PiS - konstytucja 2010.pdf

czwartek, 9 kwietnia 2015

Szampan w Wołominie



Do SKOK-u Wołomin ciągnęli politycy, hierarchowie i celebryci. Podobno nie wiedzieli, że mózgiem tego biznesu jest kryminalista i byty oficer WSI w jednym.

MICHAŁ KRZYMOWSKI, WOJCIECH CIEŚLA

Wołomin, półtora roku temu. Na podwórku za odrapaną kamie­nicą lśni czarny bentley. Kil­kanaście metrów dalej, w gabinecie na pięterku, obradują władze kasy.
Dla prezesa Mariusza G. i szefa rady nadzorczej Piotra P. to dzień jak co dzień.
Pora jest wczesna - ledwo po dziewiątej rano - ale panowie już stukają się szam­panem. Na nadgarstkach pobrzękują duże zegarki, a w kubełku z lodem chłodzi się butelka Dom Perignon. Z obrazu na ścia­nie spogląda marszałek Piłsudski na Kasztance.
- Pamiętasz, Piotruś, jak byliśmy na mi­strzostwach świata w RPA?
- Pamiętam, Mariusz. A wakacje w Bra­zylii? Tam to się działo, co?
Rozmowie przysłuchuje się onieśmie­lony polityk prawicy, który przyjechał do Wołomina po prośbie. Szampan wypity, czas brać się do pracy. Panowie prezesi za dwie godziny muszą być na południu Pol­ski. W śmigłowcu już grzeją się silniki.
Jak mówi nam człowiek zbliżony do kasy, Mariuszowi G. i Piotrowi P. z bu­tów wystawała słoma, a z kieszeni - pie­niądze. Do wołomińskich biznesmenów ciągnęli ludzie ze wszystkich sfer. Typy z półświatka, politycy, hierarchowie koś­cielni, artyści.

Chciwość jest korzeniem zła
Szefowie SKOK-u Wołomin, Mariusz G. i Piotr P., od kilku miesięcy siedzą w aresz­cie. Ciążą na nich niebagatelne zarzuty: uczestnictwo w zorganizowanej grupie przestępczej, defraudacja 360 min zł, udzielanie lewych kredytów i działalność na szkodę spółdzielni. P. dodatkowo jest podejrzany o wynajęcie bandytów, któ­rzy rok temu pobili palką teleskopową wiceszefa KNF Wojciecha Kwaśniaka. Miała to być zemsta za objęcie SKOK-ów nadzorem.
Zanim ich zamknięto, byli królami ży­cia o rozległych koneksjach. Co roku wy­prawiali zamknięte imprezy urodzinowe swojej kasy, na których bawili się znani politycy: poseł PiS i były wiceszef Kance­larii Prezydenta Jacek Sasin, były szef sej­mowej komisji sprawiedliwości Ryszard Kalisz, europosłowie Janusz Korwin-Mikke i Marek Jurek, senator PiS Jan Maria Jackowski, były wiceminister obrony Ro­muald Szeremietiew czy działacz ludowy Władysław Serafin.
Uroczystości jubileuszowe SKOK-u za­wsze szły dwutorowo. Za dnia odbywała się uroczysta msza święta w parafii święte­go Józefa Robotnika w Wołominie, a wie­czorem szło się na galę, gdzie stoły uginały się od rosyjskiej wódki i zakąsek.
W internecie można znaleźć film z obchodów, które odbyły się jesienią 2013 roku. Nabożeństwo za pomyślność spółdzielni odprawia na nim biskup po­mocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk. Czytania pierwszego li­stu świętego Pawła Apostola do Tymoteu­sza na ochotnika podejmuje się poseł PiS Artur Górski. - Korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uga­niając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary - głosi poseł z ambony. Po nim ka­zanie wygłasza już sam biskup. Opowiada o wielkim dziele SKOK-u Wołomin i jego twórcach, którzy „mieli pomysł i mieli od­wagę”. - Niesiecie to całe bogactwo 14 lat - zwraca się z uśmiechem do prezesów.
Mariusz G. słucha tych słów z zadowole­niem. W nawie towarzyszy mu PiS-owska śmietanka: poseł Górski, starosta woło­miński Piotr Uściński, burmistrz Ryszard Madziar i szef rady miejskiej Leszek Czarzasty. Obok siedzi kilkanaście młodych kobiet w firmowych kostiumach SKOK-u.



 Piotr P., były szef rady nadzorczej SKOK Wołomin, i Ryszard Madziar, były burmistrz miasta.


Europoseł do wynajęcia
Ostatnie urodziny Wołomina odbyły się jesienią ubiegłego roku. Atrakcją wieczo­ru był pokaz strojów projektantki Ewy Minge. W roli modelek wystąpiły młode kasjerki i konsultantki zatrudnione w pla­cówkach SKOK-u. Niewykluczone, że te same kobiety, które rok wcześniej usadzo­no w kościele.
Jeden z gości wzdycha na to wspomnie­nie: - Eh, dorodne sztuki. Szczupłe, wy­miarowe. Gdyby razem z nimi na wybieg wyszła Kate Moss, to bym jej nie poznał. Pan Mariusz chwalił się, że rekrutuje te kadry osobiście. Klient, którego obsługu­je atrakcyjna kobieta, mawiał, że chętniej zostawia u nas pieniądze.
Gala miała odwrócić uwagę od nie­przyjemnego zapaszku kłopotów, jaki już od kilku miesięcy unosił się nad Woło­minem. I na chwilę odwróciła, bo polity­cy i celebryci ściągnęli na tę imprezę ławą. Przyszli poseł Tomasz Kaczmarek z żoną, dawna rzeczniczka rządu Aleksandra Jaku­bowska, znana z tabloidów Marta Grycan, była kandydatka SLD do europarlamentu Weronika Marczuk, satyryk z tygodnika „wSieci” Jan Pietrzak, były poseł Artur Za­wisza i grupka samorządowców z PiS - ta sama, która towarzyszyła G. w kościele.
W roli gościa honorowego wystąpił eurodeputowany Platformy Dariusz Rosati, do niedawna szef sejmowej komisji finansów publicznych. Na początku im­prezy wygłosił półgodzinną mowę o przy­wództwie w biznesie.
- Dobrze pan znal P. i G.? - pytamy Rosatiego.
- Poznałem tylko Mariusza G., rozma­wialiśmy na gali. Pogratulowałem mu roz­machu i życzyłem dalszych sukcesów. To cała nasza znajomość.
- Po co pan tam poszedł?
- Pracowałem wcześniej nad usta­wą o nadzorze bankowym, który był nie w smak SKOK-om. Chciałem zademon­strować, że nie mam uprzedzeń do tego sektora.
- Ale wystąpienie wygłosił pan za pieniądze?
- No, tak.
- Dużo panu zapłacili?
- Sześć tysięcy.
- Nie przeszkadzało panu, że część ludzi z władz SKOK-u Wołomin siedziała już w tym czasie w areszcie?
- Nie wiedziałem o tym.
Szef rady nadzorczej Piotr P. został za­trzymany jeszcze w kwietniu 2014 roku, razem z nim do aresztu trafiła wiceszefowa kasy Joanna P. Ogólnopolskie media informowały, że ludzie z Wołomina jeden po drugim padają pod zarzutami. Zresz­tą - jak opowiada jeden z gości imprezy - na gali odbyła się wielka demonstra­cja solidarności z panią wiceprezes. Uho­norowano ją kilkoma statuetkami, które z oczywistych powodów musiał odbierać jej mąż. Czy były przewodniczący sejmo­wej komisji finansów naprawdę to wszyst­ko przeoczył?
Zresztą, żeby zorientować się, jaki ro­dzaj interesów prowadzili panowie G. i P., nie trzeba było przeprowadzać specjali­stycznych analiz. Wystarczyło spojrzeć na obstawę wołomińskich biznesmenów: dwumetrowych drabów obwieszonych łańcuchami. Profesjonalni ochroniarze tak nie wyglądają.

My ze spalonych wsi i głodujących miast
Ludzie, którzy znali układy panujące w Wołominie, nie mają wątpliwości: choć to Mariusz G. założył SKOK, to w ostat­nich latach mózgiem biznesu był Piotr P. Mówi człowiek zbliżony do SKOK-u:
- G. był zafascynowany Piotrkiem. Prze­jął od niego zamiłowanie do luksusu, szampanów, drogich zegarków. Mental­nie ciągle tkwił w Wołominie, a P., facet elegancki i robiący wrażenie, wyciągał go na szersze wody. Był jego przewodnikiem po wielkim świecie.
Inny dodaje: - Mariusz, jak chciał za­szaleć, to jechał na obiad do Zielonki. Nachlał się i na całą restaurację śpiewał Marsz Gwardii Ludowej „My ze spalonych wsi, my z głodujących miast”. A Pio­truś? Stumetrowy apartament przy pl. Teatralnym, lanczyk w Interconti [cho­dzi o warszawski hotel Intercontinental - przyp. red.].
Piotr P. pojawił się w kasie dopiero la­tem 2010 roku. To on miał wymyślić nu­mer z udzielaniem lewych kredytów tzw. obszczańcom, czyli podstawionym bez­domnym. W ten sposób wołomińska kasa zamieniła się w gigantyczną pralnię pieniędzy.
„Newsweek” prześwietlił życiorys ar­chitekta wołomińskiego biznesu. P. w la­tach 80. ukończył z wyróżnieniem wydział polityczny Wyższej Szkoły Wojsk Pan­cernych. W armii spędził 12 lat: dosłu­żył się stopnia kapitana Wojskowych Służb Informacyjnych, był m.in. oficerem kontrwywiadu na Wojskowej Akademii Technicznej i w 1 Korpusie Wojsk Lotniczych. Okoliczności, w jakich odszedł z armii, są niejasne. Podczas wywiadu z sądowym lekarzem, do którego dotar­liśmy, stwierdził tylko, że zmuszono go do tego „przy zmianach rządów”. Potem przez lata kierował radą nadzorczą fun­dacji Pro Civili, zamieszanej w wyprowa­dzenie kilkuset milionów złotych z WAT (dyrektorem zarządzającym fundacji była jego żona). Z akt sądowych wynika, że z fundacji - podobnie jak z armii - ewakuować się musiał nagle i niespodziewanie. P. ma na koncie dwa wyroki. Po raz pierw­szy skazano go w 2012 r. na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Za co? Przed laty zgłosił kradzież luksusowego bmw. Podczas śledztwa okazało się, że auto kil­ka tygodni wcześniej zostało wywiezione na Białoruś, a następnie do Rosji. Pro­kuratorzy ustalili, że P. prawdopodobnie sam sprzedał auto bandytom ze Wschodu. Drugi wyrok zapadł latem ubiegłego roku i dotyczył przestępstw gospodarczych. P. dostał dwa lata w zawieszeniu na pięć lat. Trzecia sprawa - zaprzestanie spła­ty kredytu i przepisanie domu na synów w celu utrudnienia egzekucji sądowej - za­kończyła się warunkowym umorzeniem. Czwarta ma charakter gospodarczy i na­dal toczy się przed warszawskim sądem, a piąta, najstarsza, dotyczyła nielegalnego posiadania broni.
Z opinii sądowego biegłego: „P. mie­wa myśli samobójcze, np. żeby spowo­dować wypadek samochodowy. Czuje się przygnębiony, beznadziejny (...). Od 3-4 lat nadużywa alkoholu, łączy przyjmowa­nie leków psychotropowych z piciem (...). Rozpoznajemy u niego zaburzenia osobo­wości, uzależnienie od alkoholu i zaburze­nia adaptacyjne”.
W biografii tego byłego oficera WSI naj­ciekawsze jest jednak co innego. Z wywia­du środowiskowego wynika, że wchodząc w 2010 r. do rady nadzorczej SKOK-u Wo­łomin, P. ledwo wiązał koniec z końcem. Łącznie z żoną zarabiał sześć tysięcy mie­sięcznie i tonął w długach.
Jakim cudem w takim razie nagle ob­jawił się w biznesie obracającym setkami milionów złotych i wyrobił sobie kontak­ty sięgające politycznych szczytów? Tę za­gadkę próbuje rozwikłać prokuratura.

Pan Mariusz zaprasza
Politycy PiS pytani o G. i P. powtarza­ją, że twórca SKOK-ów Grzegorz Bierecki od lat toczył wojnę ze spółdzielnią z Wołomina. Ich relacje rzeczywiście były chłodne, ale gdy latem 2014 r,, czyli już po pierwszych aresztowaniach, Komisja Nadzoru Finansowego odmówiła zatwier­dzenia prezesury Mariusza G., centrala Kas zaprotestowała.
W rzeczywistości politycy PiS od lat utrzymywali z wołomińskimi biznes­menami bliskie kontakty. W 2010 roku „Dobry Znak”, darmowy periodyk wy­dawany przez Mariusza G., wydruko­wał apel, w którym Jarosław Kaczyński prosił o poparcie w wyborach prezyden­ckich. Kilka miesięcy później G. zrewan­żował się prezesowi PiS osobistym listem. Przekonywał w nim, że w wyścigu o fotel burmistrza Wołomina partia powinna wy­stawić kogoś poważniejszego niż Ryszard Madziar, protegowany Sasina. Prezes nie odpowiedział, a Madziar mimo tych prze­stróg jednak wygrał i zaczęła się kilkulet­nia współpraca lokalnego PiS z lokalnym SKOK-iem.
Spółdzielnia sponsorowała lokalne uro­czystości, na których brylowali Sasin, Ma­dziar i starosta Piotr Uściński, a w zamian zyskiwała politycznych sojuszników. W Wo­łominie biznes i polityka szły ręka w rękę.
- Burmistrz był zapatrzony w G., który przysyłał mu kosze z drogimi alkoholami. Jak pan Mariusz dzwonił z zaproszeniem na obiadek, to szef rzucał wszystko i leciał. Przesiadał się do limuzyny SKOK-u i je­chał biesiadować - wspomina była pod­władna Madziara.
- G. bywał też w magistracie?
- Wielokrotnie. Zajeżdżał pod urząd i wchodził do szefa z szampanem za tysiąc złotych i własnymi kieliszkami.
Madziar, którego pytamy o te wizyty w jego biurze, zaznacza, że jest w sporze prawnym ze swoją byłą sekretarką: - Nie mam już siły do tej pani. G. przychodził do mnie z oficjalnymi wizytami dotyczącymi sportu czy uroczystości. Piotra P. znałem słabiej. Czy wiedziałem o jego kryminal­nej przeszłości? Nie. Czy ktoś ze SKOK- ów wpłacał pieniądze na moją kampanię? Też nie.
Sasin (kilka lat temu odebrał statuetkę z rąk G.): - Moje spotkania z tym panem były okazjonalne i zakończyły się w 2012 roku. Nigdy nie proszono mnie na nich o żadne przysługi.
Górski: - Punkt SKOK-u Wołomin są­siadował z moim biurem w Warszawie i pewnie dlatego zostałem wtedy zapro­szony na rocznicę powstania spółdzielni. Na mszy bez uzgodnienia z kimkolwiek poszedłem do zakrystii i zaproponowałem księdzu proboszczowi, że mogę się podjąć tego czytania.
Uściński (na jednym ze zdjęć z urodzin SKOK-u Wołomin siedzi z G. przy jednym stoliku i szeroko się uśmiecha): - Przyj­mowałem G. tylko jako starosta. O tym, że P. był oficerem WSI, dowiedziałem się niedawno.

ŹRÓDŁO

1 komentarz:

  1. no i co pis wgrał i działa jak tow
    Stalin nakazał. to jest komuna

    OdpowiedzUsuń