PiS - konstytucja 2010.pdf

czwartek, 30 kwietnia 2015

ZWIĄZEK, SPÓŁKA Z 0.0.



Związki zawodowe i ich działacze dostają od swoich pracodawców - przede wszystkim spółek skarbu państwa - dobrze płatne etaty. Ale tego im mato, więc jeszcze robią z nimi intratne interesy.

RADOSŁAW OMACHEL

W statutach związków zawodo­wych na pierwszym miejscu jest obrona praw pracowni­czych. Rzeczywiście, wśród armii związ­kowych działaczy jest mnóstwo takich, którzy z wielkim zaangażowaniem wal­czą z przypadkami ich naruszania. Ale są i tacy, dla których działalność związko­wa to przede wszystkim sposób na robie­nie interesów i napchanie własnej kabzy. Wcale nie traktują pracowników lepiej niż pracodawcy, którym na wiecach za­rzucają nieudolność, prywatę i naginanie Kodeksu pracy.

Zostawieni na lodzie
MZ ZZG, czyli Międzyzakładowy Zarząd Związku Zawodowego Górników, to bi­znesowa przybudówka Związku Zawo­dowego Górników w Polsce. MZ ZZG na zlecenie kopalń prowadził prace remon­towe i przygotowawcze pod ziemią.
W zeszłym roku, po serii skarg od pra­cowników MZ ZZG, firmę odwiedzi­li kontrolerzy z Państwowej Inspekcji Pracy. Okazało się, że związkowa spółka notorycznie nie płaci pracownikom wy­nagrodzeń, zasiłków chorobowych ani innych dodatków, a zwalnianym oso­bom nie wypłacała odpraw. Z raportów pokontrolnych wynika, że w sumie po­szkodowanych przez MZ ZZG zostało 200 górników.
- W listopadzie skierowaliśmy do sądu sprawę przeciwko osobom zarządza­jącym MZ ZZG - mówi Beata Sikora- -Nowakowska, rzecznik prasowa PiP w Katowicach. W sądach są jeszcze dwie sprawy o wypłatę zaległych wynagrodzeń. Wyegzekwowanie należności będzie jed­nak trudne, bo z ostatniej kontroli PIP wynika, że MZ ZZG od wielu miesięcy nie prowadzi działalności.

Związkowcy menedżerowie tłumaczą, że nikogo nie chcieli oszukać, a winę za idące w setki tysięcy złotych zaległości po­nosi Kompania Węglowa, która od dawna nie płaci kontrahentom. Fakt, Kompa­nia Węglowa od miesięcy stoi na granicy bankructwa, ma 4,2 miliarda złotych dłu­gów i potężne problemy z wypłatą pensji pracownikom. Ale to nie poprawia humo­ru tym, którzy zawierzyli pracodawcom związkowcom.
Skargi na warunki pracy i umowy śmie­ciowe słali też do katowickiej PIP pra­cownicy Unii Brackiej - fundacji, którą na początku lat 90. założyły śląskie kopal­nie i związki zawodowe, między innymi Kadra, ZZGwP i Federacja Związków Zawodowych. Unia przejęła przykopalniane ośrodki zdrowia i dziś jej 23 przy­chodnie zatrudniają pół tysiąca ludzi i obsługują prawie 150 tys. pacjentów, przede wszystkim górników i ich rodziny. Kopalnie wykupują dla pracowników pa­kiety usług medycznych w przychodniach Unii Brackiej.
Do fundacji należy także spółka z o.o. Unia Bracka, operator karetek jeżdżą­cych dla fundacji oraz okolicznych szpi­tali i klinik. Firma bez przerwy szuka pracowników: ratowników, pielęgnia­rek czy techników; próbuje też sil w prze­targach na transport medyczny, również poza Śląskiem. O wygranych w takich przetargach decyduje cena, a ta zależy od wynagrodzeń. Pensje są więc skromne. Przyzwoicie zarobić można jedynie w pio­nie administracyjnym, ale tam do pracy nie przyjmują.
- Unia Bracka i MZ ZZG to wyzysk w najgorszym kapitalistycznym stylu - ko­mentuje Bogusław Ziętek, szef związku zawodowego Sierpień 80. Jego organiza­cja od lat prowadzi krucjatę wymierzoną w związkowców biznesmenów. Uważa, że prowadzenie interesów z pracodawca­mi, których związki - przynajmniej w te­orii - powinny kontrolować, jest naganne.
- Taki układ pachnie korupcją. Szefowie firm kupują sobie w ten sposób przychyl­ność związków - mówi Ziętek.
Ale on wśród związkowej braci sta­nowi wyjątek. Koledzy związkowcy za­rzucają mu z kolei fundamentalistyczne lewactwo.

Rozdwojenie jaźni
- Propozycja Platformy jest nieetyczna i niemoralna. Wstyd, że posłowie coś ta­kiego w ogóle proponują - tak przewod­niczący NSZZ Solidarność Piotr Duda oceniał jesienią pomysł zmian w Ko­deksie pracy. Proponujący je posłowie PO chcieli, by pracodawca nie musiał oddawać pracownikowi wolnego dnia za przepracowaną sobotę albo niedzie­lę, ale żeby (pod pewnymi warunkami) mógł mu wynagrodzić roboczy weekend dniówką ekstra.
Propozycja faktycznie była kontrower­syjna. Groziła tym, że pracodawcy potrak­tują zmianę jako okazję do wprowadzenia tylnymi drzwiami sześciodniowego tygo­dnia pracy. Tyle że wyśmiewając poselską inicjatywę, szef Solidarności w kłopot­liwej sytuacji postawił nie tylko posłów PO, lecz także własnych związkowych kolegów.
Spójrzmy choćby na Katowicki Hol­ding Węglowy, najmniejszy ze śląskich koncernów 'wydobywczych. Najmniejszy nie oznacza: mały. W czterech kopalniach zatrudnia 18 tysięcy ludzi. Formalnie ty­dzień składa się tu z pięciu „czarnych dni” w czasie których prowadzone jest wydobycie, oraz z wolnego weekendu.
W praktyce kopalnie fedrują także w so­boty i niedziele, tyle że korzystają z firm zewnętrznych. Górnicze związki zawodo­we wywalczyły bowiem, że górnikom wol­ny weekend należy się jak psu zupa. - Nie każdemu pasuje praca w sobotę czy nie­dzielę i odbieranie dnia wolnego we wto­rek albo w czwartek. Trudno to pogodzić z życiem rodzinnym - tłumaczy sztygar z kopalni Myślowice-Wesoła z Katowi­ckiego Holdingu Węglowego.
Zdaniem związkowców wszelkie próby wydłużania tygodnia pracy to naginanie Kodeksu pracy i kapitalistyczny wyzysk kosztem życia rodzinnego pracowników. Nie dopuszczają od tej reguły żadnych wyjątków. No, prawie żadnych...
W 2013 roku w zorganizowanym przez KHW przetargu na prace dołowe w weekendy wystartowało kilka związko­wych spółek. Między innymi Korporacja Gwarecka, należąca do związków zawo­dowych i kopalni Bogdanka, która ob­sługuje roboty weekendowe w lubelskim kombinacie. Ale warte blisko 140 min złotych kontrakty na roboty w kopalniach Wieczorek, Murcki-Staszic, Wujek-Śląsk i Mysłowice-Wesoła przypadły miejsco­wym. A konkretnie Górniczej Spółdziel­ni Pracy, której członkami są związkowcy - między innymi z Solidarności.
Dodatkowo wart około 10 min zł kon­trakt na roboty w Murckach i Wujku dostała spółka Sepera, której współwłaś­cicielem jest klub sportowy Górnik We­soła. W jego zarządzie zasiadają osoby powiązane ze związkami zawodowymi. Jedną z nich jest Adam Byzdra, gruba ryba górniczej Solidarności, a także współ­twórca i wieloletni szef rady nadzorczej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo- -Kredytowej Wesoła, w której członko­wie rodzin lokalnych działaczy mogli li­czyć na przyzwoite posady. Były prezes SKOK Wesoła, Janusz Duży, znajomy Byzdry, działał też w spółce, która prowa­dziła w kopalni stołówkę. SKOK wspólnie z Solidarnością organizowały okolicznoś­ciowe pikniki dla górników, górnicze bie­siady czy turniej wędkarski. Było milo, ale się skończyło. W maju zeszłego roku Ko­misja Nadzoru Finansowego wprowadzi­ła zarząd komisaryczny do SKOK Wesoła, by uratować kasę przed bankructwem.
Kontrakty Sepery i Górniczej Spółdziel­ni Pracy są ważne do maja 2015 roku, ale związkowcy już myślą o przyszłości. Jak dobrze pójdzie, to związkowe spółki do­staną zlecenia od Spółki Restrukturyzacji Kopalń, do której ma trafić część kopal­ni Murcki-Staszic. Związkowcy tłuma­czą, że jeśli już kopalnie muszą ogłaszać przetargi na prace w weekendy albo ro­boty dodatkowe, jak remonty chodników, to z dwojga złego lepiej, żeby zarabiały na tym firmy powiązane z przedstawicielami załogi niż przedsiębiorstwa z zewnątrz. W ten sposób więcej pieniędzy zostaje w lokalnej górniczej rodzinie. Czyli - niby grzech, ale lepiej, żebym na tym grzechu zarobił ja niż obcy.

Koniec ze związkowymi biznesami?
Szef Solidarności Piotr Duda zapowie­dział, że będzie ciągał po sądach posła PO Michała Jarosa. Jaros - na podstawie da­nych otrzymanych z półtora tysiąca roz­maitych firm - wyliczył, że utrzymanie armii etatowych działaczy związkowych kosztuje polskich pracodawców przynaj­mniej 200 min zł rocznie.
Te wyliczenia to przygrywka do zmia­ny przepisów regulujących działalność związków. Nowa ustawa ma zlikwido­wać finansowanie przez pracodawców związkowych etatów i zakazać działa­czom prowadzenia działalności w przed­siębiorstwach, które ich zatrudniają.
To między innymi dlatego związkow­cy ostatnio uciekają z eksponowanych stanowisk w zarządach, radach nadzor­czych, a nawet sprzedają swoje udzia­ły w rozmaitych firmach i firemkach, od których aż roi się wokół spółek kontrolo­wanych przez skarb państwa.
Jeśli zaostrzone przepisy o związkach wejdą w życie, to nie powinny dotyczyć na przykład Stanisława Hrustka, prominen­tnego działacza kolejarskiej Solidarności. Do niedawna był współwłaścicielem i wi­ceprezesem bytomskiej spółki Baca, któ­ra sprząta na dworcach PKP. W budynku należącym do PKP mieści się zresztą jej siedziba. W Bacy Hrustka wszyscy znają, ale oficjalnie związkowca w spółce już niema. - To zwykła, prywatna firma - baga­telizuje sam Hrustek.
Za to pod znakiem zapytania stanę­łaby przyszłość należącego do Federacji Związków Zawodowych Pracowników PKP przedsiębiorstwa, które prowadzi dom wczasowy Kolejarz w Muszynie koło Krynicy. Bo gros obrotów Kolejarza gene­rują urlopy i kolonie dofinansowywane z funduszy PKP.
Nie wiadomo też, jaki byłby los Funda­cji Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej, w której zarządzie zasiada Piotr Szereda, rzecznik prasowy związkowego protestu w Jastrzębskiej Spółce Węglowej i radny PiS. Fundacja prowadzi przyzakładowe przychodnie w należących do JSW kopal­niach Jas-Mos i Borynia.
W kłopotliwej sytuacji znalazłaby się też spółka Consensus, utworzona przez związki w latach 90. na bazie wydzielo­nego z Huty Katowice przedsiębiorstwa, które prowadziło zakładową stołów­kę. Dziś Consensus dostarcza obiady do firm, organizuje wesela, ale podstawą jej przychodów jest nadal umowa na usługi zbiorowego żywienia pracowników Ar­celorMittal Poland, spółki powstałej po przejęciu huty przez koncern hinduskie­go multimiliardera Lakshmi Mittala.
Jednak mało kto wierzy, że najbardziej nawet restrykcyjne przepisy wyeliminują biznesowe układy związkowców. Przede wszystkim dlatego, że nie są tym zain­teresowani menedżerowie spółek skar­bu państwa. W końcu działacz umoczony w interesy z własnym pracodawcą stre­fy jest bardziej uległy. - Nie ma działa­czy, których nie da się podejść - przyznaje półgębkiem były menedżer dużej firmy kolejowej. - Ale, panie redaktorze, bez nazwiska, dobrze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz