PiS - konstytucja 2010.pdf

niedziela, 3 maja 2015

Ale numer



Rośnie medialne imperium za pieniądze wzięte ze SKOK. Nowy tygodnik „ABC/; wyszedł w niespotykanym do tej pory nakładzie aż pół miliona egzemplarzy. Tuż przed wyborami.

VlOLETTA KRASNOWSKA

Ten nowy tygodnik wygląda jak tabloid. Miękki papier, większy gazetowy format. Inaczej niż w codziennych tabloidach, nie ma tylko nagich pań na ostatniej stronie (jak przystało na konserwatywne war­tości, którym ma hołdować). W estety­ce i treści „ABC” jest zbliżony do „Bild am Sonntag”, niedzielnego wydania niemieckiego tabloidowego „Bilda”. Taki „Fakt”, tyle że grubszy, bo liczący 48 stron plotek i sensacji z ostatniego ty­godnia i oczywiście polityki. Ma zebrać z rynku głównie ludzi wkurzonych, rzecz jasna na władzę.
Okładka z założenia musi budzić emocje: „Korupcyjny raport ABC: 117 miliar­dów ukradli politycy i oszuści”, „Aferzy­sta rządzi w Sejmie”, „Bezkarny jak setki innych aferzystów”. W środku - dużo mięsa dla wkurzonych, począwszy od tak zwanych afer. „Ciemna strona prezy­denta” autorstwa Stanisława Janeckiego o rzekomej wpłacie 260 tys. marek, któ­rej miał dokonać w 1991 r. prezydent Ko­morowski w banku niejakiego Palucha, to w istocie przedruk podobnego tekstu z tygodnika „wSieci”. Ale jest pretekstem do postawienia pytań, skąd prezydent miał taką kwotę, i wysnucia sugestii z WSI w tle (Bronisław Komorowski dawno już dementował te oskarżenia). Do tego do­datek o celebrytach, rozbudowany dział interwencji i listów (chociaż to dopiero pierwszy numer) od czytelników. W in­nych dziedzinach skromnie, reportaże przedrukowywane z pism lokalnych.
Są za to znane z „Faktu” nazwiska, stamtąd bowiem ściągnięto kilku dzien­nikarzy do pracy nad „ABC”. Do tego gwiazdy „dziennikarzy niepokornych”: Zaremba, Skwieciński, Mazurek, Janec­ki. Redaktor naczelny Maciej Wośko wy­wodzi się z Wybrzeża, z „Dziennika Bał­tyckiego”, tak jak i sam prezes wydającej gazetę spółki Fratria Marek Przybek.
Wydawca - czyli spółka Fratria, któ­rej udziałowcem większościowym jest Apella, utrzymywana za pieniądze SKOK - posiada jeszcze tytuły: „wSieci”, „Ga­zetę Bankową”, „Frondę” i kilka portali internetowych. Apella włączyła do spółki braci Karnowskich kierujących tygodni­kiem „wSieci” (po 10 proc. udziałów) i tak powstała obecna Fratria.
Całe imperium medialne ma około 2 min użytkowników. Dowiadują się oni od swoich dziennikarzy, że np. artyku­ły krytyczne dla SKOK, publikowane w innych mediach, choćby w POLITYCE, są w gruncie rzeczy opłacone przez za­chodnie banki. Że rękami tych sprzedajnych dziennikarzy zabija się teraz ostat­ni naprawdę polski bank, by zagraniczny kapitał mógł jeszcze bezwzględniej wy­sysać krew ze wszystkich Polaków. I tak dalej w podobnej retoryce.




Zasypana Biała
Imperialno-medialne apetyty SKOK zaczęły się od małej lokalnej gazety w Białej Podlaskiej. Niewielka Biała nazywana jest księstwem senato­ra Biereckiego, choć on sam pochodzi z Trójmiasta. W 2011 r. Grzegorz Bie­recki, twórca systemu SKOK i szef Kra­jowej Kasy SKOK, został tu zrzucony przez PiS jako spadochroniarz, gdy za­pragnął zostać senatorem. Wylądował z przytupem. Szerokim gestem rozda­wał pieniądze, założył fundację Kocham Podlasie, fundował stypendia, został jednym ze sponsorów srebrno-bursztynowej figury patrona miasta - Mi­chała Archanioła, organizował festyny i wieczory humoru z Janem Pietrzakiem w roli głównej. Całą kampanię robiła mu wtedy (na zlecenie PiS) Media SKOK sp. z o.o., powstała z działu promocji Krajowej SKOK. Bierecki był w jej ra­dzie nadzorczej.
Głównym zadaniem spółki było re­alizowanie promocyjno-reklamowych zleceń Kasy Krajowej. Funkcjonowało to tak, że Kasa nakazywała wszystkim podległym SKOK wpłacać do siebie pie­niądze na reklamę i PR. Według spra­wozdań z Kas wpływały łącznie kwoty rzędu 17-19 min zł rocznie, ale to tylko część pieniędzy do wydania, bo każda Kasa też indywidualnie zamawiała re­klamy, a te wydatki mogły sięgać ponad 30 min zł.
Pieniądze te szły na reklamy z Artu­rem Żmijewskim jako ambasadorem marki SKOK w telewizjach i w wybra­nych gazetach („Fakt”, „Super Express", „Rzeczpospolita", „Uważam Rze”, „Ga­zeta Polska” i „Gazeta Polska Codzien­nie”), ale w ramach promocji i reklamy odnotowywano w sprawozdaniach stałą współpracę z „Niezależną Gazetą Polską”, tygodnikiem katolickim „Nie­dziela”, tygodnikiem opinii „Uważam Rze”, a po jego rozpadzie z tygodnikiem „wSieci”, portalem wPolityce.pl braci Karnowskich i ze wspierającym PiS ra­diem Wnet.
Sporo pieniędzy poszło także na finansowanie przedsięwzięć i uroczystości upamiętniających katastrofę smoleńską.
Tuż po tym, jak Grzegorz Bierecki został senatorem, spółka Media SKOK kupiła od miejscowych biznesmenów bezpłatną gazetę lokalną „Tygodnik Podlaski”, wychodzącą w Białej Pod­laskiej. Poprzedni właściciel nie chce powiedzieć, za ile sprzedał gazetę, ale pamięta, że odetchnął z ulgą, bo ciągle trzeba było do niej dopłacać. Tymcza­sem spółka Media SKOK przekształ­ciła się w spółkę Apella SA, nakład ga­zety podniesiono z dotychczasowych 15 tys. do 30 tys. egzemplarzy, a w trak­cie ostatniej samorządowej kampanii wyborczej jeszcze o 10 tys. i zasypano nią miasto. Odliczając dzieci, w 60-tys. Białej Podlaskiej było co najmniej po eg­zemplarzu na głowę. Poza rozdawaniem gazety na ulicy, rozkładaniem j ej w skle­pach - w sumie 360 punktach w mieście i okolicy - podczas kampanii wkładano ją też do skrzynek pocztowych.
Na łamach „Tygodnika Podlaskiego” królował młody, 33-letni Dariusz Stefa­niuk, kandydat PiS na prezydenta Białej Podlaskiej, związany z senatorem Biereckim, odkąd ten pojawił się na Podla­siu. Kandydaturę Stefaniuka miał prze­forsować u Kaczyńskiego sam Bierecki, wbrew miejscowym działaczom PiS, którzy mieli już swojego kandydata. Stefaniuk jeszcze w 2011 r. został doradcą Krajowej SKOK, a później pracownikiem Towarzystwa Zarządzającego SKOK, równocześnie pełnił funkcję dyrektora fundacji Biereckiego Kocham Podlasie, która organizowała kursy dla samo­rządowców. Na uroczyste zakończenie jednego z nich zaproszono samego Ja­rosława Kaczyńskiego, który wysłuchał wystąpienia Stefaniuka i skomentował je ze sceny. „Liczymy na to, że Polska bę­dzie się już niedługo zmieniała od góry” - mówił. „Ale może się też zmieniać od dołu. Nikt nie powiedział, że nie można zacząć w Białej Podlaskiej".

Działania informujące
I zaczęto. Mieszkańcy opowiadają, że takiej kampanii jak Dariusza Stefa­niuka jeszcze nie widzieli. W hotelu Ska­la zainstalował się cały sztab, było wielu przyjezdnych. Pojawiły się niespotykane wcześniej w Białej wielkie banery na blo­kach, tekturowe podobizny. Wszędzie Stefaniuk - w witrynach, na płotach, a jeszcze w skrzynce na listy jego podobi­zna wyzierała z „Tygodnika Podlaskiego”.
Michał Laudy, dziennikarz portalu Biała24, który pisał o kampanii, dodaje też, że publikacje w „Tygodniku Podlaskim” kontrastowo przeciwstawiały dwóch kan­dydatów uważanych za faworytów. W ar­tykułach Stefaniuk był „tym dobrym”, a jego kontrkandydat Andrzej Czapski „tym złym” - który np. prowadzi po pi­jaku, bo sfotografowano go ze szklanką z nieznanym płynem, a potem jak wsia­dał do samochodu. A gdy oświadczył, że w ogóle nie pije od trzech lat, napisano, że przyznał się do choroby alkoholowej. W mniejszej skali w tę samą kampanię włączały się inne media SKOK - jak portal wpolityce.pl - piszące negatywnie o ubie­gającym się o reelekcję prezydencie.
Czapski skierował do sądu sprawę o zniesławienie. W normalnym, nie wy­borczym trybie, bo nie chciał, aby z przy­czyn formalnych została odrzucona. Ter­minu rozprawy jeszcze nie wyznaczono, ale Czapski wybory już przegrał. - Jestem, zwolennikiem kadencyjności, dawania szansy innym, ale styl nie może być tak ha­niebny, tak manipulatorski, oparty na ste­ku pomówień, ataków i bezpodstawnych zarzutów-denerwuje się jeszcze do dziś Czapski. Opowiada, że był śledzony, ktoś za nim jeździł (podejrzewa, że fotografo­wie), czuł się zaszczuty.
Po wygranych w listopadzie 2014 r. wy­borach Apella i jej „Tygodnik Podlaski” dostali umowę z miastem - będą otrzy­mywać 2,5 tys. zł miesięcznie za „emisję materiałów reklamowych i współpracę redakcyjną przy prowadzeniu działań informujących o wydarzeniach w mie­ście Biała Podlaska”. Sama Apella zosta­ła wybrana (bez przetargu) na obsługę medialną projektu unijnego „Zintegro­wanego mobilnego systemu informacji gospodarczej” za ponad 50 tys. zł.

Widma i konkrety
Nowy prezydent pościągał do pracy w urzędzie ludzi z Wybrzeża. Jedne­go z takich doradców zakwaterował w mieszkaniu komunalnym, wypo­sażając je w meble o wartości 50 tys. zł (po awanturze prezydent wycofał się ra­kiem). Maciej Matuszak z Gdańska, wcze­śniej likwidator jednej ze spółek systemu Kas, za „doradztwo w zakresie optyma­lizacji struktury organizacyjnej Urzędu Miasta Biała Podlaska i zmian organiza­cyjnych w zakresie kompetencji komó­rek organizacyjnych” otrzymuje ponad 5 tys. zł miesięcznie. Konkurs na stano­wisko kierownika referatu nadzoru wła­ścicielskiego wygrał inny gdańszczanin, były asystent europosła Kurskiego.
Za „stałe zlecenie dotyczące czynności prawnych związanych z obsługą praw­ną” ponad 6 tys. zł miesięcznie otrzy­muje z państwowych pieniędzy od lat związana ze SKOK kancelaria radców prawnych Jedliński i Wspólnicy z Gdyni. Umowa jest jednak tak skonstruowana, że jeżeli kancelaria przekroczy wymiar 25 godzin miesięcznie, otrzyma 250 zł netto za każdą dodatkową godzinę. Po­nadto prezesi spółek miejskich otrzymali zalecenie podpisania umów z kancela­rią Jedliński i Wspólnicy na przeprowa­dzenie audytów. Umowa miała opiewać na 400 tys. zł netto, połowa płatna z góry, plus koszty dojazdów z Pomorza, wyży­wienie, noclegi oraz koszty ekspertyz. Gdy zrobił się szum, nowy prezydent znów się wycofał.
Tygodnik funkcjonuje. Redakcja jest niewielka, mieści się w piwnicy wolno­stojącego domku na obrzeżach Białej Podlaskiej, tuż pod biurem senatora Biereckiego i jego fundacji Kocham Podlasie oraz biurem należącego do SKOK Towa­rzystwa Krzewienia Kultury Finansowej. Na podjeździe samochody na gdańskich numerach. W drodze do redakcji, do któ­rej wiodą kręcone schody w dół, mija się rozpięty na ścianie harmonogram wybor­czy. Pracuje czworo  dziennikarzy. Jeden z nich to redaktor naczelny. Przyjezdny. Nie ma szans nawet na chwilę rozmowy. Jest zajęty pracą nad gazetą. Oprócz tego, że jest naczelnym „Tygodnika Podlaskie­go”, jest też wiceprezesem SKOK Gwarek w Sosnowcu, którego prezesem jest sam obecny szef Kasy Krajowej. Jednako dzi­wo, według naszych ustaleń, SKOK ten nie prowadzi żadnej działalności.
Na pytanie mailowe, by skomento­wał zarzuty uczestniczenia tygodnika w kampanii wyborczej, naczelny odpi­suje, że pytania go obrażają.

Znienacka i podstępem
„ABC”, nowe dziecko SKOK, wydawa­ne jest niewielkimi siłami. Prócz gwiazd niepokornych z tygodnika „wSieci” więk­szość gazety zapisuje jedna dziennikar­ka. Numer dopełniają przedruki z prasy lokalnej. Do tej pory wszystkie redakcje Fratrii (oczywiście poza „Tygodnikiem Podlaskim”) mieściły się w jednej połów­ce bliźniaka przy ul. Poselskiej na war­szawskiej Saskiej Kępie i praktycznie korzystały z jednego newsroomu rzę­du laptopów ulokowanego przy jednym długim stole na środku pokoju.
Ale teraz wszystko to popakowane jest w pudła, bo planowane są kolejne prze­nosiny, kilka ulic dalej, do większego budynku. Z tygodnikiem „ABC” Fratria zagrała wysoko - pół miliona nakładu, choć pieniądze ze SKOK nie płyną już ta­kim strumieniem jak kiedyś, nadzór KNF i spektakularne upadki zrobiły swoje.
Prof. Maciej Mrozowski, medioznawca, jest zdziwiony tak silnym uderze­niem Fratrii. - To skok na głęboką wodę, bo to są ogromne koszty, a rynek płyciutki. Taki ruch można tłumaczyć tylko ogrom­nymi ambicjami - mówi. Inny obserwa­tor mediów dodaje, że grupa medialna Fratrii chce mocniej zaangażować się w kampanię wyborczą i dopomóc PiS, bo jak partia dojdzie do władzy, to przyj­dą pieniądze - jak w Białej Podlaskiej. Wtedy Fratria się odkuje. Analitycy rynku medialnego dodają też, że sukces „ABC” to zapewne być albo nie być Fratrii.
Tymczasem jednak cios rujnujący plan spadł z najmniej spodziewanej strony - od potężnego koncernu medialnego Ringier Axel Springer, czyli wydawcy „Faktu”. W dniu premiery nowego tygo­dnika Fratrii Ringier Axel Springer wy­puścił, przygotowywany w absolutnej tajemnicy, niemal identyczny tygodnik, który nazwał „OD A DO Z". O złotówkę tańszy.
Na naszych oczach rozpoczęła się walka jak w filmie „Godzilla kontra Hedora”. Choć ludzie związani z Fratrią upierają się mówić: walka Dawida z Goliatem. Czytel­nikom to akurat łatwo będzie wytłuma­czyć: oto niemiecka korporacja chce zabić prawdziwie polską gazetę podstępnie, już na starcie. Pytanie, czy to kupią. I czy ku­pią „ABC” czy raczej „AZ”?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz