PiS - konstytucja 2010.pdf

środa, 6 stycznia 2016

Ja tu wszystko ogarnę



Trzeba być gotowym na twarde warianty mówił do działaczy PO Grzegorz Schetyna. Naszą aktywnością będzie ulica. Przywieziemy z kraju milion ludzi, jeśli będzie trzeba.

TEKST MICHAŁ KRZYMOWSKI

Newsweek” dotarł do na­grania z zamkniętego spotkania Grzegorza Schetyny z członkami stołecznej Platformy. Dyskusja odbyła się trzy dni po pierw­szej demonstracji zorganizowanej przez Komitet Obrony Demokracji. W sali było ok. 80 działaczy. Schety­na wystąpił na tym spotkaniu jako kandydat na przewodniczącego par­tii, pojawili się też dwaj inni posłowie: szef mazowieckiej PO Andrzej Halicki i lider struktur warszawskich Marcin Kierwiński.

WRÓCIMY DO KOŚCIOŁA ŁAGIEWNICKIEGO
Zaczęło się od przeprosin.- nie lubimy się spóźniać z przewodniczącym Halickim - wyjaśnił Schetyna - ale prezes Kaczyński kilkadziesiąt minut temu na pytanie dziennikarza TVN 24, czy są Polacy gorszego sortu, odpowie­dział, że są Polacy z Armii Krajowej i są współpracownicy gestapo...
   Na nagraniu słychać, jak jedna z działaczek po tych słowach aż jęknęła z przerażenia. - Dlatego reagowaliśmy na bieżąco i stąd to spóźnienie. To są ha­niebne słowa, które pokazują, co mamy i co będziemy mieć w Sejmie.
   Po tym wstępie Schetyna przeszedł do prezentacji swojego programu. Za­powiedział, że Platforma pod jego kie­rownictwem będzie partią szerokiego centrum, w której ze względów taktycz­nych szczególną rolę do odegrania bę­dzie miało skrzydło konserwatywne. Dlaczego? - Jak będą zabierać pienią­dze z projektu in vitro, to w oczywisty sposób będziemy tego programu bronić, ale będziemy spotykać się z zarzutami, że jesteśmy partią lewacką - wyjaśniał.
- Dlatego ta kotwica konserwatywna musi być bardzo mocna, bo tylko par­tia szerokiego centrum może odebrać władzę PiS.
   Powrót do konserwatywnych korzeni Platformy ma polegać m.in. na tym, że partia spróbuje odnowić relacje z częś­cią episkopatu. - Kościół był systemo­wo przeciwko Platformie łącznie z tym łagiewnickim, który był częścią naszej
tożsamości przez lata. To był problem - stwierdził.
   Schetyna przedstawił też swoją re­ceptę na bycie w opozycji. Mają nią być uliczne demonstracje i działal­ność międzynarodowa: - Jeżeli będzie utrzymane takie tempo konfliktu, na­szą aktywnością będzie na pewno uli­ca. A także Europa. Byłem w zeszłym tygodniu w Brukseli, rozmawiałem tam z politykami, oni są kompletnie zszoko­wani. Udało się przełożyć debatę, która była przygotowana na ten tydzień, ale tylko dlatego, że trzeba ją bardzo do­brze przygotować. Ale też musimy mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko tu, na miejscu.
   Zapowiedź była o tyle ciekawa, że Schetyna do tej pory dystansował się wobec pomysłów przenoszenia dys­kusji o rządach PiS na arenę między­narodową. Gdy kilka tygodni temu pojawiła się idea zorganizowania w europarlamencie dyskusji o Polsce, ogłosił na Twitterze, że to on przekonał szefa Europejskiej Partii Ludowej, by debatę odłożyć.
   Co do demonstracji: zdaniem Sche­tyny to Platforma powinna mobilizo­wać ludzi do protestów i wyprowadzać ich na ulicę. - Jeżeli robić następną taką rzecz, to musi być nie na pięćdzie­siąt, tylko na dwieście tysięcy [ludzi - przyp. red.]. Nikt tego nie zrobi, jeśli mytego nie zorganizujemy. I to zrobimy - zapowiedział. - Trzeba być gotowym, że będzie 500 tys. ludzi. Przywieziemy z kraju milion, jeśli będzie trzeba. Trze­ba być gotowym na wszystko, nawet na takie twarde warianty.

DZWOŃ DO PREZESA JAROSŁAWA
Warunkiem tej mobilizacji, ciąg­nął Schetyna, musi być jednak przekonanie wyborców, że PiS ich okłamało: - Polacy muszą wiedzieć, że zostali oszukani. To będzie bardzo ważne. Że głosowali na kogoś innego, a wyszedł... Tak, jak pamiętacie, w 1948 roku w wyborach [chodzi o sfałszowa­ne wybory do Sejmu, które w rzeczywi­stości odbyły się w 1947 r. - przyp. red.] był taki dowcip, który przytaczał Kisie­lewski: „Oto czarodziejska szkatułka, wrzucasz Mikołajczyka, wyskakuje Go­mułka”. To było trochę tak, że oni gło­sowali na kogoś innego. Wiele osób mi mówiło z biznesu, z dużych firm, że taka wspólnotowość, że to jest bardzo waż­ne, że będziemy teraz razem. Mówiłem: zobaczycie, jak będziecie razem. I oni pytają teraz, czy to, co widzą, jest praw­dą. A będzie jeszcze gorzej.
   Schetyna opowiadał o tym, co się dzieje w sejmowych kuluarach. - Sły­szymy, że jest pomysł, żeby Zgroma­dzenie Narodowe zmieniło konstytucję w 1050. rocznicę chrztu Polski, czy­li w przyszłym roku - mówił. - Chcą to zrobić w Gnieźnie, są już daty nawet. Jeszcze parę dni temu wydawało się, że to śmieszny pomysł kogoś, kto jest nie­wyspany, ale dziś uważam, że to scena­riusz, który może być przeprowadzony.
   Aby uzmysłowić, jakimi metodami posługuje się PiS, przytoczył też historię z pierwszych dni nowej kadencji Sejmu:
- Poseł Suski mówi do Kosiniaka [pre­zesa PSL -przyp. red.], jak dzielili komi­sje: „PSL nie dostanie żadnej komisji”. „Ale, drogi Marku, zawsze były komisje parytetowo dzielone”. „Tak było kiedyś, teraz będzie inaczej”. „Ale...”. „Jak masz pytania, to możesz zadzwonić do preze­sa Jarosława. On potrafi być szczodro­bliwy i może cię wysłucha”. Można się obrażać i mówić, że to jest straszne. Bo jest. Ale jest! Jak będziemy się obrażać, rozgniotą nas, nie będzie nas. Trzeba się nauczyć opozycyjności i tego, że się gra z takimi gośćmi.

JAKI TEN PETRU ŚWIEŻY I DOWCIPNY
Najwięcej było jednak o samej Platformie, która zdaniem Schetyny sama utorowała Jarosławowi Kaczyńskiemu drogę do samodzielnej większości w Sejmie, nie wystawiając wspólnych list wyborczych z Nowoczes­ną. - Była szansa, żeby w trakcie kam­panii zawiązać koalicję i pójść razem - przyznał. - Byłem gorącym zwolenni­kiem takiego wariantu. Pamiętacie lata 2005-2007? Przecież ich przewróciło to, że musieli robić politykę z Lepperem i Giertychem. Dziś życzyłbym prezeso­wi Kaczyńskiemu, żeby zajął się robie­niem polityki z Kukizem. To by trwało krócej niż z Lepperem i Giertychem. Niestety, nie udało się. A gdybyśmy byli razem, mielibyśmy 30-31 procent i PiS byłoby poniżej 230 mandatów.
   Przyczyn sukcesu Nowoczesnej tak­że upatrywał w błędach Platformy. - To, że Nowoczesna dostała taki wynik, to jest nasza wina. Myśmy to zbudowali na własne życzenie. To jest gorzkie...
   - Gorzkie, ale prawdziwe - dokończył ktoś z sali.
   - Ja nie miałem z tym nic wspólnego.
   Większość zebranych zareagowała
na te słowa śmiechem, ale jedna z osób zwróciła Schetynie uwagę, by nie odsu­wał od siebie odpowiedzialności.
   - Po trosze mieliśmy wszyscy.
   Wątek Nowoczesnej pojawił się także w kontekście wydarzeń ostatnich tygo­dni. Według Schetyny głównym atutem lidera Nowoczesnej Ryszarda Petru jest niezasłużona sympatia dziennikarzy.
- On jest niesiony mediami centralny­mi. Wszyscy są zachwyceni. Świeżość, wspaniały polityk - ironizował. - Gdy­by ktoś z nas, Halicki, ja, pan poseł Kierwiński, powiedział do jakiegokolwiek posła, żeby się przestał walić w łeb, toby nas rozgnietli. Nie byłoby nas. A tutaj słyszymy, że to takie świetne, dowcip­ne, nowa jakość, prawdziwy lider się urodził.

NÓŻKA NA NÓŻKĘ
Część pytań z sali dotyczy­ła przyczyń porażki wyborczej PO. Schetyna podjął ten wątek chęt­nie, przedstawiając krytyczną analizę dwóch ostatnich kampanii. Na począ­tek oberwało się jego byłemu zastęp­cy w MSZ Rafałowi Trzaskowskiemu, któremu zarzucił niewystarczające za­angażowanie: - W katastrofalny spo­sób przegraliśmy wybory prezydenckie w mediach społecznościowych. Katastrofalny. Wyciągnęliśmy wnioski, zna­leźliśmy budżet, Rafał Trzaskowski zajął się mediami społecznościowymi przed wyborami parlamentarnymi i po­dobna katastrofa. Tego nie da się zrobić bez serca, bez emocji, bez prawdziwe­go zaangażowania. Nie da się zamówić najlepszej formy zewnętrznej i potrak­tować tego jako czegoś prawdziwego. To muszą zrobić młodzi ludzie, którzy oddadzą serce. Tak jak to zrobiło PiS. Porównuję porażkę w mediach społecz­nościowych do tego, że PiS zrobiło z nas partię obciachu, co mi osobiście urąga i mnie obraża.
   Sprawę aktywności internetowej podchwycił jeden z działaczy, stwier­dzając, że „Bronisława Komorowskiego
zjedzono przy pomocy zawodowych czy półzawodowych hejterów”. I apelując:
- Jest ta czterdziestka byłych esbeków w gronie czołowych postaci PiS. Trzeba się poświęcić i zacząć ten hejt już robić, żeby się na nich wyćwiczyć.
   Schetyna na te wezwania nie zarea­gował. Odniósł się za to do kampanij­nych transferów Platformy. - Uważam, że to był błąd. Akurat te dwa transfery, o których pan powiedział - zwrócił się do działacza, który w swoim wystąpie­niu wymienił tylko nazwisko Ludwika Dorna. - Dziś nowych twarzy musimy szukać wśród nas.
    Podczas spotkania pojawił się też wątek Michała Kamińskiego. Sche­tyna poruszył go niepytany, przywo­łując historię sprzed kilku miesięcy: - Jak przegraliśmy wybory prezyden­ckie, przyszła delegacja z PiS. Pani poseł Szydło, Mastalerek, Błaszczak i chy­ba Waszczykowski. Chodziło o tym­czasową siedzibę prezydenta, pałacyk na Foksal. Była prośba, żeby to udo­stępnić prezydentowi elektowi. Od sło­wa do słowa, bardzo zadowoleni, nóżka na nóżkę. „Jak samopoczucie?”. „Daje­my radę, to są wybory”. „Ale przegra­ne”, mówią do mnie. „My przegraliśmy te wybory, a wy ostatnie osiem”. A na to Mastalerek mówi: „Tak, ale przez te ostatnie osiem wyborów nam kampanie prowadził Michał Kamiński. Teraz się zajął waszą kampanią”.

ZOSTAŁEM REZERWĄ STRATEGICZNA
Krytyka Platformy dotyczyła nie tylko okresu kampanii, ale także pierwszych tygodni po wyborach. Schetyna odniósł się m.in. do słynne­go opuszczenia sali sejmowej przez po­słów PO: - Śmiertelny błąd, ale wynikał z tego, że Piotrowicz, kiedyś prokurator, dziś poseł, obrażał sędziów Trybuna­łu - Rzeplińskiego i Biernata. Oni wy­szli i ktoś od nas w geście solidarności zaczął wychodzić z nimi. Popełniliśmy błąd, zgoda. Ja zacząłem rozmawiać z Petru i Kosiniakiem. Gdy odwróciłem się w drugą stronę, to część [posłów PO
przyp. red.] już wyszła, część stała i już było po wszystkim. Więcej tego błędu nie popełnimy. A jak już wychodzimy, to wszyscy. A nie kogoś zostawiamy, bo to jest już kompletnie absurdalne. Jeszcze robimy konferencję na schodach. I nie byliśmy w stanie wytłumaczyć, dlacze­go wychodzimy.
   Schetyna mówił, a działacze co chwilę wybuchali śmiechem, co tylko zachęca­ło go do dalszych kpin: - Piszczeliśmy, żeby nas dopuścić do głosu. Nie dostali­śmy głosu, więc poszliśmy wszyscy i sta­nęliśmy na schodach.
   Duże poruszenie w sali wywołała też analiza błędów politycznych, któ­re w ostatnich latach mieli popełnić Donald Tusk i Ewa Kopacz. Schetyna wymieniał je po kolei: - Ja nie byłem autorem słów, że nie mamy z kim prze­grać, ale to też był znak czasu. I ciepła woda także. A potem to, co nas dobiło, to nierozliczona afera podsłuchowa...
   Działacze odpowiedzieli na to głośny­mi brawami.
   - Potem - ciągnął Schetyna - nie po­wołaliśmy komisji śledczej do sprawy SKOK. Śmiertelny błąd, wszystko było na stole...
   - I Ziobro na wolności, to jest skandal - podpowiadał ktoś z sali.
   - Później nie potraktowaliśmy wybo­rów prezydenckich jak walki na śmierć i życie. Także trochę na własne życze­nie, bo wszyscy uważali, że już jest po wyborach. I to, co nas dobiło, to, że nie postawiliśmy Ziobry przed Trybunałem Stanu. To było na końcu... To był gwóźdź do trumny! Ziobro do trumny!
   Znamienne, że Schetyna za ża­den z tych błędów nie wziął odpowie­dzialności. Podkreślał, że w ostatnich latach nie miał wpływu na decyzje po­dejmowane przez kierownictwo partii.
- Zostałem wielką rezerwą strategicz­ną - przypomniał, po raz kolejny roz­bawiając salę. Przy okazji wbił szpilkę w swojego rywala: - W zarządzie zastą­pił mnie Tomek Siemoniak i to nie były dobre lata dla Platformy. Ale ja się na nic nie obraziłem.
   Najwięcej emocji podczas spotka­nia wzbudził jednak nie Schetyna, lecz działacz Platformy, który pod­czas rundy pytań wygłosił płomienny apel. - Podjąłem decyzję przed chwi­lą, że będę głosował na pana marszał­ka, a państwu chciałem zwrócić uwagę: czy państwo widzieli to spojrzenie na naszego przewodniczącego [Kierwińskiego - przyp. red.], którego ja się boję i wszyscy się boimy? Raz pan mar­szałek spojrzał i pan przewodniczą­cy zamilkł, przestał mówić z panem Halickim...
   Sala zareagowała śmiechem.
   - Pan marszałek - ciągnął działacz - to świetny organizator, jedyny czło­wiek w tej chwili, który może stanąć na­przeciwko buldoga z bejsbolem, jakim jest Kaczor.... Panie przewodniczący, my chcemy zdecydowania, niech strze­li pana w tej duszy to, co w panu siedzi. Ten uśmiech ujmujący niech państwa nie zwiedzie. To jest buldog!
   Brawa.
   - [Schetyna - przyp. red.] to jedyny przeciwnik, który może wyjść na ring z Kaczorem. Chyba nie wyobrażacie sobie, że cztery wrażliwe kobiety: Ha­nia, Ewa, pani Pitera i Małgosia wygra­ją z takim buldogiem, z takimi facetami. Tylko pan marszałek i pan Halicki, któ­ry towarzyszy dzielnie naszemu panu marszałkowi, który stał z karabinem u nogi.
   Znów śmiech.
   - Panie marszałku, oczekujemy zde­cydowania! Pokazania tego charakteru spójnego, który znamy z mediów.

ODCHODZIĆ JAKO ZWYCIĘZCA
Kto chce w Sejmie trafić do Schetyny, musi zejść na poziom minus jeden i skierować się do tzw. piecza­ry, czyli gabinetu szefa komisji spraw zagranicznych. Gdy drzwi pieczary się uchylą, buchnie dymem cygar. W środ­ku trwa narada z partyjnymi współpra­cownikami, więc siądziemy w gabinecie obok. Przewodniczący nie jest tak roz­mowny jak podczas zebrania z akty­wem PO. Na pytanie o gotowość wzięcia partii za twarz, którego tak domagał się działacz, szeroko się uśmiecha i odpo­wiada półsłówkami: dobre spotkanie, były takie apele. W pozostałych kwe­stiach jest równie oszczędny.
   - Po co chcę być szefem Platformy? Żeby uratować ją przed pójściem w nie­byt, odebrać władzę PiS, zbudować Pol­skę marzeń - recytuje.
   Ożywi się dopiero, gdy padną pytania o lata spędzone w partyjnej rezerwie.
I o tego, który go w niej umieścił.
   - Nie miał pan w tamtym czasie myśli, żeby dać sobie spokój z polityką i wrócić do biznesu?
   - Zabiłbym pana, gdyby pan napisał, że je miałem - cedzi. - Odchodzić nale­ży jako zwycięzca. Jak Michael Jordan, który zakończył karierę po zdobyciu sześciu tytułów.
   - A co będzie z Tuskiem po skończo­nej kadencji w Radzie Europejskiej? Znajdzie się dla niego miejsce w Plat­formie?
   - Wróci akurat na wybory prezyden­ckie, więc myślę, że byłby naturalnym kandydatem. Jest twórcą Platformy, honorowym przewodniczącym...
   - Nie odbierze mu pan tego?
   - Bez przesady.
   - Przegląda pan memy na swój temat?
   - Pokazują mi czasem.
   - Ma pan ulubiony?
   - Dużo jest śmiesznych, ale najlep­szy? - Schetyna duma w ciszy, by po chwili wyszczerzyć klawiaturę rów­nych, białych zębów. - Chyba ten, żeby jechał do Brukseli, a ja tu wszystko ogarnę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz