PiS - konstytucja 2010.pdf

wtorek, 4 lutego 2014

Czarna lista biskupa



Częstochowski arcybiskup Wacław Depo chce, by powstała lista dobrych i złych mediów. I by Episkopat Polski jasno powiedział, co katolikowi wolno czytać i oglądać.
Tak jak on myśli wielu biskupów.

ALEKSANDRA PAWLICKA
Zgłoszę propozycję, by episko­pat zachęcał i zobowiązywał wiernych do odpowiedzialno­ści za to, co wybierają w mediach, co jest ich codziennym medialnym po­karmem, żeby robili z tego rachunek sumienia - oświadczył na łamach kato­lickiego tygodnika „Niedziela”.
Arcybiskup Depo zapowiada stworze­nie listy zalecanych mediów i postuluje, by „rekolekcjoniści i katecheci zobowią­zywali dorosłych i młodych do czytania przynajmniej raz w tygodniu jakiegoś katolickiego czasopisma”. A kto tego nic zrobi albo sięgnie po wrogi tytuł, będzie się z tego musiał spowiadać.

Praktyka, nie teoria
- Lista zalecanych i zakazanych me­diów to absurd, naraziłaby hierarchów na atak, że chcą ubezwłasnowolnienia jednostki. Zresztą po co ją ogłaszać, skoro od dawna i tak funkcjonuje. Po co dorabiać teorię, skoro jest praktyka? W tym sensie abp Depo głośno mówi to, co myśli wielu biskupów - przyzna­je jeden z hierarchów uczestniczących w pracach episkopatu.
- Jak wielu? - dopytuję. - Czy my­ślący w ten sposób biskupi stanowią większość?
- Skoro zdołali wybrać abp. Depo na przewodniczącego rady ds. me­diów, to znaczy, że jest to siła decydująca - odpowiada mój rozmówca.
Z pytaniem o szanse wcielenia po­stulatów abp. Depo w życic zwracam się także do rzecznika episkopatu, ks. Józefa Klocha. Odpowiada z dużą ostrożnością: - W tej chwili taka pro­pozycja nie została zgłoszona, bo ostatnie zebranie plenarne było w paź­dzierniku 2013 r, a kolejne odbędzie się w marcu 2014 r. O tym, czy po zgłosze­niu propozycji temat zostanie podjęty, zadecydują biskupi.
Na tym samym posiedzeniu będzie wybierany także nowy szef episkopa­tu, bo kadencja obecnego, abp. Józe­fa Michalika, dobiega końca. Dojdzie wówczas do konfrontacji dwóch od lat ścierających się w episkopacie frak­cji: radio maryjnej i liberalnej. Batalia o media jest jej elementem.

Człowiek abp. Głodzia
Arcybiskup Depo został szefem Rady Episkopatu ds. Środków Społeczne­go Przekazu w czerwcu w 2012 r. Jego kontrkandydatem był abp Stanisław Bu­dzik, byty rzecznik nieżyjącego już bp. Józefa Życińskiego, sekretarz generalny episkopatu, który doprowadził do pod­pisania porozumień Kościoła z pub­licznymi mediami (telewizją i radiem). A także szef rady programowej Katoli­ckiej Agencji Informacyjnej, czyli kan­dydat, wydawałoby się, stworzony do roli szefa rady ds. mediów r. A przede wszystkim dający szansę na zmianę. Przez poprzednie 11 lat funkcję tę pełnił abp Sławoj Leszek Głódź, hierarcha kon­serwatywny i silnie związany z Tadeuszem Rydzykiem, przewodzący równocześnie Zespołowi Biskupów ds. Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja. Ale abp Głódź po­stanowił, że sam wyznaczy następcę. Ku zaskoczeniu wielu biskupów wskazał kan­dydaturę abp. Depo.
- Sam w sobie abp Depo nie jest w epi­skopacie wpływowy, ale jako szef komisji ds. mediów staje się narzędziem w ręku radiomaryjnej frakcji - mówi jeden z bi­skupów i dodaje: - Istotne jest również to, że kilka miesięcy wcześniej abp Depo ob­jął diecezję częstochowską. Powierzenie mu ważnej funkcji w episkopacie to ko­lejny krok w zawłaszczeniu Jasnej Góry przez konserwatywną część hierarchów".
Arcybiskup Depo szefem diecezji często­chowskiej został na przełomie 2011 i 2012 r. Wkrótce potem ojcowie paulini przyjęli go w szeregi konfratrów. Przeor klasztoru o. Roman Majewski znalazł w abp. Depo bratnią duszę, jeśli chodzi o konserwatyw­ne poglądy i sympatie polityczne.

Sny o potędze
- Nie należy słuchać dziennikarzy nie­wierzących, bo „funkcjonują w katego­riach korzyści, a nie wolności” - mówił abp Depo „Gościowi Niedzielnemu” krót­ko po tym, jak został szefem rady ds. me­diów. Jako przykład medium, które nie jest wolne, wskazywał TVN.
- Nieoficjalna lista „zniewolonych me­diów” funkcjonująca w episkopacie jest dłuższa i dość oczywista - mówi „Newsweekowi” jeden z biskupów i wymienia:
- Oprócz TVN to także Polsat, w znacznej mierze TVP, „Gazeta Wyborcza”, „News­week”, „Polityka”, „Wprost”, a nawet kato­licki „Tygodnik Powszechny”, który bywa wobec poczynań hierarchów krytyczny.
Podczas ubiegłorocznej mszy z okazji Wielkiego Czwartku częstochowski me­tropolita zapowiedział: „Takiej kulturze, w której kłamstwo i dyskryminacja wy­stępują pod maską prawdy i wolności, bez odniesienia do Boga i Jego prawd, mówi­my nie. Nie pozwolimy!”.
Zwolennikiem jego tezy o złych i do­brych mediach jest częsty w ostatnich la­tach gość na Jasnej Górze - Jarosław Kaczyński. Podczas pielgrzymki rodzin w 2013 r. prezes PiS w towarzystwie ar­cybiskupa przekonywał wiernych: „Przed nami długa droga do zapewnienia równo­wagi w polskich mediach. Dopóki tego nie zrobimy, Polska nie będzie krajem demo­kratycznym. Nie będzie krajem, w którym wszyscy będą wyrażać swoją wiarę w spo­sób równy. Dziś mamy przewagę tych, których poglądy nie mają nic wspólnego z myśleniem narodu. Musimy to zmienić. Do końca!”
A przy innej okazji abp Depo mówił: „I tu rodzą się pytania organizacyjno-strukturalne: czy odrębne, potężne medium?”

Diabelski zamęt
Poglądy abp. Depo w sprawie mediów łatwo prześledzić w kazaniach i wywia­dach. Na Forum Dziennikarzy Katolickich w Hebdowie w grudniu 2012 r. mówił: „W 1989 r. powstał niesprawiedliwy oli­garchiczny podział mediów i w związku z tym zmieniają się rządy, koalicje, ale nie ośrodki opiniotwórcze, przez co dokonu­je się ostrzejsza niż na Zachodzie »jełopizacja« i »tabloizacja« życia społecznego”.
- Ten pogląd - jak wyznaje mi jeden z księży - oparty jest pewnie na anegdocie opowiadanej przez hierarchów. Podczas wizytacji biskupa w podległej mu parafii na stoliku przy wejściu na plebanię, hie­rarcha dostrzegł wyłożoną tam prasę. Dwa tytuły: „Niedziela” i „Fakt”. Zaskoczonemu takim doborem biskupowi, udzielono wy­jaśnienia: „Niedziela” jest dla proboszcza, a „Fakt” dla wikarego. Ale potem wymie­niają się poglądami!”.
Ale dla abp. Depo to nie jest tylko aneg­dota. Jego zdaniem przyczyną „jełopizacji” i „tabloizacji” jest fakt, że 70 proc. stanowią media lewicowo-liberalne, któ­rych celem jest przyzwyczajanie odbior­ców do „produktów' zatruwających rozum i serce”. To dlatego „Kościół katolicki stal się tarczą strzelniczą fałszywych idei. Ob­serwuje się rosnący wypływ polityki partii, mediów’, biznesu, laickiej mediokracji wo­bec Kościoła”. Dlatego biskup nazywa te media diabelskim zamętem i drwiną sza­tana. A jednocześnie wzywa katolików’ do „uwrażliwienia się na nową formę cenzury tzw. polityczną poprawność i konformizm wobec salonu”.

Walka z salonem to wyzwanie zbliżają­ce abp. Depo do prawicowych dzienni­karzy. Częstochowski metropolita lubi spotykać się nie tylko z redaktorami koś­cielnych mediów, takich jak „Niedziela”, „Gość Niedzielny” czy klasztorne Ra­dio Fiat. W 2012 r. patronował pierwszej pielgrzymce dziennikarzy na Jasną Górę. Wzięli w niej udział m.in.: Piotr Sem- ka, Krzysztof Czabański, Wojciech Resz­czyński, Krzysztof Skowroński. Jednym z głównych organizatorów była założo­na przez Jana Żaryna i Ewę Stankiewicz Obywatelska Komisja Etyki Mediów, którą tworzą przedstawiciele „Gazety Polskiej”, „Frondy”, „Nowego Państwa” oraz serwisów? internetowych wPolity­ce,.pl i Niezależna.pl. Krótko mówiąc: ci, którzy uważają się za prześladowanych przez tzw. medialny mainstream.
Słowa częstochowskiego metropolity, że „wobec szkodliwej mediokracji i wszelkie­go zamętu powinna nas charakteryzować integracja, która stworzyłaby przeciwwa­gę dla koncernów medialnych w Polsce” to woda na ich młyn. Uczestnicy dziennikar­skiej pielgrzymki zgodnie wyznali, że pora skupić się wokół takich wartości jak Bóg, Kościół, ojczyzna, godność, prawda, wy­trwałość, solidarność i wolność. Wartości, o których pozostałe media zapomniały.
Obsługę medialną pielgrzymki zapew­nił o. Tadeusz Rydzyk i jego Telewizja Trwam.

Częstochowski metropolita nie ma wąt­pliwości, co jest wzorcem z Sevres dla polskiego dziennikarstwa: „Miejsce ewangelizacji i dzieło promieniowania ewangelizacji, która jest w Toruniu, która jest utożsamiana z Ojcem Dyrektorem”.
- Radiu Maryja mówi, że „jest dla nas darem i to niewąt­pliwie darem w przekazie prawdy, której nas pozbawio­no’’. O Telewizji Trwam, że tylko jej obecność na cyfrowym multipleksie będzie dowodem dla „ludzi dobrej woli, ale także tych pozostających na obrzeżach Kościoła, a nawet jego przeciwników, na wolność medialną w Polsce”.
Szymon Hołownia, katolicki dziennikarz związany z religijną stacją koncernu TVN, już w 2012 r. przestrze­gał: „Jeśli medialna refleksja Episkopatu Polski ograni­cza się do konstatacji: »Religia.TV - be. Telewizja Trwam - cacy«, oznacza to, że kryzys na linii biskupi - środki ma­sowej komunikacji będzie się pogłębiał”.
Dziś pytam szefa telewizji Religa.TV, ks. Kazimie­rza Sowę, czy obawia się medialnej cenzury abp. Depo - tego, że jego stacja może się znaleźć na czarnej liście.
- Czy stałbym się moralnie lepszym człowiekiem, gdy­bym słuchał tylko Radia Maryja, oglądał TV Trwam? I czytał „Nasz Dziennik”? - odpowiada i dodaje: - Po­wiedzenie katolikowi, co powinien, a czego nie powinien czytać, słuchać i oglądać, to są pobożne życzenia części episkopatu.

Ksiądz stawia na karierę
Arcybiskup Wacław Depo postawił na Tadeusza Rydzy­ka kilka lat temu, gdy abp Głódź zaprosił go do współpra­cy w episkopacie w radzie nadzorującej działalność Radia Maryja. Od maja do sierpnia 2006 r. Depo współprze­wodniczył nawet pracom rady. W sierpniu 2006 r. został biskupem i od razu dostał w zarząd diecezję zamojsko - -lubaczowską. Parę miesięcy później został szefem wspól­nej komisji biskupów i przełożonych zakonów. Jego ka­riera nabrała tempa.
- To był niesamowity zwrot. Depo zmienił się, jak­by ktoś przestawił mu wajchę o 180 stopni. Zaczęły się umizgi do Rydzyka, a przecież wcześniej to był zwykły, zdroworozsądkowy ksiądz. Mówiło się o nim nawet, że mógłby być następcą naszego bp. Chrapka - mówi emery­towany radomski ksiądz, obserwujący karierę abp. Depo.
Biskup Chrapek należał do liberalnej frakcji Kościoła. Tej, która głosi służbę wiernym, a nie kościelnej instytu­cji. Zakładał jadłodajnie dla ubogich, banki żywości, or­ganizował badania mammograficzne dla kobiet na wsi. Zginął w 2001 r. w wypadku samochodowym. Wacław Depo był z radomską diecezją związany przez lata. Zaj­mował się tutejszym duszpasterstwem akademickim.
- Jego przemiany nie mogę wytłumaczyć sobie inaczej, jak tylko czystym koniunkturalizmem. Gdy zabrakło do­tychczasowego promotora, wybrał ścieżkę gwarantującą karierę. Postawił na ciemniejszą, ale i bardziej wpływową stronę episkopatu - mówi radomski ksiądz.
Ani abp Depo, ani jego rzecznik nie chcieli rozmawiać z „Newsweekiem”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz