PiS - konstytucja 2010.pdf

piątek, 18 lipca 2014

Kontrreformacja 2.1



Ta historia zacznie się śmiesznie - od żartów z papieża i od złotego byka, który nie stanie na warszawskim placu Trzech Krzyży. A skończy strasznie - wizją państwa wyznaniowego, w którym prawo ma być zgodne z doktryną Kościoła. Oto sześć pierwszych przykazań tego prawa.

WOJCIECH STASZEWSKI
I
Nie będziesz stawiać byka przy kościele
Amerykański rzeźbiarz Arturo di Modica zakłada się w nocy przed budynek nowo­jorskiej giełdy. Jest grudzień 1989 r. Nie­legalnie stawia wykonaną przez siebie rzeźbę byka. To symbol hossy na giełdzie, hołd dla amerykańskiej gospodarki, któ­ra właśnie pokonała kryzys. Mieszkańcy Nowego Jorku pokochają symbol, stanie się atrakcją miasta, turyści będą go chcieli poklepać na szczęście.
Pięć odlewów z tej samej formy może być uznanych za oryginał. Jeden z nich jest w Polsce, anonimowy biznesmen za­proponował ustawienie go przed budyn­kiem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
Rzecznik Giełdy Maciej Wewiór przy­gotował prezentację o byku i poszedł do sąsiadującej z giełdą parafii św. Aleksan­dra. Zdążył tylko powiedzieć dwa zda­nia. - Ależ to jest cielec! - przerwał mu ksiądz prałat. Po czym zmobilizował wier­nych. Rada duszpasterska wydała stano­wisko: „Powstanie wrażenie, że rzeźby są integralnie złączone z budynkiem kościo­ła, co może budzić mylne przekonanie, iż są symbolem biblijnego cielca spod góry Synaj, symbolu pogańskiego kultu”.
- Chcieliśmy, żeby byk stał blisko mini­sterstw gospodarki, skarbu, pracy, kance­larii Sejmu i Senatu, a także samej giełdy i kościoła - kluczowych instytucji życia społecznego. Żeby wszystkim przypomi­nał: „Gospodarka, głupcze” - tłumaczy Wewiór. - Może postawimy byka w innym miejscu. Ale trzeba się zastanowić, czy to nie za duże ryzyko. Ta rzeźba jest warta miliony dolarów.
Z księdzem prałatem nie udało mi się skontaktować. Ale w rolę jego adwokata wcielił się ks. prof Andrzej Draguła z Uni­wersytetu Szczecińskiego: - Byk może oznaczać bożka mamony. Ale ja bym się na byka zgodził. I pokazywałbym parafia­nom - oto symboliczny wyraz, jak giełda może stać się religią.

II

Nie będziesz żartować z papieża
Papież „puszcza bąki, zjada, przełyka, tra­wi”. „To nie zabierają tego anioły?! Nie, to jest zwykły facet” - żartuje na poważ­nie Abelard Giza w skeczu kabaretu Limo. Za pokazanie tej scenki TVP zapłaciła w zeszłym roku 5 tysięcy złotych kary.
Teraz skecz zobaczyła w internecie Joanna Lelek, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Rabce-Zdroju. I uznała, że kabaret Limo w miejskim amfiteatrze nie wystąpi. - Są wartości, z których nie na­leży się naśmiewać. Wylajkowanie Wiel­kiego Piątku, wyśmiewanie się z papieża?! - wyjaśnia clyr. Lelek.
- To coraz gorętszy konflikt religijny - komentuje Szymon Jachimek z kabare­tu Limo, - Nie podoba mi się, kiedy ludzie przeszkadzają w wystawieniu „Golgoty Pienie” w teatrze, ale nie podoba mi się też, kiedy Pussy Riot robią show w cerkwi. Dawniej każdy miał swoje budynki: koś­cioły, teatry, burdele, Sejm i Senat. Dziś to zostało zaburzone.
Jachimek niespodziewanie przechodzi na dragą stronę: - Dziś przyznanie się do wiary bywa faux pas. Nieraz słysza­łem w pubie wyśmiewanie się, jak ktoś mówił, że chodzi do komunii. Nie podo­ba mi się też, kiedy warszawska młodzież wyśmiewa obrońców krzyża.
- A bąki papieża są śmieszne?
- Bąki nie. Ale śmieszne jest, że czło­wiek, który dowodzi Kościołem, ma sta­tus półboga. Z żadną jego myślą nie wolno dyskutować, stoi na piedestale.
- Papież Franciszek trochę z niego zszedł.
- Można zapytać, dlaczego papież Po­lak tego nie zrobił. Papież Franciszek pewnie by się z tego skeczu uśmiał. Ale po aferze w telewizji już tego nie gramy. Zresztą w telewizji monolog był skrócony, wypadły np. kawałki o masturbacji.
III
Nie będziesz ćwiczyć jogi
„Demoniczny charakter, zagrożenie du­chowe, diabelstwo” - tak pisze o jodze prawicowy portal Fronda.pl. I wezwał wiernych do protestów, bo w Poznaniu przy wsparciu władz miasta rozpoczęły się bezpłatne, otwarte zajęcia „Joga przy fontannie”.
- Co jest złego w jodze? - pytam księ­dza Radosława Siwińskiego, egzorcystę z Domu Miłosierdzia w Koszalinie.
- Kiedy wchodzimy w to świadomie, zło przychodzi do naszego życia. Jak dotyka­my rzeczy brzydkich - bagna, błota - to się ubrudzimy. Tak samo jak dotykamy nie­czystej duchowości. A joga to najpierw filozofia, a dopiero potem ćwiczenia.
- Ale przecież adepci nie oddają czci Krisznie!
- Ci, którzy uczą jogi, oddają się medy­tacji. Otwierają się na obcą duchowość, na wielobóstwo, nieznane postaci i ener­gie, co może być niebezpieczne. Osoby, które głęboko w to weszły, mają poważne dręczenia diabelskie.
- Jak wyglądają takie dręczenia?
- Czują czyjąś obecność, nie mogą spać, są zalęknieni. W rzadkich przypad­kach dzieją się też rzeczy niewytłumaczal­ne. My, egzorcyści, wyrzucamy złe duchy. Każdy duch ma swoją działkę, jedne są odpowiedzialne za uzdrawianie, inne za herezje, są też duchy jogi. One otwiera­ją człowieka na niebezpieczną, diabelską duchowość.
- Słyszałem kiedyś, że przy pozycjach odwróconych w jodze szatan może wejść w człowieka przez odbyt.
- No nie, to już rzeczywiście śmieszne - zgadza się ksiądz.
Szef klubu Joga Poznań nie dziwi się obawom księdza. Do niego też zgłasza­ją się nawiedzeni instruktorzy. Łatwo ich rozpoznać, bo np. chcą uczyć jogi za dar­mo albo „wiedzą, jakie są inne światy”:
- Wariaci są wszędzie. I w kulturze indyj­skiej, i w chrześcijaństwie. U nas też moż­na spotkać nawiedzonego księdza, który robi Kościół w Kościele.
Joga w jego klubie ma służyć przede wszystkim rozładowaniu stresu: - Stres w ciele wpływa na jakość życia. Waż­na jest też strona psychologiczna, ale zalecamy, żeby tym zajmowali się psy­choterapeuci. To dla człowieka Zachodu najlepsze połączenie.
Apel Frondy przyniósł odwrotny efekt. Na zajęcia w Poznaniu przyszło 300 osób - 10 razy więcej niż poprzedniego lata.
- Witałyśmy się „Cześć, satanistki” - opo­wiada Joanna Majka, pracownica kor­poracji po trzydziestce. Na jogę zaczęła chodzić trzy miesiące temu, po śmierci ojca. Bo ojciec umarł od nadmiaru stre­su i wtedy Joanna zauważyła, że ma zbyt stresującą pracę.
- Teraz radzę sobie ze stresem dużo le­piej. Jak wracam z zajęć, to nawet kot, któ­ry dawniej nie chciał do mnie podejść, sam się łasi - opowiada. - Takie akcje, jak Frondy, dziwią w czasach, gdy Kościół traci wiernych. Była przez to tylko więk­sza frekwencja, wiele osób przyszło pierw­szy raz na jogę, nie wiedziały, że trzeba wziąć matę, i ćwiczyły na trawniku. Może chciały po prostu przeciwstawić się temu, że wszystko zamierzają nam oprotesto­wać. Bo my nie chcemy krzyczeć i walczyć jak tamci, możemy tylko przyjść na czyta­nie sztuki albo na jogę, by pokazać, że jest nas wielu.
IV
Nie będziesz oglądał „Golgoty” w teatrze
Katarzyna Tórz z Malta Festival Poznań była pod wrażeniem, jak sacrum pomie­szało się z profanum. 26 czerwca siedzia­ła w Nowym Teatrze na czytaniu sztuki „Golgota Pienie” Rodriga Garcii. Ze sceny płynęły dźwięki utworu Josepha Haydna „Siedem ostatnich słów Chrystusa na krzy­żu”, a zza okna dobiegały krzyki, gwizdy, kocia muzyka. - My, niedobrzy, bluźnierczy profani, siedzimy w skupieniu w świą­tyni teatru. A na zewnątrz obrońcy sacrum zachowują się jak ostatni profani.
Historię spektaklu „Golgota Pienie” każdy zna. Zapowiedź jego wystawie­nia podczas poznańskiego Malta Festi­val tak oburzyła wojujących katolików, że zagrozili, iż nie dopuszczą do przedsta­wienia. Dyr. Michał Merczyński, obawia­jąc się zamieszek i nie czując wsparcia ze strony władz miasta, odwołał spektakl. Wtedy obrońcy wolności słowa zainicjo­wali w teatrach całego kraju zbiorowe
prof. Wiktor Osiatyński
czytanie tekstu sztuki. Wszędzie towarzy­szyły im protesty, blokady, poszturchiwa­nia, wyzwiska i kocia muzyka.
- Bóg nie pozwoli z siebie szydzić. Jeśli my nie będziemy go bronić, to gdzie swoich obrońców znajdzie? - tak w Białymstoku przemawiał do wojujących ks. Grzegorz Sniadoch z Instytutu Dobre­go Pasterza.
- W przestrzeni publicznej od daw­na dokonuje się krytyka religii. Teraz mamy też reakcję na to - uważa ks. prof. Andrzej Draguła. Obie strony odwo­łują się w bardzo emocjonalny sposób do absolutyzowanych punktów odnie­sienia. Wierzący do wolności sumienia i religii, a świat sztuki do wolności krea­cji artystycznej. Zamiast manifestowania obrazy uczuć religijnych przydałaby się merytoryczna krytyka.
- Nikt nikogo nie zmuszał przecież do kupna biletów i pójścia do teatru!
- Francuskie sądy - odpowiada ks. Dra­guła - w podobnych sprawach orzekały, że to, co jest w sali teatru, istotnie nie pod­lega ograniczeniom. Ale to, co jest ogól­nie dostępne - plakaty, materiały prasowe - tak. A samo zestawienie słów „Golgota” i „piknik” już jest obrazoburcze.
Jan Klata, dyrektor Starego Teatru w Krakowie, zdębiał, kiedy przed czyta­niem i pokazem wideo „Golgota Pienie” w swoim teatrze zobaczy! plakaty „Kościół walczący!” i „Grunwald 2014”.
- To znaczy, że ja jestem po złej, ger­mańskiej stronie, a oni jak Jagiełło od­prawiają mszę przed atakiem? - pyta dyr. Klata. I dodaje: - Nie czuję niechęci do tych ludzi. To bardzo piękne i odważne, żeby wyjść na ulicę i się modlić. Mam za to pretensje do tych, którzy tym ludziom wskazują wrogów. Znam wiele bardziej obrazoburczych sztuk. Sam kilka lat temu wystawiałem „Jerry Springer - The Ope­ra”, gdzie jest np. barokowa aria, w której Jezus i szatan na zmianę wyśpiewują dwa słowa - „fuck” i „you”. Skąd teraz taki atak? Jakby ktoś stwierdził, że trzeba „odzyskać” placówki kultury.
- W Białymstoku jeden z uczestników pikiety mówi: „Jakby ktoś zrobił taki spek­takl przeciwko Żydom albo muzułma­nom, to byście protestowali. Ale przeciw katolikom wolno?”. Może dlatego?
- A jaki jest sens protestować w Polsce przeciwko Żydom albo muzułmanom? Nie mamy w Polsce problemu fanatyków islamskich, a izraelskie wojsko nie burzy nikomu domów.
- A jaki masz problem z katolikami?
- Szedłem raz w Paryżu z procesją Bo­żego Ciała - opowiada Klata. - Przemy­kaliśmy bocznymi uliczkami z nędznymi proporcami, klimat katakumb. Kierow­cy na nas trąbili z pogardą. Tam było prawdziwe chrześcijaństwo. A nie, kie­dy ludzie idą do teatru poszturchiwa­ni, wyzywani i uderzani różańcami przez tłum. Ja też mam różaniec, ale nikogo nim nie okładam.

V
Nie pomyślisz o aborcji
Podwarszawski powiat wołomiński bywa nazywany IV RP w miniaturze. To tu­taj znalazł zatrudnienie kwiat urzędni­ków Kancelarii Prezydenta pracujących wcześniej dla Lecha Kaczyńskiego. Tutaj wyrósł drugi co do wielkości SKOK. Tu­taj starosta Piotr Uściński organizował z Tomaszem Terlikowskim spotkania antygenderowe, radni miejscy chcieli ustawić popiersie Lecha Kaczyńskiego przed urzę­dem, a radziecki czołg-pomnik z 1944 r. na granicy Wołomina i Kobyłki wywieźli do szkoły wojskowej. Ili taj w parku w Os- sowie, który ma upamiętniać Bitwę War­szawską, rosną już „dęby Kaczyńskiego”.
Wołomiński radny PO Igor Sulich nazy­wa to betonem zaściankowym oraz lekkim talibanem.
Kiedy wybuchła sprawa prof. Bogdana Chazana, rada powiatu udzieliła profeso­rowi wsparcia specjalną uchwałą. Oraz wy­dała drugą, która zobowiązuje wołomiński szpital do kierowania się „bezwzględnie zasadą ochrony życia ludzkiego”.
- To wynika z humanizmu i jest w pełni zgodne z konstytucją - tłumaczy starosta Uściński.
- Ale narusza ustawę antyaborcyjną. Zgodnie z nią są przypadki, kiedy aborcja jest dozwolona.
- Każdy przypadek jest inny - odpowia­da starostwo - nie odbieramy lekarzom prawa do ich analizowania. Chodzi tu o życie zarówno dziecka, jak i matki.
- Wymuszacie na lekarzach, żeby nie dokonywali aborcji.
- Niczego nie wymuszamy. Do maja mieliśmy na ginekologii przekroczo­ny kontrakt z NFZ o 34 proc., więc wi­dać, że w ramach kontraktu nie możemy realizować wszystkich zabiegów. Jeże­li lekarz będzie miał pacjentkę, która chce mieć aborcję, i pacjentkę np. z torbielą, to będzie musiał dokonać wyboru zgod­nie ze statutem szpitala. Oczywiście pa­cjentka w ciąży np. z niepełnosprawnym dzieckiem zostanie objęta troską, otrzyma formy wsparcia, jak np. leczenie dziecka w czasie ciąży.
- Czego by pan jeszcze chciał zakazać? Np. sprzedaży erotyki w wołomińskich kioskach?
- To nie należy do kompetencji powiatu. Ale powiem panu, że gdyby w Polsce mia­ło zostać uchwalone prawo, że sprzedaw­ca musi oferować pornografię lub wskazać inny kiosk, w którym można ją kupić, to byłbym przeciw. Nie można zmuszać lu­dzi, by działali wbrew swoim przeko­naniom. Farmaceuta nie powinien być zmuszony do sprzedaży środków wczesno poronnych, a pracownik sklepu wielko- powierzchniowego do pracy w niedzielę - kończy starosta.
VI
Ani o żadnej rzeczy, której nie ma w Piśmie
„Nie jest ważne, czy w Polsce będzie ka­pitalizm, wolność słowa, czy będzie do­brobyt - najważniejsze, aby Polska była katolicka” - to najsłynniejszy cytat Hen­ryka Goryszewskiego, w latach 90. wice­premiera, dziś współwłaściciela dwóch kancelarii adwokackich i doradcy prezy­denta Bronisława Komorowskiego. Pre­mier Goryszewski nie znalazł teraz czasu, by się do tych słów odnieść.
Adwokatem premiera niech będzie ks. prof. Draguła: - Idziemy w kierunku właściwym dla społeczeństwa liberalne­go, w którym będą zabezpieczone prawa wszystkich, a nie tylko niektórych. Np. klauzula sumienia okazała się niewystar­czająca. Ale mamy XXI wiek, może wy­starczy umieścić na stronie ministerstwa listę lekarzy wykonujących zabieg aborcji?
Prof. Wiktor Osiatyński, prawnik, bije na alarm: - To, co się dzieje, to prosta droga do państwa wyznaniowego. Widać na różnych frontach ofensywę Kościoła wspieraną przez środowiska prawicowe. To najpoważniejszy do tej pory kryzys wolności. Chcą stworzyć państwo wyzna­niowe metodą faktów dokonanych. A to, że byk, joga, spektakl albo tęcza w prze­strzeni publicznej ma naruszać czyjeś wartości, to czysta uzurpacja.
Zdaniem prof. Osiatyńskiego anachro­nizmem w polskim prawie jest „obraza uczuć religijnych”: - To znaczy, że ktoś narusza czyjeś wyobrażenie o tym, jak powinno być. Jak np. powinien być przed­stawiany Jezus, a jak papież. To nie ma sensu. Powinna w prawie pozostać ochro­na miejsc kultu i czci oraz zniesławienie. Nie chcę, żeby jacyś nadwrażliwcy mówili mi, co mogę wyrażać. Jeśli nie postawimy tamy tej krzykliwej mniejszości, to będzie ciężko. Ludziom się nie chce? W 2006 r., jak trzeba było przerwać rządy PiS, to im się zachciało. Może teraz zachce im się wcześniej, zanim dostaniemy w dupę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz