PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Minister na włościach



Prywatne lasy ministra Szyszki są jak puszcza magiczna, w której jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wart setki tysięcy złotych dom przemienia się w stodołę bez wartości. Przynajmniej w oświadczeniach majątkowych ministra

Wojciech Cieśla

Wiosną tego roku dziennikarze dopy­tują ministra środowiska o wycin­kę Puszczy Białowieskiej. Szyszko traci cierpliwość, zapowiada „spe­cjalne szkolenia”, żeby dzienni­karze „wiedzieli, w jaki sposób zadawać pytania”.
   I dotrzymuje słowa. Między 16 a 17 kwietnia urządza warszta­ty dziennikarskie. Zawozi kilku reporterów do Tuczna w woj. za­chodniopomorskim. Uczestnik wyjazdu: - To nie byli kandydaci do Pulitzera, raczej nieśmiała młodzież, trochę zbieranina. Mini­ster nie pouczał, jak zadawać pytania, opowiadał o lesie, czasem na użytek publiczności rozpoznał i nazwał po łacinie jakiegoś ro­baka. W którymś momencie wycieczka wylądowała w jego po­siadłości: elegancka hacjenda w Tucznie, w ogrodzie ludowe smętki, piękne pod­dasze. Cudowne miejsce. Szyszko naj­częściej pokazuje się w wyciągniętej, wędkarskiej kamizelce. Zdziwiłem się, że mieszka tak bogato. Już w Warszawie chciałem sprawdzić, ile warta jest taka posiad­łość. Okazało się, że tego dom nie ma w jego oświadczeniach majątkowych. Dziwne.
   Transport, nocleg i wyżywienie dzien­nikarzy na warsztatach w Tucznie zapew­niło Ministerstwo Środowiska. Przez dwa tygodnie pytaliśmy rzecznika resortu i sa­mego Szyszkę, ile kosztowała impreza - nie dostaliśmy odpowiedzi.
   Dzisiejszy minister w latach 80. pra­cował w nadleśnictwie Tuczno. Jak opo­wiada w wywiadach, na początku lat 90. (nawiasem mówiąc, był wtedy działaczem Porozumienia Centrum), choć mieszkał i pracował w Warszawie, zaczął dzierżawić, a następnie kupować od Agencji Własno­ści Rolnej Skarbu Państwa tereny zlikwi­dowanego PGR Marcinkowice. Określa je jako nieużytki - te 170 ha to teren po­kryty w części lasem, w części łąkami. Od miejscowego księdza Jan Szyszko kupu­je za grosze działkę z murowanym budyn­kiem po starej stacji pocztowej. Od gminy - przylegającą działkę z urokliwą łąką. Również za grosze.

NIC SIĘ NIE ZGADZA
Należące do ministra budynki z zabytkowej czerwonej cegły stoją w centrum Tuczna. Piękna działka obok zabytkowego koś­cioła, murowane schody, drewutnia, obszerne miejsce do grilla, rybacka łódź przerobiona na altanę. Okna i dach aż błyszczą no­wością. Chociaż miejscowość leży ponad 450 km od Warszawy, to właśnie tutaj Szyszko chętnie spędza wolny czas. W malowniczo położonym na Pojezierzu Wałecko-Myśliborskim Tucznie czu­je się najlepiej. Zaprasza dziennikarzy na plenerowe spotkania,
unijnych ministrów na obrady. Do Tuczna na konferencje jeździł kilka tygodni temu wicepremier Morawiecki.
   W oświadczeniach majątkowych prof. Szyszko od 11 lat podaje, że jest właścicielem stodoły. Z lektury tych dokumentów można by sądzić, że chodzi o budynek gospodarczy, niewiele wart. Tym­czasem w rzeczywistości ta stodoła to 300-metrowa, zabytkowa dacza na atrakcyjnej działce niedaleko jeziora w Tucznie.
   Jan Szyszko precyzyjnie wylicza dom po rodzicach, hektary la­sowi łąk. A dacza w Tucznie? To „budynek stodoły (...) według ob­rysu zewnętrznego 168,69 metrów”. Minister zawsze dokładnie podaje wartość wspomnianego rodzinnego domu (ok. 350 tys. zł), precyzyjnie wylicza, za ile i kiedy kupił hektary - ale nigdy nie informuje, ile jest warta stodoła. Tymczasem według agen­tów nieruchomości z pobliskiego Wałcza czy Piły taka nierucho­mość, malowniczo położona, warta jest co najmniej pół miliona.
W oświadczeniach majątkowych mini­stra zwracają uwagę sprzeczności: nie zga­dza się ani cena, za jaką kupił liczne działki, ani ich powierzchnia.

KOMISJA ŚCIGA SZYSZKĘ
Szyszko - mimo próśb sejmowej komisji etyki - nigdy nie ujawnił, ile jest wart cały jego majątek. Mówi jeden z posłów, w ubie­głej kadencji zasiadający w komisji etyki:
- To, co w sprawie swojego majątku wy­rabia Szyszko, to skandal. Z początku nie podawał nawet źródeł dochodów. Jedena­ście lat temu w ogóle nie wpisywał wartości domu pod Warszawą, w którym mieszka. Dopiero w trzecim z rzędu oświadczeniu, mocno przez nas przyciśnięty, wpisał, że jest wart 350 tys. zł.
   - A  hektary pod Tucznem?
   - Ma na to sposób. Ma las w pięciu czy sześciu działkach i daczę na dwóch innych. Myśli pan, że podaje ich wartość? Nie, wpi­suje, kiedy i od kogo co kupił, a na dokładkę podaje ceny sprzed denominacji. To powo­duje, że na pierwszy rzut oka nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy Szyszko ma dużo ziemi, czy mało, czy kupił drogo, czy tanio. Wpisuj e cenę działek, na których ma dom, a ceny domu już nie.
   Przez cztery sejmowe kadencje majątkiem posła Szyszki kil­ka razy zajmowała się komisja etyki. Po raz ostatni w marcu i we wrześniu ubiegłego roku. Komisja jest zniecierpliwiona mane­wrami posła; chce w końcu wiedzieć, ile są warte jego lasy?
   23 września, tuż przed wyborami, do których PiS idzie po pew­ne zwycięstwo, Jan Szyszko pisze do komisji: „Oświadczam, iż nie jestem w stanie podać wartości aktualnej (...). Są to pola doświad­czalne obejmujące nieużytki i bagna poddane celowym działa­niom na występowanie określonych gatunków. Mogę i to zawsze podaję cenę zakupu, zgodnie z aktem notarialnym”.

W SZPONACH DENOMINACJI
Poseł z komisji etyki: - Jak to czytać? Prosto. Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobisz?
   Sprawdziliśmy, co i jak wpisuje Szyszko w oświadczeniach. Przykład: choć działkę od gminy Tuczno (niemal dwa tysiące metrów) kupił już kilka lat po denominacji złotego (była w roku 1995), to podaje jako jej cenę kwotę 1302 500 zł, czyli sprzed de­nominacji. Na dzisiejsze złote to 130,25 zł. Z kolei cenę dział­ki kupionej od księdza w tym samym roku podaje w walucie po denominacji (6 tys. zł).
   Sprzeczności jest więcej i są poważniejsze niż jedynie żonglo­wanie cenami sprzed i po denominacji. Weźmy jedną z leśnych działek ministra, kupioną w grudniu 1994 r. W oświadczeniu z 2008 r. ma powierzchnię 313 546 metrów kwadratowych (ok. 31 hektarów). A w oświadczeniu z 2011 r. ma już powierzchnię 313 564 - ale nie metrów, tylko dla odmiany hektarów właśnie! Wychodziłoby ponad 3 tys. kilometrów kwadratowych - tyle, ile cała aglomeracja warszawska.
   Różnice są też w cenach. W 2008 r. Szyszko podaje, że kupił ten kawałek ziemi za 5 368 000 zł A w 2011 r. - że za 25 368 000 zł. Różnica? 20 mln starych złotych.
   Kolejna działka w 2008 roku jest warta 56 000 000 zł. W 2011 - już 72 565 000. Znów skok o kilkanaście milionów. Po­wierzchnia w 2008 r. to 401884 metry (40 hektarów). W oświad­czeniu złożonym trzy lata później to aż... 401 884 hektary. W ostatnim oświadczeniu, z kwietnia tego roku, Szyszko podaje, że jest właścicielem już ok. 100 mln hektarów!
   Spytaliśmy ministra o te różnice. Nie odpowiedział.
   W czasie, gdy zbieraliśmy materiał do tekstu, minister bez roz­głosu złożył korektę do oświadczenia majątkowego. Przyznał, że co do jednej z działek pomylił się w dacie o dwa lata. A w cenie? O prawie 3 mln starych złotych. Znów chaos.

POMNIK DLA KOLEGI
Profesor Jan Szyszko podaje, że swoje lasy i łąki kupował za grosze, po 100 zł za hektar. W ostatnich latach grunty pod zalesienie w okolicy Tuczna były wyceniane na 5-7 tys. zł za hektar. Cena ziemi ministra wzrosła więc przez ostatnie lata wielokrotnie.
   - Może dlatego tak opisuje to, co ma - mówi nasz rozmów­ca z Sejmu. - Realnie jest posiadaczem ziemskim, milione­rem. W Tucznie to pan na włościach, a to w jego partii wygląda niedobrze.
   Kawałek łąki Szyszko przekazał w użytkowanie nadleśni­ctwu Tuczno, które zamierzało urządzić terenowe lotnisko dla samolotów do oprysków.
   Powiedzieć, że Szyszko jest związany z miejscowym nadleśni­ctwem, to nic nie powiedzieć. Jego przyjacielem i prawą ręką był Jan Krzyszkowski - od czasów PRL wieczny nieusuwalny nadleś­niczy. Gdy za rządów PO (po 33 latach pracy) został zwolniony, Szyszko napisał w jego sprawie specjalną skargę do premiera i za­trudnił kolegę. W malutkim Tucznie Szyszko stworzył swoje biu­ro poselskie, a Krzyszkowski był w nim zatrudniony - aż do swej śmierci w ubiegłym roku - jako asystent posła.
   W kwietniu tego roku przed budynkiem nadleśnictwa odby­ła się feta: odsłonięcie kamiennej tablicy poświęconej dwóm leśnikom, wśród nich byłemu asystentowi. Jak podaje Mag­dalena Lubińska z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Pile, tablica z napisem „Semper Fidelis. Bogu, Ojczyźnie, la­som” kosztowała nadleśnictwo ponad 30 tys. zł. Tablicę odsłonił sam minister.
   Profesor Szyszko o swojej posiadłości w Tucznie w zeznaniach pisze „stodoła”, podaje też, że spełnia funkcje mieszkalne i labora­toryjne. Stacja D&B - taką bowiem nazwę nosi ten nieco dziwny twór - nie jest nigdzie zarejestrowana, jej adresu nie sposób zna­leźć (nie ma go urząd gminy), nie ma telefonu. Nie współpracuje z Polską Akademią Nauk. Na pytanie o jej status nie odpowiedzia­ło nam Ministerstwo Nauki.
   Warszawska Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego rekla­muje stację Szyszki na swoich stronach w internecie. Jednak za­pytany o jej działalność Krzysztof Szwejk, rzecznik SGGW, ucina: - Stacja jest prywatną własnością profesora Jana Szyszki.

PRYWATNA STACJA, PRYWATNE BADANIA
Jacek Krzemiński, rzecznik ministra Szyszki, szybko kończy rozmowę przez telefon. Będziemy porozumiewać się e-mailami.
   Ja: - Gdzie i od kiedy zarejestrowana jest stacja badawcza D&B?
   Rzecznik: - Nigdzie. Jest to znane w wielu ośrodkach nauko­wych na świecie gospodarstwo domowe profesora Jana Szyszki.
   - Czy jest oficjalnie afiliowane przy SGGW bądź innej placówce naukowej? Czy dostaje granty na badania?
   - Z tego, co wiem, stacja D&B świadczy jedynie nieodpłatnie usługi na rzecz tych, którzy chcą się zajmować nauką.
   Mówi jeden z pracowników naukowych SGGW, macierzy­stej uczelni Jana Szyszki: - Janek ma w zachodniej Polsce hektarów od czorta. Kawałek tego lasu nazwał Krzywda. Jak ktoś chce coś tam pobadać, to jedzie i bada. Ale tak naprawdę„stacja badawcza” to nazwa na wyrost. Stacja musi mieć ja­kiś cel, do czegoś muszą być wykorzystywane jej wyniki. Po­winna być włączona w struktury jakiegoś projektu, być częścią systemu podobnych stacji, brać udział w projektach naukowo- badawczych.
   Pytamy o dokonania stacji D&B naukowców. - Krzywda? Owszem, pojawia się w publikacjach - mówi jeden z nich. - Ale trzeba by sprawdzić, co to za publikacje.
   Sprawdzamy: z 29 prac naukowych wykonanych w okolicach Tuczna, na które lubi powoływać się profesor Szyszko, 23 to pra­ce wydane poza głównym obiegiem naukowym, czyli poza cza­sopismami naukowymi o międzynarodowym zasięgu. Pochodzą z okazjonalnych wydawnictw SGGW. Wszystkie są albo współautoryzowane przez Szyszkę, albo wydane w zbiorach pod jego redakcją.
   Pracownik naukowy SGGW: - W ostat­nich latach Janek zafiksował się na tym, że lasy pochłaniają dwutlenek węgla. Od kil­ku miesięcy z tego swojego konika uczy­nił oficjalną rządową politykę: prowadzić taką gospodarkę, która umożliwi dodat­kowe pochłanianie C02 przez lasy. Takie „nadprogramowe” jednostki pochłonię­tych emisji chłopaki z PiS chcą sprzeda­wać. Zarobiłyby na tym Lasy Państwowe.
Kłopot polega na tym, że aby zrównowa­żyć roczne emisje jednej elektrowni, trze­ba by posadzić ponad 1,2 miliona hektarów lasu sosnowego, czyli zalesić kilka procent kraju. I go nie ciąć, bo dwutlenek węgla najlepiej pochłania stary las. Ten sam, któ­ry Szyszko pozwala teraz rżnąć w Puszczy Białowieskiej.

TU ZIEMIA, TU WIEŻA
W wywiadach, na posiedzeniach sej­mowych komisji Jan Szyszko często mówi o wieży Owa wieża jest metalowa, wysoka i stoi w lesie pod Tucznem. Nie można na nią wejść, bo wyposażona jest w bardzo drogie czujniki. Stacja to la­boratorium, które bada wymianę dwu­tlenku węgla między lasem sosnowym a atmosferą.
   W Tucznie wszyscy wiedzą, że wieża to ukochane dziecko mi­nistra. Gdy za poprzednich rządów PiS żegnał się z ministerialną posadą, podległy mu zarząd Narodowego Funduszu Ochrony Śro­dowiska i Gospodarki Wodnej (NFOSiGW) rzutem na taśmę za­twierdził wniosek o dotację na jej budowę.
   Choć wyniki stacji opracowują naukowcy z Poznania, a Szysz­ko w praktyce nie ma z nią nic wspólnego, minister często na­grywa się dla telewizji na tle wieży. Całe Tuczno wie, że wieża kosztowała dwa miliony dolarów. Albo może euro, bo minister, mówiąc o wieży, czasem myli te waluty.
   W ciągu ostatniego miesiąca w Tucznie odbyły się dwie kon­ferencje firmowane przez resort Szyszki. Ile kosztowały? Mini­sterstwo nie ujawnia. E-mailowa rozmowa z rzecznikiem Szyszki wygląda tak:
   Ja: - Poproszę o listę gości i panelistów obu konferencji oraz uczestników warsztatów dla dziennikarzy.
   Rzecznik: - Gości i panelistów było kilkuset.
   - Jaką rolę w konferencjach i warsztacie odegrała stacja D&B, w jaki sposób organizatorzy kontaktowali się ze stacją, skoro adresu D&B nie ma w żadnym oficjalnym rejestrze?
   - W imieniu profesora Jana Szyszki mogę powiedzieć, że jej rola była bardzo duża i wynikała z dorobku naukowego stacji.
   -  Kto zdecydował o lokalizacji obu konferencji i warsztatu dla dziennikarzy w Tucznie?
   - Lepiej zapytać, co zdecydowało. Od­powiedź: unikatowy dorobek naukowy, wchodzący w zakres konferencji.
   - W jakich periodykach można zapo­znać się z wynikami tych badań? Dla­czego wyniki były publikowane jedynie w wewnętrznych wydawnictwach SGGW, o małym zasięgu?
   -   Dlaczego pan uważa, że publikacje w wydawnictwach SGGW są mniej wartoś­ciowe lub też o mniejszym zasięgu? Czy to samo pan sądzi o pana piśmie?
   Jeszcze raz pytam rzecznika o stodo­łę i różnice w powierzchni i cenach la­sów ministra. Odpowiedź: - Profesor Jan Szyszko wszystkie dane zawarł w oświad­czeniach majątkowych, łącznie z ceną zakupu wszelkich nieruchomości.

CBA SPRAWDZI SZYSZKĘ?
Zatajenie informacji w oświadczeniu majątkowym to przestępstwo, grozi za to do pięciu lat więzienia. Za brak w oświadczeniu zegarka za kilkadziesiąt tysięcy minister rządu PO Sławomir No­wak stanął przed sądem. Czy Jana Szysz­kę, ministra środowiska w rządzie PiS, czeka to samo?
   W przypadku wątpliwości co do majątku posłów ich oświadczenia sprawdza CBA. Spytaliśmy biuro, jakie standardowe kroki podejmuje wobec posłów, którzy ukrywają wartość majątku lub podają informacje niezgodne z prawdą. Nie dostaliśmy odpowiedzi.
   W ostatnim oświadczeniu, z kwietnia tego roku, Szyszko zrezygnował z tradycyjnego wpisu, jaki stosował wcześniej (czy­li długość stodoły po obrysie). Napisał, że budynek ma 304 me­try kwadratowe. I że zainwestował w niego w 2014 r. Ile? Nie wiadomo.

2 komentarze: