PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 4 stycznia 2016

MINISTER ZWALNIA NOCĄ



Pracują po nocach, ale to nie problem, taki styl mówią. Problem to brak zaufania do wszystkich. Na tym nie zbuduje się modernizacji sił zbrojnych. W armii ci, którzy choćby otarli się o sprawę Smoleńska, są dziś „posrani po pachy”.

TEKST WOJCIECH CIEŚLA, MICHAŁ KRZYMOWSKI

Koniec grudnia, korytarz w Ministerstwie Obrony Narodowej, budynek przy ulicy Klonowej. Cztery biało-czerwone flagi, wa­zon z żółtymi różami. Nad wazonem duże zdjęcie Marii i Lecha Kaczyńskich. Kącik pamięci pary prezydenckiej, która zginęła w Smoleńsku, stanął tu kilka tygodni temu, zaraz po objęciu teki ministra przez Antoniego Macierewicza.
Kącik ma wymiar symboliczny, ma być sygnałem zmian w re­sorcie. Obok zdjęcia uśmiechniętych Marii i Lecha przechodzą ci, którzy są tu po raz ostatni - w drodze po dymisję.

ANTONI WYCHODZI Z UKRYCIA
W armii o tym, że Antoni Macierewicz wprowadzi swoje porządki, wiedzieli już od początku listopada, gdy Beata Szydło po­dała, że to jednak on zostanie szefem MON. A nie Jarosław Gowin.
   - Macierewicz ma opinię człowieka owładniętego dwiema pa­sjami - służbami i Smoleńskiem. Bez katastrofy i tego, co wokół niej robił - komisji, ekspertów - nie byłoby go w polityce - mówi nam jeden z generałów w stanie spoczynku. - Do tego nie znosi wszystkiego, co wywodzi się z PRL i PO. A przecież iluś ludzi za czasów PO zrobiło w wojsku kariery. Nikt się go nie spodziewał, całą kampanię wyborczą był przecież w ukryciu. Kiedy okazało się, że zostanie szefem MON, niektórzy koledzy jeszcze się pocie­szali, że może nie będzie tak źle, że to duże ministerstwo, dużo ro­boty. Już się nie pocieszają.
   Czystka zaczyna się drugiego dnia urzędowania. Pierwszy wy­latuje generał Bogusław Pacek, którego rząd PO pod koniec paź­dziernika zrobił rektorem Akademii Obrony Narodowej. - Packa odwołali w nocy. 1 tak już zostało. Ważne rzeczy dzieją się teraz w nocy lub wieczorem - mówi nasz informator z MON. - Nikt nie wie dlaczego.
   Rozmówca zbliżony do szefostwa PiS: - Antoni jest jedynym ministrem, który wkroczył do swojego resortu z całą ekipą: wice­ministrami i wysokimi urzędnikami.

LAWINA
Generał rezerwy: - Praca po nocy? Może cierpią na bezsen­ność, a nocną pracę odsypiają w dzień? Ale to nie jest problem. Ich problem to brak zaufania do wszystkich poza sobą. Na tym nie zbuduje się modernizacji sił zbrojnych.
   Nasz informator związany z MON: - W ministerstwie i wojsko­wych służbach trwa audyt. Nie czekając na jego wyniki, nowa ekipa od razu wymieniła szefów kontrwywiadu i wywiadu wojskowe­go. Część ludzi dostaje propozycje „do odrzucenia”. W sztabie ge­neralnym generałowi - szefowi zarządu organizacji i uzupełnień - powiedziano, że może zostać, ale jako pułkownik. Degradacja, na dodatek niezgodna z ustawą o służbie żołnierzy zawodowych. Facet odszedł. W departamencie polityki zbrojeniowej polecieli wszyscy: dyrektor, zastępca, szefowie oddziałów i wydziałów.
   Inny rozmówca: - W pierwszym rzucie poleciał szef de­partamentu prawnego. Szef departamentu kadr sam złożył wypowiedzenie, tak samo szef departamentu kontroli. Zmieniło się też w departamencie budżetowym, trafił tam były szef zarządu w sztabie generalnym. Niektórych zamiast zwolnić, czołgają. Szef jednego z departamentów jeździł na rozmowę siedem razy i żad­na się nie odbyła.
   Informator związany z MON: - Nie ma departamentu, przez który nie przeszłaby lawina zwolnień.

KRYTERIUM SMOLEŃSKIE
Wojskowi karmią się plotką o tym, co robi ich nowy przeło­żony (w rozmowach niemal wszyscy nazywają go „Antkiem”) i na czym polega audyt: oficerom, którzy mają dostęp do materiałów niejawnych, tajnych i ściśle tajnych, założono specjalne teczki. Według kilku naszych rozmówców teczki ofi­cerów ze sztabu generalnego przegląda depar­tament kadr. - To 700 osób. Obsada pracuje na dwie zmiany - dzienną i nocną. Nie wiadomo, czego szukają. Wszyscy żołnierze mają teczki, ale kilkanaście tysięcy, to znaczy ci, którzy do­stali dostęp do tajemnic, ma w tych teczkach szczególnie dużo danych nie tylko o sobie, ale i o rodzinie - denerwuje się nasz rozmówca.
   Wysoki rangą woj skowy, były urzędnik MON, ocenia: - Macierewicz nie ma gotowego planu.
Ma pomysły. Ławka kadrowa jest ultrakrót­ka, o ile w ogóle jest. Kluczowy personel awan­sowany za czasów PO jest spalony. Dochodzi jeszcze Smoleńsk - w armii ci, którzy mieli do czynienia z katastrofą w Smoleńsku, są już posrani po pachy.
Rozmówca z otoczenia prokuratury wojsko­wej: - Na przyszłego szefa Naczelnej Prokura­tury Wojskowej typowany jest Marek Pasionek, odsunięty od prowadzenia śledztwa w sprawie Smoleńska. To on chciał stawiać zarzuty Bog­danowi Klichowi i Tomaszowi Arabskiemu. Od kilku tygodni pracuje w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie przygotowuje re­formę prokuratury. Wśród wojskowych prokuratorów od śledz­twa smoleńskiego panuje strach. Szef warszawskiej Prokuratury Okręgowej Ireneusz Szeląg zaraz po wyborach zrezygnował. Ofi­cjalnie z powodu zdrowia, ale wiadomo, że bał się konsekwen­cji ze strony Macierewicza i Ziobry za postępowania związane ze Smoleńskiem.

SYN KURTYKI W NIERUCHOMOŚCIACH
Wątek smoleński pojawia się też przy okazji czystki w Agen­cji Mienia Wojskowego. To agenda, która zarządza wojskowy­mi kwaterami, wypłaca świadczenia mieszkaniowe, zajmuje się sprzedażą nieruchomości i sprzętu. AMW zatrudnia ok. 1400 osób w 10 terenowych oddziałach.
   Szefem AMW z rozdania PiS został Mateusz Mroz, były PiS-owski burmistrz warszawskiej dzielnicy Śródmieście. Do nowej pra­cy wszedł mocno: - Warszawa zaprosiła na opłatek urzędników ze wszystkich oddziałów. Mroz przyjechał z podsekretarzem sta­nu Bartłomiejem Grabskim. Po prezentacji prezesa oświadczyli, że dziewięciu dyrektorów oddziałów regionalnych leci. Potem za­proponowali, żeby podzielić się opłatkiem. Któryś na boku miał rzucić żarcik, że przynajmniej nie będą musieli jeździć z wypowie­dzeniami po Polsce.
   Szefem rady nadzorczej AMW został 25-letni Paweł Kurtyka, syn prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Janusza Kurtyki, któ­ry zginął w Smoleńsku. Do tej pory znany był głównie z działalno­ści w stowarzyszeniu Studenci dla Rzeczpospolitej. W 2011 r. brał udział w amerykańskim wyjeździć Macierewicza i Anny Fotygi w sprawie Smoleńska. W sprawie katastrofy i zaniedbań w śledz­twie czuje się skrzywdzony. W wywiadach wypowiada się na ten te­mat krótko: - Wybaczę, jeżeli zostanę poproszony o wybaczenie.
W kampanii prezydenckiej wspierał Andrze­ja Dudę. MON nie odpisało nam, jakie kwalifika­cje zdecydowały o powołaniu go na stanowisko w AMW.

MODLITWA I CIEMNE BMW
Wojskowi z ministerstwa z niedowierzaniem opowiadają o świcie nowego ministra: 20-let- nim Edmundzie Jannigerze i 25-letnim Bartło­mieju Misiewiczu. Obaj pracowali od kilku lat dla Macierewicza, organizowali mu biuro, kampanię w terenie i pracę zespołu smoleńskiego w Sejmie. Razem z nim wkroczyli do MON.
   Janniger wytrzymał dwa tygodnie. Młodziutki, w za dużej marynarce, porównywany do Harry’ego Pottera, stał się obiektem kpin dziennikarzy i inter­nautów. Zrezygnował na początku grudnia.
   W oficjalnym CV Bartłomieja Misiewicza, najbliższego współpracownika Macierewicza, jego szefa gabinetu politycznego i rzecznika, bra­kuje wykształcenia. Według mediów poza asysto­waniem ministrowi pracował wcześniej w aptece w podwarszawskich Łomiankach.
   Poseł PiS: - Z tego, co wiem, studiował politologię, ale jej nie ukończył. Istnieje dzięki Macierewiczowi. Typ cwaniaka.
   W 2011 r. Misiewicz, wtedy szef biura zespołu smoleńskiego, opowiada w prawicowych mediach, że czuje się zastraszony. Dla­czego? Bo dostał SMS o treści: „Proszę się nawrócić. Modlę się w Twojej intencji”. Potem przebito mu oponę w samochodzie. To nie koniec represji. „Od dnia przebicia opony codziennie o róż­nych porach podjeżdża ciemne bmw, zawsze z czterema osobami w środku. Ma charakterystyczny, głośny silnik. (...) Wysiada z nie­go kilku mężczyzn, którzy spacerują i przyglądają się mojemu do­mowi” - relacjonował Misiewicz.
   Policja umarza sprawę głośnego bmw i tajemniczego SMS-a.

ROSJANIE PATRZĄ NA WOJSKO
Działacz PiS z Piotrkowa: - Misiewicz ma rolę pomocnika. Antoni nigdy nie potrzebował doradców, raczej asystenta.
   O Misiewiczu głośno robi się 18 grudnia, gdy o 1.30 w nocy wkracza wraz z Żandarmerią Wojskową do Centrum Kontr­wywiadu NATO w Warszawie. Wkrótce okazuje się, że jest peł­nomocnikiem Ministra Obrony Narodowej ds. Utworzenia Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO.
   Nasz rozmówca z resortu: - Misiewicz opowiada, że znaleź­li tam tajne dokumenty, w tym międzynarodowy ściśle tajny. Czy ten chłopak ma dostęp do tego rodzaju dokumentów? Żeby go do­stać, trzeba przejść procedurę w ABW, która trwa pół roku. Służby w tym czasie prześwietlają delikwenta, jego rodzinę i znajomych.
   Spytaliśmy MON, czy Misiewicz ma dokumenty pozwalają­ce na dostęp do tajnych materiałów. Nie dostaliśmy odpowiedzi.
Mówi jeden z emerytowanych generałów ze Sztabu General­nego: - Rosjanie są perfekcjonistami. Wysokiej klasy specjaliści naprzeciw siebie mają wyznawcę teorii o spi­sku i zamachu. I 20-latków jako jego ekspertów i pełnomocników.
   Szefem „odzyskanego” przez PiS kontrwywia­du został Piotr Bączek, przed laty współpracow­nik Macierewicza w komisji weryfikacyjnej WSI.
W 2011 roku Bączek - wtedy działacz klubu Ga­zety Polskiej w Warce - żalił się, że z zemsty ktoś powiesił mu na furtce martwą wiewiórkę. Jeden z wojskowych: - Nie został funkcjonariuszem, jest cywilnym szefem służby, a to oznacza o wie­le niższe zarobki.
   Rozmówca zbliżony do szefostwa PiS: - Oni nie dbają o zarobki. Wierzą, że robią to dla Polski.
Wiedzą, że dla państwa nie pracuje się do 16.15, tylko przez całą dobę.

MIŁY, 0 WOJSKU NIC NIE WIE
Zastępcą Macierewicza został Bartosz Kownacki, uciekinier z Solidarnej Polski.
- To radykał, był adwokatem rodzin smoleń­skich. Ciekawe, że zgodził się na pracę z Anto­nim, prywatnie go nie ceni - mówi nam jeden z działaczy PiS.
   Kolejny podsekretarz stanu to Bartłomiej Grabski, sprawdzo­ny w czasach poprzedniego rządu PiS jako szef AMW i wicemi­nister, typ pilnego urzędnika.
   Jednym z najciekawszych ludzi w nowej ekipie jest To­masz Szatkowski. Szeroka publiczność poznała go po premie­rze „Ogniem i mieczem” w 1999 roku. Jego twarz z wygolonym, kozackim czubem zdobiła w kinach pudełka z popcornem - w młodości minister często statystował.
   Szatkowski jako jeden z niewielu w ministerstwie naprawdę jest związany z wojskiem. Ojciec był lotnikiem, on sam, kończąc prawo, pisał pracę o umowie offsetowej na F-16, kończył pody­plomowe studia z wojskowości. Działa w prawicowej korpora­cji akademickiej Respublica, której celem jest m.in. „wyrobienie karności społecznej i obywatelskiej, poczucia solidarności przez poddanie się uchwałom większości, (...) czuwanie nad postępowa­niem swoim i innych”. Jego inna fundacja, Narodowe Centrum Strategii i Rozwoju, uchodzi za intelektualne zaplecze nowej eki­py. - To stąd Macierewicz będzie czerpał pomysły i kadry - uważa jeden z naszych rozmówców.
   Szatkowski uchodzi za lojalnego wobec partii. Ale potra­fi publicznie bronić żołnierzy LWP czy pochwalić Radosława Sikorskiego.
   - W kierownictwie MON to jedyny człowiek, który zna dobrze angielski - mówi nam jeden z wojskowych. - Szykował się na fu­chę w zbrojeniówce, ale dostał zadanie zorganizowania w 2016 roku szczytu NATO. Potem może przesuną go do biznesu.
Największe zaskoczenie w otoczeniu Macierewicza to Wojciech Fałkowski, przyjaciel ministra z harcerstwa, miediewista, jeden ze współpracowników KOR. - Miły- mówi „Newsweekowi” jeden z pracowników Kancelarii Prezydenta. - Byliśmy razem w delega­cji. O wojsku nie wie nic.

ANTONI DOSTAŁ TLEN
W która stronę pójdzie MON pod rządami Macierewicza?
   Jedną z pierwszych decyzji ministra było wy­stawienie wojskowej asysty na „miesięczni­ce smoleńskie”, czyli demonstracje środowisk związanych z PiS w rocznice katastrofy. Żołnie­rzom się to nie podoba. - Wystawmy asysty woj­skowe w każdym miejscu katastrofy i wypadku komunikacyjnego w Polsce, a kolejnego rozbio­ru będą mogli dokonać nawet Eskimosi na psich zaprzęgach - ironizuje jeden z oficerów kra­kowskiego garnizonu.
   Urzędnik z kancelarii premier Szydło: - Antoni już pierwszego dnia kazał zrezygno­wać z prenumeraty „Wyborczej”. Nie wiedział, że na prenumeratę jest przetarg, rozstrzygnięto go na początku grudnia. Nie był zadowolony, bo w 2016 roku MON będzie dostawało nawet wię­cej egzemplarzy „Wyborczej” niż za Siemoniaka. W wywiadach nowy minister co chwila wra­ca do odtajnienia tzw. zbioru zastrzeżonego w IPN. To akta służb specjalnych PRL, m.in. informacje o agentach bezpieki, którzy przeszli pod opiekę służb III RP. Macierewicz uważa, że ujawnie­nie zbioru będzie likwidacją „fikcyjnej elity w służbach specjal­nych, bankowości, mediach i polityce”.
   Mówi jeden z pracowników ministerstwa: - Chodzi o kolejną lustrację, dla niepoznaki nazwaną odtajnianiem. To pasja Antka i części ludzi z jego gabinetu z czasów pierwszej lustracji.
   Działacz PiS z łódzkiego: - Antek jak tylko dostaje tlen, momen­talnie zaczyna budować coś wokół swojego środowiska. A jego środowisko to lustratorzy i specjaliści od Smoleńska.
    Jeden z generałów: - Na razie jest w miarę spokojny; ciekawe, jak długo? Mam nadzieję, że szybko skończy wycinkę i weźmie się do pracy. Na razie ma na to mało czasu, jako poseł wciąż musi jeź­dzić do Sejmu na głosowania.
Rozmówca zbliżony do szefostwa PiS: - Taki jest rozkaz prezesa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz