jęcia, bo ich rodziny to nie dotyczy. Nie zo­baczy ojca ani matki, jak się dokształcają, żeby poprawić własną pozycję zawodową. Same dzieci też niekoniecznie zdobędą ja­kiś zawód. Nauczą się czekać na pieniądze. - Gdyby któryś z ro­dziców zdecydował się na zatrudnienie, może posłaliby dzieci do przedszkola. Miałyby szansę nauczenia się pewnych zacho­wań wcześniej. Niepracujący wielodzietni przedszkoli i żłobków unikają-ubolewa Bogusława Biedrzycka. Z tego powodu także o dysfunkcjach rodziny pomoc społeczna czasem dowiaduje się z opóźnieniem.
   Obywatele 500 plus wiedzą, że można też nie spłacać zacią­gniętych wcześniej długów. Bezkarność zachęca do zaciągania kolejnych. Trzeba tylko założyć w banku bezpłatne subkonto, na które wpływać będą środki z programu. To znaczone pienią­dze, komornik nie ma prawa ich ruszyć, może za to nawet stracić pracę. Prawa wierzycieli (którzy także mogą mieć dzieci) respek­towane nie są.
   Agnieszka Bulik z agencji pracy tymczasowej Randstad ma co­raz większe problemy ze znalezieniem niewykwalifikowanych ludzi do pracy. Największy brak chętnych daje się odczuć na Ślą­sku i Pomorzu. Tymczasem liczba ofert zatrudnienia stale rośnie. Bulik uważa, że to także efekt 500 plus.
   Podobnie sądzi właściciel wielkiej plantacji borówki amery­kańskiej koło Korycina. Nikt z okolicy, chociaż to biedny region, nie chce u niego pracować. Nawet na czarno nie zamierzają do zasiłku dorobić, choć jeszcze przed rokiem bez trudu znajdo­wał chętnych. Plantator ma więc kłopoty nawet ze znalezieniem Ukraińców i, być może, z powodu nieopłacalności będzie musiał zaorać plantację.
   Ministerstwo Finansów też jakby nieco zwątpiło w nagły przy­pływ dochodów podatkowych dzięki 500 plus. Wypuszcza na ry­nek specjalne długoterminowe obligacje skarbowe dla beneficjentów programu. Będą oprocentowane bardziej atrakcyjnie niż zwykłe. Może chociaż w ten sposób państwu trochę wydanych pieniędzy się zwróci?
Joanna Solska

1 komentarz:

  1. No niestety, część osób może potraktować tą ustawę w ten sposób, ze będzie rezygnowało z pracy. Pozdrowienia z eRachuba :)

    OdpowiedzUsuń