PiS - konstytucja 2010.pdf

wtorek, 3 lipca 2018

Bezbronna armia



Nie ma śmigłowców dla wojska, flota nie istnieje, a obronny holding, w którym PiS obsadziło krewnych i znajomych, jest na skraju upadku. Po Antonim Macierewiczu w naszych siłach zbrojnych zostały dymiące zgliszcza

Wojciech Cieśla

Koniec czerwca, święto Marynarki Wo­jennej. Minister obrony Mariusz Błaszczak odsłania pomnik Polski Morskiej na skwerze Kościuszki w Gdyni. Uroczy­stości mają odświętny charakter, chodzi o dwie 100-letnie rocznice: odzyskania niepodległości i obecności polskich sił zbrojnych na Bałtyku. - Były lata zaniedbań, ale ten proces się odwrócił, gdy wygrało PiS - zapewnia minister obrony. Stojący obok prezydent Andrzej Duda też tryska optymizmem.
   Czas na paradę powietrzną. Z warkotem przelatują tylko dwa śmigłowce, oba radzieckiej produkcji. - Miał być trzeci, polska anakonda, ale się zepsuła - zdradza jeden z dowódców marynarki.
   Urzędnicy i prezydent oglądają pokazy z pokładu okrę­tu rozpoznawczego ORP Nawigator.
Cztery dni potem Nawigator też się ze­psuje. Holowniki odstawią go do portu w Gdyni.
   Tak właśnie wyglądają dziś polskie siły zbrojne.

ODWOŁANY ZA MACIEREWICZA
Dwa tygodnie przed paradą w Gdyni na ORP Sokół, jednym z niewielu pol­skich okrętów podwodnych, bandera wędruje w dół. To koniec - Sokół od­chodzi ze służby. Marynarce Wojennej pozostają jeszcze dwie 50-letnie jed­nostki tej klasy. - To okręty do szkolenia załóg, a nie działań bojowych - tłuma­czy nasz rozmówca z dowództwa ma­rynarki. - Jest jeszcze ORP Orzeł, ale w remoncie. Mamy zestaw najstarszych jednostek w Europie. Przetargu na nowe nie będzie.
   Według byłego dowódcy Centrum Operacji Morskich, eme­rytowanego kontradmirała Adama Mazurka, tylko 10 proc. wszystkich polskich okrętów nadaje się do długoletniej służ­by. Reszta ma już wyznaczony termin złomowania. Dwa i pół roku po przejęciu MON przez PiS wśród marynarzy krąży żar­cik: nasze uzbrojenie wkrótce trafi na listę światowego dziedzi­ctwa kulturowego.
   Na pożegnaniu ORP Sokół przemawia kontradmirał Mi­rosław Mordel, inspektor Marynarki Wojennej: - To smutny dzień. Smutny tym bardziej, że oddala się perspektywa po­zyskania okrętu podwodnego nowego typu. Jeszcze pół roku temu, w czasie poprzedniej uroczystości, wydawało się, że to kwestia jeżeli nie tygodni, to miesięcy.
   Mordel pije do obietnic byłego ministra Antoniego Maciere­wicza, że już wkrótce podpisze umowę na nowe okręty. MON przyznaje dziś, że program zakupu się przesunął. Na kiedy? Nie wiadomo. Może ruszy za cztery lata.
   Czas kontradmirała Mordela jest krótszy. Zaraz po wypowie­dzi o stanie floty zostaje odwołany.

ROSJA MIESZA W ZBROJENIÓWCE
- Polska zbrojeniówka jest zarządzana przez wrogów pań­stwa polskiego - uważa gen. Waldemar Skrzypczak, który za czasów PO odpowiadał w MON za zakup uzbrojenia. - Niech pan to koniecznie napisze! To wygląda jak działania rosyj­skiej agentury wpływu. Polska armia nie spełnia żadnych wa­runków, żeby mówić o przygotowaniu bojowym. Sprzęt? Jaki sprzęt! Polska Grupa Zbrojeniowa ma długi, wszystko, co robią, to lipa i ścierna. Zakupy amunicji leżą na łopatkach.
   Gdy w listopadzie 2015 r. resort obrony obejmuje Antoni Macierewicz, ogłasza, że scali państwowy przemysł obronny w Polskiej Grupie Zbrojeniowej (PGZ), popularnie nazywa­nej „Pegazem”. Spółki z grupy - ich zarządy i rady nadzorcze - to polityczny łup zaufanych nowego ministra. Do PGZ trafia­ją ludzie wyciągnięci z aptek, domów kultury i rad powiatów, rodziny przychylnych PiS dziennikarzy. Prezesem jednej ze spółek grupy zosta­je szef centrum kultury, politolog i radny PiS. PGZ zwiększa wydatki reklamowe ośmiokrotnie, wspierając sprzyjające Macierewiczowi media, zwłaszcza „Ga­zetę Polską”. Gdy w Polsce odbywa się szczyt NATO, Ministerstwo Obrony re­klamuje go w mediach Tadeusza Rydzy­ka. - O PGZ mówi się, że to „Polska Grupa Misiewiczów” - żartuje jeden z zawodo­wych żołnierzy.
   A jednocześnie straty spółek „Pegaza” sięgają już kilkudziesięciu milionów zło­tych. PGZ do dziś nie ma strategii, nie ma nawet pionu sprzedaży zagranicznej.
   Jeden z wojskowych lobbystów, z wie­loletnim doświadczeniem na rynku: - Macierewicz wymyślił ideologiczny model, polegający na tym, że polska firma PGZ będzie produkować sprzęt dla polskiej armii. Ideologia jest dobra na spotkania w klubie „Gazety Polskiej”, w wojsku nie działa. PiS nawiązuje do tradycji, że uzbrojenie Polski zawsze jest spóźnione o jedną wojnę. Skutek: armia od dawna nie jest w stanie kupić nawet auta terenowego, następcy wysłużonych honkerów.
Lobbysta ze zbrojeniówki: - Nie dość, że jesteśmy w d..., to jeszcze się cofamy.

KIERUNEK: WYDMUSZKA
Generał Tadeusz Drewniak, były inspektor sil powietrz­nych: - W przemyśle obronnym, jak to mówią, prochu się nie wymyśli. Trzeba mieć konkurencyjny produkt. Nie da się utrzymać takiego molocha jak PGZ, jeśli sprzedaje się sprzęt tylko polskiej armii po zawyżonych cenach. To groteska.
   Pracownik PGZ: - Firma nie jest w stanie zrealizować żad­nego programu dla armii, nie mówiąc o projektach z zagranicz­nymi partnerami. Ludzie Macierewicza zwolnili sto procent kadry odpowiedzialnej za główne projekty wojskowe. Efekt całkowity paraliż głównych projektów PGZ, wartych ok. 60 mld zł. Milionowe straty? Myślę, że to sztuczki księgowe. Stra­ty w PGZ idą w miliardy. Część spółek jest trwale nierentowna. Wyprzedają wszystko, co się da. W zakładach Mesko buszuje CBA, bo firma z dziwnego powodu kupowała proch z Bułgarii trzy razy drożej niż normalnie. Człowiekiem od modernizacji czołgu Leopard za parę miliardów złotych zrobili sprzedawcę z salonu samochodowego.
   Według ludzi z otoczenia Mateusza Morawieckiego, między premierem a szefem MON trwa próba sił. Morawiecki chce, żeby sprawy ekonomiczne (m.in. zakupy dla wojska, PGZ) przeszły pod nadzór jego urzędników.
   Zmiana nadzorcy to również wygodny pretekst do wymiany zarządów spółek. Wysoki rangą wojskowy: - Gdy pół roku temu usunęli z MON Macierewicza, wymieniono w PGZ zarząd, radę nadzorczą. Kim ekipa Morawieckiego zastąpiła misiewiczów, ludzi Macierewicza? Do zarządu PGZ trafił na przykład Mi­chał Kuczmierowski, były harcerz, który wcześniej pracował w marketingu w banku. Mówiąc delikatnie - otworzysz okno, to nie wyfrunie. To wymiana cwaniaczków na kosmonautów.
   W PGZ krążą anegdoty o nowym prezesie PGZ, Jakubie Ski­bie. - Na targi w Paryżu jeździ cały świat. Jedna z najważniej­szych imprez w branży. Tam muszą być szefowie spółek, żeby coś zdziałać, kupić, sprzedać, zwyczajnie się pokazać - opowia­da jeden z pracowników. - Ludzie z wielkich koncernów bar­dzo się zdziwili, że Skiba do Paryża nie przyjechał. Na szczęście nikt im nie powiedział, że właśnie pojechał na wakacje.
   Lobbysta ze zbrojeniówki: - Żeby przetrwać i ukryć straty, zamiast konsolidacji zrobią podział. Będą wydzielać spółki, kombinować. W dwa lata zrobili z „Pegaza” trupa.

Z KAŁASZNIKOWA DO ISKANDERÓW
Czerwiec. Grupa żołnierzy z 15 Pułku Przeciwlotnicze­go z Gołdapi celuje z karabinków w niebo. To jedno z ćwiczeń obrony przeciwlotniczej. - Pewnie celowali w ruską rakietę Iskander - śmieje się jeden z wojskowych. - Widziałem zdję­cie z tych ćwiczeń, przecież to jest śmiech na sali. Obrona przeciwlotnicza leży, obrony przeciwrakietowej zwyczajnie nie ma.
   - Jaki jest stan polskiej armii? - głośno wzdycha generał Ta­deusz Drewniak. - Nie ma ciągłości instytucjonalnej, każda następna ekipa traktuje wojsko jak ziemię jałową. To tak, jak­by miał pan warsztat i kupował zestawy narzędzi w kilku skle­pach. Potem nic do siebie nie pasuje i nic z niczym nie gra.
   Wojskowi, z którymi rozmawiamy, uważają, że sztandarowy pomysł Antoniego Macierewicza, czyli Wojska Obrony Teryto­rialnej, ma sens. Ale wykonanie jest gorzej niż fatalne. - To po­spolite ruszenie, potencjalna partyzantka w czasach wojny. Ale wielu z tych ludzi jest bardzo aktywnych na portalach społecznościowych. W przypadku wojny i konieczności zejścia do pod­ziemia od razu będą zdekonspirowani - mówi jeden z naszych rozmówców.
   Gen. Tadeusz Drewniak: - Czy pan by chciał, żeby w pańskiej gazecie pisali ludzie po 26-dniowym przeszkoleniu? Ja bym nie chciał, żeby mnie tacy ludzie bronili. Dziś młodzi ludzie pchają się do tej formacji, żeby przez WOT dostać się do prawdziwe­go wojska. Ale pomysł na WOT jest chybio­ny, to budowanie partyzantki na czas wojny.
Ja szanuję tradycję AK, ale AK skończyła się wielką porażką, w powstaniu poległy setki tysięcy młodych ludzi. Nawet w Afganista­nie partyzantka nie dała rady.
   Jeden z naszych rozmówców: - Nieofi­cjalnie wiadomo, że WOT źle skalkulowa­no. Jest za drogi. Minister Błaszczak bez przekonania opowiada, że rozwijają WOT, że powołają kilka dodatkowych brygad.
Ale faktycznie finansowanie Wojsk Obro­ny Terytorialnej idzie do zamrażarki. Wy­cofują się też z idiotycznego pomysłu Macierewicza, żeby uzbrajać ich w kara­binki Grot, które nie dość, że nie przeszły badań, to się przegrzewają i zacinają.

ARMIA WIĘKSZA, CZYLI MNIEJSZA
Wojskowy dowcip: jaka jest największa jednostka w pol­skiej armii? Oficerowie odesłani do rezerwy. Mówi jeden z na­szych rozmówców: - Macierewicz czyścił armię z tych, którzy choćby otarli się o PRL. Odeszła jedna trzecia korpusu gene­ralskiego, doświadczeni ludzie po uczelniach NATO, amery­kańskich, po Iraku, Afganistanie, Kosowie. Nie byli w stanie pracować z Macierewiczem. Ale wysocy szarżą oficerowie wciąż zrzucają mundury. Kiedyś odchodzili, bo nie mogli działać pod rządami misiewiczów. Dziś odchodzą, bo Błaszczak nie rozu­mie armii. Obsadza najważniejsze stanowiska w MON cywilami z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdzie przedtem rządził. Ci nie ufają nikomu poza sobą.
   Gen. Tadeusz Drewniak: - Minister nie musi być specjalistą od armii. Musi umieć dodawać dwa do dwóch. Tymczasem pro­paganda zastępuje fakty. Słyszę, że mamy podnieść liczebność armii do 200 tysięcy ludzi. Za co? Nie stać nas na podwajanie armii. Polska nie ma koncepcji obrony państwa. Nie wiemy, co będziemy robić za trzy, pięć, osiem lat. Co jest priorytetem? Pa­trioty? Flota? Co faktycznie jest najważniejszym zakupem dla Wojska Polskiego? Dlaczego w kluczowych programach zaku­pu uzbrojenia nic się nie dzieje?
   Na koniec 2017 r, liczba żołnierzy zawodowych nie tylko nie przekroczyła stu tysięcy, ale była niższa niż rok wcześniej. Jest ich nawet mniej niż w końcówce 2015 roku, kiedy to PiS obej­mowało rządy.

UCIECZKA Z PŁONĄCEGO CZOŁGU
Czerwiec, minister Mariusz Błaszczak wizytuje 25 Bry­gadę Kawalerii Powietrznej w Nowym Glinniku. Razem z żołnierzami ogląda mecz Polaków na mistrzostwach świa­ta. Pozuje do zdjęć na tle rosyjskich śmigłowców, o których już wiadomo, że jeszcze przez długie lata będą podstawowym wy­posażeniem polskich sił specjalnych.
   Rząd PiS nie tylko bowiem nie kupił no­wych, ale zrezygnował z kupna francuskich caracali, wynegocjowanego już przez rząd PO. Inspektorat Uzbrojenia, odpowiedzial­ny za zakupy dla wojska, ogłosił właśnie za­wieszenie składania ofert na śmigłowce dla wojsk specjalnych. W tym samym czasie An­toni Macierewicz na spotkaniach z wybor­cami opowiada, że dzięki niemu Polska ma „trzecią armię w Europie”.
   Sztandarowe programy zbrojeniowe MON opierają się na zakupach sprzętu z USA. Jednak przy wysokim kursie dola­ra ministerstwo musi ciąć wydatki, Zamiast kupować nowe, Polska będzie więc remon­tować przestarzałe śmigłowce - między in­nymi stare Mi-14 oraz Mi-24, które służyły jeszcze w XX w. w Afganistanie.
   - Armia zawodowa się zwija - uważa gen. Waldemar Skrzypczak. - Nie ma śmigłowców dla wojska, nie ma obiecanych dronów, nie ma nawet pół okrętu. Śmigłowce miały być dwa, cztery, dwanaście - za miesiąc, za rok. Nie ma nic. To są Tworki, a nie Ministerstwo Obrony!
   Ostatnio okazało się, że kilkadziesiąt starych czołgów- T-72, pamiętających jeszcze czasy Układu Warszawskiego, które miała kupić Jordania, jednak zostanie w kraju. Po moderni­zacji wrócą do służby. Generał Skrzypczak, były oficer wojsk pancernych, mówi: - To jest skazywanie żołnierzy na pew­ną śmierć. Takie maszyny nie mają szansy na nowoczesnym polu walki. W Iraku załogi T-72 pierzchały z czołgów na wyści­gi, żeby przeżyć. Ludzie, którzy nigdy nie powinni znaleźć się w MON, marnują pieniądze bez żadnej konsekwencji.
   Gen. Tadeusz Drewniak: - Szefowie MON mają to szczęście, że w przeciwieństwie do innych ministrów” nikt ich nie rozli­cza. Wiedzą, że to, co robią, rozliczy dopiero wojna. A tej na ra­zie, na szczęście, nie będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz