PiS - konstytucja 2010.pdf

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Księży obcowanie



Nauczyciel religii wielokrotnie uprawiał w szkole seks ze swoją uczennicą.
On jest księdzem, ona osobą niepełnosprawną.

Chodzi o 44-letniego ks. Krzysztofa K. (na zdjęciach), do niedaw­na proboszcza para­fii Podwyższenia Krzyża Świętego w Wojnowicach (diecezja opolska).
  Gdy sprawa wyszła na jaw, bi­skup Andrzej Czaja ewakuował podwładnego - „ze względów zdro­wotnych” - do innej parafii. Jego „leczeniem” zajęła się prokuratura.
Przed sądem rejonowym w Ra­ciborzu rozpocznie się za kilka dni proces księdza. Jest on oskarżony o to, że „czynem ciągłym wykorzy­stując bezradność... (tu personalia wychowanki Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Nie- słyszących i Słabosłyszących w Ra­ciborzu - red.) doprowadzał ją do obcowania płciowego”. Przestęp­stwo zagrożone jest karą pozbawie­nia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Według prokuratury duchowny przez dwa lata wykorzystywał upo­śledzoną słuchowo nastolatkę, od­bywając z nią stosunki seksualne

na terenie ośrodka,
gdzie „dzieci gorszego Boga” w wie­ku od lat 7 do 25 uczą się i mieszka­ją. Proboszcz dorabiał tam jako na­uczyciel religii. Szefowa raciborskiej prokuratury Danuta Kozakiewicz poinformowała nas, że oskarżony nie przyznał się do winy i skorzystał z prawa do odmowy składania wy­jaśnień. Ze względu na dobro po­krzywdzonej śledczy nie ujawniają żadnych innych szczegółów. W peł­ni respektując tę ochronę, dodaj­my tylko tyle, że prawdopodobnie w czasie pierwszego stosunku z pro­boszczem dziewczyna miała więcej niż 15 lat i wielebny nie zmusił jej do seksu przemocą, co będzie dlań okolicznością łagodzącą.
   Ksiądz Krzysztof K. wpadł przez swoją nieostrożność. Komu­nikował się z wychowanką m.in. za pośrednictwem Internetu. W mai­lach i na prywatnym kanale porta­lu społecznościowego chętnie wra­cał wspomnieniami do randkowych doznań. Opisywał rozkosze bez owijania w bawełnę, ze szczegóła­mi najbardziej intymnymi... Dostęp do tej konwersacji uzyskała jakimś sposobem koleżanka uwiedzionej uczennicy i zawiadomiła kierow­nictwo placówki. Dyrektor Aga­ta Tańska zareagowała wzorowo. Zgłosiła sprawę prokuraturze, za­pewniła podopiecznej dodatkową pomoc psychologiczno-pedago­giczną i dyskrecję chroniącą przed napastliwymi komentarzami innych wychowanków.
   Internet nie gwarantuje anoni­mowości, więc zabezpieczone przez prokuraturę dowody cyfrowe uza­sadniające postawienie ks. Krzysz­tofowi K. zarzutów były niepodwa­żalne. Ale biskup Czaja przyjął jego dymisję dopiero na finiszu śledztwa. Bo nagle ciężko biedaczyna „zacho­rował”. W Wojnowicach zorganizo­wano nawet uroczyste pożegnanie

„ukochanego duszpasterza”,
o którym do dzisiaj pół wsi nie da złego słowa powiedzieć. Pozostaje on też w pamięci kółka tzw. margaretek, które niosą mu „modli­tewną pomoc” z powodu „zagro­żeń kapłaństwa we współczesnym świecie”. Biskup skierował ks. Krzysztofa K. na posadę rezydenta sanktuarium św. Jacka w Kamieniu Śląskim - z prawem do odprawia­nia mszy, spowiadania i udzielania komunii. Nie wolno mu jedynie katechizować nieletnich. Cztery mie­siące później zmieniono przydział i trafił - też jako rezydent - do pa­rafii Matki Bożej Bolesnej w Kędzierzynie-Koźlu. Według kurii jest tam do dzisiaj, ale kędzierzyński proboszcz ks. Ewald Kudlek twierdzi, że nie ma bladego poję­cia, gdzie jego kolega przebywa.
   Rzecznik prasowy biskupa opol­skiego ks. Joachim Kobienia za­pewnił nas, że kościelne procedury kanoniczne zostaną uruchomione, jak tylko zapadnie prawomocny wyrok skazujący. To znaczy za 2-3 lata lub jeszcze później. Zdobyli­śmy numer telefonu komórkowego ks. Krzysztofa, ale nie odbiera po­łączeń od nieznajomych. Nie odpo­wiada też na SMS-y. Podobno leczy zszarpane nerwy na rekolekcjach.
   Mówi nauczycielka ośrodka w Raciborzu: - Ksiądz Krzysztof to był taki brat łata i niewątpliwie dawał się lubić. Jako mężczyzna był niespecjalnie atrakcyjny, więc może dlatego szukał towarzystwa dziew­cząt. Obejmował je, głaskał, niby w żartach przytulał, pokazywał zdję­cia i opowiadał o swoich wojażach zagranicznych... Już po wybuchu afery koleżanka ze Strzelec Opol­skich opowiadała mi, że podrywał panienki, będąc tam wikariuszem i nauczycielem religii w gimnazjum. Krążyły pogłoski, że wabił je dosyć skutecznie, zwłaszcza te najbardziej nawiedzone religijnie. Nie dostał po łapach, więc się rozzuchwalił.
   Seksualne wykorzystywanie przez księży osób niepełnospraw­nych jest zjawiskiem coraz częściej spotykanym. W czerwcu 2015 roku dostał za to siedem lat więzienia ks. Paweł K. z Wrocławia („Księ­ża pedofile na wolności” - „FiM” 39/2015). Wrócił już do „zdrowia” i duszpasterstwa ks. Jacek C. z ar­chidiecezji szczecińskiej, który oso­biście onanizował niepełnospraw­nego chłopca nadając ich „wspólnej tajemnicy” rangę spowiedzi. Na roz­strzygnięcie czeka sprawa ks. Bog­dana S., byłego proboszcza parafii św. Kazimierza Królewicza w Ko­byłce (powiat wołomiński), który 19 kwietnia 2015 roku „złożył rezygna­cję z urzędu ze względu na stan zdro­wia”. Zaniemógł, gdy wyszło na jaw, że jego nastoletnia partnerka jest lekko upośledzona intelektualnie.
   Spotkanie z prokuratorem nie grozi na razie księdzu Dariuszo­wi D., wikariuszowi parafii św. Ja­kuba Apostoła w Głownie (diece­zja łowicka) i nauczycielowi religii w miejscowej Szkole Podstawowej nr 1. Rodzice uczniów zarzucają katechecie nagminne stosowanie wobec dzieci przemocy fizycznej i psychicznej. Organizował także osobliwe „zabawy”, to znaczy grę podczas lekcji w tzw. głuchy telefon z odmienianym na różne przypad­ki słowem „seks” lub we wzajemną „myjnię”. Z dotykaniem

okolic intymnych.
   Ksiądz Dariusz D. osobiście nie nadstawiał się do „mycia”, ale uważ­nie obserwował, czy dzieciak jakie­goś narządu u kolegi nie pominął...
   15 listopada odbyło się spot­kanie rodziców z kierownictwem szkoły. Dyrektor Adam Kubiak poinformował, że rozmawiał już z proboszczem parafii ks. Stani­sławem Banachem i ustalili, że katecheta zostanie zwolniony za porozumieniem stron. Proboszcz wyjaśnił, że ks. Dariusz D. po­twierdził mu prowadzenie na reli­gii „zabaw w myjnię” i wyraził ubo­lewanie, jeśli zostały one „opacznie odebrane” (sic!).
   Mówi nasz sympatyk, ksiądz z Łowicza: - W kurii wybuchła pa­nika, że jakiś rodzic może zawiado­mić prokuraturę. Biskup (Andrzej Dziuba - red.) wezwał księdza Da­riusza na przesłuchanie i od razu skierował go na „rekolekcje”. Gość jest dosyć dziwny, pochodzi z gru­py tzw. spóźnionych powołań. On chyba już wcześniej miał coś za pa­zurami, bo trzy lata po wyświęceniu biskup wysłał go do pracy na Ukra­inę. No i pewnie tam wróci.
   Szlaki na wschód są przetarte. Między innymi przez słynnego ło­wickiego pedofila ks. Wincente­go P. oraz byłego dyrektora Papie­skich Dzieł Misyjnych ks. kanonika Dariusza K., „bohatera” głośnej afery związanej z molestowaniem ministrantów i kleryków płockiego seminarium duchownego.
MARCIN KOS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz