PiS - konstytucja 2010.pdf

czwartek, 16 kwietnia 2015

Partie dąją zarobić kolegom



Platforma nie kupuje już win ani cygar, ale nadal płaci za eleganckie restauracje. PiS po zmianie skarbnika robi porządki na zapleczu. A miliony z partyjnych kont wciąż płyną do „swoich”.

ANNA GIELEWSKA

Przeanalizowaliśmy wydatki Plat­formy i PIS w 2014 R. Partie już przygo­towywały się finansowo na najważniejsze tegoroczne wybory. Ogromne pieniądze wydawały na wewnętrzne badania. Jak co roku miliony złotych pochłonęły zlecenia dla zewnętrznych firm, głównie na doradz­two PR i oprawę marketingową. Duże sumy przeznaczały też na utrzymanie pracowni­ków i partyjnej infrastruktury. Wszystko to pomaga im trzymać się władzy.

OSTATNIE ŻNIWA ZNAJOMYCH BYŁEGO SKARBNIKA
Wokół partii Jarosława Kaczyńskiego przez lata wytworzył się swoisty łańcuch pokarmowy. Partia płaciła duże pieniądze satelickim spółkom, tworzonym najczęściej przez dawnych pracowników biura PiS na Nowogrodzkiej. Prawie 2 min zł z kasy na bieżącą obsługę partii trafiło w ubiegłym roku do spółki MTML Tomasza Pierzchałskiego. Dodatkowo kilkaset tysięcy złotych w czasie kampanii wyborczych, np. do europarlamentu.
Za co? - Tajemnica handlowa - ucina Pierzchalski.
Jego firma już od kilku lat zarabiała w PiS podobne, nawet wyższe, kwoty. W 2013 r. z Nowogrodzkiej otrzymała prawie 3 min zł.
Tomasz Pierzchalski zaczynał jako bliski współpracownik wiceprezesa PiS Adama Lipińskiego, tą drogą trafił do siedziby partii i gabinetu usytuowanego blisko Jarosława Kaczyńskiego. Z Nowogrodzkiej odszedł w 2009 r., ale kilka lat wcześniej założył własną firmę eventową, która stała się główną agencją obsługującą medialnie PiS. Rok temu Pierzchalski tłumaczył „Wprost”, że jego firma dostarcza oświetlenie, na­głośnienie i organizuje eventy, również dla PiS. Nie chciał odpowiedzieć które. Zapewniał, że partia Kaczyńskiego jest jednym z wielu jego klientów. Pierzchalski robił też dla PiS wewnętrzne badania. Ale choć wprawiały polityków PiS w dobry nastrój, nieszczególnie się sprawdzały - na przykład w kampanii prezydenckiej 2010 r., na tydzień przed wyborami, Kaczyński miał wygrać już w pierwszej turze.

Pierzchalski, razem z byłym dyrektorem PiS Bartłomiejem Rajchertem i Michałem Lewandowskim, zasiadali w zarządzie Fun­dacji Nowy Kierunek. Powstała w 2011 r., żeby „popularyzować konserwatywną myśl polityczną” i utrwalać pamięć o pre­zydencie Lechu Kaczyńskim. Rajchert jest jej prezesem do dziś. Na konto fundacji PiS co miesiąc przelewał ponad 20 tys. zł, podobnie jak w poprzednich latach. Ale tylko do czerwca ubiegłego roku.
- To była długoterminowa umowa, została rozwiązana na prośbę byłego skarb­nika PiS - tłumaczy Rajchert. Fundacja działa nadal, otwiera wystawy i prowadzi stronę LechKaczynski.org, ale już bez pieniędzy z PiS.
Swoje wpływy w PiS Rajchert i Pierz­chalski zawdzięczali właśnie byłemu skarbnikowi tej partii Stanisławowi Kostrzewskiemu. Kostrzewski uznawany był za inżyniera finansowego partii i zaufanego Jarosława Kaczyńskiego. Po kolejnych do­niesieniach medialnych o zaskakujących wydatkach partii wrogom Kostrzewskiego udało się przekonać prezesa, że czas na zmiany. Skarbnik odszedł na początku września. Z Nowogrodzkiej odeszła też wtedy jego siostra Teresa Gorczyca. Nowym skarbnikiem została Beata Szydło.
Polityk z władz PiS: - Słowem kluczem Kostrzewskiego był outsourcing. Kiedy przejrzeliśmy umowy, okazało się, że część tych zleceń z powodzeniem mogą wykonywać pracownicy PiS w ramach obowiązków. Jako przykład mój rozmówca opowiada historię ze sceną w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej, opisaną niedawno przez „Rzeczpospolitą”:
- Partia wydała pieniądze na jej zbudowa­nie, a potem się okazało, że nie jest nawet właścicielem sceny i musi płacić dalej za comiesięczną obsługę. Kilkadziesiąt tysięcy.
Dlatego - jak słyszymy - teraz partia wypowiada kolejne umowy z firmami, które obecne kierownictwo uznaje za „pozosta­łości” po Kostrzewskim, m.in. ze spółką Pierzchalskiego. Kilka tygodni temu miała też odejść ostatnia księgowa z Nowogrodz­kiej współpracująca z byłym skarbnikiem.

FUNDACJA OD STRONY INTERNETOWEJ
83 zł tys. zł, czyli o połowę mniej niż dwa lata temu, zarobiła w PiS firma Screen Media. Spółka powstała w 2013 r., zajmuje się głównie transmisjami internetowymi, przygotowuje fotorelacje. Jej prezesem jest Tomasz Fabiszewski, były pracownik Klubu Sejmowego PiS.
Wcześniej był także prezesem Fundacji Polska Europa z Siedlec. Ale w fundacji w ubiegłym roku sporo się zmieniło. No­wym prezesem, w ramach „porządków”, w listopadzie został Sebastian Chwałek, także pracownik Klubu PiS. Z rady nad­zorczej fundacji odeszli politycy: Mariusz Kamiński, Adam Rogacki i Marek Kuchciński. Dlaczego? - To była ich decyzja, skupili się na pracy parlamentarnej. Wtedy był inny skład władz fundacji, teraz jest inny - mówi prezes Chwałek.
O działalności fundacji trudno się więcej dowiedzieć. Własnej strony in­ternetowej nie prowadzi. Prezes uważa, że wystarczy adres pocztowy. To o tyle ciekawe, że fundacja sama miała zajmo­wać się właśnie prowadzeniem... strony internetowej dla PiS (myPiS.pl). - W tej chwili ta sfera działalności fundacji została wstrzymana. Funkcjonuje serwer, więc istnieje teoretyczna możliwość dalszego jego wykorzystywania i umieszczonych na nim danych - przyznaje Chwałek.
Jednak przez cały poprzedni rok fundacja otrzymywała przelewy, regu­larnie po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Łącznie na jej konto wpłynęło z PiS ponad 300 tys. zł. Na co więc poszły te pieniądze? - Wszelkie środki finan­sowe pozyskane przez fundację były wykorzystywane na realizację jej zadań statutowych - ucina Chwałek.

SŁONO ZA OCHRONĘ I MARKETING
PiS niezmiennie nie oszczędza za to na ochronie prezesa. Za usługi firmy ochro­niarskiej Grom Group partia zapłaciła w ubiegłym roku 1,85 min zł (a dodatkowe pieniądze w czasie kampanii wyborczych). Jarosława Kaczyńskiego strzeże kilku ochroniarzy, 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu.
Rachunki bankowe PiS pełne są zleceń dla większych i mniejszych agencji zaj­mujących się PR, reklamą i marketingiem. Prawie pół miliona złotych zarobiła firma producencka Media Film Dariusz Gąsior z Rzeszowa. Warszawska agencja One Milion Solutions, która świadczy usługi reklamowe, otrzymywała ponad 24 tys. zł miesięcznie przez cały rok. Jej prezesem jest Michał Wiórkiewicz, były asystent pre­miera Kazimierza Marcinkiewicza, później bliski współpracownik byłego rzecznika PiS Adama Hofmana. Jak pisaliśmy rok temu, Wiórkiewicz pojawiał się też w fundacjach na zapleczu PiS, miał tworzyć partyjny think tank Instytut Studiów i Analiz, ale bez większych sukcesów. - Teraz po odejściu Hofmana jest wyatutowany - twierdzi nasz rozmówca z Nowogrodzkiej.
Znaczne zlecenia z PiS, podobnie jak w poprzednich latach, dostawały firmy QLCO - ponad 150 tys. zł, i Studio Design - przynajmniej kilkaset tysięcy złotych. Tylko w lipcu ta ostatnia firma wystawiła PiS fakturę na 340 tys. zł. Obie świadczą podobne usługi: poligraficzne i reklamowe.
Ponad 300 tys. zł zarobiła wrocławska firma Webber & Saar, kojarzona z wpły­wami Adama Hofmana - to z kolei agencja zajmująca się marketingiem interneto­wym. Jeszcze więcej pieniędzy trafiło do firmy doradczej Alex Stern (328 tys. zł) i kolejnej agencji reklamowo-mediowej PanPlan Marcina Brzuchalskiego - ponad 1,5 min zł.
Zarobiła, podobnie jak w poprzednich latach, spółka GURU Control Systems. Za jej usługi PiS zapłacił łącznie ponad milion złotych. To firma informatyczna, ale przeprowadza też dla partii autorskie sondaże. Kilkadziesiąt tysięcy z PiS wpły­nęło też na konto firmy Kalen Lenarczyk, jak pisał „Newsweek” - powiązanej z kuzynem prezesa Janem Marią Toma­szewskim.
Partia sporo wydawała na marketing polityczny, specjalistów od wizerunku - wewnętrzne badania. Na ubiegłorocznej liście płac znalazł się dr Sergiusz Trzeciak, od kilku lat współpracujący z PiS (ok. 70 tys. zł). Zajmuje się marketingiem oso­bowym, już rok wcześniej szkolił polityków PiS na okoliczność korzystania z Facebooka i Twittera. Tym razem miał przygotować strategię internetowej kampanii partii. PiS zlecał też usługi agencji Bogdan Szczesiak studio PR (za ponad 50 tys. zł) - która od lat pomaga partii tworzyć strategie na kampanie wyborcze. Współpracuje z nią m.in. dr Marek Kochan. Dom Mediowy Media ON zarobił ponad 200 tys. zł, a firma Entropia Grzegorza Kowalczyka - prawie 250 tys. zł. Zajmuje się „badaniami rynku i opinii publicznej”.
Z funduszu eksperckiego PiS płacił 22,7 tys. zł miesięcznie współpracującemu z partią think tankowi - Instytutowi Sobie­skiego. Ponadto instytut wystawił fakturę na 600 tys. zł za organizację kongresów Polska Wielki Projekt. Na badania w pra­cowniach TNS i Millward Brown partia Kaczyńskiego przeznaczała po kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Kilku wpłat na łączną kwotę ok. 81 tys. zł PiS tradycyjnie dokonał też na konto Fun­dacji Lux Veritas ojca Rydzyka.

\ZLECENIA DLA ZNAJOMYCH I RODZINY
W zaprzyjaźnionych firmach PR swoje usługi zamawia także Platforma. W ubie­głym roku, podobnie jak w poprzednich, kilka razy korzystała np. z usług agencji reklamowej Wenecja. Zapłaciła za to 55 tys. zł. Prezesem tej firmy jest żona by­łego sekretarza generalnego partii Andrzeja Wyrobca (dziś wiceministra kultury).
Po kilkanaście, czasem kilkadziesiąt tysięcy złotych zarabiały agencje doradcze i PR, które od lat obsługują Platformę, m.in. Communication Unlimited, Winstone, Baron Media. Doradzają w sytu­acjach kryzysowych, planują strategie na kampanie wyborcze. Prawie 100 tys. zł trafiło do firmy BSC Advisory. To spółka, którą w 2012 r. założyli Maciej Bogucki i Marcin Ochmański. Ochmański wcześniej pracował u prezydent Hanny Gronkiewicz - -Waltz w urzędzie miasta. Bogucki - były radny PO, to młody biznesmen od lat związany z czołowymi politykami partii rządzącej. Chętnie opowiadał, że grywa z piłkę z Donaldem Tuskiem. Zasiada też w radzie nadzorczej PGNiG Technologie.
Kilka tygodni temu „Newsweek” informo­wał, że kontaktami Boguckiego i ministra sportu Andrzeja Biernata (p.o. sekretarza generalnego PO) interesuje się ABW. Bo­gucki zapewniał wtedy, że „dla polityków nie pracuje, bo w biznesie lepiej płacą.”
- A pana firma BSC Advisory co robi dla Platformy? - dopytuję.
- Mamy taką politykę, że nie informu­jemy o szczegółach współpracy - ucina.
Bogucki zapewnia mnie też, że jego firma nie pracuje dla spółek Skarbu Państwa. Świadczy usługi PR i social media dla klientów prywatnych. Skarbnik PO Łu­kasz Pawełek odpowiada mi, że Platforma zamówiła u niej „usługi doradcze w zakresie strategii aktywności w internecie”.

KOSZTOWNE IMPREZY
Platforma nie szczędziła w ubiegłym roku na partyjne eventy. Takie spotkania organizowała często w eleganckich hote­lach czy restauracjach. W lipcu 2014 r. do Pątnowa w woj. łódzkim zjechała partyjna młodzieżówka Młodzi Demokraci. Impreza w ośrodku Nadwarciański Gród kosztowała PO 35 tys. zł. Partia zorganizowała też fo­rum samorządowe w podwarszawskim ho - telu Venezia Palace za niespełna 10 tys. zł.
Wynajem auli Politechniki Warszaw­skiej na konferencję, podczas której Ewa Kopacz zaprezentowała swoich ministrów, kosztował partię 15,5 tys. zł. Jaki był sens tej kosztownej ekspedycji, do dziś trudno zrozumieć.
Zanim Donald Tusk przeprowadził się do Brukseli, w sierpniu prowadził jeszcze konsultacje z baronami i zarządami regio­nalnymi PO. Głównie w sprawie wyborów samorządowych. Jak się okazuje, Platfor­ma na tę serię spotkań wynajęła Zespół Rezydencyjny Parkowa. Zapłaciła za to 36,5 tys. zł.
- Spotykaliśmy się w salce na parterze, ale to nie była żadna szczególna impreza. Podstawowy, ciepły catering. Rozmowy o kandydatach w wyborach samorządo­wych. Teraz też się tam czasem spotykamy z szefową PO - opowiada mi jeden z szefów regionów.
Dolnośląska Platforma zamawiała z kolei catering w zamku Topacz w Kobierzycach. W styczniu partia zapłaciła tam fakturę na 26 tys. zł. W Warszawie chętnie korzystała z cateringu firmy Food Zone, tam właśnie zamówiła m.in. usługi na wieczór wyborczy po wyborach do Europarlamentu. Firma jest właścicielem drogiej warszawskiej restauracji AleGloria. Rachunek w cafe bar Mon Balzak w Gdańsku wyniósł 16 tys.
Podobnych faktur w sprawozdaniu PO za ubiegły rok można znaleźć przynajmniej kilkanaście.

EKSPERTYZY I KOMPUTEROWE ZAKUPY
Niemal milion złotych Platforma przezna­czyła na zlecenia dla firmy ATM. Grupa ATM zajmuje się produkcją filmową i te­lewizyjną. Platforma regularnie korzysta z jej usług, zamawiając oprawę swoich konwencji, filmy, spoty reklamowe. Jakie? Na przykład w czasie pożegnalnej konwencji Tuska został wyemitowany krótki film biograficzny lidera PO. Sam Tusk uznał go wtedy za przesadnie pochwalny.
Platforma regularnie zleca wewnętrzne badania. Do firmy IPSOS trafiło z tego tytułu ponad pół miliona. Za badania w Millward Brown partia zapłaciła 63,5 tys. zł, a w TNS - 235 tys. zł. Szcze­gólnie intensywnie partia zamawiała takie sondaże w wakacje, niedługo po wybuchu afery taśmowej.
PO finansuje też własny think tank - In­stytut Obywatelski, który przygotowuje jej ekspertyzy i wydawnictwa tematyczne (np. cykl na temat budżetów partycypacyjnych). Instytut zleca usługi poligraficzne, m.in. firmie Efekt - w ubiegłym roku pochłonęły one ćwierć miliona złotych. Platforma zrobiła też za 72 tys. zł zakupy w sklepie elektronicznym Komputronik.
O tym, gdzie trafiają pieniądze dwóch naj­większych partii, piszemy już kolejny rok. Po licznych publikacjach mediów widać drobne zmiany. Partie powoli zaczynają bardziej pilnować wydatków. Pewne zasady pozostają jednak niezmienne - z naczelną, że zarabiać mają „swoi”. Deklaracje o zmia­nach w finansowaniu partii politycy wygła­szają płomiennie, po czym z równą mocą dbają, by szybko ucichły. Zwłaszcza w roku dwóch kampanii wyborczych i kolejnych milionów do wydania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz