PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Ściśle tajne akta Macierewicza



Marek Dukaczewski „Wprost” ma ściśle tajne dokumenty komisji Antoniego Macierewicza, która pisała raport z weryfikacji WSI. Materiały, w których negatywnie opisywany jest obecny prezydent, wyciekły już w 2007 r.

SYLWESTER LATKOWSKI, MICHAŁ MAJEWSKI

47 stron z adnotacjami „ściśle tajne" „egzemplarz pojedynczy” - tak wygląda materiał, w którego posia­daniu jesteśmy. To pierwszy twardy dowód, że z komisji Macierewicza wyciekły dokumenty, które w 2007 r. były podstawą stworzenia tzw. aneksu do raportu z weryfikacji WSI.

WYCIEK SPRZED SIEDMIU LAT
Papiery wyciekły z zespołu Macierewi­cza siedem lat temu. I trafiły od jednego z członków komisji do wąskiej grupy osób, m.in. kilku dziennikarzy i PR-owców. Dwa tygodnie temu jeden z nich, zastrzegając anonimowość, przekazał dokumenty redak­torowi naczelnemu „Wprost” Sylwestrowi Latkowskiemu.
Dlaczego jemu? Wiedział, że Latkowski interesuje się od dawna tematem Wojsko­wych Służb Informacyjnych. Wspólnie z Pio­trem Pytlakowskim z „Polityki” zamierza opublikować książkę na ten temat. Papiery, jak wynika z zebranych przez nas informacji, wyciekły jeszcze na etapie pisania aneksu do raportu WSI, czyli przed październikiem 2007 r. Materiał jest częściowo rozproszony, nie są to kolejno ponumerowane strony. Kilka kartek dotyczących jednego aspektu, kolejnych kilka - innego. Widać, że materiał jest wyjęty z większego opracowania. Strony nie mają numeracji. Na części są adnotacje „ściśle tajne” i „egz. poj.” Skąd przekonanie, że materiał jest autentyczny? I że posłużył do tworzenia aneksu?

ANEKS U PREZYDENTA
Przypomnijmy. Główny raport Macierewi­cza został opublikowany w połowie lutego 2007 r. Weryfikacja WSI trwała jednak nadal. Niemal od razu Macierewicz i jego ludzie za­brali się do pisania aneksu do raportu, który miał być rozszerzeniem opublikowanego dokumentu. W październiku 2007 r. aneks trafił do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ten jednak nie zdecydował się go ujawnić. Dokument do dziś pozostaje ściśle tajny i znajduje się w Kancelarii Prezydenta.
Przez ostatnie dwa tygodnie sprawdzali­śmy autentyczność posiadanych przez nas papierów. Nabraliśmy pewności, że materiał pochodzi z komisji Macierewicza i posłużył do stworzenia ostatecznej wersji aneksu do raportu. Skąd ta pewność? Po kolei.

HANDEL BRONIĄ I KOMOROWSKI
Nasz informator był w bliskich związkach z osobami posądzanymi, że mają nie­uprawniony dostęp do papierów komisji poprzez jednego z jej członków. To była pierwsza poszlaka. Od 2007 r. pojawiały się niepotwierdzone informacje, że ściśle tajne materiały służące do napisania aneksu wyciekły z komisji Macierewicza. Nie było jednak twardego potwierdzenia tych wiadomości. Dziś są już na to materialne dowody. Dokumenty, które mamy, są merytorycznie zgodne z zapowiedziami autorów aneksu, w tym samego Macierewicza - papiery są poświęcone przedsięwzięciom gospodar­czym Wojskowych Służb Informacyjnych i handlowi bronią.
Kolejny element: obszerne passusy do­kumentu, do którego dotarliśmy, dotyczą Bronisława Komorowskiego, który - według przecieków do mediów - ma być właśnie jednym z bohaterów aneksu. To na razie poszlaki. Są też jednak twarde, bezsporne dowody, że papiery są prawdziwe. Dowody te są w samych dokumentach.

WYSŁUCHANIA PUŁKOWNIKA O PREZESA
Skąd na przykład wiadomo, że nie jest to wybrakowany materiał, który pozostał po głównym raporcie Macierewicza publiko­wanym w lutym 2007 r.? W dokumentach są treści, które mogli znać tylko członkowie komisji weryfikacyjnej. Przykład? W przy­pisach papierów, które mamy, autorzy powołują się na wysłuchanie przed komisją weryfikacyjną płk. D.M. (w papierach jest pełne nazwisko). To wysłuchanie, jak można przeczytać, odbywa się 31 maja 2007 r., czyli ponad trzy miesiące po publikacji głównego raportu.
Odnaleźliśmy płk. D.M. Spytaliśmy go, czy był wysłuchiwany przez komisję Macierewicza pod koniec maja 2007 r.
- Byłem wysłuchiwany przez komisję dwa razy. Już po publikacji raportu. Pierwszy raz w marcu lub w kwietniu 2007 r. Drugi raz jakieś dwa miesiące później. Także to by się zgadzało - odparł.
W kolejnym z przypisów mowa jest o tym, że 30 maja 2007 r. komisja wysłuchiwała prezesa W., szefa firmy zajmującej się han­dlem bronią.
Zadzwoniliśmy do W.
- Czy pan 30 maja 2007 r. był wysłu­chiwany przez komisję Macierewicza? - spytaliśmy.
- Wkraczamy w obszar spraw tajnych. Mam ten komfort, że mogę się zasłonić niepamięcią - W. śmieje się do słuchawki.
- Czy przypadkiem nie jest tak, że ktoś próbował grać tymi papierami? Na przykład składał propozycję, że pewne rzeczy można w aneksie pominąć?
- Jest pan blisko sedna sprawy. Powiem tylko, że nie jest pan pierwszą osobą, która pyta mnie o tamto wysłuchanie - mówi prezes W.
Kolejny trop. W raporcie komisji An­toniego Macierewicza, publikowanym w lutym 2007 r., autorzy omyłkowo łączą w jedną postać dwóch słynnych handlarzy bronią: Monzera al-Kassara i Adnana Khashoggiego. W dokumentach, które mamy, ten błąd jest już naprawiony i obu handlarzom po­święcone są obszerne, zgodne z faktografią fragmenty.

PAPIERY KONTRWYWIADU
Pokazaliśmy papiery byłemu oficerowi wy­wiadu WSI. - Jedną z opisywanych tu historii znam. Nazwiska oficerów i ludzi z branży zbrojeniowej się zgadzają, ale niewiele będę mógł wam pomóc. Dlaczego? Bo to jest do­kument stworzony na podstawie papierów kontrwywiadu wojskowego - ocenił.
Poszliśmy do innego oficera wywiadu:
- Nazwiska oficerów, stopnie wojskowe się zgadzają. Używana nomenklatura, język również.
- Na przykład?
- Na przykład ZZT WSI, czyli zakład zabezpieczenia technicznego. OPP, czyli oficer pod przykryciem. BBW, czyli Biuro Bezpieczeństwa Wewnętrznego WSI, które było swoistą policją w policji. APW - akta postępowania weryfikacyjnego. Teczka WS, czyli współpracownika. Określenia teczek: dwa zera na początku, czyli ściśle tajne, jedno zero, czyli tajne. Tutaj wszystko się zgadza.
Spotkaliśmy się z byłym oficerem kontr­wywiadu. Nie miał najmniejszych wątpliwości, że dokument powstał w dużej mierze na podstawie akt oddziału szóstego kontrwy­wiadu wojskowego. Oddział szósty trzymał pieczę nad branżą zbrojeniową. W ostatnim okresie działalności WSI pracowało w nim około dziesięciu oficerów. Na potrzeby tej jednostki działali jednak również żołnierze WSI w innych miastach Polski.

HANDLARZE Z SZÓSTKI
W przypisach do dokumentów, które ma „Wprost” przywoływane są konkretne nazwy teczek, m.in. „Firmy polskie”, „Handlarze” „Rynki”, „Indie”, „Sprawa problemowa Pestka”. - To są wszystko teczki z oddziału szóstego. Takie właśnie były ich tytuły. Nazwy, nazwiska, daty, okoliczności są prawdziwe. Fakty się zgadzają. To są poważne sprawy i nie ma tu lipy. Mówię o faktach, a nie o interpretacjach, które również znajdują się w papierach, które mi pokazujecie. W jednym z przypisów znajdują się nawet słowa z mojej notatki - usłyszeliśmy od byłego oficera kontrwywiadu.
- Jednego nie rozumiemy. To są bardzo ciekawe materiały. Dlaczego te kwestie nie zostały przedstawione w głównym raporcie Macierewicza, który publikowano w lutym 2007 r. ? - pytamy tę samą osobę.
- Dobre pytanie. Macierewicz i jego zespół od początku byli zainteresowani go­spodarczymi przedsięwzięciami WSI. Z tego, co wiem, szef „szóstki” był wysłuchiwany przez Macierewicza na samym początku, już jesienią 2006 r., zaraz po gen. Marku Dukaczewskim. Tyle że weryfikatorzy niewiele mogli zrobić. Wytłumaczenie jest dość zabawne. Otóż weryfikacja toczyła się w bałaganie i sprinterskim tempie. Dopiero po publikacji głównego raportu weryfika­torzy wpadli na to, że oddział szósty w od­dzielnym pokoju ma dość zasobne archiwum - odpowiada rozmówca z kontrwywiadu. Archiwum oddziału było spore, papiery gromadzono w szafach pancernych. Kwa­termistrzostwo WSI utyskiwało nawet, że szaf w oddziale szóstym jest zbyt wiele i grozi to zawaleniem stropu w budynku przy ulicy Oczki w Warszawie. Do teczek w archiwum „szóstki” trafiały papiery związane z firmami zbrojeniowymi, ich przedsięwzięciami, pro­cesami koncesyjnymi, dokumenty na temat postaci z branży. Wszystko było podzielone i posegregowane tematycznie.

KASA ZA TAJNE PAPIERY
- Może jednak komisja Macierewicza miała dostęp do tego archiwum wcześniej? W głównym raporcie, publikowanym w lu­tym 2007 r., co prawda mniej szczegółowo, ale jednak są poruszone niektóre tematy związane np. z handlem bronią. W głównym raporcie są powołania na akta z teczki „Firmy polskie”. Co panna to? - dopytujemy oficera kontrwywiadu.
- Niektóre tematy są zasygnalizowane w raporcie, ale wyrywkowo i na podstawie teczek, które mieli u siebie oficerowie „szóstki”. Na etapie pisania głównego ra­portu komisja Macierewicza nie miała jeszcze wiedzy o archiwum oddziału. Informacja o tym, że do niego dotarli, do mnie trafiła bodaj w marcu 2007 r., czyli już po publi­kacji raportu. Usłyszałem też, że archiwum „szóstki” to jest teraz podstawa do pisania aneksu do raportu WSI.
- Czy pan widział kiedyś dokumenty, które teraz panu pokazujemy?
- Nie. Natomiast wiosną 2007 r., czyli w okresie, gdy pisany był aneks, przyszedł do mnie płk Leszek Tobiasz [oficer WSI, zmarł w lutym 2012 r. - red.]. Pokazał fragmenty tekstu. Dokument był podobnie złamany, podobna czcionka i przypisy do tego, co wi­dzę tu. To nie było aż tyle kartek. To również był dokument sporządzony na podstawie ar­chiwum „szóstki” ale inne fragmenty niż te, które widzę teraz. Leszek powiedział, że to są materiały, które mają się znaleźć w aneksie. I można zorganizować kasę, żeby to jednak z aneksu wypadło. Zrozumiałem, że chodziło o organizowanie kasy od biznesmenów i firm, które się we wstępnym dokumencie pojawiły. Odpowiedziałem mu, że nie będę organizował żadnej kasy, bo będąc w kontrwywiadzie, nie popełniałem przestępstw i nie wchodzę w takie projekty - opowiada nasz rozmówca z kontrwywiadu.
- Tobiasz powiedział, skąd ma te papiery?
- Mówił, że dostał je od płk. L., który ma relacje z ludźmi będącymi blisko komisji Macierewicza.

MACIEREWICZ NIE REAGUJE
O sprawie chcieliśmy porozmawiać z An­tonim Macierewiczem, który w 2007 r. był przewodniczącym komisji weryfikacyj­nej WSI. Nie zareagował on jednak na naszą prośbę o kontakt. Redakcja „Wprost” nie zamierza ukrywać zdobytych materiałów. Jeśli śledczy wystąpią o nie, przekażemy dokumenty do prokuratury. Co konkretnie znajduje się w papierach, do których dotarli­śmy? Główne wątki opisujemy w artykułach znajdujących się na kolejnych stronach dzisiejszego „Wprost”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz