PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 30 maja 2016

Zrzutka na TVPiS



Nowa ustawa medialna przypieczętuje zawłaszczenie telewizji publicznej przez PiS. TVPiS, jak nazywają ją złośliwcy, dostanie znacznie grubszy niż dotąd portfel. Na ten portfel złożymy się wszyscy - nawet jeśli jej nie oglądamy

Miłosz Węglewski

Od początku maja bardzo popularny turecki serial „Wspaniale stulecie” wyświetlany jest tuż przed głównym wydaniem „Wiadomo­ści”. Mato powstrzymać odpływ widzów pro­gramu informacyjnego, którym nie w smak rządowa tuba propagandowa. Desperacja, z jaką szefowie TVP walczą z lecącymi na łeb na szyję wskaźnikami oglądalności, sama w sobie jest niezłym spektaklem medialnym. Na razie śmiesznym, ale wkrótce w walkę zaangażowane zostaną poważne pieniądze - z opłaty audiowizual­nej, którą od przyszłego roku zapłaci każdy, kto ma licznik energii elektrycznej.

REJTERADA WIDZÓW
Odpływ widzów zaczął się po wyborach, ale przyspieszył po styczniowej „dobrej zmianie” W TVP, gdy gabinet prezesa za­jął Jacek Kurski, a programy informacyjne i publicystyczne zaczęły budować front poparcia dla obozu władzy. Telewizja publiczna tra­ci z każdym miesiącem po kilkadziesiąt tysięcy widzów i ma już naj­mniejszą oglądalność, odkąd zaczęto nad Wisłą prowadzić badania telemetryczne.
   Ostatnie kwietniowe dane są druzgoczące dla publicznego nadawcy. W prime timie (godziny 19-23) Jedynka straciła pra­wie 27 proc. widzów, spadła z pierwszej aż na czwartą pozycję, wyraźnie przegrywając nawet z siostrzanym kanałem TVP2.
Rejteradę widzów najwyraźniej widać w najbardziej atrak­cyjnej dla reklamodawców tzw. grupie komercyjnej (16-49 lat). Udział TVP1 wyniósł tu w kwietniu zaledwie 6,16 proc. i był po­nad dwa razy mniejszy niż udział T VN czy Polsatu. - Widownię TVP ratują głównie fani seriali typu „M jak miłość”, „Na dobre i na złe” czy „Ojciec Mateusz”, wciąż gromadzących po 4-6 min widzów. Ale już nie rekompensują spadku oglądalności pro­gramów publicystycznych i informacyjnych - zauważa ekspert dużego domu mediowego.
    „Wiadomości” mają ponad 750 tysięcy widzów mniej niż rok temu. Daje to im najniższy w historii udział w ogólnopolskiej widowni, nieco poniżej 20 proc. Konkurencyjne „Fakty” TVN zyskały za to ponad 120 tys. widzów i mają już prawie jedną czwartą udziału.

WINNY TERMOMETR
Prezes Jacek Kurski najpierw próbował zaklinać rze­czywistość, przekonując, że w miejsce tych widzów, „którzy świetnie się czuli w telewizji Tomasza Lisa i Piotra Kraśki (...), napłynęli sympatycy obozu, który wygrał ostatnie wybory, tyle że w żaden sposób nie są wykazywani w panelach badawczych”. Ostatnio zaostrzył ton, zarzucając nierzetelność firmie Nielsen Audience Measurement, która prowadzi ogólnopolskie badania telemetryczne dla wszystkich nadawców telewizyjnych nad Wi­słą. „Wiadomości” w głównym wydaniu wsparły tę tezę za pomo­cą... lustracji szefowej polskiego Nielsena Elżbiety Gorajewskiej i konkurencyjnego badania oglądalności, zleconego firmie TNS Polska, Eksperci śmieją się w kułak, bo „panel badawczy” objął około 800 osób (odpytanych telefonicznie), a Nielsen monito­ruje telemetrycznie prawie trzy razy więcej gospodarstw domo­wych. To porównywanie jabłek z gruszkami, metodologicznie nie do zaakceptowania, co przyznał nawet sam TNS Polska. Ale „Wiadomości” obwieściły, że ich główne wydanie 9 maja oglądało 4,1 min widzów, o ponad milion więcej niż w pomiarach Nielsena.
   Koszt sondażu telefonicznego to drobiazg w porównaniu z wydatkami, j akie pochłonąłby własny instytut badań teleme­trycznych, którego chciałby prezes Kurski. - Wydawanie kil­kunastu milionów złotych rocznie na odrębne badania byłoby czystą stratą dla TVP. Taki koncept może wynikać tylko z ma­gicznego myślenia, podczas gdy TVP funkcjonuje w realnym otoczeniu rynkowym - twierdzi Jakub Bierzyński, prezes domu mediowego OMD. Ale to wskazuje, że w walce o słupki oglądal­ności (i utrzymanie posady szefa TVP) Jacek Kurski nie będzie żałował pieniędzy. Jeśli tylko dostanie je do ręki.
   Na razie w kasie TVP widać dno. Z abonamentu RTV dosta­je co miesiąc skromne 25-30 min zł, a wraz z pikującymi wskaź­nikami oglądalności maleją też wpływy z reklamy. Ale przecież już od przyszłego roku kasa ma być i to taka, o jakiej poprzedni szefowie TVP mogli tylko marzyć.

OPŁATA OD GNIAZDKA
Opłata audiowizualna ma zastąpić powszechnie lekcewa­żony abonament RTV (22,7 zł miesięcznie). Będzie się od niej trudniej wymigać, bo zostanie doliczona do rachunku za prąd, a jej ściągalność mają kontrolować urzędy skarbowe. Stawka nie jest jeszcze przesądzona (mówiono o 15 zł miesięcznie, te­raz przebąkuje się o niższej kwocie), ale i tak ma przynieść bez porównania większe wpływy niż abonament. Szacuje się, że przy 80-proc. ściągalności z ponad 17 min gospodarstw domowych i firm (tyle jest zarejestrowanych w kraju punktów poboru prą­du) opłata audiowizualna może przynieść 2-2,5 mld zł. Do kasy samej TVP mogłoby trafić nawet 1,5 mld zł rocznie, pięć razy więcej niż dziś z abonamentu.
   Rodacy na forach internetowych już pomstują na tę nową da­ninę. W branży medialnej wskazuje się, że ma ona finansować nie misję publiczną, ale zwykłą komercję. - Trudno uzasadnić sens płacenia obowiązkowej składki na takie same filmy, seria­le czy programy, jakie można obejrzeć w stacjach prywatnych - komentują w Polsacie.
   Środowisko mediów od lat bezskutecznie apeluje o ogranicze­nie działalności komercyjnej TVP. Polska telewizja publiczna to jedyny nadawca w Europie, który finansuje się głównie (w ponad 70 proc.) z wpływów z reklamy. - TVP nie powinna być przed­sięwzięciem komercyjnym, mając zapewnione finansowanie z opłaty audiowizualnej na realizację swej misji. Konieczne jest przejrzyste oddzielenie misji od komercji - przekonuje Dariusz Dąbski, prezes i właściciel TV Puls.
   Ale nic nie wskazuje, aby politycy PiS i szefowie TVP zamie­rzali ograniczyć jej działalność komercyjną. Pilotujący sprawę nowej ustawy wiceminister kultury Krzysztof Czabański nie po­zostawia złudzeń: - Dla twórców ustawy ważne jest, aby media narodowe nie traciły oglądalności i słuchalności. A pozycja na rynku reklamy jest miernikiem popularności mediów.
   Pozycja TVP na tym rynku słabnie jednak z miesiąca na mie­siąc, w ślad za spadkiem oglądalności. W zeszłym roku wpływy telewizji publicznej z reklam sięgały 900 min zł (dla porówna­nia TVN i Polsat mają z nich po 1,1-1,2 mld zł rocznie), w tym za­pewne nie przekroczą 800 min zł. Czy publiczny nadawca może się posunąć do cenowego dumpingu, aby ściągnąć jak najwięcej reklam? - TVP bez problemu sprzedaje cały czas antenowy, jaki może przeznaczyć na reklamy, więc sztuczne obniżanie cen czy zwiększanie rabatów byłoby irracjonalne - uważa Maciej Kita, dyrektor w Havas Media Group.

SEZAMIE, OTWÓRZ SIĘ
Wpływy z reklamy i z opłaty audiowizualnej uczynią z TVP najbogatszą telewizję w kraju, z budżetem grubo ponad 2mld zł. To o jedną trzecią więcej, niż mają finansowane z re­klam TVN czy Polsat. Trudno im będzie rywa­lizować z państwową konkurencją.
   Jaka część tej potężnej kasy pójdzie na mi­sję publiczną? Dobre pytanie, na które nie ma dziś dobrej odpowiedzi. Tym bardziej że mi­syjną działalność, na której nadawcy trudno zarobić, władze TVP starają się finansować z innych źródeł. Pod koniec kwietnia, tuż przed premierą sztuki „Ludzie i anioły” w Tea­trze Telewizji, Jacek Kurski uroczyście podpi­sał umowę z Piotrem Woźniakiem, prezesem PGNiG. Jedna z największych państwowych spółek będzie mecenasem tego teatru w Je­dynce. Szefowie innych kontrolowanych przez rząd koncernów zapewne nie będą chcieli być gorsi. Na co w takim razie mają iść pieniądze podatników?
   Na pewno na sport, zwłaszcza piłkę noż­ną. W kwietniu TVP zakupiła prawa do trans­misji najważniejszych wydarzeń piłkarskich najbliższych lat - m.in. mistrzostw świata 2018 i 2022 roku oraz Euro 2020. Wkrótce po­tem kupiła od Polsatu sublicencję na kilkana­ście meczów tegorocznych mistrzostw Europy we Francji, Łączne koszty tych transakcji fa­chowcy szacują na przynajmniej 80 min euro, czyli ok. 350 min zł. TVP na pewno na tym nie zarobi. - Jeśli Polacy zawiodą w rozgrywkach - oglądalność nie będzie nadzwyczajna, z reklam wpłynie naj­wyżej 100 min zł. Jeśli będą sukcesy, może uda się sfinansować połowę poniesionych kosztów - mówi ekspert z dużego domu mediowego. Jednak nie pieniądze są tu najważniejsze. Jak przekonuje prezes Kurski: - Piłka nożna łączy Polaków, to wy­miar nowoczesnego patriotyzmu i odbudowy wspólnoty. Ina­czej smakuje mecz reprezentacji narodowej w TVP, a inaczej w telewizji komercyjnej.
   - Sport nie jest i nie będzie misją publiczną. To dla polityków sposób, aby podlizać się wyborcom - wzrusza ramionami Jakub Bierzyński z OMD. Dodaje: - Trzeba się zresztą liczyć z tym, że gdy TVP będzie siadać do negocjacji jako jedyny zdeterminowa­ny i zasobny w pieniądze partner, ceny praw do transmisji mogą pójść w górę.

MISJA W SERIALACH
Wytyczane są też inne kierunki działalności TVP. Kieru­jący Jedynką Jan Pawlicki ekscytuje się rozpoczęciem prac nad kostiumowym serialem pod roboczym tytułem „Złoty wiek”. Akcja ma się toczyć na dworach królów z dynastii Jagiello­nów i obfitować w romanse i intrygi. Już zaczęły się spekula­cje, kto zagra główne role: mówi się o Grażynie Szapołowskiej, Piotrze Adamczyku, no i Jerzym Zelniku, pupilku obecnej wła­dzy. Można śmiało zakładać, że będzie to jeden z najdroższych seriali w historii TVP. Przestrogą dla TVP powinien być wy­świetlany właśnie serial „Bodo” o gwiazdorze kina i kabaretu Polski międzywojennej, który na zlecenie TVP wyprodukowało Akson Studio. W branży mówi się o wysokich kosztach - rzędu 1,5 min zł za odcinek - ale widownia wciąż topnieje, od prawie 4 min przy premierowym odcinku do 2,3 min osób ostatnio.
   Jeszcze dwa-trzy lata temu TVP oglądała dwa razy każdą złotówkę, nie kupując seriali droższych niż 500 tys. zł za odcinek. Prefero­wano tańsze, kręcone taśmowo i w pomieszczeniach telenowele oraz sitcomy. Ale teraz pojawi się duża kasa, więc można będzie poszaleć.
   Na tym jednak nie koniec mocarstwowych planów, TVP planuje bowiem dwa seriale hi­storyczne, podlane sosem patriotyzmu a la PiS. Ten w Jedynce opowie o losach fikcyjne­go oddziału żołnierzy wyklętych, który toczy walkę z Sowietami i Niemcami, a po wojnie z NKWD i komunistami. Jan Pawlicki za­powiada, że „będzie to opowieść o polskich superbohaterach z krwi i kości”, na podsta­wie historii m.in. Łupaszki i Zapory. Serial w Dwójce będzie z kolei adaptacją powieści „Legion” Elżbiety Cherezińskiej, o szlaku bo­jowym Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych.
   A na deser ma być jeszcze współczesny serial obyczajowy z ambicjami.
   Wszystkie te produkcje TVP chce zrealizo­wać własnym sumptem lub z niewielkim współfinansowaniem. Eksperci ostrzegają, że produkcje własne telewizji publicznej zwykle bywały droższe od kupowanych na zewnątrz i rzadko się zwracały. - Władze TVP zakładają, że zaangażowanie dużych pieniędzy poprawi atrakcyjność programów i przyciągnie wi­dzów. Osobiście wątpię. Obawiam się natomiast, że jeśli media publiczne, a zwłaszcza telewizja, będą traktowane tak instru­mentalnie jak dziś, to za trzy lata zostaną całkiem zmarginalizowane - mówi Bierzyński.
   Zapewne spora część pieniędzy z opłaty audiowizualnej pój­dzie na walkę o widza. Zwłaszcza o najważniejszego widza - tego z siedziby PiS na Nowogrodzkiej.

[ JAK EUROPA FINANSUJE MEDIA PUBLICZNE ]
W części krajów europejskich media publiczne żyją z subwencji budżetowych, w innych głównie z abonamentu bądź podobnych opłat. W samej Unii Europejskiej ponad 64 proc. zasilania „mediów misyjnych” pochodziło w 2012 r. właśnie z abonamentu; w wielu krajach (Hiszpania, Bułgaria czy państwa skandynawskie) było to nawet 95 proc.
U nas ten udział nigdy nie przekraczał 40 proc. W 2012 r. spadł do kilkunastu procent, a dziś oscyluje wokół 25 proc. W Polsce abonament płaciło w ostatnich la­tach średnio 6-8 proc. gospodarstw domowych, podczas gdy w UE przeciętnie tyle go nie płaci. Nawet wśród skrajnie niechętnych podat­kom Włochów odsetek płacących abonament przekracza 70 proc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz