PiS - konstytucja 2010.pdf

wtorek, 10 lipca 2018

Mistrz kłamstw



Populiści na całym świecie zorientowali się, że kłamstwo w polityce nie tylko uchodzi bezkarnie, ale wręcz popłaca. Także populiści znad Wisły. Mateusz Morawiecki kłamie przy każdej okazji i bez najmniejszego wstydu

Kłamstwo stało się regu­łą populistycznej nar­racji na całym świecie. Według portalu Politi-Fact Donald Trump kła­mie cztery razy dziennie. Na każdych 100 jego politycznych wypowiedzi 70 okazuje się kłamstwem. Ale to nie robi na wyborcach żadnego wrażenia.

Ludzie chcą być oszukiwani
Współczesny człowiek przyjmuje ogromne ilości informacji. Więcej w ciągu jednego dnia niż 500 lat temu przez całe życie. Media społecznościowe spowodowały swoisty egalitaryzm informacyjny. Trudno uszeregować fak­ty według ich wagi, doniosłości czy zaufa­nia do źródła - wszystko płynie jednym wielkim strumieniem. Z tej masy wybie­ramy informacje, fakty lub opinie, które odpowiadają naszym przekonaniom.
   Kłamiący politycy wykorzystują fakt, że fundamentalną potrzebą ludzkiego mózgu jest spójność przekonań. Chce­my mieć w głowach niezmienny obraz świata, który systematyzuje i tłuma­czy rzeczywistość. Naruszenie tego ładu - w psychologii nazywane dysonansem poznawczym - wywołuje silną reakcję obronną, polegającą na wyparciu faktów, informacji i obrazów, które nie pasują do obecnego układu postaw, przekonań, wierzeń i zachowań. Ten mechanizm do­tyczy wszystkich, niezależnie od prze­konań politycznych. „Oni” mają inne filtry niż „my”, ale filtry mamy w gło­wach wszyscy.
   Ludzie po prostu chcą być oszukani po to, by nie zachwiała się ich wiara. W tym celu są w stanie podważyć każdy kontr­argument; kwestionując wiarygodność źródła, przypisując złe intencje autorowi lub osobie, od której go słyszą. Z drugiej strony przyjmują bezkrytycznie argu­menty lub pseudofakty potwierdzają­ce ich poglądy - dlatego tak popularne stały się fake newsy.
   Populiści świetnie zdają sobie z tego sprawę. Wypchnięci z mediów główne­go nurtu nauczyli się skutecznie korzy­stać ze społecznościowych. A w nich nikt nie weryfikuje prawdy i fałszu. Mało tego - kłamstwo sprzedaje się lepiej. Ma wię­cej cytowań, lajków i udostępnień, bo często jest bardziej atrakcyjne niż praw­da. Dlatego stało się naturalnym ele­mentem propagandy. To, co kiedyś było wstydliwą wpadką - złapanie wysokie­go rangą funkcjonariusza publicznego na łgarstwie - stało się normą.

Wymyślone liczby
Mistrzem mówienia nieprawdy, notorycznym kłamcą jest polski premier Mateusz Morawiecki. Oto tylko niektóre z kłamstw, jakie opowia­dał w ciągu ostatnich dwóch miesięcy.
   Podczas wystąpienia w czasie Euro­pejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach Morawiecki oświadczył, że „Polska jest płatnikiem netto. Polska dostaje z UE 25 mld zł, a zagraniczny kapitał czerpie od nas ok. 100 mld zł”.
   W tym krótkim zdaniu zawarł jed­no wprowadzenie w błąd i dwa jawne kłamstwa. Wprowadzenie w błąd polega na tym, że premier użył sformułowania („płatnik netto”), które jest w unij­nej nomenklaturze ściśle zdefiniowane i oznacza bilans wpłat i korzyści z unij­nego budżetu. Ujęcie w tym równaniu przepływów finansowych z innych źró­deł jest po prostu nadużyciem, mają­cym na celu wprowadzenie słuchaczy w błąd - wywołanie wrażenia, że Polska traci finansowo na członkostwie w Unii Europejskiej.
   Jawne kłamstwa dotyczą podanych przez Morawieckiego liczb. Otóż Polska dostała nie 25 miliardów złotych net­to, lecz 31,9 miliarda. Zagraniczni in­westorzy nie wytransferowali w formie dywidend 100 miliardów złotych, lecz jedynie 31,4 mld. Morawiecki pominął przy tym fakt, że w tym samym czasie zagraniczne firmy zainwestowały w Pol­sce 32,6 mld zł. A to znaczy, że nawet jeśli przyjąć fałszywe równanie premie­ra, to Polska nadal jest beneficjentem netto w sensie bilansowym przepływów finansowych. I to nie biorąc pod uwagę podatków płaconych przez zagraniczne firmy w Polsce!
   Morawiecki stale stosuje też kreatyw­ną księgowość, podając zmanipulowane liczby dotyczące deficytu budżetowego. Ministerstwo Finansów notorycznie nie księguje rezerwy na poczet zobo­wiązań wobec firm, dotyczących zwrotu nadpłaconego VAT. W efekcie premier chwali się nadwyżką budżetową w ko­lejnych miesiącach, która magicznie za­mienia się w deficyt pod koniec roku. Zarazem - przypisując sobie zmyślo­ne sukcesy - obarcza przeciwników politycznych wielokrotnie przesadzo­nymi szacunkami ich błędów: „Wyłu­dzenia VAT pozbawiły nasze państwo ok. 200-250 mld zł. Polakom należy się wyjaśnienie”.
   To nieprawda. Raport firmy doradczej PwC szacuje straty w ściągalności VAT na 53 mld złotych - czyli sumę cztero­krotnie mniejszą.

Słowa kłamią faktom
Rzeczywistość w ustach premiera jest niebywale plastyczna. Morawiecki kompletnie nie trzyma się fak­tów, gdy mówi o swoim programie gospodarczym. Program ten nie ma bowiem nic wspólnego z realizowaną polityką rządu.
   Podstawowym założeniem jego wizji modernizacji Polski było zwiększenie in­westycji. Tymczasem te gwałtownie spa­dają. Stopa inwestycji jest dramatycznie niska i wynosi 17 procent PKB - to naj­mniej od 21 lat! Poziom inwestycji w cza­sach rządów Mateusza    Morawieckiego jest jednym z najniższych w Europie, nie przeszkadza to jednak premiero­wi udawać, że plan nazwany jego nazwi­skiem jest realizowany. A przecież to jedna wielka propagandowa blaga!
Polityka rządu opiera się na rozdawni­ctwie i pompowaniu wzrostu gospodar­czego przez konsumpcję. O modernizacji Polski przy takim poziomie inwestycji można zapomnieć.
   Morawiecki z upodobaniem kłamie w sprawach gospodarczych. Przema­wiając w Parlamencie Europejskim, sta­wiał rządzony przez siebie kraj za wzór: „Dług publiczny w Polsce spadł najmoc­niej od 30 lat”. Kolejne kłamstwo. Dług publiczny systematycznie rośnie.
   Ale polski premier kłamie też często w sprawie uchodźców. Publicznie twier­dzi (za Beatą Szydło - jest to chyba obo­wiązujące stanowisko partii), że Polska przyjęła milion uchodźców z Ukrainy To kolejne kłamstwo. Polska przyjęła pod koniec 2017 roku dokładnie 183 ukra­ińskich uchodźców. Na pobyt czasowy lub stały (dane MSWiA) zarejestrowa­no 149 196 osób, a 15 877 udowodniono nielegalny pobyt w Polsce. Oświadczenia premiera nie mają zatem nic wspólnego z rzeczywistością.
   Co gorsza, kłamstwa premiera nie ograniczają się do wystąpień publicz­nych. Morawiecki mija się z prawdą także w trakcie oficjalnych spotkań i roz­mów z innymi głowami państw. Podczas ostatniego spotkania z Angelą Merkel twierdził, że w Polsce mieszka 25 tys. uchodźców z Czeczenii i że jest to dwa razy więcej niż w Niemczech. Twierdze­nia te są kompromitująco fałszywe, bo prawdziwa liczba Czeczenów mieszka­jących w naszym kraju wynosi cztery ty­siące. Blisko 70 tys. z tych, którzy kiedyś do Polski wyemigrowali, przeprowadziło się - właśnie do Niemiec.

Czysta brudna propaganda
Poza jawnymi kłamstwami mówio­nymi na spotkaniach w mediach lub prosto w oczy Morawiecki uprawia tak­że propagandę niemającą nic wspól­nego z rzeczywistością. Przy ostatniej nowelizacji ustawy o IPN oświadczył, że ustawa, którą właśnie w ekspresowym tempie wyrzuca do kosza, była wielkim międzynarodowym sukcesem.
   Ale to jawna nieprawda! Była klęską. USA i Izrael zastosowały sankcje dy­plomatyczne, a ukraiński rząd wyraził oburzenie. W Polsce kilkadziesiąt osób dokonało autodonosu, chcąc wywołać reakcję prokuratury. Chodziło im o to, by ośmieszyć przepisy.
   W obawie przed międzynarodowymi reperkusjami działanie nowelizacji zo­stało w praktyce przez rząd zawieszone. Twierdzenie, że dyskusja wokół usta­wy podniosła świadomość polskich ra­cji w świecie, jest jawnie fałszywe. Fraza „polskie obozy śmierci” była wyszukiwa­na w internecie około stu razy częściej niż poprzednio i dotarła do milionów ludzi na całym globie.
   Morawiecki posługuje się kłamstwem także taktycznie, w doraźnych celach politycznych. Podczas dyskusji o zagro­żeniu praworządności w Polsce, do któ­rej doszło w Parlamencie Europejskim, powiedział do europosłów: „Czy wie­cie, że ci sędziowie z czasów stanu wo­jennego, którzy wydawali haniebne wyroki, są w bronionym przez was Sądzie Najwyższym?”.
   To kłamstwo, któremu wielokrotnie zaprzeczał profesor Adam Strzembosz - twórca i pierwszy sędzia Sądu Naj­wyższego: „(...) znalazła się w tym są­dzie niewielka grupka sędziów, głównie cywilistów, wobec których nie było za­rzutów dotyczących ich wcześniejszego orzecznictwa. Sędziowie ci, ze względu na wiek, już odeszli z SN, a ich miejsce zajęli profesorowie i sędziowie z karie­rą po 1989 roku, w tym absolwenci KUL. Wszyscy byli objęci lustracją i są nią na­dal obejmowani, jeśli urodzili się przed 1973 r. Wszyscy sędziowie w Polsce zo­stali przed laty zlustrowani, tak jak pro­kuratorzy i adwokaci”. To oświadczenie jest z marca zeszłego roku i z pewnością Morawiecki je zna. Znów kłamie z pre­medytacją.
   W tej samej dyskusji premier stwier­dził: „Sędziowie są dzisiaj o wiele bar­dziej niezależni, niż byli wcześniej”. Nie trzeba być prawnikiem, żeby rozpoznać kłamstwo. W nowej ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa politycy wybiera­ją jej członków, a ci z kolei mianują sę­dziów. Zależność sędziów od polityków jest oczywista.
   W tym kontekście nie mogę pojąć głębokiego paraliżu polskiej opozycji w Parlamencie Europejskim. Nie tylko nie broni praworządności, domagając się sankcji na rząd w Warszawie (sześ­ciu posłów PO, którzy mieli odwagę się wyłamać z narzuconej przez PiS „pe­dagogiki zdrajcy”, zostało ukaranych), ale przede wszystkim nie obnaża ewi­dentnych publicznych kłamstw Morawieckiego. A przecież ma do tego i czas, i trybunę - Parlament Europejski. Dla­czego pozwalają Morawieckiemu bez­karnie kłamać? Dlaczego nie weryfikują jego kłamstw na bieżąco? Za co europosłowie PO biorą niemałe wszak wyna­grodzenia, skoro nie spełniają swoich podstawowych obowiązków opozycji - patrzenia władzy na ręce i weryfikacji prawdziwości jej twierdzeń?

* * *

   Rodzimi polscy populiści szybko uczą się od swego mistrza Donalda Trumpa. To prawda, już nie są na kolanach. Są na moralnym dnie.
   Mateusz Morawiecki, notorycznie kła­miąc, kompromituje siebie, urząd, który piastuje, a przede wszystkim kraj, który reprezentuje. Obawiam się, że kłamstwo stanie się wizytówką polskiej kultury politycznej na lata. Reputację szybko się traci, lecz odbudowuje latami.
Jakub Bierzyński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz