PiS - konstytucja 2010.pdf

wtorek, 28 czerwca 2016

Prezes szykuje ofensywę



Katastrofa Brexitu rozwiązuje ręce prezesowi PiS. Europejskie instytucje i ośrodki polityczne mają teraz większe zmartwienia niż grożący Polsce autorytaryzm

Brexit zmienia sytuację w Europie. Zmienia tak­że sytuację w Polsce. Grze­gorz Schetyna próbował znaleźć dobre strony tej katastrofy mówiąc w słoneczny brexitowy poranek: „Unię Europejską opusz­cza największy sojusznik Jarosława Kaczyńskiego”.
   Schetyna zapomniał jednak dodać, że katastrofa Brexitu wiąże uwagę i siły in­stytucji oraz politycznych ośrodków, które Kaczyński postrzega jako najwięk­sze dla siebie zagrożenie. Nie są nimi - przynajmniej dzisiaj - partie Grzego­rza Schetyny i Ryszarda Petru podstawia­jące sobie nogę nawet w sprawie wotum nieufności dla Antoniego Macierewi­cza. Kaczyński widzi zagrożenie wyłącz­nie ze strony czynników zewnętrznych - Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, całej sumy instytucji wspólnotowych. A także ze strony Berlina, któremu na stabilności i przewidywal­ności sytuacji w Polsce szczególnie zależy
   Jednak po Brexicie zarówno Bruksela jak i Berlin - zamiast pytać Waszczykowskiego o Trybunał Konstytucyjny, usta­wę inwigilacyjną i inne grzeszki - zajmą się ratowaniem z brexitowego pogorze­liska resztek kosztowności i mebli, które pozwoliłyby przetrwać i dalej się integro­wać nie tyle nawet całej Unii, ile przynaj­mniej rdzeniowi UE, czyli strefie euro.
   Znienawidzony przez Kaczyńskiego gorset unijnej i zewnętrznej kontroli po Brexicie znów się rozluźnił.
   A jednak czegoś lub kogoś Kaczyń­ski jeszcze się boi. Świadczy o tym nowy kalendarz „dobrej zmiany”, której wie­le kluczowych frontów zostało zamrożo­nych na letnie wakacje. Nie dlatego, że Kaczyński gdzieś na wakacje wyjeżdża. Ale dlatego, że wakacje to Światowe Dni Młodzieży i warszawski szczyt NATO. Już tylko te dwa wydarzenia blokują na paru
istotnych frontach determinację prezesa PiS i każą mu odłożyć na jesień parę waż­nych elementów kadrowej rewolucji.

JESIENNA OFENSYWA
Jarosław Kaczyński wyznaje starą bolszewicką zasadę, że przejęcie wła­dzy w państwie nie kończy rewolucji, ale ją zaczyna. Wie też jednak, iż pań­stwo w czasie rewolucji nie funkcjonuje zbyt dobrze albo nie funkcjonuje w ogóle. Oczywiście tylko przejściowo, bo jak już „wrogów” zastąpimy we wszystkich insty­tucjach „swoimi”, to będzie się można za­stanowić nad powrotem do codziennego zarządzania tym odnowionym państwem.
   Rytm rewolucji jest jednak wyznaczany przez wydarzenia, na które Kaczyński nie zawsze ma wpływ, więc musi się dostoso­wywać. Oczywiście, że on by chciał szyb­ciej i radykalniej. Świadczą o tym decyzje w tych obszarach, w których przyspie­szenie i radykalizacja nie wiążą się – jego zdaniem - z żadnym istotnym ryzykiem. Zatem wybór jednolicie PiS-owskiej Rady Instytutu Pamięci Narodowej z pominię­ciem choćby jednego kandydata od Kukiza. Albo coraz częstsze wycieczki CBA do urzędów marszałkowskich, a nawet do Komisji Nadzoru Finansowego (czyż­by zemsta za SKOK-i?), aby te instytu­cje zastraszyć i sparaliżować. Kaczyński radykalizuje się, czując poparcie swoje­go elektoratu i zarazem wiedząc, że inne elektoraty nie mają równie skutecznej reprezentacji politycznej.
   Kolejne priorytety Kaczyńskiego są bardzo szerokie. Pierwszym z nich bę­dzie ostateczna likwidacja Trybunału Konstytucyjnego jako instytucji kontro­lującej przestrzeganie konstytucji i sto­sowanie zasad państwa prawa. Obecny paraliż musi potrwać tak długo, aż skład TK zmieni się wystarczająco głęboko, a kadencja prezesa Andrzeja Rzeplińskie­go wygaśnie.
   Kolejny priorytet to likwidacja niezawi­słości sędziowskiej poprzez nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i konsekwencje tej nowelizacji. Politycz­na obsada KRS to klucz do obsady prak­tycznie wszystkich sądów w kraju. A to z kolei - wraz z prokuraturą już podpo­rządkowaną Ziobrze - pozwoli PiS kon­trolować przebieg wszystkich ważnych procesów. Na razie wycieczki CBA do in­stytucji nieobsadzonych jeszcze przez PiS są tylko zastraszaniem. Wciąż nie mogą się kończyć aresztami wydobyw­czymi przedłużanymi w nieskończoność przez współpracujące ze sobą i uległe wo­bec partii rządzącej pary prokuratorsko-sędziowskie.
   Ziobro i Kaczyński wciąż nie mają możliwości kontrolowania składów ze­społów sędziowskich na każdym etapie orzekania. A to jest niezbędne, aby pozy­tywnie (z punktu widzenia partii rządzą­cej) zakończyły się procesy, do których dojdzie w następstwie PiS-owskiego „audytu”; w sprawach przestępstw kry­minalnych i urzędniczych, które mają zniszczyć Platformę Obywatelską, skom­promitować liderów tej partii i w ogó­le wszystkie rozpoznawalne osoby, jakie znalazły się w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Jednak do sprawnego roz­liczenia PO niezbędne jest, by ściganiem winnych zajmowali się tacy prokurato­rzy, a orzekaniem tacy sędziowie, któ­rzy będą całkowicie podporządkowani Ziobrze i Kaczyńskiemu.
   Profesor Adam Strzembosz, pierw­szy prezes Sądu Najwyższego w III RP, bynajmniej nie „lewak” ani „postko­munista”, ale wręcz przeciwnie - czło­wiek wyjątkowo odporny na polityczne naciski, zarówno w PRL, jak i po roku 1989 - wystosował niedawno drama­tyczny apel do polskich sędziów, aby przygotowywali się na takie działania władzy, które będą największą próbą ich sumień od końca PRL. Ziobro i Kaczyń­ski liczą na to, że - dzięki narzędziom po­zwalającym przesuwać sędziów tak, jak się dziś przesuwa prokuratorów, arbi­tralnie reguluje ich pensje, łamie kariery - podporządkują sobie grupę sędziów wy­starczająco liczną, aby można nią było ob­sadzać składy orzekające we wszystkich politycznie ważnych dla PiS procesach.
   Kolejny priorytet Kaczyńskiego to czystka w armii - jeszcze głębsza niż w policji i służbach. Antoni Macierewicz, który będzie tę czystkę przeprowadzać, ma już narzędzie w postaci ustawy po­zwalającej obsadzać funkcje oczyszczone z oficerów starszych stopniem oficera­mi młodszymi, bez doświadczenia, jeśli będą wystarczająco lojalni i spragnieni przyspieszonego awansu.
   Jednak ważniejsze - jako rezerwa ka­drowa polskiej armii - będą Wojska Obrony Terytorialnej, do których pierw­szy zaciąg również ruszy jesienią. Zwrócił na to ostatnio uwagę, w dramatycznym tekście opublikowanym w „Gazecie Wy­borczej”, były minister obrony Janusz Onyszkiewicz. Jego zdaniem „WOT ma się stać modelową formacją i kuźnią właś­ciwie uformowanych kadr dowódczych dla całego wojska polskiego, kadr, któ­re zastąpią dotychczasowe, naznaczone związkami z »przedrewolucyjnymi cza- sami« korpusy generalski i oficerski”. Do­datkowe wpisanie do obowiązków WOT „prowadzenia skutecznych działań w wy­miarze cywilizacyjno-kulturowym może sugerować, że Obrona Terytorialna ma odgrywać rolę niepokojąco podobną do roli strażników rewolucji”.
   Kolejny priorytet to złamanie oporu celników i włączenie ich - po niezbęd­nej czystce - do tworzonej przez PiS jednolitej Krajowej Administracji Skar­bowej. Z pozoru ma ona zapewnić skoko­we zwiększenie podatkowych dochodów państwa (na razie ów obiecany przez PiS skok nie nastąpił, na co narzekał ostat­nio doradca prezydenta Dudy prof. Wi­told Modzelewski). W istocie jednak KAS będzie czymś na kształt finansowej czerezwyczajki kierowanej przez zaufanych ludzi Kaczyńskiego. Wcale nie z pionu
ekonomicznego tej partii, czyli nie od mi­nistra finansów Pawła Szałamachy, któ­rego pozycja jest już bardzo słaba, ale od Mariusza Kamińskiego i z Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Ta ujednolico­na instytucja będzie nastawiona nie tyle na uszczelnienie systemu podatkowe­go, ile na całkowite podporządkowanie PiS polskiego biznesu. Przy okazji pozwoli na przejęcie kontroli nad obiegiem pieniędzy na reklamę - nie tylko ze spó­łek skarbu państwa, lecz także od bizne­su prywatnego; pieniędzy trafiających do mediów prywatnych czy sponsorujących działalność społeczną, pozarządową.

CO POWSTRZYMUJE KACZYŃSKIEGO
Te i inne elementy kontynuacji radykalizacji „dobrej zmiany” zostały jednak zawieszone. Bo papież Franciszek mógłby coś powiedzieć, a po­lityczny konflikt mógłby przesłonić Świa­towe Dni Młodzieży. Bo czystka w armii sparaliżowałaby szczyt NATO, gdyż lu­dzie Macierewicza nie byliby w stanie ani zapanować nad manewrami Anakonda, ani przygotować szczytu, ani zapewnić podstawowej choćby łączności z sojusz­nikami. Do tego potrzebni są „starzy” oficerowie - już skazani na czystkę, która zacznie się po wyjeździe delegacji państw NATO. Także włoski strajk polskich cel­ników szybko doprowadził do odłożenia na jesień prac nad powołaniem Krajowej Administracji Celnej. Kaczyński bał się kompromitacji, jaką spowodowałoby za­blokowanie granic przez celników w cza­sie szczytu NATO i ŚDM. Zaczyna się wzajemne testowanie determinacji „do­brej zmiany” i społecznego oporu wobec niej - rzecz jasna w tych obszarach, gdzie taki opór jest w ogóle możliwy.
   Jesienna ofensywa Kaczyńskiego - podobnie jak wcześniejsza ofensywa zimowo-wiosenna - będzie się odbywała pod osłoną pieniędzy (lub choćby obiet­nic pieniędzy). Populiści nie mają zwykle w zanadrzu niczego poza ofertą redystry­bucji nie swoich pieniędzy, które przy ta­kiej polityce szybko się kończą. Jednak dopóki są, Jarosław Kaczyński będzie ich używał do pacyfikowania każdego kryzy­su wynikającego z jego własnej niezdol­ności do zarządzania państwem.
   Państwo się rozłazi? Poszerzymy pro­gram 500+, uzyskując w ten sposób ko­nieczną polityczną osłonę w postaci sondażowego poparcia. Konflikt z Komi­sją Europejską zagraża transferom po­trzebnych polskiej gospodarce unijnych pieniędzy? Dodamy emerytom. Nie spi­na się budżet, siadają inwestycje? Przeli­cytujemy związki zawodowe w rządowej ofercie jeszcze wyższej płacy minimal­nej - stać nas, nie ze swojego dajemy, a poparcie społeczne będzie rosło.
   Pod osłoną pieniędzy - transfero­wanych przez rząd od tych, którzy je zarobili, do tych, którzy czuli się nie­dowartościowani - Kaczyński będzie niszczył kolejne instytucje III RP. Przy bezradności liberalnej opozycji i przy na­rastającej fascynacji lewicowych i prawi­cowych idealistów sukcesami populizmu Kaczyńskiego.
Brexit rozwiązał Jarosławowi Kaczyń­skiemu ręce. Teraz każdy swój błąd, każ­de zaniechanie czy polityczne nadużycie może propagandowo zakryć widmem nadciągającej ogólnoeuropejskiej kata­strofy. Zostajemy z nim w Polsce coraz bardziej sami, coraz bardziej przyciśnię­ci do muru. Nawet bez liberalnej opozy­cji - wystarczająco aktywnej, dogadanej i rozumiejącej powagę sytuacji.
Cezary Michalski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz